niedziela, 8 marca 2015

Rozdział 20 Człowieku nad moją głową przeleciała mikrofalówka!

*Savannah*
To mój pierwszy ranek z rodzinami Lynch i Marano. Gdy się obudziłam w moim nowym białym pokoju najpierw myślałam, że mnie porwano. Później sobie wszystko przypomniałam. Wracając. Obudziłam się przez pewnego brązowego osobnika. Tak zgadliście! Przez Ryland'a. Zaczęłam go gonić z łopata w rękach. Tak wyglądał mój poranek. Później było śniadanie. Na śniadanie były różności. Od tostów z dżemem po jajka sadzone. Chłopacy się bardzo wygłupiali. Przykładem jest Rocky i Ross. Ci dwaj zmieszali jajka, tosty, sałatkę, dżem, pieczywo i masę krówkową z myślą, że będzie to smakowało. Zrobili z tego kanapkę i podrzucili ją Riker'owi, gdy ten był w toalecie. Wrócił i niczego nie świadomy wziął gryza kanapki. Już po sekundzie rozszerzył oczy i wypluł zawartość w ustach na Vanessę. Ta mrożąc go wzrokiem wyczarowała nad jego głowa patelnie i go walnęła z hukiem. Później Rydel oznajmiła, że to był pomysł blondyna i bruneta. Rik podpalił Ross'owi ciuchy (spodnie), a Rocky'ego zamroził w lodzie. Śmiałam się jak opętana. Do tego Ross'owi było widać różowo-fioletowe bokserki. Wszyscy zaczęli się śmiać, albo mi się wydawało, albo Lau spojrzała na jego krocze i przygryzła wargę.
- Uhh... Lau choć pomożesz mi. - blondyn wstał i pociągnął za sobą Laurę. Zapewne do pokoju.
- W czym? W wyborczymi spodni? - zaśmiał się Ryland. Ja sama jestem ciekawa.
- Zaraz wracam. - powiedziałam i udałam się na górę. Spojrzałam na drzwi do pokoju blondyna. Były uchylone. Nie byłabym sobą gdybym nie podglądnęła co się tam dzieje.
- Ross... - syknęła Laura patrząc jak chłopak w samych bokserkach i koszuli się do niej przybliża.
- Nie ładnie tak patrzeć na moje wdzięki... - szepnął do jej ucha.
- Jakie wdzięki?! - warknęła. On zaśmiał się krótko. Zmienił wyraz twarzy na poważny i pocałował Laurę. On mi mizia kuzynkę!
- Rossy... - jęknęła, gdy ten zaczął całować jej szyje. - nakryją nas...
- Daj mi się Tobą nacieszyć. Nasza rodzina nam nie prze szkodzi. Chce te wszystkie uczucia co mam w sobie w końcu pokazać. - powiedział gładząc jej policzek.
- Całowanie się musi Ci wystarczyć. - mruknęła i ponownie go pocałowała. Tak się w tym zatraciła, że nie zauważyła jak Ross położył się na niej na łóżku. W tym samym czasie zdradzieckie drzwi blondyna skrzypnęły, a ja upadłam twarzą na panele w jego pokoju. Para odskoczyła od siebie.
- Savannah! - krzyknęła Laura.
- Jak dużo widziałaś? - spytał się mnie Ross. Wstałam i się otrzepałam.
- Wszystko. Jesteście razem? - zapytałam zszokowanych.
- Nie. Błagam nie mów nikomu. - Laura podeszła do mnie. Miała w oczach łzy. Spojrzałam na blondyna. Podpierał ręka głowę z wyraźnym smutkiem.
- To moje wina... - wyszeptał. - gdybym nie był taki jaki jestem.
- Oj nie użalaj się nad sobą napaleńcu! - zaśmiałam się. - Nie powiem... Nikomu.
- Naprawdę? - spytał. Pokiwałam głową.
- Dziękuje! - Laura mnie przytuliła.
- Tylko niech on w końcu założy te spodnie. - odparłam zniesmaczona na bieliznę blondyna.
- Cholera. - zaklął i wyczarował sobie część garderoby. - chodźmy, bo będą coś podejrzewać. - mruknął. Zaśmiałam się z kuzynka.
- A możemy przy Tobie zachować się.. No wiesz. - spytała.
- Jasne. - ledwo od powiedziałam, a dziewczyna wylądowała w ramionach blondyna i pocałowała krótko w usta. Przewróciłam oczami. Zeszłam wraz z nimi na dół, gdzie Delly postanowiła dać na deser pianki. Mmm...

*Rydel*
Postanowiłam na deser dać smakowe pianki. Nie miałam pomysłu, a pianki to ostatnie co chce jeść. Wszystko inne odpada. Trójka, która nagle zniknęła pojawiła się z powrotem na swoich miejscach. Wszyscy zajadali się piankami. Nie byliby sobą gdyby nie popełnili jakiejś gafy.
- Wyzywam Cie Ryland'zie Lynch! - krzyknął Rocky i rzucił w niego pianką.
- Nie poddam się Rocky Lynchu! - zawtórował mu i odrzucił piankę. Obaj bruneci stanęli na stole i zaczęli obrzucać się piankami. Dołączył do nich za fascynowany Ellington. Tak i jeszcze ty!
- Ej! - oburzyła się Laura i dołączyła do pianko-bitwy. O dziwo Ross, Riker i Vanessa zrobili to samo niemal od razu. Popatrzyłam na Sav, wzruszyłyśmy ramionami i weszłyśmy na stół do bijących się domowników.
- A masz! - krzyknęła Vanessa rzucając w Riker'a.
- A to za nie zamknięcie drzwi! - warknęła Laura i rzuciła się na Ross'a. To już się robi dziwne. Ale jak szaleć to szaleć. 
- Gin Ellingtonie! - rzuciłam pianką w bruneta.
- Za co?! - oburzył się.
- Zamieniasz się w moich braci! - dodałam mu jeszcze jedna słodycz do kompletu.
- Zostaw mnie. - śmiała się Savannah, gdy faszerował ją Ryland i Rocky.
- Nigdy! - krzyknęli bruneci. Gdy skończyły się nasze przysmaki nastąpiła bitwa pod tytułem: bierz co masz pod ręka. W ten sposób wiele rzeczy przejechało nad naszymi głowami. A wyglądało to tak: Dziewczyny vs. Chłopcy. Ja, Lau, Van i Sav, przeciw Rocky'emu, Ross'owi, Riker'owi i Ell'owi. Ryland był sędziną. Jak sam to ujął. Trochę ta zabawa była niebezpieczna, ale co mają do stracenia nieśmiertelni? Nic. No właśnie. Dlatego my ryzykujemy i się świetnie bawimy w swoim towarzystwie. Stop! Poprawka: ZWARIOWANYM TOWARZYSTWIE. Cholera Rocky! ,Sorka siostra., Sorka?! A jakby coś się mi albo komuś stało?! ,To nie było zamierzone., A pomyśleć nie łaska?! ,Nie ma czasu na myślenie jak trzeba się bronić., A co ja Co zrobiłam, że się "bronisz"?! ,Nic, ale na pewno coś zrobisz., Teraz na pewno! ,Oj to tylko mała rzecz., Mała?! Człowieku nad moja głową przeleciała mikrofalówka! ,Sorka?, Nie mam do Was siły.
- Koniec! - krzyknęłam.
- Czemu? - usłyszałam zawiedziony głos Ellington'a.
- Chcesz wiedzieć? Bo o mało co nie dostałam z mikrofalówki!!! - warknęłam na co reszta zachichotała. Aż takie to śmieszne?! Ja tu o życie walczyłam!
- Dobra, trzeba tu posprzątać. - mruknęła Laura.
- Przydałoby się. - pokiwała głową Vanessa.
- To może spiszemy straty? - za proponowała Savannah. Nie głupi pomysł.
- Co zrobimy? - spytał się Riker.
- Spiszemy straty. Czyli to co zostało zniszczone. - wyjaśniłam.
- Okey. Mi to odpowiada. - wzruszył ramionami Ross. Chłopcy mu przytaknęli.
- Na początek ok. 200 smakowych pianek. - powiedział Rocky. Laura zaczęła notować to co kto mówi.
- Mikrofalówka... - mruknęłam pod nosem. I to zostało zapisane.
- Toster. - dodał RyRy.
- Dwa krzesła. - powiedziała Sav.
- Widelce... No co? - zaśmiała się Van. Jak oni zniszczyli widelce?!
- Dodaj jeszcze pięć talerzy. - pokiwał głową Ross. Pewnie to on nimi rzucał...
- Jak wchodzimy na aluminium to szklanki, a dokładnie 6. - wymarzył się Ell.
- Ale wiesz, że te szklanki są ze szkła? - spytał Riker, na co brunet rozszerzył oczy. - Nie ważne... Żyrandol.
- To ja dodam od siebie spodnie Ross'a i duma Rocka. - mruknęła Laura. - i koszulka Van.
- Pff... - prychnęła wymieniona trójka.
- No i może napisz godność. - za proponowałam.
- Go-dność... Pomijając fakt z dziura w suficie, wybitym oknem, obdrapanym tynkiem w ścianie oraz brakiem kilku paneli z czego nie wnikam wiemy już co nadrobić. - wygłosiła młodsza brunetka. Ale ta środkowa, Lau.
- Chyba naprawić. - poprawił ja Ryland.
- Wiesz o co chodzi. - warknęła, a ten zamilkł.
- Wiec tak... Trzy grupy? - spytała Ness. Już po kliki chwilach mieliśmy ustalony idealny plan.
Pierwsza grupa (Ja, Rocky, Vanessa) - jedzenie i przedmioty.
Druga grupa (Laura, Ryland, Savannah) - sprzęty elektroniczne.
I Trzecia grupa (Riker, Ellington, Ross) - cześć budowlana, czyli podziurawione ściany, panele itp.
Z takim oto genialnym planem postanowiliśmy posprzątać nasza jadalnie. Kto wie, może nie wybuchnie jakaś trzecia wojna światowa?

*Ross*
Po sprzątaniu pomieszczenia zaczęliśmy z nudów malować ściany na swój sposób. Z tego stworzyło się osiem kolorowych pasem na ścianie: różowy, jasny zielony, niebieski, żółty, ciemny zielony, fioletowy, czerwony, jasny szary i bordowy. Te pasma nie były jakieś... proporcjonalne? Były raz w prawo razy w lewo, nie wiadomo o co w tym chodzi. Gdzie nie gdzie farby było mało i przeciwnie dużo. Nasza twórczość nie zna końca. Do tego wszystkiego jak ściana wyschła każdy wziął pędzel i czarną farbkę. Zaczęliśmy rysować swoje obrazy na tle. Ja rysowałem obok Laury. No raczej nie pozwoliłbym stać tutaj Rocky'emu? Jeszcze by ją zgwałcił... Zacząłem coś bazgrać, jakiś obraz. Nie miałem żadnego pomysłu, więc rysowałem cokolwiek. Jakoś samo tak wyszło, ze dopasowałem idealnie czarne cienkie linie i wyszedł rysunek: gitara. Sam nie wiem jak to stworzyłem. Spojrzałem na malunek Laury... Narysowała ona wilka przy Księżycu. Piękny. Ma wielki talent.
- Wspaniale rysujesz. - mruknąłem do jej ucha.
- A ja Cie zaraziłam talentem, bo Twój obraz jest równy z moim. - wyszeptała. Uśmiechnąłem się zadziornie i odsunąłem na bezpieczna odległość. Nie to, że się jej brzydzę czy boje! Nie chce żeby ktoś nas zobaczył tak... Blisko. Ponieważ ja i Lau skończyliśmy swoje rysunki zaczęliśmy oglądać malowidła innych. Vanessa narysowała księżyc i gwiazdy. Niby takie proste, ale z taką dokładnością jeszcze w ogóle nie widziałem. Dalej widziałem czarny rysunek Rydel. Była to róża. Rozkwitła róża. Nie wiedziałem, że moja siostrzyczka ma taki talent. Kolejno był Ratliff. On miał na rysunku perkusję. Każdy, nawet najmniejszy detal został uwieczniony. Następny. Rysunek Rocky'ego przestawiał: szczeniaczka. Ładnego, małego, rasowego pieska. Nie spodziewałbym się tego po Rocky'm Mark'u Lynch'u! Zaskoczył mnie. Spojrzałem teraz na obraz Riker'a. Przestawiał on anioła. Hmm... Ciekawe o kim Riker myślał malując go. Bo dziwnie podobny jest do Vanessy. Z kolei Savannah miała na rysunku tancerkę. Idealne proporcje ciała i symetria wyglądu. Ja nie byłbym do tego zdolny. Najwidoczniej rodzina od Marano ma jakiś ukryty dar. Teraz był malunek Ryland'a. On uwiecznił na rysunku samochód. A dokładniej wyścigówkę.
- Jakie świetne rysunki! - krzyknęliśmy na raz wszyscy. Później się zaśmialiśmy. Nagle Vanessa wyczarowała dziewięć płótn.
- A ty co robisz? - spytałem ciekawy. Płótna nie były jakieś wielkie ani małe. Takie średnie. Takie jak kartka A3.
- Kopiuje rysunki na płótna. - powiedziała. - Lau pomożesz?
- Jasne. - Marano pokiwała głową i zaczęła pomagać siostrze w "kopiowaniu".
- Pierwszy raz takie coś widzę. - wyznał Ell. Ja też. Siostry za pomocą magii, że tak powiem oderwały czarne rysy rysunków zostawiając kolorowe tło i przeniosły to na płótno.
- Skąd to znacie? - spytała Rydel.
- Jeszcze od rodziców. Z dzieciństwa. - wyznała Van.
- Musicie nas tego nauczyć. - pokiwał głową z uznaniem Riker. Po chwili wszystkie czarne malowidła były uwiecznione na papierze, a kolorowa ściana przybrała swoją dawna barwę.
- Co zamierzasz z nimi zrobić? - spytał się Ryland Nessy, która zabierała wszystkie dziewięć arcydzieł.
- Przechowam u siebie w krypcie! - odkrzyknęła będąc na górze.
- Krypcie?! - zdziwił się Rocky.
- Tak Ness ma kryjówkę w pokoju z pracownią do malowania i tworzenia. - powiedziała Laura.
- Tego się nie spodziewałam. - nie dowierzała Savannah.
- Zapewne każdy nie wiedział. - przyłączyłem się.
- Oprócz niej. - Ratliff kiwnął głową w stronę Lau, a ta się zaśmiała. Ma taki słodki śmiech... ,Ja o czymś nie wiem?, Wiesz tyle ile wiesz Rock. ,Ale nadal mało., Kiedyś będziesz wiedział wszystko. Teraz z Rocky'm w głowie muszę się pilnować.

