wtorek, 21 kwietnia 2015

TB po raz 4 ;-;

Kingo, kochanie ty moje...
To, że śpię do 13 nie znaczy, że jestem leniem xD.
No dobra może jestem...
No Place Like Hoooooooo o o ome xD - cały czas u mnie gra xD.

Coś czuję, że zasady TB są znane..:

- Nominuje się 8 osób.
- Pisze się OS na zadany temat i w czasie.
- Nie poprawia się błędów i pisze się na telefonie.

Mój Temat: przeszłość, magia, nieśmiertelność.
Szczerze to mam już OS. xD. To będzie mój 1. OS na którego podstawie założyłam tego bloga. Tylko troszeczkę inne moce i inny 'Evil' xD.
A Nominowała mnie:
- Kinga R5er - dziękuje już Ci 2 raz xD. Za jakie grzechy...
Tobie również gratuluję kochana :D

A teraz moje Nominacje!
Bu hahaha!



Sweeating Bun
-
kasiulka33311
-
- i... ten kto chce xD bym dala kochaną Ann, ale wiem, że dziewczyna jest ostatnio zalatana :)

Wasz temat: Raura/Rydellington/Rikessa - Sława, która prawie nas rozdzieliła.

Czas: Szalejemy?... Do końca roku xD.

O czymś zapomniałam? Chyba nie... OS w moim wykonaniu już jutro. Jak nie macie chęci lub czasu nie musicie pisać tego OS'a.

ŻYCZĘ WENY I POWODZENIA XD,
Sashy ♫

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

TB One Shot - Granica miedzy miłością, a ograniczeniem.

OTO ONE-SHOT Z OSTATNIEGO JUŻ TB :D
MAM NADZIEJĘ, ŻE O TO W TYM CHODZIŁO XD
Zapraszam do czytania! :3