*Riker*
Byłem właśnie w pokoju Vanessy. No w sumie zrobiłem się niewidzialny. No co? Po tym jak dowiedziałem się, że Van może mieć w pokoju kryptę od razu przyszedłem. Jestem po prostu ciekawy. Ale nie może mnie nakryć, bo będzie klops. Dziewczyna odłożyła obrazy na łóżko i zaczęła się rozglądać, jakby ktoś ją śledził. Cóż siódmy zmysł działa, ja ją śledzę. Kiedy brunetka zamknęła drzwi ruszyła do obrazów. Tym razem odłożyła je na biurko, by łóżko było puste. Podeszła do ściany, gdzie było zdjęcie jej i siostry. Odchyliła je trochę. Pod zdjęciem był przycisk. Nacisnęła fioletowy niewielki guzik, a łóżko złożyło się do ściany. Patrzyłem z szokiem na dalsze poczynania Vanki. Jednak ona skupiła cała uwagę na pustych panelach, gdzie niedawno znajdowało się łóżko. Wyciągnęła swoją rękę i trochę po czarowała. Moje zdziwienie wzrosło kiedy ukazały się drzwi, a po otwarciu schody! Ruszyłem za brunetką, która zeszła do pomieszczenia z obrazami. Gdy się tam znalazłem nie mogłem wyjść z podziwu i wrażenia. Było tu pełno obrazów i wszystkie malowane przez Ness. Skąd to wiem? Wszystkie były podpisane tak samo, czyli: By Assenav. Pisała od tyłu. Ale ja od razu rozpoznałem jej imię. Podpisała również nasze prace: By Ledyr (Rydel), By Ssor (Ross), By Arual (Laura), By Hannavas (Savannah), By Rekir (Ja), By Ykcor (Rocky), By Notgnille (Ellington) i By Dnalyr (Ryland). Rozglądnąłem się po pomieszczeniu, było naprawdę przytulne. Znajdowało tu się dużo płótn, pędzli, farb, szkiców i półek. Naprawdę było tego dużo. Chciałem zostać w ukryciu do końca, ale niestety zdradziłem się pod wpływem wielkiego wrażenia. Opalem się o półkę, a z niej zleciała żółta farbka, która mnie zdradziła. Zarysowała moją postać, a do tego wydałem z siebie pisk.
- Aaa! Riker! Co ty tu robisz?! - krzyknęła Van. Byłem już widzialny.
- Stoję... - powiedziałem. - Twoje rysunki są niesamowite.
- Dziękuje? - spytała albo podziękowała z szoku.
- Spokojnie. Przecież mi ufasz. - podszedłem do niej. - i jutro mamy randkę.
- A nie pojutrze? - zdziwiła się.
- Emm... Któryś z tych dni. - zaśmiałem się dla rozładowania atmosfery, tak samo jak brunetka. Nagle ona spoważniała.
- Nie powiesz nikomu o skrytce? Tylko Laura wie. - poprosiła. Jak tu się nie zgodzić na te słodkie oczka? 
- Oczywiście, to będzie nasza tajemnica. - zaśmiałem się. Nie wiem nawet dlaczego. Może dlatego, że stałem przed wystraszoną brunetka cały w żółtej farbie? Kto wie. Vanessa tak się ucieszyła, że podbiegła do mnie i łapiąc swoimi dłońmi za moją twarz pocałowała mnie krótko w usta. Byłem w niemałym szoku. Vanessa Nicole Marano mnie pocałowała! I nie zraziła się przez farbę.
- Może się ogarniemy? - spytała patrząc na swoje ręce w złotym kolorze. Pokiwałem głowa. Kilka machnięć ręką i byliśmy czyści. Wróciliśmy do reszty uprzednio zacierając ślady, czyli zamknęliśmy drzwi, schowek i łóżko. Było tak jak zwykle i zawsze.
- Hej młodzi! Gdzie idziecie? - spytałem Laury i Ryland'a, którzy zbierali się do wyjścia.
- Na zakupy. - mruknęli razem.
- Delly? - zaśmiała się Van.
- Żeby tylko ona! - naburmuszyła się jej siostra.
- To dla jego dobra!!! Bez Ciebie nie da rady! - krzyknęła Savannah.
- Bardzo wierzą w moje możliwości. - mruknął RyRy.
- Ale tylko Lau może prowadzić. A ty mi wisisz przysługę. - ujrzeliśmy Rydel szczerzącą się do dwójki.
- A temu co? - spytałem patrząc na Ross'a z lodem na czole.
- On tak się nakręcił, gdy się dowiedział, ze oni jadą we DWÓJKĘ, że w nie wyjaśniony sposób poślizgnął się na dywanie i zarył głową w szafę, z której kolejno spadły płyty i filmy na jego łeb. - wyjaśnił Rocky.
- Przy najmniej zrozumiał wtedy co się dzieje dookoła niego. - prychnął Ratliff.
- A co miałby nie rozumieć? - spytałem śmiejąc się wraz z reszta. No oprócz naburmuszonego blondyna.
- On myślał, że szykujemy porwanie Lau. Bo szykujemy zapasy i inne. A do tego prawie wywołał tsunami. Gdyby nie młoda(Lau), już dawno byłby w psychiatryku dla magicznych. - zaśmiał się Ell.
- Pff.. Ta jasne. - mruknął poszkodowany.
- A co Lau zrobiła? - uniosła brew Van.
- To my lecimy! - krzyknęła brunetka pchając Ryland'a i zamykając drzwi. Usłyszeliśmy pisk opon i tyle ich widzieliśmy.
- No pochwal się. - szturchnął Rocky blondyna. On przekręcił oczami i pokazał nam szyje.
- Zrobiła mu malinkę. - zaśmiała się Sav.
- I do tego na jego tatuażu! - dodała Delly.
- Cieszysz się prawda? - zaśmiał się Rocky. On się lekko uśmiechnął i ruszył do swojego pokoju. Widać, że jest z nią szczęśliwy. Nawet bardziej rozpromieniowany.
(...)
Minęły już trzy godziny. A Laury i Ryland'a jak nie ma, tak nie było. Zaczynam się martwić. Jeszcze chwila i będę tak wariować jak wtedy kiedy Raura nie wracała. Byłem już naprawdę pod denerwowany.
- I jak? Jakiś sygnał? - spytała schodząca po schodach Vanessa. Za nią ciągnęły się dziewczyny.
- Nic. - odparł Rocky siedzący obok mnie. - Ale coś mnie nie pokoi.
- Co? - spytałem ciekawy.
- Jakbym gdzieś słyszał o takiej sytuacji. - mruknął brunet.
- Ja też. I chyba coś nie dawno.. jakbym to znał! - wykrzyknął Ellington.
- A nie można się do nich dodzwonić? - spytała Savannah.
- Próbowałyśmy przecież. - przypomniała jej Rydel.
- A no fakt. - brunetka przyznała jej racje.
- A gdzie Ross? - spytałem.
- W poko... - wypowiedź Van przerwał blondyn, który z krzykiem zleciał ze schodów.
- Szybko! Auto już! Co się na mnie gapicie!!! Ruszać tyłki!!! Prorocznia się spełnia!!! - wrzeszczał jak opętany. Ratliff złapał go za ramiona.
- Co się dzieje?! - potrząsnął nim.
- Laura! RyRy! Jej sen! Auto! Hamulec! Szpital! - nadal nie mógł się wysłowić.
- Mów! Jaki sen?! Jakie auto? - warknął Rocky. Podszedłem wraz z dziewczynami do blondyna.
- Jej sen! Proroczy! Gdy ona i Ryland jechali autem! Nie mogła wcisnąć hamulca i bum! Są w szpitalu!!! Dostałem telefon!! - płakał już. Z bezsilności.
- O nie! Szybko do auta! - krzyknąłem. Wszyscy wpakowali się do samochodu. Byłem roztrzęsiony, ale mimo to uważnie, a szybko prowadziłem samochód. Laura i Ryland w szpitalu! To nie może być prawda. Oby to była pomyłka.. Ale skąd niby mieli telefon do Ross'a? Kolejne dziwne rzeczy.
***
Hi People!
I co szok był czy nie ma? xD
Ryland i Laura w szpitalu. Mogę Wam zdradzić, że TAM się prawie WYDA kim oni SĄ. haha :D Ja zła...
Jest ankieta. I mogę powiedzieć, że głosują na razie kochane zboczuszki :*
Ja sobie teraz takie pytanie zadaje:
Jak mają to zrobić osoby magiczne?!
Piszcie co sądzicie o rozdziale i kto ma mieć to TO. :D
Pozdrawiam,
Sashy ♫

PS/
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO MOJE MAŁE KOBITKI :*
(My Delly :*)

środa, 4 marca 2015

Zwiastun 20 rozdziału!

To już rozdział 20 ;-;
No to czekajcie do Niedzieli :D
A teraz mała zajawka tego co się będzie dziać. Ostrzegam nie poprawiłam błędów xD.
PS/ Jak się Wam podoba odnowiony blog?

- Nie ładnie tak patrzeć na moje wdzięki... - szepnął do jej ucha.
- Jakie wdzięki?! - warknęła.


- Gin Ellingtonie! - rzuciłam pianka w bruneta.
- Za co?! - oburzył się.
- Zamieniasz się w moich braci!


- Chcesz wiedzieć? Bo o mało co nie dostałam z mikrofalówki!!!

- A to za nie zamknięcie drzwi! - warknęła Laura


- ...Pomijając fakt z dziura w suficie, wybitym oknem, obdrapanym tynkiem w ścianie oraz brakiem kilku paneli z czego nie wnikam wiemy już co nadrobić.

- Przechowam u siebie w krypcie! - odkrzyknęła będąc na górze.

- Zrobiła mu malinkę. - zaśmiała się Sav.
- I do tego na jego tatuażu! - dodała Delly.


 - Szybko! Auto już! Co się na mnie gapicie!!! Ruszać tyłki!!! Prorocznia się spełnia!!!


JAK WIDAĆ BĘDĄ EMOCJE XD.  Co się stanie? Tylko ja wiem :* No przynajmniej do czasu xD.
NO TO DO NIEDZIELI! :D

niedziela, 1 marca 2015

Rozdział 19 Nie można Was zostawić samych na noc!


*Rocky*
Wyszliśmy z wody w szampańskim nastroju. Nigdy się tak nie bawiłem! Pomijając pierwszy dzień w magicznej szkole... Wtedy ja i reszta mojego rodzeństwa ogłosiliśmy kopulacje myszy. No cóż... Dyrektorka miała uczulenie... Ale wracajmy do teraz. Wyszliśmy z wody i z pomocą Ell'a oraz Riker'a zostaliśmy wysuszeni. Usiedliśmy przy ognisku i zaczęliśmy grać na gitarach, które oczywiście wzięliśmy. No jak tu jechać na biwak bez gitary? Nie pojęte. Nagle zza krzaków wyszedł Ryland. Tylko on ciągnął za sobą dziewczynę!
- Sav? - spytała się Vanessa.
- Emm... Tak? - odparła niepewnie. Jakby jej nie znała.
- Ryland przedstawisz swoją przyszła Pannę Młoda? - spytałem się patrząc na rumieniącą się dwójkę.
- Nie zawstydzaj ich! - dostałem kuksańca od Rydel.
- To jest Savannah Hudson... - wyjaśnił brunet. Zauważyłem, ze brunetka(Lau) intensywnie się jej przyglądała.
- Savannah? To ty? - spytała Laura.
- Wy się znacie? - spytał Ratliff wraz z Ross'em.
- Laura? Moja Lau? I Ness'ia? - spytała dziewczyna ze łzami w oczach. Dwie Marano podbiegły do niej i ją przytuliły.
- To się robi dziwne. - powiedział Ross.
- Wyjaśnicie nam wszystko? - spytał Riker.
- Kochana siadaj przy ognisku. - zachęciła Laura i lekko popchała Savannę na pień.
- Boże jak ty wyglądasz. Co się stało? - pytała się w kółko Vanessa.
- STOP! Skąd się znacie? - krzyknął RyRy.
- Jesteśmy kuzynkami. Znamy się z Krainy Magii, szkoły. - wyznała ciemnooka.
- Co? - prawie krzyknąłem.
- Jak to się stało, ze jesteś na Ziemi? Bo już wiemy, że jesteś nieśmiertelna. - rzekła Ryd pokazując na szyje.
- Zbuntowałam się Radnym. Powiedziałam, że chce sama za siebie decydować. No i... - zacięła się.
- I co? - zaciekawił się Ross.
- To nasza krew, więc... Czym im przywaliłaś? - spytały na raz siostry Marano.
- Oberwali ode mnie łopatą. - przyznała.
- Od kiedy tu jesteś? - spytał tym razem Ellington.
- Kilka tygodni. - oznajmiła.
- Wow. - wydusiliśmy z siebie.
- Mówię za wszystkich. - Riker wstał z siedzenia. - Rodzina moich przyjaciółek, czyli rodziny jest moją rodziną. - przemówił.
- Popieram Riker'a! - krzyknęła Rydel. - A tak w ogóle jestem Rydel, a to Ross, Rocky, Riker, Ellington, Ryland'a już poznałaś. - uśmiechnęła się ciepło.
- Zamieszkasz z nami. - postanowiłem.
- Nie chce się narzucać. - próbowała jakoś wybrnąć z sytuacji.
- O nie, nie, nie kuzyneczko. Zostajesz z nami. - zastrzegła Laura.
- Nie narzucasz się. Jesteś częścią rodziny. - powiedział Ross i wstał. My siedzący tez wstaliśmy by po chwili zamknąć Savannę w niedźwiedzim uścisku. Coś ja tu widzę, że wspólne mieszkanie najbardziej przypadło RyRy'emu do gustu.

*Laura*
Jakbym gdzieś jeszcze Savannę widziała! Tylko nie pamiętam gdzie! Ale cieszę się, że ja i Van mamy jakąś osobę z rodziny w tym gronie. No i o jedna dziewczynę więcej!
- A, że tak z ciekawości zapytam jaką masz Moc - spytał się Riker. Brunetka spojrzała na niego i od powiedziała z uśmiechem.
- Mam Moc Księżyca.
- Ej! Skoro już czytaliśmy o naszej magii to może przeczytamy o Mocy Sav? - spytał wszystkich Ellington. Zgodnie pokiwaliśmy głowami.
- Podaj mi Magiczna Księgę. - powiedział Ryland do Ross'a. Blondyn spełnił jego prośbę. Już po chwili siedział on obok Savanny na pniu.
- To jedyna księga na Ziemi! - krzyknęła zszokowana Sav.
- Nie zaprzeczymy. - zachichotałam. Brunet pokazał palcem jakieś linijki tekstu. Brunetka odebrała od niego Magiczna Księgę i jeździła po tekście oczami.
- Czytaj na głos. - zachęciła Delly.
- Okey.
,,Moc Księżycowa (Mooners) jest mocą niezwykle często spotykaną. Osoby posiadające tę moc są po prostu nieśmiałe, lecz po tak zwanym oswojeniu dają popalić. Ta moc głownie służy do kontrolowania mocy księżyca. Jak to jest w odwiecznych prawach geografii i natury zmiany wprowadzone w Księżycu dają skutki na Ziemi. Najczęstszą wadą tej mocy jest zdrada." No, to to mi nie grozi bo jestem singielką. - zaśmiała się by rozładować atmosferę.
- Oj coś czuje, że nie na długo. - od powiedziała śmiejąca się Vanessa.
- Ryland już Cię mocno polubił. - powiedział poważnie Riker.
- Możemy planować ślub. - pokiwał głową Ratliff.
- Macie moje pozwolenie. - powiedziałam.
- Ależ dziękuje Psze pani. - Ross spojrzał na mnie i się uśmiechnął. Jeszcze chwile pogadaliśmy przy ognisku i piliśmy herbatkę. Pograliśmy na gitarze, coś zjedliśmy i udaliśmy się do namiotów. Jako tako, że o dziwo nikomu nie chciało się czarować, Savannah jest w moim namiocie, a ja jestem wraz z Ross'em. A któż by inny? Wątpię, żeby kiedyś Rydel i Vanessa postanowiły mi dobrać inna parę.

"Z naszych klatek tryskają iskry. Mimowolnie przestajemy śpiewać, ale muzyka wciąż zostaje.
- Laura! - krzyknęła dziewczyna z przerażeniem, gdy zaczęłam się nagle unosić, a ze mną i blondyn.
- Spokojnie Sav... - od powiedziałem uspakajając brunetkę. Nadal była zamazana jedna twarz..."


"Wracamy ze wspólnego wypadu na miasto. Całą 10-tką Rozpoznaje wśród twarzy Lynchów, Vanessę, Savannę i Ellingtona. Jedna twarz pozostaje zamazana. Śmiejemy się i wygłupiamy. Nagle kręci mi się w głowie i upadam na beton. Słyszę stłumione krzyki wołania o pomoc..."


"Prowadzę samochód. Obok mnie na miejscu pasażera siedzi Ryland. Wracamy z miasta. Rozmawiamy niczego się nie spodziewając. Nagle drogę zajeżdża nam czarny bus. Próbuje zahamować, ale hamulec nie działa, a do tego samochód przyśpiesza. Z impetem trafiamy w samochód, a ostatnie co widzę to ciemność..."

Zerwałam się z łóżka trącając przy tym Ross'a. Blondyn obudził się i patrzył na mnie w osłupieniu. Nie dziwie mu się. Miałam poszarpany oddech i byłam cała spocona.
- Co się stało? - zapytał z troską.
- Znowu to samo. - wtuliłam się w niego.
- Sen? - pokiwałam twierdząco głowa. - Już spokojnie, jestem przy Tobie. - przytulił mnie mocno. Zaczęłam mu opowiadać co się w nim stało. To było jeszcze bardziej realistyczne!
- A na koniec nie mogłam zahamować i trafiliśmy w vana. - powiedziałam na koniec. On cały czas szeptał ,cii, i ,jesteśmy w tym razem,. Miło. Oderwałam się od niego i spojrzałam mu w oczy. Uśmiech, który miał na twarz zmienił się na poważny.
- Lau, nie mdlej i nie uciekaj. Chce mieć Twoje pozwolenie. Pragnę Cię pocałować. Mogę? - spytał patrząc mi w oczy. (Ross kurcze dżentelmen o pozwolenie pyta :o - aut. PS/ Jednak nie jest gejem! xD) Pokiwałam twierdząco głową. Blondyn zbliżył się maksymalnie do mojej twarzy. Czułam jego oddech. Bał się wykonać ostateczny ruch. Zrobiłam to ja. Pocałowałam go. Coś we mnie prysło. Chciałam by to trwało wiecznie. Blondyn złapał w swoje dłonie moja twarz i delikatnie nią kierował. Ja natomiast swoje ręce umieściłam w jego blond włosach oraz usiadłam na nim ukradkiem. Całowaliśmy się delikatnie, ale namiętnie. Ross nie chętnie się ode mnie oderwał.
- Wow. - szepnął z poszarpanym oddechem. - Nie powinniśmy...
- Zamknij się. - warknęłam i ponownie złączyłam nasze usta. Chłopak już nie przerywał. Z pozycji siedzącej przeszliśmy do leżącej. Ja leżałam na nim cały czas głaszcząc go po głowie. Natomiast blondyn gładził moje plecy...

-NeXT Day-
Mnie i blondyna obudziły głośne krzyki, a raczej pisk. Zauważyłam, że zasnęliśmy w tej samej pozycji co... całowaliśmy się. Spojrzałam na blondyna. Był cały oblany rumieńcem. Coś tak czuje, że ja też. Spojrzałam na nadawcę mojego budzika. Okazało się, że są to Riker i Van. Nie dziwiłabym się.
- Co wy robicie?! - krzyknął Riker.
- Nie można Was zostawić samych na noc! - dodała Vanessa.
- Co się dzieje? O jap.. - w namiocie, a raczej w wejściu do namiotu stanęła zaspana Rydel, lecz na nasz widok nagle się ożywiła. - Co?! - krzyknęła. Po kilku sekundach już WSZYSCY wpatrywali się we mnie i blondyna. A ja dalej jak na nim leżałam tak leżę!
- No, no kuzyneczko, tak w namiocie? Nieładnie. - pokiwała głowa Savannah.
- Chociaż użył gumek? - usłyszałam stłumione pytanie Rocky'ego. Zeskoczyłam z blondyna na bok i usiadłam, tak jak on.
- Możecie stad iść?! - krzyknęłam na nich.
- Zostawmy ich samych. - Ryland zrobił brewki.
- Samych Van! - Ellington był zmuszony pociągnąć brunetkę, bo jej szok dał znać.
- Ja chce jeszcze raz. - mruknął blondyn i tym razem on położył się na mnie.
- Coś ty taki nie zaspokojony? - jęknęłam pod jego ciężarem.
- Mam pragnienia. - uśmiechnął się łobuzersko.
- Nawet nie jesteśmy razem. - upomniałam go.
- Racja. Nie jesteśmy i jak na razie nie będziemy. Ale oboje wiemy, że to nie są normalne pocałunki. - mruknął tuż przy moim uchu.
- Co masz na myśli? - spytałam zaciekawiona z cwanym uśmieszkiem.
- Potajemny romans. - pocałował mnie w policzek.
- Kusząca propozycja. - wymruczałam. Chłopak już miał zamiar mnie pocałować, ale przerwał krzyk Savannah.
- Płódźcie się w domu! Rydel! Będziesz ciocia! - krzyknęła moja kuzynka wybiegając po raz kolejny z namiotu. Zaśmiałam się wraz z blondynem.