Akcja opowieści rozgrywa sie w mieście Los Angeles, a jej głównymi bohaterami są... A z reszta zobaczcie sami.
Jest 3025 rok. Na świecie panuje epidemia: miłość. Los Angeles zostało podzielone na części. W każdej części jest inne prawo. To własnie z tych części pochodzą Ross i Laura. Ross jest z części Białych, czyli ludzi, którzy nie mogą sie zakochac; są chronieni od miłości. Laura jest z części czerwonych, czyli osób, które wierzą i szukają tego uczucia. Jak można wywnioskować biali i czerwoni konkurują ze sobą. Biali są dobrzy, a czerwoni źli. Oczywiście takie są przesady. Ludzie z białej strefy nigdy sie nie zakochali i nie wiedza jakie to uczucie. A cała ich cześć pilnuje sie na wzajem. Zastanawiacie sie jakie są rodziny? To jest na bazie: Mężczyzna sobie wybiera wybranke. Miłość jest wymuszona, nic innego. I w takim oto kraju zaczyna sie nasza historia.
Ross podazal pusta ulica w stronę swojego domu. Była ciemna noc. Jego rodzice nie żyli, a sam mieszkał z siostra, która była już na muszce kilku facetów. Blondyn nie chciał sie dzielić swoją siostra z byle jakim mężczyzna. A co dopiero z wymuszenia. Bal sie, ze ona nie będzie szczęśliwa. Tak jak jego wybranka go nie zaakceptuje. Chłopak skierował sie w stronę parku. Wybrał drogę na skróty. Jednak nie było tak spokojnie jak myślał. Słyszał krzyki i blagania. Nie byłby sobą gdyby nie pobiegł w stronę hałasu. Na miejscu zobaczył dziewczynę; brunetke z brąz oczami oraz kilku facetów obok niej.
- Zostawcie ja! - krzyknął.
- Ona nie powinna tu być! To piekielna istota! - odpowiedział mu tym samym jeden z nich.
- Spadać! - warknal jeszcze raz. Tym razem napastnicy uciekli. Sam Ross nie miał chęci na bicie sie. Podszedł do dziewczyny. Teraz dopiero rozumiał co mieli na myśli tamci. Dziewczyna była ubrana w ładna biała 3/4 sukienkę, na nogach miała różowe trampki, jej włosy były rozpuszczone i miała lekki makijaż. Do tego na nadgarstku można było zauważyć tatuaz symbolizyjacy nieskończoność. Była to dziewczyna z czerwonej strefy. Kobiety w białej strefie nie mogą nosić sukienek, tylko koszule, bluzki i spodnie, natomiast należy wkładać szpilki. Musza wiązać włosy i robić mocny makijaż. Jest to zupełne przeciwieństwo.
- Kim ty jesteś? - szepnal do siebie jakby z obraza.
- Nazywam sie... Odwalcie sie ode mnie! - dziewczyna ze łzami w oczach pobiegla przed siebie. Ross ruszył za nią. Był ciekawy gdzie ona sie uda. Mimo iż wiedział, ze to zakazane chociaż utrzymywać kontakt wzrokowy z osobami z czerwonej strefy. Nim kierowała ciekawosc. Dobiegł za brunetka, aż pod las dzielący Los Angeles na pól. Była to granica. Granica dwóch stref.
- Jeszcze Ciebie spotkam. - szepnal do siebie blondyn i udał sie w stronę domu. Tym razem bez niespodzianek.
Blondyn codziennie myślał o tajemniczej brunetce. Nie mógł zapomnieć jej przestraszonych oczu, rozszerzonych ust, głosie i rysach twarzy. Wiedział, ze była z tej niebezpiecznej strefy. Ale tez wiedział, ze coś go do niej ciągnęło. Codziennie przychodził na te samo miejsce. Patrzył w ciemny las i czekał, aż dziewczyna wróci. Tak sie stało pewnego dnia...
Chłopak siedział wieczorem na ławce w parku dosłownie na przeciw lasu. Tego samego lasu robiacego za granice. Wtedy wyszła ona. Ubrana w różowa sukienkę z takiego samego koloru trampkami i rozpuszczonymi włosami. Ideał. Ross myślał ze gdyby nie podział stref i ta cała epidemia mógłby ja wybrać na swoją druga połowie. ale ona za sobą kogoś ciągnęła. Był to brunet ubrany w czarne spodnie i kolorowa koszule. To tez przeciwieństwo. W białej strefie faceci chodzili ubrani w jednolity kolor. Mimo, ze brunetka z kimś była postanowił sie nie poddawać. Tak jest sie iczonym w tej strefie. By mieć dziewczynę trzeba walczyć. Ona wraz. Tym chłopakiem udała sie w stronę opuszczonej fabryki. Fabryka była blisko granicy. Ross wstał z ławki i pobiegł w tamtym kierunku co para. Gdy był już przy drzwiach fabryki można było słyszeć rockowa muzykę. Ten rodzaj muzyki był zakazany w strefie białej, ale nawet Ross słuchał jej po cichu w domu. Wszedł do środka. Od razu poczuł fale gorąca. W środku było pełno osób tanczacych w rytm muzyki. Niby normalne, ale ten taniec był swobodny. Nie tak jak mówi przepis: tylko towarzyski. Szukał wzrokiem tej jedynej osoby. I znalazł ja. W towarzystwie tego chłopaka. Bez zawachania do niej podszedł.
- Hej! Po wczorajszym wszystko dobrze? - spytał jak gdyby nigdy nic. Dziewczyna z przerażeniem spojrzala na niego, a pózniej na bruneta.
- Czyli jednak coś sie działo? - spytał jej towarzysz.
- Tak... Została napadnieta. - powiedział blondyn.
- Nie chciałam Cię denerwować. - zwróciła sie do bruneta dziewczyna.
- Wiesz, ze sie o Ciebie martwię?
- Tak, aż za nadto. - zasmiala sie. Ross pierwszy raz w życiu słyszał taki słodki i naturalny śmiech.
- Wiesz, ze Cię kocham siostrzyczko.
- Siostro? - zdziwił sie nagle.
- Tak to moja siostra... Wygladasz dziwnie... Pokaz nadgarstek. - powiedział z dystansem brat brazowookiej. Blondyn uczynił to co kazał mu chłopak. Jego reakcji mógł sie spodziewać. Zaskoczony zaslonil usta i pociągnął go gdzieś. Wyszedł z fabryki i zabawy, aż za nią.
- Czego od nas chcesz? Idziesz nakablowac?! - krzyknął.
- Nie! - zaprzeczył szybko.
- To co chcesz? - spytała dziewczyna przytulajac sie do brata.
- Ja chciałem Cię tylko poznać. Chce wiedzieć kogo uratowalem. - Ross wzruszyl ramionami.
- Uratowales ja? - brunet był w zaskoczeniu jednak po krótkiej chwili wyciągnął do niego dłoń. - Ellington. - blondyn ja uscisnal i powiedział swoje imię, oraz spojrzał na brunetke.
- Laura. - rownież podała dłoń.
- Ross. - pocalowal jej wierzch. Dziewczyna zarumienila sie.
- Wiesz, ze tam sa same osoby z tatuazem, prawda? - spytał Ell. Ross pokiwal głowa na znak ze nie miał pojęcia.
- To jedyna taka impreza, która... - Laura nie dokonczyla bo usłyszała piski i strzały. - odwołuje to. Jest tak jak wtedy.
- Co sie dzieje? - zdziwił sie blondyn.
- Uciekaj! - powiedziała Laura.
- Czemu?
- Patrol! - krzyknął Ell i przysunal do siebie siostrę.  Nagle za nimi wyrosł jakiś facet. Zapewne z patrolu. Ross szybko rzucił sie na niego by nie mógł uderzyć "pałką" rodzeństwo. Podanym go po kilku ciosach.
- Dziękujemy, ale lepiej Uciekaj! - kolejny strzał.
- A co z Wami?
- Damy radę! - krzyknął Ell po raz kolejny.
- Ale..
- Uciekaj! - Laura pocalowala go w policzek po czym chwycila brata i pobiegla w głąb lasu. Ross złapał sie za policzek, a pózniej pojawił sie mocny ból i ciemność.
Chłopak obudził sie u siebie w pokoju. Przy nim siedziała jego siostra.
- Rydel? Jak ja tu...? - spojrzał na blondynke.
- Przynieśli Cię patrolni. - powiedziała bez emocji.
- Co?...
- Ross czemu byłeś na imprezie dla czerwonej strefy?! - krzyknela na niego..
- Ja tam nie byłem! - szybko szarpnal sie do góry, ale z powrotem opadł na łóżko.