*Riker*
Wróciliśmy już do domu. Oczywiście wyczarowaliśmy Savannie kolejny rower. Widać, że nasza szalona rodzinka przypadła jej do gustu. Cieszę się, że jestem u siebie w pokoju, a nie w namiocie. Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. A propos rodziny. Co to miało być z Ross'em i Laurą?! To normalna pozycja na pewno nie była. Coś się działo. Ale wole nie wnikać w szczegóły.
- Obiad nienormalna rodzinko! - krzyknęli Rydel i Ellington. Westchnąłem. Wstałem z łóżka i odłożyłem gitarę, na której aktualnie grałem.  
Wyszedłem z pokoju i udałem się do jadalni. Zająłem miejsce obok Van i Rydel. Naprzeciw mnie siedzieli Ross i Laura. Obok Lau był RyRy wraz z Savannah. A po mniejszych bokach siedzieli Rydel i Rocky. Obok blondyny siedział Ratliff. Rydel przetransportowała z kuchni jedzenie, a były to hamburgery amerykańskie. Mmm. Palce lizać. Uśmiechnąłem się do blondynki. Ona wie co my lubimy. Zauważyłem, że mam rozwiązanego buta. Z miną męczennika schyliłem się i zacząłem wiązać sznurówki. Jedną pentelkę i druga skrzyżowałem, a następnie w otwór jaki się zrobił przepchałem jedna z nich. W ten sposób powstała kokardka. Już miałem się wyprostować i zacząć konsumować moje danie, ale coś przykuło moją uwagę. Ross miał swoją dłoń na udzie Laury, a ona swoją dłoń na jego dłoni. Nie powiem, to jest dziwne. Odsunąłem jednak wszystkie myśli i pozwoliłem rozkoszować się kupką smakowym daniem. Normalnie niebo w gębie. Szybko pochłonąłem moją porcję, tak samo jak reszta domowników.
- To było pyszne. - pochwaliła obiad Savannah.
- Wszyscy tak uważają. - dodał Rocky.
- Cieszę się bardzo. - powiedziała zadowolona Delly. Wstaliśmy od stołu. Reszta się rozeszła, za to ja z Laurą postanowiliśmy pomóc Delly.
- Laura... Co to miało być? - spytałem. Brunetka spojrzała na mnie. Myliśmy talerze.
- Nic... Przyśnił mi się ten proroczy sen, o którym wam opowiadałam i tak się stało, że zasnęłam tuląc się do Ross'a. - od powiedziała.
- Na nim? - zaśmiała się Delly.
- Przestraszyłam się, więc.. - zarumieniła się.
- Dobra, dobra. Ja swoje wiem. - uśmiechnąłem się.
- Tak? - uniosła brwi. - To może zabierzesz moja siostrę na randkę? Pasujecie do się siebie.
- A ja to popieram. Widzę jak na nią patrzysz ze wzajemnością. - dołączyła się Ryd.
- Jak będę miał odwagę. - zarumieniłem się.
- Ja swoje wiem. - dziewczyny za papugowały mnie. Zaśmialiśmy się i skończyliśmy zmywać naczynia.
(...)
Zapukałem najpierw do pokoju Vanessy. Kiedy usłyszałem pozwolenie do wejścia do pokoju, otworzyłem drzwi. W fioletowym pokoju brunetki można było zobaczyć jaka naprawdę jest. Podobno to jaki jest nasz pokój wyraża kim my jesteśmy. Panował tu porządek i wszystko było symetrycznie poukładane. Spodziewałem się wystawy z narzędziami tortur, a tu proszę jaka niespodzianka.
- Co chciałeś? - spytała się brązowooka.
- Ja? - pisnąłem. - Znaczy się... Tak.
- No, więc o co chodzi? - spytała się.
- Ja... Chciałbym Cie zaprosić na spotkanie. Na rolki. Znaczy nie rolki.. Na.. No ten tego... Zgadzasz się? - za proponowałem z wyraźną nadzieją.
- To randka? - zadała kolejne pytanie.
- No.. Tak. Zapraszam Cie na randkę. - wysiliłem się na uśmiech. Ale przez stres wyszedł grymas.
- Jasne! Czemu nie? - uśmiechnęła się do mnie.
- To... Za trzy dni w tę sobotę. Jesteśmy umówieni. - w duchu skakałem jak dziecko, aż po sufit.
- Umówieni. - przytaknęła dziewczyna i mnie pocałowała w policzek. Z uśmiechem wyszedłem z jej pokoju. Jest! Teraz kolejny pokój. Zapukałem. Usłyszałem proszę, więc wszedłem do pomieszczenia.
- Ross mam pytanie. - wypaliłem od razu.
- Jakie? - spytał ciekawy.
- Czemu trzymałeś dłoń na udzie Lau, a ona swoją dłonią dotykała Twojej? Jesteście razem? - podchwyciłem. W jednej chwili Ross zaczął się pocić i był czerwony.
- Nie mów nikomu. - kleknął przede mną na kolana. Aż tak źle?
- Wow. Spokojnie. To świetnie. - podniosłem zdenerwowanego blondyna.
- Ale nie jesteśmy razem. - dodał. No to co w końcu?
- Nie za bardzo rozumiem. - podrapałem się po szyi. Ross opadł na łóżko.
- Postanowiliśmy, że mamy romans. Ale nie jesteśmy razem. - wyjaśnił.
- Ale to znaczy, że coś do siebie czujecie i wiecie o tym? - spytałem szczęśliwy.
- Raczej tak. - od powiedział. Z euforii przytuliłem mojego brata.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę. Mój braciszek dorasta. - otarłem nie widzialną łzę.
- Nie becz i nie rób siary. - młody dał mi sojkę w bok. Pogadaliśmy jeszcze trochę na takie męskie tematy.

*Ellington*
Jako, że strasznie mi się nudziło postanowiłem po ćwiczyć trochę swoją moc. W tym celu udałem się na świeże powietrze. Tak, dobre sformułowanie. Przecież ja władam powietrzem. Stanąłem w rozkroku na samym środku ogródka. Rozłożyłem ręce na boki, a głowę odchyliłem do tylu. Po chwili poczułem jak zimne powietrze okrywa moje ciało. Patrzyłem na to co się dzieje pode mną. Unosiła mnie trąba powietrzna. Z uśmiechem próbowałem utrzymać kontrole nad tornadem.
- O ćwiczymy moce? - zapytała uśmiechnięta Laura. Pokiwałem twierdząco głową oraz patrzyłem na poczynania brunetki. Dziewczyna tak samo jak na stanęła w tornadzie tylko z ziemi. Do tego wsadziła sobie kwiatka za włosy.
- Ej! Tak bez nas?  - spytali z dołu oburzeni blondyni. Już po chwili Ross stał w trąbie wodnej, a Riker czarował sobie spiralnie schodki z lodu do czasu, gdy zrównał się z nami. Również zaczął żonglerkę ognistymi piłkami. Cały Riker.
- Patrz tak bez nas! - usłyszałem krzyk Vanessy i Rydel. Odruchowo spojrzałem w dół. Van wyczarowała sobie i Rydel potężna Chmurę na łeb.
- Dziękuje. - skinęła Delly i poleciała za Nessą na chmurze.
- Chamy. - zaśmiał się Ryland wychodząc z domu wraz z Savannah i Rocky'm. W tym domu nie da rady po ćwiczyć w samotności.
- Zapraszamy! - krzyknął Ross.
- Z chęcią! - odkrzyknęła mu trójka z dołu. Ryland wyczarował sobie szklana płytkę, na której stanął i podleciał do nas. Savannah za to wyczarowała sobie latających dywan i zabierając ze sobą Rocky'ego przyfrunęła.
- Czyli podsumowując. Riker przeszedł już wszystkie fazy. Ma rozszerzona moc i dodatkową, za to Rocky tylko rozszerzoną. - zaczęła temat Rydel.
- Może, któreś z nas ma już rozszerzoną moc, ale jeszcze o tym nie wie. - powiedziała Vanessa.
- Nie żeby coś, ale... O czym wy rozmawiacie. - spytała zdziwiona Sav. A no tak! Przecież ona nie czytała o tym zjawisku. Wyjaśniliśmy jej po krotce co się z nami działo, jakie zmiany w czarowaniu zaszły i to co wyczytaliśmy z księgi. - u mnie to przy czarowaniu też występuje.
- No to witaj w rodzinie. - uśmiechnęła się Delly.
- Chwileczkę... A jeśli Laura ma nagle prorocze sny, których wcześniej nie miała, to jest to rozwinięcie? - spytał Ross. Wszyscy na niego spojrzeli.
- Faktycznie. To wygląda na rozszerzenie Starix. - przytaknęła dziewczyna. Lau popatrzyła ukradkiem na Ross'a i się zarumieniła. Dobra, nie wnikam.
- No to musimy sprawdzić czy nikomu nic się nie zmieniło. - powiedział Ryland.
- Tak, więc zaczynamy sprawdzać! - zarządziłem. Próbowałem kilka razy zrobić coś z niczego, ale tak się nie da. Wiec zacząłem się zastanawiać jak by wyglądało moje rozszerzenie i o co by w nim chodziło. Pierwsza myśli to przyśpieszenie wiatru, ale tego nie da się rozróżnić.
- Mam moc rozszerzona! - powiedział ktoś z naszej grupy, zwracając uwagę na siebie. Okazało się, że to RyRy. Spojrzeliśmy na niego. - żart! - dodał ze śmiechem. Za to cała reszta z morderczym wzrokiem zaczęła go gonić. Ja też, a co!
***
Hi People!
Co tam u Was?
Co sądzicie o rozdziale? :D
Cieszycie się z Raury i RANDKI RIKESSY? Za te trzy rozdziały nieźle się namiesza, więc uwaga xD.
Mam na razie od Was dwie zaplanowane moce:
-Manipulacja
-Władanie przedmiotami (tak to zrozumiałam, całkowita kontrola)
Jak się tak patrzę to zostały mi jeszcze 3 moce do obsady ;) Ktoś ma jakieś pomysły?
PS/ Jaka ma być relacja Ryland'a i Savannah? - wasza decyzja.
Dziękuje za Wszystkie komentarze ;).
Pozdrawiam,
Sashy ♫

niedziela, 22 lutego 2015

Rozdział 18 Nie chce robić pogrzebu bratu w wyniku: zjadły go dziki.


*Narrator*
Już z samego rana wszyscy domownicy latali jak najęci w te i we w te. Postanowili, że wybiorą się nad wodospad by zapomnieć o tej akcji z listem. Ustalili, że przenocują tam jeden dzień. A ponieważ mieli tam dojechać na rowerach, spakowali poręczne plecaki. Ubrani w wygodne ciuchy wyjęli swoje rowery oraz zamykając szczelnie dom wyruszyli w drogę. Laura była ubrana w białe, krótkie dżinsowe spodenki i biała koszulkę z napisem Awesome. Vanessa miała na sobie niebieskie ogrodniczki, a do tego zielony podkoszulek w czarne paski. Rydel ubrała się za to dziewczęco w różowa sukienkę do kolan. Wszyscy jechali na swoich rowerach jednocześnie śpiewając piosenki. Śmiali się i wygłupiali. W końcu jakoś musieli umilić sobie czas przez 20 km.

*Vanessa*
Mamy za sobą już 15 km. Jestem strasznie zmęczona. Jak dojedziemy nad ten wodospad przy polanie w lesie to padnę na ziemie i się nie ruszę.
- Długo jeszcze? - spytała Rydel. Jechała z językiem na wierzchu jak rasowy piesek, który wystawia mordkę przez okienko w samochodzie.
- Już niedaleko. - odparł uśmiechnięty Riker.
- Wytrzymacie chyba 15 minut? - spytał wesoły Ross. Tak, im do śmiechu, bo sami to wymyślili.
- Ja nie wiem. Ta książka waży z tonę... - mruknęła Laura.
- Wzięłaś Księgę Magii?! - krzyknęli Rocky, Ell i Ryland.
- Emm. Nie? - pisnęła.
- Laura... - przeciągnęłam.
- Oj no dobra, wzięłam. - przyznała.
- Po co? - dopytywał się Ross.
- Będziemy czytać o znaczeniu swoich żywiołów. - zaśmiała się.
- A gdzie masz ciuchy? - spytałam podejrzliwie.
- Jak to gdzie? W plecaku. - od powiedziała na luzie.
- Jak ty to wszystko zmieściłaś? - zdziwił się Rocky.
- Użyła zaklęcia na pojemność. - powiedział Ellington. Wszyscy na niego spojrzeli. - Ej! Patrzcie jak jedziecie! - krzyknął.
- A ty skąd wiesz? - spytała zaskoczona Laura.
- Innego wytłumaczenia nie ma. - zastanowił się Riker.
- Fakt. - mruknąłem wraz z dziewczynami. Ja i Dell też użyłyśmy tego zaklęcia. Trzeba przyznać, że jest ono bardzo pożyteczne. Jednak bycie osobą nad przyrodzoną się opłaca.
- Znowu?! - krzyknął Ryland, gdy Riker z Ross'em zaczęli śpiewać Black Widow. Z uśmiechem dołączyłam do nich, a za mną reszta. Oczywiście oprócz RyRy'ego.
- Ja nie mam do was siły. - mruknął brunet. Ale sam zaczął śpiewać z nami! ,To RyRy, go nie zrozumiesz., Tak samo jak Ciebie? ,Ja tam jestem zrozumiały., Zależy kiedy. ,Często, lecz nie zawsze., No właśnie!
- Teraz skręcamy w prawo? W ta dróżkę? - spytał Rocky.
- Ja tu dróżki nie widzę. - spostrzegła Laura.
- Jest takie zarośnięte przejście. - powiedziała Rydel.
- I my w nie wiedziemy. - dodał Ellington.
- Ze co?! - krzyknęłam wraz z siostrą. Byłyśmy zszokowane.
- Jeszcze tak dobrze nas nie znacie. - uśmiechnął się tajemniczo Ross. Prawda. Jeszcze tak za dobrze Lynchów nie znamy. Ale ważne jest to co teraz, czyli tyle ile teraz o nich wiemy. A to jest naprawdę dużo.
- Teraz? - spytał Riker.
- Poczekaj... Czekaj... Teraz! - krzyknęła Rydel i gwałtownie skręciła w prawo wraz z resztą rodzeństwa. Ja i Laura nie miałyśmy innego wyboru jak jechać za nimi. Będę szczera. Wjechaliśmy prosto w jakieś chaszcze, a wyjechaliśmy na polane. Jest tutaj naprawdę pięknie!