- Ross zostań! - rozkazala Rydel. - Jeden z... Patrolnych cię... Uderzył. - skończyła a chłopak mimo bólu sie poderwal i podszedł do lustra. Ściągnął koszulkę i sie odwrócił. Na jego plecach był pionowy ślad od krwi.
- Cholera... I jak ja jej sie na oczy pokaże. - zaklnal cicho pod nosem. Mimo, ze powiedział to pod nosem jego siostra to usłyszała.
- Kim jest ta ona? - spytała ciekawa.
- A to Laura, jest ona taka ładna i mądra, i...
- Woow brat, ty sie... No wiesz za.. Zako.. No wiesz! Ty nie możesz ty, ty!
- Nie Delly! Wiadome! Przecież nie mogę sie zakochac... Heh. - wypuścił powietrze.
- Ross ty na prawdę... - pokiwala głowa jego siostra.
- Ale...
- Powiedziałeś to słowo! Ty, ty jesteś już skazony! Ja... Nie powiem tego bo jesteś moim bratem, ale... Uhh... Ja sama muszę sie odpedzac.
- Ktoś Cię torturuje? - spytał z poważna mina blondyn.
- Nie. Nie martw sie przesadnie, bo jeszcze cię złapią. Nie powiem, ale błagam... Nie idź ta ścieżka. - szepnela już spokojniej blondynka. Ross mocno ja przytulil i pocalowal w policzek. Rydel oczywiście nie przyzwyczajona do takich gestów szybko sie odsunela. Była w nie małym zaskoczeniu. Myślała kogo takiego mógł spotkać jej brat zeby tak sie zakochac.
- Ale Ell! On jest inny! - mówiła po raz kolejny Laura.
- Nie, nie możesz! Nie idziesz tam! Już raz Ciebie napadli. A on nie śledzi cię 24h na dobę by kolejny raz Ci pomoc! - krzyczał za nią Ellington.
- Jesteś kochany ale nadopiekunczy. Ja chce sie z nim spotkać! - Laura wybiegła na dwór i była już e drodze na granice, gdy przed nią wyrosł jej brat.
- Lau... Jak coś Ci sie stanie. Ja nie mogę! Idę z Tobą! - zaprotestował.
- Ale na spotkanie idę sama. - powiedziała z naciskiem.
- Dobrze. - zasmial sie brunet i przytulil czuli siostrę. Udali sie do wyjścia z czerwonej strefy, a wstąpili na biała.
Kiedy Delly wyszła z mieszkania na zakupy, Ross wyszedł z domu i udał sie tam gdzie zawsze: przed las na ławkę. Liczył, ze może i ja spotka. Miłym zaskoczeniem dla niego było to, ze ona była tam już przed nim wraz z bratem.
- Jak wy przeszliscie niezauwazeni? - zdziwił sie na powitanie blondyn.
- Ciebie tez miło widzieć Ross. - powiedział z sarkazmem Ellington i uscisnal z chłopakiem dłonie.
- Wzajemnie Ell... I Lauro. - odpowiedział Ross.
- To ja Was tu zostawiam i idę sie
Poszlendac. - zasmial sie brunet i ruszył swoja ścieżka. Młodzi spojrzeli na siebie i powoli sie uśmiechnęli.
- Witaj Ross. - powiedziała do niego brunetka. Blondynowi jakby powietrza zabrakło. Nie mógł wyżywić z siebie najmniejszego słówka. Możliwe, ze dopiero po 5 minutach zdołał wydać z siebie głos.
- Nie wiem co mam mówić. - i to była prawdziwa szczerość z jego strony. Laura głośno zachichotala, a Ross zrobił to mniej pewnie.
- Nie bardzo mi ufasz prawda? - spytała sie go dziewczyna.
- To nie jest takie nieufanie tylko... - brunetka nie pozwoliła mu dokończyć.
- Tylko ja jestem z czerwonej strefy, tak? Mogę sie zakochac i traktuje to uczucie poważnie, mam własny styl i własne upodobania. Nie ograniczamy sie, ze to ryzykuje. Tak? O to ci chodzi? Bo ty jesteś ze strefy białej? - zamilkła i odwrotnej wzrok.
- Masz racje możliwe iż Ci nie ufam. - usłyszała głos blondyna. Na to zdanie jedna łza wycofują z jej powiek. Spojrzala na Ross'a.
- Wiesz co trzeba zrobić w sytuacji jak dziewczyna płacze? Nie. - pokrecila głowa.
- No to... naucz mnie tego uczucia.
- Co? - zdziwila sie Laura.
- Naucz mnie jak ko... No wiesz. - powiedział jeszcze raz.
- Mam Cię nauczyć miłości? - zdziwila sie po raz kolejny. Chłopak szybko zaslonil jej usta, ponieważ własnie obok przechodził jeden z patrolnych. Poczekali, aż sobie on poszedł.
- Tak, naucz mnie. - powiedział mniej pewnie.
- Da sie to załatwić ale... - Laura zaciela sie na chwilke. Spojrzala jeszcze raz na blondyna. - tylko w jednym miejscu, w czerwonej strefie...
Laura i Ross zakradali sie krzakami prosto do czerwonej strefy. Może i nie było patroli ale w poszczególnych miejscach był monitoring wraz z budkami nadwzorczymi. Pokonali ostatnia odległość i zaczęli biec przez las. Zachodzilo już słońce. Po kilku krokach znaleźli sie w centrum czerwonej strefy. Ross'owi aż dech zapadło w piersi. Wszystko było kolorowe, domami były samochody z campingiem. Żywność była przemycana z białej strefy, a mieszkańcy naturalni i uśmiechnięci. Centrum było lasem z niewielkimi drozkami. To było dla Ross'a zupełna nowością.
- I jak? - spytała sie go dziewczyna.
- Tu jest tak pięknie... Magicznie.
- Własnie. Wolność. Ale nie to chciałam ci pokazac. - powiedziała i pociagnela blondyna za rękę. On niestety nie wiedząc jak zareagować po prostu wyrwał ja z uscisku. - Daj rękę.
- Ale kontakt przed małżeństwem jest zabroniony pomiędzy plciami przeciwnymi... - powiedział jedna z regulek.
- Złam zasady! Podaj mi rękę. Proszę. - dziewczyna uśmiechnela sie do niego na co on niepewnie odwzajemnil jej gest. W końcu podał rękę, ale i tak bardzo delikatnie. Razem znaleźli sie w jednym miejscu, które Laura kochała.
- Zamknij oczy. - poprosiła przed wejściem.
- Dobrze. Mogę ci ufać? - spytał ponownie.
- Tak. - dziewczyna wprowadziła go w dane miejsce po czym dała sygnał by otworzył oczy. Chłopak mało pewnie je otworzy, a to co zobaczył zapadło mu dech w piersiach.
- Woow. - westchnal pod wpływem wrażenia. Oboje znajdowali sie w jaskini, w której nie było dachu, a gołe niebo (już z gwiazdami), na środku był mały stawik, a z boku prowadziły schody na sam szczyt. Można było tam usiąść i obserwować jeszcze polowe zachodu słońca. Tak tez zrobili. Laura coś jeszcze zawsze tam chowala. Nocami puszczają lampiony i grała na gitarze. Teraz tez tak postanowiła zrobić.
- To jest piękne. - powiedział po raz kolejny blondyn.
- Uwielbiam to miejsce. Można sie wyciszyć. Ehh... Potrafisz grać? - spytała i pokazała na gitarę. Blondyn bez słowa ja przejął i zaczął grać pierwsza lepsza piosenkę padło na Count On Me - Bruno Mars'a. Dziewczyna była pod wrażeniem.
- Ta muzyka u Was jest zakazana... - szepnela dziewczyna.
- Ale jej słucham. - zasmial sie. Po raz kolejny Laura zrobiła coś czego Ross sie nie spodziewał przytulilam sie do niego, a jego ręce owinela sobie w pasie. Ross uczył sie własnie tego jedynego uczucia.
Późnym wieczorem wrócił do domu. Usłyszał włączony telewizor w salonie. Zaklnal pod nosem i cicho na palcach chciał przejść do swojego pokoju. Niestety nie udało mu sie.
- Ross! Wiesz, ze już dawno cisza nocna? Martwilam sie! Nigdy mnie tak nie zostawiaj samej! - krzyczała i tulila brata jednocześnie Delly.
- Spokojnie. Byłem na spacerze...
- O 23?!
- Ups?
- Ja Ci dam Ups! Musiałam targac reklamówki, a pózniej użerać sie z strefa czerwona! Do tego dowiedziałam sie o tym pod koniec! - zaczęła krzyczeć.
- Cocho bo ktoś cię usłyszy. Jak to czerwona? - spytał Ross.
- Ohh... Wracałem ze sklepu i reklamówka mi sie podarla. Wszystko wylecialo, a ja zaczęłam to zbierać i dołączył do mnie raki brunet. Pomógł mi i odprowadzil do domu. Pózniej powiedział ze jestem fajna, puścił mi oczko i dodał, ze jest z czerwonej strefy! - skończyła.