*Ross*
Rozpakowaliśmy się i rozbiliśmy osiem namiotów. Ja w swoim żółtym namiocie rozścieliłem sobie kocyk, który mocno kocham. Rozłożyłem śpiwór, a obok niego położyłem latarkę i słuchawki. Plecak z ubraniami położyłem po przeciwnej stronie, gdzie była latarka. Jeszcze na śpiworze ułożyłem moją poduszkę. Zadowolony ze swojej roboty udałem się za zewnątrz. Tam natomiast zastałem Riker'a, który kłócił się z Rydel. Ale o co, to nie wiem. Wole się nie mieszać w ich sprawy. Jak się zadrze z tą dwójką to już koniec. Podążyłem w stronę Vanessy i Laury, które siedziały na pniach drzew. Pnie były ustawione naokoło ogniska. Zupełnie tak jak u nas w parku.
- I jak pierwsze wrażenia? - spytałem się dziewczyn.
- Prawie dostałam zawału. - powiedziała śmiejąca się Vanessa.
- A ja myślałam, że prze dawkowaliście słodycze. - zaśmiała się Laura.
- Jeśli ktoś tu coś prze dawkuje to Rocky wraz z RyRy'm i Ell'em żelki. - powiedziałem.
- O mnie się tu mówi? - podszedł do nas Rock.
- Oj nie ładnie, nie ładnie. - pokiwał głowa Ratliff.
- A cicho być. - zaśmiały się siostry Marano.
- Jakie ciacho? - spytał się Ryland, który zjawił się znikąd.
- Cicho, nie ciacho. - wyjaśniłem.
- Aaa... - szepnął zawiedziony.
- Kończcie się kłócić! Chodźcie tu! Poczytamy o naszych mocach! - krzyknęła Laura do mojego rodzeństwa. Zaczęła ona machać książką. Rydel i Riker uspokojeni zajęli miejsca obok nas.
- Ja chce pierwszy przeczytać o swojej mocy! - wyrwał książkę dziewczynie, Ellington.
- Jak z dziećmi. - westchnęła Rydel.
- Cii! Mam! Ekhem!
''Moc powietrza (Airix) jest jedna z mocy żywiołów. Posiadacz tej mocy może miewać niejakie huśtawki nastroju oraz nad pobudliwość. Osoby z tą mocą są uważane za energiczne i spontaniczne. Najczęstszą wadą jest zauroczenie, wtedy nie kontroluje się mocy i można nieźle namieszać." - brunet skończył czytać. Z uśmiechem podał dalej Księgę. Trafiła ona do Rocky'ego.
- No dobra.. Zobaczmy.
''Czytanie w myślach (Fyjodars) potrafią tylko i wyłącznie osoby o rozwiniętej wyobraźni i twórczości. Jedynie nie mogą czytać w myślach osobom, które darzą uczuciem. Te osoby są nadzwyczaj mądre i inteligentne. Jednak rzadko kiedy to ukazują. Mają wiele trudności, brną przez życie z uśmiechem. Ich wada jest zbyt wielka pobudliwość. Pod jej wpływem mogą pojawić się dokuczliwe bóle głowy i tak zwane 'głosy' innych ludzi." Ja nie wiem czy to do mnie pasuje. - zaśmiał się Rock.
- Według mnie pasuje jak ulał. - powiedziałem. Teraz czytał Ryland.
- Okey...
"Szybkie bieganie/latanie (Runor) to moc, która objawia się osobą z ambicjami. Jeśli osoba z tą mocą dobrze się skoncentruje będzie mogła zniszczyć wszystko w zasięgu kilku mil. Moc choć banalna to niebezpieczna. Najczęstszą wada jest determinacja. Pod jej wpływem nie kontroluje się swojego zachowania i czynów. Słaby punkt - kłótnie." - RyRy z rozszerzonymi oczami podał mi książkę. No to ja się boje!
- Oj powinieneś - wyszeptał Rocky.
- Zobaczymy.
''Moc wody, (Waterox) kolejny z czterech żywiołów. Jest on na równi z innymi żywiołami: ogień, powietrze, ziemia. Woda jest ulotna. Można pomyśleć, że powinno być takie powietrze, ale niestety albo stety nie. Woda ma zmienne stany. Jest potężna, a pod wpływem złości nie kontrolowana. Potrafi zabić. Słabym punktem jest bezradność. Posiadacz tej mocy często doprowadza do płaczu. Taki odpowiednik. Jednak jest romantyczny." Ciekawa końcówka. - wyznałem. Już chciałem podawać dalej.
- Nie. Jeszcze jedna. Siła. - odepchnęła książkę Laura. Spojrzałem na nią pytającym wzrokiem. Aaa... moja druga moc. - To jest moc siły. Szukaj. - poganiała mnie brunetka. Przeszukałem spis treści. W końcu zatrzymałem się na danym temacie.
- ''Moc siły. (Strongup) Wielka moc mogąca zabić. Trzeba potrafić ją kontrolować i potrafić używać w dobrym momencie. Jest ona mocą, która jest szczególnie niebezpieczna. Trzeba ją kontrolować na każdym kroku, a o jeden krok za daleko i może stać się tragedia. Słabym punktem jest zakochanie się." Szczerze wole moja pierwszą moc. - przyznałem. Zauważyłem, że Lau ze strachem w oczach odsunęła się kawałek ode mnie. - Ej! Bez takich! - zaśmiałem się, a ze mną reszta. Przysunąłem się do Laury i ją objąłem. Teraz ona trzymała księgę.

*Rydel*
Ooo... Mój braciszek z Laurą są tacy uroczy. Popatrzyłam na Vanessę. Uśmiechała się promieniście do danej dwójki. Już mam ten plan jak ich styknąć w głowie.
- No to teraz moc Ziemi, bo Moc Gwiezdną znamy.
''Moc Ziemi (Landers) jest jedną z czterech żywiołów natury. Posiadacze tej mocy są uznawani za osoby delikatnie i przenikliwe, jednak są one bardzo inteligentne i zmysłowe. Moc ta jest nieobliczalnie rzadka. Mało gdzie się ją spotyka. A jednak posiadacz może zniszczyć całą planetę. Do tego jednak jest potrzebne rozwinięcie mocy. Słabym punktem jest bezsilność." O mój Boże. - szepnęła brunetka i podała książkę Vanessie.
- Tylko nie mdlej! - zastrzegłam. Ona pokiwała szybko głową. No i tak ma być.
- Jak się nazywa moja moc? Chmur? - pytała się Van.
- Chyba chodzi o to. - mój starszy brat pokazał jej coś palcem.
- A wiec Moc Obłoczków.
''Obłoczkowa Moc (Cloudness) jest jedna z najdelikatniejszych mocy. Nie jest ona jakaś potężna, jednak bardzo oddaje uczucia danej osoby. Potrafi stanowić stabilna ochronę, opiekuńczość i rodzinne ciepło. Co nie oznacza, że nie może atakować. Mimo delikatnej mocy potrafi pokazać pazurki. Ta mocą można również zarządzać pogodą, ale tylko w wyjątkowych sytuacjach lub przy napadzie złości. Słabym punktem jest tak zwana uraza." - brunetka skończyła czytać. Szczerze to nie spodziewałam się, że jej moc jest aż tak rozszerzona. Z resztą po jej minie mogę stwierdzić, że ona też tego nie wiedziała. Widać jej to z oczu. Podała ona Magiczna Księgę Riker'owi.
- Tru tu tu... O mam!
"Moc ognia. (Firefox) Jest to kolejny z żywiołów. Jednak ten może spowodować usterki. Nie kontrolowana pod wpływem złości może spowodować wielka demolkę lub co gorsza śmierć. Przy miłość osoba ta jest tak rozpromieniowana, że nawet nie wiedząc kiedy może rozpalić cokolwiek obok siebie. Słabym punktem jest determinacja." Od razu przeczytam następne. 
''Moc Zimna (Frozenix) posiadają osoby, które ciężko jest zrozumieć. Trzeba przyznać, że jest to mało gdzie spotykana moc. Ta moc ma związek ze wszystkim co jest lodowate. Pod wpływem złości można ta mocą zamrozić serce, a wtedy następuje zgon natychmiastowy. Słabym punktem lodu jest ciepło, ale też strata bliskiej osoby. Wtedy własne serce zamienia się w lód, a co dalej? Każdy już wie." - Riker skończył czytać i podał ta księgę mi. Super... Tylko co ja mam znaleźć?! ,Swoją moc., to, to wiem Rocky! ,Coś odbiło mi się o oczy., Co? Gadaj! ,Przenikliwy wzrok, Dziękuje kochany braciszku! ,Nie ma za co Ryduś!, Poszukałam w spisie treści stronę, na której zamieszczony jest mój opis. O nam!
- Dobra. Mamy to.
''Przenikliwy wzrok (Togetox) posiadają osoby wytrwałe i potrafiące podnieść się po upadku. Oczywiście wzrok ten nie działa jedynie na osoby do których coś się czuje. Oprócz czytania uczuć i problemów ze wzroku można także nim niszczyć. Spokojnie, nie działa to w sposób: popatrzysz i już nie ma. Ten skryty dar uruchamia się pod wpływem mocnej złości przeciwko wrogu w poważnych sytuacjach. Jedyna wada - załamanie, wygarnięta prawda w twarz." No to ktoś chce mi wygarnąć prawdą w twarz? - zapytałam. Wszyscy popatrzyli na mnie zdziwieni. Zaczęłam się śmiać, żeby potraktowali to jako żart. I chyba się udało, bo dołączyli do mnie. Odłożyłam Magiczna Księgę na bok. Jednak długo nie poleżała w spokoju. Porwał ją Rocky.
- A ty co robisz? - spytała przestraszona Laura. Nie dziwie się jej. Tez bym się bała cokolwiek dać brunetowi.
- Szukam czegoś i dzięki za wiarę Delly. - powiedział patrząc w książkę.
- Nie ma za co. - uśmiechnęłam się szeroko. Brązowooki skończył przerzucać kartki i z uśmiechem na twarzy spojrzał na nas.
- Nie zapomnieliście o czymś? - zapytał.
- Nie? To wszystkie nasze moce. - podniósł brew Ross.
- Właśnie ja nie wiem co ty tam jeszcze na cudowałeś. - przytaknął mu Riker.
- Na serio nie wiecie? - spytał Ell.
- Nie. - powiedziała za wszystkich Vanessa.
- A Moc Ogólna? - spytali na raz trzej bruneci.
- To ty wiedziałeś? - Laura skierowała swoje pytanie do RyRy'ego. - I nic nie powiedziałeś?
- A po co mam się wychylać? - wzruszył ramionami, a ja złapałam się za głowę.

*Ryland*
A po co się wychylać? Jak by mnie poprosili o wytłumaczenie to w miarę moich możliwości bym im je podał. A, że takie pytanie nie padło to nie ma potrzeby. Prawda? ,Masz święta racje bracie, Dobra, dobra. Nie schlebiaj sobie tylko czytaj. ,Uwielbiam z tobą prowadzić rozmowy., Tak, ja też.
- No to czytam Moc Ogólną.
''Moc Ogólna (Adisttix) jest mieszanką wszystkiego po trochę. Jest to zlewka WSZYSTKICH dziedzin mocy, jednak nie całkowita. Jest po prostu ograniczona do jakiegoś stopnia, niż te 100% moce. Jeśli ktoś nie ma daru do danej magii jest ograniczony z zakresu wiedzy do minimum. Np. nie można stosować tego na własnej rodzinie, osobach nad przyrodzonych, swoich miłościach i innych magicznych stworach. Mogą  wydarzyć się tylko wyjątkowe, rzadkie i jednorazowe wyjątki. Jedyna wadą jest ograniczenie. Występuje u wszystkich osób magicznych." - Rocky odłożył biedną rzecz i się rozciągnął.
- To co robimy? - spytałem ziewając.
- Do jeziora! - krzyknął Ross z Riker'em i wypruli do danego miejsca.
- Jeszcze dzień się nie skończył! - dołączył do nich Rocky z Vanessa.
- Zaszalejmy! - krzyknął Ellington i trzymając się Liany wskoczył do wody.
(musiałam xD)

- A ja tam wejdę normalnie. - powiedziała Laura i ruszyła do przyjaciół.
- A ty nie idziesz? - spytała się z troską Rydel. Wiem, że blondynka zostałaby ze mną, gdybym nie poszedł. Ale niestety...
- Nie. Pójdę się przejść do lasu. Spokojnie nie martw się! - dodałem szybko na jej wzrok. - za chwilkę wrócę, tylko rozejrzę się po okolicy. A w razie czego użyje mocy.
- No dobrze. - zgodziła się nie chętnie. - Ale wróć szybko. Nie chce robić pogrzebu bratu w wyniku: zjadły go dziki.
- Spoko nie martw się. - zaśmiałem się na jej słowa. Dołączyła do mnie. - Leć do nich.
- Uważaj na siebie! - krzyknęła na odchodne.