- A znasz jego imię?
- Ellington.
- Cholera brat Laury! - zaklnal.
- Tej dziewczyny? - spytała podejrzliwie jego siostra, on nie myśląc pokiwal głowa. - Ale skoro to jego siostra to... ZADAJESZ SIE Z CZERWONA STREFA?! Randkujesz?! To zakazane!
- A ty mimo to gadalas z czerwonym.
- Ale ja... Ja sie nie spotykam z nim.
- Lau mnie uczy tylko miłości.
- Ciszej. - uciszyla brata. - porozmawiajmy na spokojnie. - po tym zdaniu ona jak i jej brat przebadali pól nocy po czym umówili sie, ze spotkają sie z Laura i Ellington'em.
W czwórkę stali już na granicy. Wymieniali sie spojrzeniami, a wokół nich panowała niezręczna cisza.
- Ja i Ross postanowiliśmy, ze... - zaczęła blondynka i spojrzala na brata. On jakby zrozumiał przekaz i dokończył za nią.
- Ze przejdziemy do waszej strefy, bo... - Zacisnal powieki.
- Zakochaliscie sie? - podsumował Ellington.
- To prawda? - spytała Laura.
- Tak. - powiedzieli oboje i wyciągnęli niepewnie rękę do nich. Znaczy Rydel do Ell'a, a Ross do Laury. Oni chwycili ich dłonie i spletli palce ze sobą. Teraz uśmiechnięci patrzyli sobie w oczy...
- DALEJ ZA OJCZYZNĘ! - krzyknął nagle jeden z patrolnych. Wszyscy sie odwrócili w tamta stronę.
- Iciekajcie! - krzyknela Delly.
- Nie! A jak coś Ci sie stanie? - krzyknął do niej Ell.
- Poradzę sobie! - dodała i w tym czasie jeden ze strażników pociągnął ja do tylu. Trzymał w stalowym uscisku mimo, ze chciała sie wyrwać.
- Delly! - krzyknął i chciał sie do niej przedrzeć poprzez żywy mur patrolnych.
- Ross! - zaczęła krzyczeć Laura, gdy tego tez zaczęli odciagac.
- Laura, nie pozwolę by stała ci sie krzywda! Uciekaj! - zaczął sie szamotac.
- Ross! Nie zostawie cię! - ze łzami w oczach zaczęła popychac patrolnych. - odsun sie debilu! Nie widzisz ze chce przejść grubasie?!
- Masz nakaz sie uspokoić! - warknal jedenz patrolnych i dla dziewczynie z liscia tak, ze upadła.
- Lau! - warknal Lynch i sie wyrwał. Natychmiastowo znalazł sie przy tym samym patrolnym i zdołał go tylko raz podatków uderzyć w nos, zanim znów nie został odciagniety. - Lapy precz od mojej dziewczyny! - zdołał jeszcze krzyknac, zanim go zamknęli w samochodzie w celi wraz z siostra.
- A wy macie 10 sekund na ucieczkę. - powiedział dowódca straży i rozkazal w nich wycelowac bronią. - 10! 9! 8!
- Lau spadamy, choć Jescse ich odbijemy. A krzyknął do siostry Ell i lapiac ja za rękę zaczęli uciekać.
- 5! 4!
- Nie zdążymy! - krzyczała Laura.
- Szybciej!
- 3! 2! 1!
- Laura padnij! - krzyknął Ell i razem wskoczyli w zarosla.
- Oginia! - po całym kraju rozniosły sie dźwięki karabinow i pistoletow maszynowych..
Ross wraz z Delly siedział własnie w areszcie. Areszt może sie wydawać z kratami i ścianami dzwiekoszczelnymi, ale nie w tym kraju. Tutaj areszt oznacza zamknięcie w domu do odwołania i pilnowanie posiadlosci przez patrolnych. To już lepszy jest areszt jako areszt...
- Na pewno ich jeszcze zobaczymy. - przycinał i pocieszal swoja siostrę Ross.
- Ale oni strzelali! Oni... Oni... Potwory! - rozplakala sie w ramionach brata.
- Nawet tak nie mów! - Rozplakal sie razem z siostra. - Dopiero co zrozumiałem miłość..
- I ja tez. - przytulili sie do siebie. Znajdowali sie aktualnie w pokoju blondynki. Nie wychodzili nigdzie bo po co? Są i tak otoczeni, wiec nawet nie mogą głośno rozmawiać, słuchać muzyki, nic. Mogą tylko jedno. Spoewac, bo tego im nie zabiorą.
- I crazy it's true...
- Crazy for You...
- Piękna piosenka o kim? - usłyszeli za sobą damski głos. Odwrócili sie w stronę okna na balkonie stała Laura, Ell i inni ludzie, których nie znali.
- Lau! - krzyknął cicho Ross i pobiegł na balkon przytulić brunetke. On sam był dziwny tego co teraz ma ochotę zrobić, ale nie hamowal tego. Po prostu pocalowal szybko brunetke w usta. Dziewczyna była miło zaskoczona.
- Kocham Cię. - uśmiechnela sie do niego.
- Ja ciębie tez... Kocham. - powiedział Ross. - Ell jak sie trzymasz? - spytał, bo zauważył ze na jego brzuchu jest bandaz.
- A krótkie postrzelenie, nic mi nie będzie. - zasmial sie cicho.
- Kto to? - zapytała Rydel.
- To? Rodzeństwo: Riker, Rocky, Ryland, oraz moje siostry: Vanessa, Alexa, Savannah. Oni to moja rodzina.
- Nigdy nie mowilas, ze masz siostry.. Tylko brata.
- Laura i brat? - zdziwił sie Riker.
- No... W sensie Ellington.
- Ellington ma na nazwisko Ratliff. To jest nasz przybrany brat, ale on najbardziej troszczy sie o Laure ona ma na nazwisko Marano, tak jak jej prawdziwe siostry, a my Lynch. - wyjaśnił Rocky.
- Lynch? - zdziwila sie Rydel. - to nasze nazwisko.
- Nie możliwe. - szepnal Ryland i wyciągnął ze spodni zdjęcie.
- Jesteście rodzeństwem? - spytała Vanessa.
- Tak. Są rodzeństwem. - podsumowała Savannah.
- Dobra pózniej pogadacie! Jesteśmy na motorach jest ich piec wiec po każdym na pare. Bierzcie najważniejsze rzeczy i wio! - powiedziała Alexa. Ross pobiegł do swojego pokoju. Zabrał tylko telefon i do pokrowca włożył gitarę wraz z laptopem. Za to Delly wybrała pudło z sukienkami i swoj telefon z MP3. Nigdy ich nie zakładała.
- Szybko na zewnątrz! - powiedziała Van i zabrała pudła. Podała je Rikerowi, który wraz z reszta był już na dole po czym po prostu skoczyła w jego ramiona.
- Co zrobiliscie z patrolnym? - spytał Ross patrząc na spiacego mężczyznę. Był już na zewnątrz podobnie jak jego siostra w ramionach Ell'a.
- środki basen ne (nasenne ;-;) - uśmiechnął sie RyRy.
- Jest jedno podejście. Inni na pewno usłyszą motory. - powiedział Rocky i wsiadł na zielony pojazdy wraz z Alexa która jedna ręka trzymała pudło z sukienkami Ryd, a druga Rocka w pasie. To samo robiły inne dziewczyny. Rydel - Ellington, Savannah - Ryland, Vanessa - Riker i Laura - Ross. Prowadzili panowie, rzecz jasna,
- A ty potrafisz tym jeździć? - spytała dla pewności dziewczyna.
- To sie okaże... - mruknal blondyn i cisnal gazu tak jak reszta. Z hukiem wyjechali na ulice, a oszolomieni patrolni w radiowozach za nimi. Jednak oni byli już daleko. Patrolni nie byli w stanie ich dogonić. Przekroczyli granice i już na zawsze zawsze byli wolni od ograniczeń. Zostali zapamiętania z zakazanej miłości. W strefie białych zaczęli na nowo żyć. Okazało sie ze maja rodzeństwo, jeśli wiecie o kim mowa. Dostali swoje tatuaze i własne mieszkania. Tam żyją lepiej. A w czerwonej w strefie? Rozwieszaja ich zdjęcia z podpisem "zakazana miłość - 1mln". Tak, próbują ich zlapac. Ale skoro już sie odnaleźli i tu moja o Rossie i Laurze to po co maja wracać do gorszego swiata? Blondyn jeszcze uczy sie podstaw tego uczucia podobnie jak jego siostra, ale już całkiem dobrze mu idzie. Niedługo sam będzie o niej tyle wiedział ile Laura, gdy zostaną rodzicami. Trzeba wiedzieć: Każda miłość, nawet zakazana zwycięży.
***
Hi People!
Nie przyznaję się do tego czegoś xD. Tle błędów moja matko jedyna... ;-;.
To na dzisiaj tyle ;)
Mam za to jeszcze coś :D
ZAPOWIEDŹ!