Pokiwałem głową i udałem się w gąszcze. Przechodziłem tak i rozglądałem się. Naprawdę jest tu ciekawie. Nie mówię tu sarkazmem. Nie. Naprawdę mi się tu podoba, gdyby nie fakt, że mam dom zamieszkałbym tutaj. Dużo natury, drzew, roślin, zwierząt i ogólnie świeże powietrze! Wziąłem głęboki wdech i zamknąłem oczy. Dałem odpocząć mojej wyobraźni oraz mózgowi. W mojej głowie panowała pustka. Wywiałem wszelkie myśli. Wypuściłem powietrze z płuc, ale nadal wsłuchiwałem się w ciszę z zamkniętymi oczami. Jednak moje zmysły działały, a to kim jestem ułatwiało mi określić co się dzieje dookoła mnie. Czułem się obserwowany. Za mną ktoś był. Otworzyłem oczy i szybko spojrzałem za siebie. Szelest. Odwróciłem się w te stronę ciałem.
- Jest tu ktoś? - spytałem w głąb lasu. A może to tylko wiewiórka? Podszedłem bliżej krzaka, z którego słyszałem jakby przyśpieszony oddech. Gdy byłem tylko metr od celu to coś zerwało się i zaczęło biec w przeciwnym kierunku od mojego obozowiska.
- Hej! - krzyknąłem i popędziłem za tym... kimś? Moja moc mówi sama za siebie. Potrafię szybko biegać i latać. Wystarczyło mi tylko kilka sekund. Rzuciłem się na osobę przede mną. Była to brunetka, całkiem szczupła.
- Kim jesteś? - spytałem się jej schodząc z niej.
- Ja... Jestem Savannah. - powiedziała nieśmiało. Uśmiechnąłem się, by jej tej śmiałości dodać, ale ona się zarumieniła i spuściła wzrok na ziemie.
- Ja jestem Ryland. - powiedziałem. Podałem jej rękę i pomogłem wstać. Przy tym zauważyłem, ze na szyi ma tatuaż. Gwiazdki wokół literki ,S,. Już wiem kto to. - Nie jesteś śmiertelnikiem.
- Skąd ty... Jak? - powiedziała. Pokazałem jej mój prawy profil. Dostrzegła tatuaż.
- Nie jesteś stąd. Jak się tu znalazłaś? - spytałem się dziewczyny.
- Ja w sumie... - nie pozwoliłem jej dokończyć.
- Zaczekaj. Nie musisz mi mówić. Ale choć ze mną. Do rodzeństwa i przyjaciół.
- Masz rodzeństwo? Nieśmiertelni? - zaciekawiła się.
- Niestety. Choć chce się ich zabić to nie można. - zaśmiałem się. Savannah mi zawtórowała. Już ją lubię. Ma w sobie coś bardzo intrygującego.
***
Hi People!
Tydzień mnie nie było co? xD
Miałam dzień na gify. Nie mogłam się powstrzymać :D
Co tam u Was? Jak się Wam podoba rozdział?
I teraz zgadujcie. Jaką Moc ma tajemnicza Savannah i kim ona tak naprawdę jest? Może Was zadziwię za tydzień ;).
Ten rozdział jest dedykowany mojej nowej czytelniczce:
Marti Lynch
Mam nadzieje, że zostaniesz do końca ;) Tak jak reszta (jeśli wytrwacie moje wypociny xD).

MIŁEGO TYGODNIA! :D
Pozdrawiam,
Sashy ♫

niedziela, 15 lutego 2015

Rozdział 17 TY NA GŁOWĘ UPADŁAŚ?! CHCIAŁAŚ GO ZABIĆ KSIĄŻKĄ TELEFONICZNĄ?!


*Vanessa*
Po naszej jakże ciekawej pobudce Rock'a i Ell'a postanowiłam zajrzeć do pokoju gdzie byli Ross z Laurą. Weszłam nawet nie pukając. Wtargnęłam do pokoju z prędkością światła. Jednak doznałam szoku. Na podłodze leżał Ross, a na nim siedziała Laura, która waliła go zeszytem po głowie.
- A co tu się dzieje? - pisnęłam.
- Jego łapy powędrowały niżej niż powinny! - powiedziała Laura wyrzucając 60-kartkowy zeszyt, a w zamiast tego w jej ręce pojawił się miesięcznik... 160-kartkowy. Powróciła do danej czynności.
- Ja... Nie... Chcia... łem... Prze.... pra.... szam! - krzyczał blondyn z przerwami. A to tylko dlatego, że pomiędzy jego każdym słowem padał huk, który robiła Laura, gdy uderzała magazynem w chłopaka.
- Rydel!!! Choć tu z resztą! - krzyknęłam w głąb domu.
- Ale po co?! - odkrzyknęła mi.
- To są ostatnie chwile waszego brata. - powiedziałam wychodząc z pokoju i natykając się na Lynchów z Ratliff'em.
- Co?! - przeraził się Riker i wbiegł do pokoju gdzie przebywali nastolatkowie. Wbiegłam tam za nim z resztą. Ich miny były takie same jak wcześniej moja.
- Co się stało? - Ryland ledwo wydusił to pytanie.
- Dotknął ją za tyłek. - wyjaśniłam zapatrzona w parę na podłodze.
- I ty się nie wściekasz? - spytał zszokowany Rocky.
- Nie. Ufam mu.
- Nie będziesz ty zboczeńcu! Uhh! - warknęła brunetka
- Nie żeby coś, ale ty wiesz gdzie siedzisz? - spytał poważnie Rik.
- No na brzuchu... - zastanowiła się brunetka przerywając swą czynność.
- Raczej trochę niżej. - zaśmiał się Rocky i przybył piątkę z Ell'em.
- Co?! - pisnęła. - Osz ty zboczeńcu nawet na podłodze! Uhh!!! - zakryłam sobie dłonią twarz. Boże... Ratuj.
- Ej patrzcie na Laurę, ale czad! - uradował się Ellington. Popatrzyłam z powrotem na moja siostrę. Z przerażeniem wyrwałam jej świeżo co wyczarowaną książkę telefoniczną 800-stronną.
- Ej! - oburzyła się brunetka.
- Dziękuje... - wysapał Ross.
- Boże bracie! - Rydel pomogła wstać Ross'owi z podłogi. On natomiast chciał pomóc Laurze, ale ona posłała mu zabójcze spojrzenie, przez co nawet jej nie dotknął. Sama wstała.
- TY NA GŁOWĘ UPADŁAŚ?! CHCIAŁAŚ GO ZABIĆ KSIĄŻKĄ TELEFONICZNĄ?! - wydarła się Rydel.
- E tam od razu zabić. Trochę po obijać. - uśmiechnęła się.
- Ale akcja była. - zaśmiał się Ellington.
- Ja się jej boje. - wyszeptał mi niesłyszalnie Ryland.
- A ja co mam powiedzieć? - wydusił z siebie Ross.
- Przepraszam Rosz... Mogę Ci mówić Rosz? - brunetka przytuliła się do blondyna. Ten jej coś mruknął we włosy.
- Na wszelki wypadek daj wyżej ręce. - upomniał go Riker. Jego młodszy brat od razu położył ręce na jej głowie.
- Też tak chce. - miauknęłam. Spojrzałam na najstarszego Lynch'a. Bez zastanowienia przytuliłam się do niego. On mocniej mnie do siebie przycisnął.
- Ty też ręce wyżej. - zastrzegła go Rydel. Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Zboczeńcem jak moi BRACIA nie nie jestem.
- Ej! - krzyknęli obrażeni bruneci z blondynem. Zaśmiałam się cicho pod nosem.

*Ross*
Przebraliśmy się w ubrania. Reszta już dawno wyszła, więc zostałem sam z brunetką. Jedno machniecie dłoni i byliśmy ubrani. Ja w jasne jeansy, czarna koszule i granatowe conversy, a Lau w zielona sukienkę na ramiączkach, która w pasie miała czarny luźny pasek i na nogach miała białe trampki na koturnach. Ubrani i odświeżeni zeszliśmy na śniadanko czyli jajecznicę na masełku robiona przez Rydel i Rocky'ego. O dziwo nas JESZCZE nie otruli... Zjedliśmy i zabierając ze sobą swoje gitary udaliśmy się w drogę powrotną do domu. Mogłem po oddychać świeżym powietrzem, albo w ogóle mogłem oddychać i to powietrzem. Jeszcze nie wącham kwiatków od spodu. Na szczęście.
- Ell. Rozumiem raz się potknąć. Ale żeby co metr? - odparł znudzony Ryland. Wymieniony brunet spojrzał na niego i kolejny raz się potknął.
- Tu jest nierówny chodnik! - zaczął się bronić.
- A jak niby wczoraj szliśmy to droga była prosta? - zdziwiła się Rydel.
- Widocznie dla niego tak. - wzruszył ramionami Rocky.
- Dziwny jest ten świat. - powiedziałem.
- A Ellington jeszcze dziwniejszy. - zaśmiały się siostry Marano. U nich synchron to codzienność. Doszliśmy do domu. Każdy sobie wyczarował coś do jedzenia i się rozsiadł po całym domu. Ryland zrobił sobie kanapkę i poszedł do salonu przed TV, Rydel jest w swoim pokoju z tostami, Rocky nic nie chciał jeść tylko od razu poszedł do muzycznego, Ratliff siedzi u siebie w pokoju przed laptopem wraz z płatkami, Laura siedzi w kuchni i zajada się naleśnikami, a ja z nią. Za to Riker z Vanessa siedzą na parapecie w kuchni i liczą korki, a sami jedzą pianki. Nie wiem co jest takiego fascynującego w tym nakrętkach. Nie mogę się skupić, więc nie uda mi się nawet na chwile pobuszować w myślach Ness.
- Ej! - krzyknął blondyn.
- Czo? - spytała się mało inteligentnie brunetka. Van rzuciła w niego nakrętką, kolejny raz.
- Mydło, o co Ci chodzi? - spytał się jej Rik.
- A nudzi mi się... - odparła zbudzona i ponownie wymierzyła w mojego brata.
- Oni wiedzą, że my tu jesteśmy? - spytałem się szeptem Laury.
- Chyba nie. - od powiedziała mi również szepcząc.
- Tak chcesz się bawić?! - powiedział Riker i wziął garść nakrętek wrzucił je jej za bluzkę. Van patrzyła na niego pytająco. On wydobył z siebie tylko niebieska iskrę, a nakrętki stały się mroźne. Stwierdzam tak, iż brunetka zaczęła skakać i piszczeć ,Zimne! U, a! Zimno!, Bez skojarzeń.
- Szkoda, że chmury nie mogą dać Ci z liścia. - wzięła zielony korek do ręki i zaczęła się nim bawić.
- Fakt. - zaśmiał się blondyn.
- Ale ja mam coś lepszego. - zaśmiała się. Rzuciła go korkiem.
- Niby co? - prychnął Riker.
- Pożyczone od Laury! - krzyknęła Vanessa i wyjęła zza pleców tą samą książkę telefoniczną. I zaczęła nią okładać mojego brata.
- Vanessa! Ogar człowieku! Tak tego nie załatwisz! - krzyknęła Laura i wyrwała jej książkę. Jedyna mądra. - Trzeba go walnąć w spodnie, a później patelnią po łbie! Większy plask będzie. - Odwołuje to co pomyślałem trzy sekundy temu...
- Dziękuje.. I nie dziękuje. - powiedział Rik i wstał z parapetu.
- Ironia losu bracie. - poklepałem go po ramieniu.
- Co masz na myśli? - spytał
- A to, że niedawno mordowała mnie Lau, a uratowała mnie Van, a teraz na odwrót. Ciebie mordowała starsza, a ratuje młodsza. - wyjaśniłem. Fakt, faktem. Zaśmialiśmy się z siebie i opuszczając kuchnie w podskokach udaliśmy się do salonu, a za nami siostry Marano.
- Czasami ich nie ogarniam. - powiedziała Lau, zapewne do Nessy.
- Witaj w klubie siostro. - Vanessa objęła ramieniem dziewczynę. Cieszę się, że jednak mi zaufała i pozwoliła 'przyjaźnić się' z Laura. Taka zgoda dobrze robi, bez niej już dawno byłbym pod powierzchnią ziemi w ogródku. Nawet nie na cmentarzu, bo chcąc szybko ukryć ciało wykopałaby pazurami dołek w ziemi. ,I posadziłabym pod koniec kwiatki, Van?! Czytasz w myślach. ,Akurat mi się udało, więc korzystam. A tak w ogóle ty też byś mi mógł tak czytać. Tylko rodzinie nie możesz czytać w myślach, no i tym, których kochasz., Wiem, ale nie jestem za bardzo skupiony. Ty... Słyszałaś wszystko co myślałem? A raczej mówiłem do siebie w myślach? ,Tak., O cholera...

*Ellington*
Nudzi mi się. Strasznie mi się nudzi. Z tych nudów udałem się do pokoju Delly. Przemierzyłem długi, szeroki korytarz z czerwonym dywanem i stanąłem przed różowymi drzwiami mojej przyjaciółki. Bez pukania wszedłem do środka, lecz nikogo tu nie zastałem. Za to usłyszałem hałas z łazienki. Pewnie to ona. Albo się odświeża lub poprawia delikatny makijaż. Postanowiłem, że na nią poczekam. Usiadłem na jej pościelonym białym puchatym kocem łóżku. Rozejrzałem się po jej pokoju, nic się nie zmieniło. Jak zwykle nie naruszony porządek. Chyba nigdy nie było tu bałaganu. No może raz jak wybrać sukienki nie mogła. Moją uwagę przykuła karteczka pod poduszką. Delikatnie ją wyjąłem z pod poszewki. Zastanawiałem się czy otworzyć, ale może lepiej poczekać na Ryd? Ciekawość wygrywa, delikatnie rozwinąłem zgiętą na pół karteczkę. Jednak jej treść mnie zaniepokoiła.

"No, No, No. Jestem pod wrażeniem, że wy takie palanty potraficie zachować powagę i jakąś szczyptę mądrości. Brawo! Nawet nie wiesz jak bardzo mam sarkastyczną minę. Wracam do początku. Im więcej będziecie się kłócić tym lepiej. Wtedy będzie szło wszystko jak powinno. Nie chcemy by komuś stała się krzywda, prawda Ryd? Myślisz, że Was nie znam i to głupi żart? To się przeliczyłaś. Tylko spróbuj uszczęśliwiać, a Twoi znajomi będą w niebezpieczeństwie. Nawet tego nie pokazuj, bo pożałujecie. A tego się nie cofnie. Prędzej czy później i tak Cię, i ich znajdę, i zniszczę. Evil."

Ktoś nam grozi?! I Delly nam o tym nie powiedziała? Pewnie dlatego, że chciała nas chronić, ale tak nie można! Opuściłem kartkę prosto na różowy dywan.
- Widziałeś? Czytałeś? - usłyszałem dziewczęcy głos. W drzwiach do łazienki stała Rydel i opierała się o framugę. Przełknąłem ślinę. Przecież jej nie okłamie, prawda?
- Tak. Widziałem wszystko. Powiedz mi: Dlaczego? - spytałem się blondynki. Ona pokiwała głową.
- Nie wiem. Ale myślę, że to on za tym wszystkim stoi. Za tym klubem, autem, budzeniem się. ON. - powiedziała spokojnie, ale ja widziałem, że targają nią emocje.
- Chodź tutaj. - rozłożyłem ręce, a ta bez zastanowienia się we mnie wtuliła i zaczęła płakać. Głaskałem ją po plecach, żeby ją uspokoić. Szeptałem jej na ucho uspakajające historie. I chyba podziałało, bo już nie płakała tak mocno jak wcześniej. Ma się ten dar.
- Powiedz i co ja mam zrobić? - spytała się mnie.
- Nie wiem Delluś. Musimy im powiedzieć, lepiej żebyśmy byli gotowi na wszelkie akcje. Niż być zaatakowani z zaskoczenia. - powiedziałem lekko się od niej odsuwając by móc spojrzeć w jej oczy.
- A jak ich tylko narażamy. Już ty wiesz, a... - przerwałem jej.
- Rydel! Riker, Rocky, Ross, Ryland, dziewczyny. Oni się o Ciebie martwią. Mówią w kółko, że nie jesteś sobą. Zachowujesz się inaczej. Chcą dawnej Ciebie. Mimo, że próbowałaś to ukryć i całkiem dobrze Ci to wychodziło zdradziłaś się zachowaniem. - popatrzyłem intensywnie w jej brąz oczęta.
- Mam im powiedzieć? Ell, czy mam im to wyjaśnić? - blond-włosa popatrzyła w podłogę. Podniosłem jej podbródek.
- Nic nie będziesz musiała tłumaczyć. Będę tam przy Tobie, z Tobą. Razem. - powiedziałem. Uśmiechnęła się lekko. Przybliżyłem się do niej. Nadal trzymałem jej podbródek. Lekko pocałowałem ją w usta. Delikatnie jak płatek róży. Jakby zaraz miała zniknąć i się rozpłynąć. Całowaliśmy się bez zbędnego zatapiania się w sobie. Bałem się, że to piękny sen i, że zaraz się zbudzę. Ale jednak gdy otworzyłem oczy i się od niej oderwałem ona tam była. Uśmiechnięta tak jak wtedy, moja Dells.
- Chyba będę częściej płakać. - zastanowiła się. Zaśmiałem się na jej słowa.
- Wtedy bym Cię w kółko pocieszał. - przytuliłem ją ponownie. Czułem jak się uśmiecha. Dałbym sobie głowę uciąć, że się uśmiecha. Wtuliłem twarz w jej blond loki. Musimy powiedzieć reszcie. Inaczej może nam coś grozić.
- Mam pytanie. - powiedziała.
- Jakie? - zaciekawiłem się. Oderwaliśmy się od tulenia i patrzyliśmy na siebie patrząc w oczy.
- Pocałowałeś mnie. Po co? - spytała wyraźnie zdziwiona.
- Poczułem, że muszę to zrobić. - uśmiechnąłem się lekko. Za bardzo kusi. - Idziemy im to powiedzieć. - podałem dłoń blondynce. Razem wyszliśmy z jej pokoju. Po kilku sekundach byliśmy na korytarzu przed zejściem po schodach do salonu.
- Boje się. - Rydel nagle się zatrzymała. Zrobiła to tak gwałtownie, że puściłem jej dłoń. Spojrzałem na nią zdumionymi oczami.
- To Twoje rodzeństwo i przyjaciółki. Zrozumieją. - zaśmiałem się. Mój śmiech działał na blondynów zaraźliwie. Ona mimo wolni się uśmiechnęła. O! Właśnie taką Delly chcę zawsze widzieć. Wesołą. Już bez oporów zeszliśmy na dół do salonu, gdzie była cała rodzinka. Skąd wiedziałem, że tu będą? Ten telewizor jest największą atrakcja. Zawsze wszyscy tu są. Rocky oderwał wzrok od TV i spojrzał na mnie. ,Co jest?, Mamy raczej przeciętne wieści. ,Co? Jakie?!, Rock spokojnie nic się nie dzieje. Jednak to ważne. ,Co jest takie ważne?, W sumie nic. Ktoś nas chce zabić i nam grozi... ,A spoko., Trzy, dwa, jeden... ,Chwila co?!,. Ach te Twoje poczucie czasu.
- Gadać do cholery! - krzyknął Rocky.
- Nie krzycz! Delly się przez Ciebie boi! Chcieliście się dowiedzieć czemu nie jest sobą! Nie zmarnujcie tej jedynej szansy! - na wrzeszczałem na nich. Za mną kryła się blondynka. Odwróciłem się do niej i kiwnąłem głową w stronę rodzeństwa. Ona podała im kartkę, na której było wszystko napisane. Wszyscy uważnie przeczytali tekst i pobladli.
- Laura ani mi się waż teraz ze.... - Vanessa nie dokończyła, bo jej siostra runęła na Ziemie.
- O Boże... - szepnął Riker.
- Ktoś chce nas zabić za szczęście? - spytał Ross. Kiwnąłem głowa. Chwile po tym blondyn dołączył do brunetki.
- On ma moc gwiezdna? - spytałem zdziwiony.
- Raczej słaba głowę. - odparł Rock.

*Rydel*
Nadszedł czas gdzie muszę im powiedzieć wszystko. Gdzie znalazłam ta kartkę, w jakich okolicznościach i kiedy. To był ten moment, nie ma odwrotu. To jest moja rodzina zasłużyła na prawdę i zaufanie. A tym bardziej, że ona jest w to zamieszana. Musiałam to z siebie wydusić. Ale najpierw trzeba obudzić Ross'a i Lau. Nie chcę dwa razy powtarzać tej historii. Podeszłam do blondyna i dałam mu z liścia. Wstał jak oparzony z podłogi. Pokazałam mu na Laurę. Wiedział co robić. Podszedł do niej i oblał woda. Brunetka przebudziła się i usiadła z blondynem na kanapie.
- Ryd, od początku. Jak to się stało? - spytał RyRy. Czas im wszystko wyznać.
- Dostałam ten list niedługo po zapoznaniu Laury i Vanessy. Zauważyłam go po powrocie z kręgli o ile pamiętam. Był on w czarnej kopercie na mojej komodzie. Staranie go otworzyłam i czytałam. W kółko. Gdy dotarła do mnie jego treść chciałam temu jakoś zaradzić. Uchronić was. Ale jak widać nie dałam rady. Jestem beznadziejna. - rozpłakałam się.
- Delly nie jesteś beznadziejna. To słodkie, że chciałaś nas chronić. Dziękuje. - Laura podeszła do mnie i przytuliła.
- Jesteśmy z Tobą. Razem to przejdziemy. W końcu dotyczy to nas wszystkich. - dodała Vanessa. Ona również mnie zamknęła w uścisku.
- Razem możemy wszystko. - powiedzieli Rocky i Ell na raz. Wszyscy po kolei mnie przytulali i wyrażali swoje zdanie.
- Nikt nas nigdy nie rozdzieli. - powiedział Ross.
- Cokolwiek ten Evil zamierza mu się nie uda. Nas nie da się pokonać. - dodał Ryland.
- A ja cóż mogę powiedzieć. Jesteśmy rodziną. A ja jako najstarszy powinienem się martwić. Nie rozdzieli nas jakiś bachor. - zaśmiał się Riker.
- Dziękuje. - wyszeptałam odsuwając się od nich.
- Czyli ten ktoś nie chce byśmy byli szczęśliwi? To bądźmy szczęśliwi. - za proponował Ratliff.
- Jak? - zapytałam.
- Normalnie. Zachowujmy się jakbyśmy nigdy tego listu na oczy nie widzieli. Cieszmy się życiem. Jednak miejmy w części to, że musimy być bardziej uważni i mieć się na oku. - wytłumaczył brunet.
- To świetny pomysł. - przyznał Ryland.
- Tylko musimy na siebie uważać. A to łatwe nie będzie. - mruknął Rik.
- Warto zaryzykować. - przyznała Vanessa.
- Żyje się tylko raz. - podchwyciła Lau.
- Damy radę, prawda? - Ross dał rękę na środek. Położyliśmy na niej swoje dłonie.
- Razem możemy wszystko. - zaśmiał się Rocky.
- Właśnie. Jesteśmy niezniszczalni! - dodał Ell.
- Na zawsze! - krzyknęłam. Odrzuciliśmy ręce do tyłu. Zaczęliśmy się nie opanowanie śmiać. Może to dziwne, że się śmiejemy w obliczu zagrożenia, ale przecież to my. Nas się nie ogarnie. Nawet największy filozof by nas nie skumał. Dobrze, że mam przy sobie tych debili. Z nimi będzie o wiele łatwiej przez to przejść.
***
Hi People!
No i jak tam? :D
Dzisiaj parę spraw będzie xD

1. Macie swoje Rydellington. No nie do końca Rydellington, ale jakiś początek jest. Mam zaplanowane wszystkie sparringi i jestem na 28 rozdziale (w sensie piszę), więc na tym się nie skończy ;).

2. W kwestii mocy Karolina i Wiktoria zgodziły się z jedną mocą. Więc będzie to MANIPULACJA w rękach DELLY! XD Już to widzę jak Ryd ROSSkaże Rocky'emu walić się w ścianę łbem :3. Jeśli macie jeszcze jakieś pomysły to śmiało walcie. Najciekawsze będą w blogu. :D

3. Jeśli ktoś coś do mnie pisał na poczcie to proszę jeszcze raz. Coś mi się zablokowało i usunęło ;-; . Wiktorio, która dorwała mi się do poczty nie dostałam od Ciebie odpowiedzi (jak ją pisałaś) i tak myślę czy coś źle napisałam...

4. Nowa ankieta. Zapraszam!

No to chyba będzie wszystko. Piszcie co sądzicie o rozdziale ;). Wasze opinie się liczą, nawet te najmniejsze! Miłego tygodnia!
Pozdrawiam,
Sashy ♫

KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ

niedziela, 8 lutego 2015

Rozdział 16 Osz w mordę! Kiełbasa goni mi przyjaciela!

*Ryland*
- MAM NOWA MOC!!! - krzyknął Riker.
- Ale jak to? - spytał się go Ross. Wszyscy patrzyli na blondyna w osłupieniu. On ma nową moc. Czyli się zaczyna.
- No normalnie! Idę sobie obok was i znikąd zaczynam sobie czarować! - Riker złapał się za głowę. Przystanęliśmy w miejscu. I tak było widać już cel naszego obozowiska. Widać było, że blondyn jest przerażony tym faktem.
- Spokojnie Rik... Weź głęboki oddech i powiedz nam bez jąkania o jaką moc chodzi. - siostra położyła rękę na ramieniu chłopaka. On stosując się do jej poleceń już spokojnie od powiedział.
- Mam moc... Nie wiem jak to się nazywa! Wyczarowałem śnieg z lodem! I grad! - powiedział. Laura pstryknęła raz palcami, a przy niej pojawiła się Księga Magii. Zaczęła kartkować strony. Po krótkiej chwili zatrzymała się.
- Masz moc Zimna. - rzekła brunetka.
- Ale przecież to kompletne przeciwieństwo ognia. - zauważyła Van. Przyznaliśmy jej racje.
- Dobra może dojdziemy w końcu do tego obozu... Tam 'rozkręcimy' kiełbaski na cześć nowej mocy Riker'a! - zarządził Rocky.
- O tak! Idziemy szykować kiełbaski! - powiedział entuzjastycznie Ellington i pociągnął mnie, i Rock'a w stronę ogniska.
- Tylko nie wysadźcie tam niczego! - usłyszałem za sobą krzyk Ross'a.
- Spokojna głowa! - krzyknęliśmy i zaczęliśmy czarować kiełbaski.

*Riker*
Jak to jest kiedy dostaniesz od losu coś nowego? Jest to niesłychane, niesamowite i straszne. Czujesz się jak miliony pozytywnych emocji rozsadza Cię od środka. Czujesz się szczęśliwy i chcesz skakać z radości. Mógłbyś krzyczeć, biegać, wariować, ale nic nie opisze tego jakie towarzyszy Ci uczucie. Jesteś tak podekstytowany i podniecony, że nie panujesz nad sobą. A już w ogóle nie możesz opisać słowami swojego szczęścia oraz napadu euforii. Ale zawsze tym pozytywnym uczuciom musi towarzyszyć pewna obawa. Obawa mówiąca: Ale czy to dobrze, że jest tak, a nie inaczej? Ja mam tak właśnie w tej chwili. Z jednej strony chce krzyczeć na cały świat jak bardzo się cieszę, ale z drugiej strony chce zostawić to dla siebie, zostawić swoje obawy. Już nieco ogarnięty dosiadłem się do reszty przy ognisku. Rozpaliłem ogień za pomocą jednej niebieskiej iskry wydobytej z mojej dłoni. Patrzyłem na Rocky'ego, Ell'a i RyRy'ego. Ross chcąc się zabawić zaczepił na sznurku Rocky'emu do paska od spodni kiełbasę. To samo zrobił z Ratliff'em. Za pomocą magii zaczął przemieszczać mięso po Ziemi.
- Ej! Co jest! - oburzył się Rat'y. Ruszył w pogoń za kiełbasą.
- Osz w mordę! Kiełbasa goni mi przyjaciela! - Rock złapał się za głowę i ruszył w pogoń za parówką (kończą mi się wyrazy xD - aut.) na sznurku.
- To nie jest normalne! - krzyknął Ryland. On również wyrwał za kiełbaską.
- Może im powiemy? - spytała się Ness.
- Cii... Niech się pomęczą. Będzie spokój. - powiedziałem.
- Dać kiełbasę na drzewo? - spytał Ross.
- Ty! Dawaj! - zaśmiała się Laura.
- Boże z kim ja żyje! - załamała się Rydel.
- Z nami! - od powiedziała jej reszta. Jej załamanie się powiększyło. Tak jak blondyn powiedział tak zrobił. Sprowadził kiełbaski i w tym brunetów na sam czubek drzewa.
- Mam ją! - krzyknęli. Zaczęliśmy się z nich śmiać. Zeszli z drzewa i położyli kiełbaski na ogniu. Zaczęły się smażyć i przybierać złotawo-brązowa barwę. Mmm, aż ślinka cieknie.

*Laura*
Zaczęło się ściemniać. Widać było piękne złote słońce na pomarańczowo-czerwonym niebie. My już z pełnymi brzuchami ogrzewaliśmy się przy ogniu. Popatrzyłam na każdego z osobna. Ross podrzucał, jeśli można tak to nazwać, wodę z jeziora, a Riker zamieniał ją w lód tworząc przy tym lodowe figurki. Rydel jak zahipnotyzowana patrzyła na płomyki tańczące w drewnianych belach. Rocky brzdąkał coś na gitarze, po którą wcześniej wybrał się do domu (przyniósł jeszcze gitarę dla Ross'a, Rik'a i Van). Vanessa za to nastrajała swoją gitarę na poprawne brzmienie. Ryland za to krążył wokół ogniska jakby nad czymś myśląc. Ellington uparcie pilnował kiełbasek, które zostały. Ta... Ciekawe zajęcie.
- Zróbmy coś! - powiedział w końcu najmłodszy Lynch.
- Ale co? - spytała blondynka wybudzając się z transu.
- Pośpiewajmy! Mamy cztery gitary. - za proponowałam.
- Na początek śpiewamy szalona ruda! - zdeklarował Ratliff. Pacnęłam się niezauważalnie w czoło.
- Spoko. - powiedział Ross i zaczął grać w rytm piosenki podanej przez Ell'a. Pozostała trójka do niego dołączyła. Ja, Ryd, Rat oraz RyRy śpiewaliśmy zwrotki, a refreny w ósemkę. Wyszło nam całkiem dobrze.
- Jakieś propozycje? - spytał Riker.
- Może teraz Kiss You? - spytała z nadzieja Vanessa. Blondyn uśmiechnął się do niej i zaczął grać dobrze znaną nam piosenkę. Razem z reszta dołączyliśmy się głosami i gitarami. Do tego zaczęliśmy klaskać w rytm piosenki. Nasze głosy unosiły się tak samo jak iskry z ogniska. Idealnie się dopełnialiśmy.
- Teraz proponuje Feel This Moment - powiedział Rocky. Więc teraz zaśpiewaliśmy tę oto piosenkę Jennifer i Pitbull'a. Wychodzi nam naprawdę dobrze. A rodzeństwo Lynch i Ratliff'owi wprost idealnie! Mam nadzieje, że kiedyś przywrócą swój zespół.
- Mogę coś za proponować? - spytał Rik.
- Jasne. - uśmiechnęła się Ryd.
- I see fire. - powiedział i zaczął grać. Nie ma to jak śpiewać o swoim żywiole. Pochłonięci w kolejne wersy tekstu i z przymkniętymi oczami jak zaczarowani śpiewaliśmy piosenkę. Kiedy dotarły ostatnie słowa głos zabrała blondynka.
- Teraz ja! Emm... Wake Me Up! - krzyknęła zadowolona. Jej bracia zaczęli grać tą piosenkę. Powiem nieskromnie, że w moim wykonaniu Avicii wyszedł Bosko! Z resztą nam wszystkim.
- No to teraz ja. Zaśpiewajmy Fireworks - Katy Perry. - za proponował brunet. Ryland zaczął klaskać w dłonie na rytm, Ja z Rydel pstrykałam palcami, Ell uderzał dłońmi w pień, na którym siedział, a Van, Rik, Ross i Rock grali na gitarach. Wyszło wyśmienicie!
- Ja zasugeruje.. Nie wiem. Może Marry You - Bruna Marsa. - oznajmił Ross. Wszyscy jak zahipnotyzowani zaczęli grać wymieniona przez blondyna melodie. Mamy ogromny talent, żeby zaśpiewać i zagrać siedem piosenek bezbłędnie. Teraz nadeszła moja kolej.
- Znacie Avril - Girfriend? - zapytałam.
- Tak/Nie - od powiedziała czwórka gitarzystów. Oczywiście 'nie' powiedzieli wszyscy oprócz Ross'a.
- A znacie tekst? - spytał blondyn.
- Ja coś kojarzę. - przyznała Vanessa.
- Ja też, coś tam mi świta. - uśmiechnął się Riker.
- Grać? - spytał młodszy blondyn. Pokiwałam twierdząco głową. Nasza czwórka śpiewała tekst piosenki. Reszta starała się wybić rytm. Wyszło nam genialnie.
- Szczerze mówiąc jestem już zmęczona. - przyznała Rydel.
- Zgadzam się w 100% - zgodził się Ell.
- No to wchodzimy do chaty! - krzyknął Rocky i wbiegł do domu. Było już ciemno. Na dotąd fioletowe niebo wkradł się wielki okrągły księżyc w pełni. Słychać było granie świerszczy oraz szumiący odgłos spływającej wody. Ross zgasił ognisko i doszedł do nas do domku. Muszę przyznać, że wnętrze było bardzo przytulne. Jest to park prywatny, czyli tylko do dyspozycji Lynch'ów. Wiec nikogo nigdy tutaj obcego nie było. Tylko ta zwariowana grupka oszołomów. Był tutaj niewielki salonik, kuchnia, łazienka oraz pięć pokoi dwu-osobowych.
- No wiec tak. Lau śpi z Ross'em, bo jest tutaj jakaś chemia, Vanessa z Riker'em, bo chce być ciocia, Rock z Ryland'em bo to kochane dekle, a Ellington ze mną, bo będę go pilnować. - wyjaśniła Dell.
- Ej! - oburzeni krzyknęliśmy do niej. Ona z uśmiechem powędrowała do jednego z pokoi. Za nią ruszył Ell.
- A tylko skrzywdź moją siostrę. - powiedziała Ness do blondyna.
- Vanka nie męcz mi brata i chodź! - pociągnął ją Riker do drugiego pokoju.
- Czyli my idziemy do siebie? - spytał Ross na co przytaknęłam mu głowa. Chciałam coś od powiedzieć, ale niestety przerwały mi krzyki Rocky'ego i Ryland'a.
- Śpisz na podłodze! - od powiedział starszy brunet
- No chyba ty! - odgryzł mu się młodszy.
- Ja jestem zbyt piękną syreną...
- Chyba alarmową!
- No wiesz!
- Nie, nie wiem. - przyznał RyRy. W końcu weszli oni do swojego pokoju! Alleluja i Amen! Cisza! Ja z blondynem wzruszyłam ramionami. Weszliśmy do naszego pokoju. Przebraliśmy się w piżamy w dobrze znany magiczny sposób. Ross odłożył gitarę do kąta, a sam położył się obok mnie na łóżku.
- Dobranoc. - powiedziałam wtulając się w poduszkę.
- Dobranoc Lau. - od powiedział mi delikatnie mnie do siebie tuląc.

*Rocky*
Śpię tutaj sobie spokojnie, aż nagle muszę podnieść się w błyskawicznym tempie z łóżka. Poczułem coś zimnego w moich bokserkach do spania. Obok mnie stali uśmiechnięci Riker, Van, Rydel i Ryland oraz z kwaśną miną Ratliff.
- Co jest?! - wrzasnąłem.
- Testujemy moc Riker'a. - od powiedziała mi Rydel.
- Lód?! - wrzasnąłem skacząc po pokoju.
- Mi już taka pobudkę zrobili. - mruknął Ell.
- To za te wasze pobudki! - wyjaśnił Riker.
- Jakie pobudki? - spytałem wraz z brunetem.
- To już nie pamiętacie jak was ganiały Van z Ryd z walkiem i patelnią? - spytał się RyRy.
- A może mamy to powtórzyć? - spytała Van w gotowości ze swoim ulubionym przedmiotem w ręku - patelnią.
- Nie dzięki, nie skorzystamy. - od powiedział za nas obojga 21-latek.
- A to szkoda. - mruknął Riker.
- Nie będzie funny nagrania. Ehh.. Kiedy indziej. - powiedzieli smutni Ryland z Rydel.
- Jakiego nagrania?! - krzyknąłem przerażony.
- Cicho! Nie musisz wiedzieć! - zaśmiał się Rik i przybił piątkę z Ryland'em. Dobra nie chce wiedzieć co oni planują. Ale jeszcze sobie z nimi pogadam i wymyśle zemstę za zemstę. A na pewno Ell się do mnie przyłączy.

>rozmowa w myślach<
- Ell, robimy zemstę za zemstę?
- Jasne. Nie będą mnie lodem budzić.
- Ok. Więc przez kolejny czas będziemy tacy jak zwykle. Normalni nienormalni. Aż tu z zaskoczenia Bam!
- Świetny plan! A co zrobimy?
- Zostaw to mnie. Ta czwórka nas popamięta.
- Miejmy taka nadzieje.
>koniec rozmowy w myślach<

Popatrzyliśmy na siebie z uśmiechami. Pozostaje mi wymyślenie jakiegoś ekstra planu do naszej pułapki. Ale na początek nie wzbudzajmy podejrzeń, szczególnie dla Ryd. Bo nie wypali. Bądźmy nienormalni jak zwykle, o nic nas podejrzewać nie będą.

***
Hi People! :D
Czo tam u Was?
Wiki mnie pocztą męczy xD. Ty nie dobra ty... W razie czego przepraszam jak nie odpisuje ale mam napięty grafik ;-;.
Na drugim blogu wstawię coś niebawem. Jeszcze nie wiem co ale postaram się jak najszybciej coś wymyślić :/
Kto zgadł Riker'a normalnie mag... Dzisiaj zagadki nie będzie ;).
Dziękuje za wszystkie komentarze pod wcześniejszym rozdziałem i życzę miłego TYGODNIA :D
Pozdrawiam,
Sashy ♫

PS/ MAM PROŚBĘ... CZY MOGLIBYŚCIE WYMYŚLIĆ JAKĄŚ MOC? JA SIĘ ZAJMĘ TYM JEJ ''DZIAŁANIEM'' ALE NIE MAM POMYSŁU WIĘC.. ;-; A MOŻE WY COŚ MACIE :3