- Puszczaj mnie!!
- Nie zufalas mi całkowicie?
- A jak mam Ci zaufać?! Zostaw mnie!
- OBUDZCIE SIE!
- Co sie dzieje?!


- NIE POWIEDZIELISCIE O TYM!.
- Jak mogliscie to zataic?!
- Mowiliscie, ze było dużo atrakcji!


- Złap sie mnie mocno w pasie. - rozkazalem brunetce. Posluchala sie mnie.
- Co chcesz zrobić? - spytała.
- Coś głupiego.


- Aaa! Nienawidzę Cie ty samobojco! - krzyczała wściekła.
- Tez Cie kocham.


Tyle Wam powinno wystarczyć :D
BĘDZIE TAM JESZCZE PIOSENKA! TEN KTO ZGADNIE JAKA TO NUTA (R5 OCZYWIŚCIE) DOSTAJE DEDYKACJE! XD

Pozdrawiam,
Sashy ♫ 

niedziela, 19 kwietnia 2015

Rozdział 24 Kto powiedział, że chcę Ciebie zabić?


*Vanessa*
Już od godziny siedzę z dziewczynami w pokoju brunetki. Doszli do nas Riker, Ratliff i Ryland. Rocky niby rozmawia z Ross'em. Gdybym mogła zabiłabym go od razu. Ale jak tu kogoś zabić jak jest nieśmiertelnym?! Ironia losu... Razem z dziewczynami cały czas próbowałyśmy oczyścić jej twarz. Tylko się nie dało. Co każde oczyszczenie ręcznikiem jej twarz zalewała się nową porcją łez i krwi.
- Czemu to nie chce zejść. - szepnęłam cicho. Moje łzy na policzkach już dawno zaschły.
- Spokojnie... Trzeba ją na początek uspokoić. - podszedł do mnie Riker i przytulił do siebie. To samo zrobił Ryland z Sav i Ell z Ryd. Dziewczyny ryczały.
- Nigdy nie widziałam jej w takim stanie. - powiedziała brunetka tuląc się do młodego Lyncha.
- Uwierz my też... - mruknął Ellington.
- Tylko Vanessa widziała taki przypadek na własne oczy. - Delly oderwała się od bruneta.
- Tylko nie płakała krwią. - wychlipałam.
- Już spokojnie.. Nie potrzeba kolejnej płaczącej Marano przez tego samego debila. - powiedział RyRy. Wszyscy w szóstkę przytuliliśmy się. Tym razem wszyscy płakali. Wszyscy to w jakiś sposób przeżywaliśmy. Laura może mieć depresję. I to przez Ross'a - chłopaka, w którym jest lub była zakochana ze wzajemnością. Tylko z miłość płacze się łzami i krwią.
- Zasnęła? - wszyscy odwrócili się w kierunku nadawcy głosu. Był to Rocky, który stał w drzwiach wraz z Ross'em.
- Widocznie tak. - powiedziałam patrząc na brunetkę. Moja mała sis...
- Nie przeszkadzajmy jak śpi to chociaż w spokoju. - powiedział Riker i cmoknął mnie w czoło.
- Słodka... - usłyszałam szept Ross'a, który wpatrywał się w moja siostrę jak obrazek.
- I prawie ja straciłeś. - szturchnął go RyRy. Blondyn westchnął i wszedł głębiej do pokoju.
- A Ci jeszcze mało kpin?! - warknęła cicho Savannah.
- Spokojnie... My wyjdziemy, a on niech popatrzy do jakiego stanu ją doprowadził... - westchnął Rocky. Wszyscy wyszli z pokoju. Ja jednak skorzystałam z mocy nie widzialności i obserwowałem poczynania chłopaka. Ross podszedł do Laury leżącej na łóżku. Kiedy zobaczył jej policzki czerwone od zaschniętej krwi, zasłonił usta dłonią, a w oczach pojawiły się łzy. Nachylił się nad twarzą brunetki. On jeszcze ma zamiar ja całować?! Po moim trupie! Blondyn jednak nachylił się nad jej twarzą, a jego łza spłynęła na policzek mojej siostry. W szoku patrzyłam na miejsce gdzie słona ciecz blondyna wylądowała. To ja i dziewczyny się trudziłyśmy z tą krwią na jej twarzy, a wystarczyła jego łza do oczyszczenia jej policzków. Wyczarował on na swojej dłoni taflę wody i swoją dłonią przejeżdżał po policzkach Lau. Robił to delikatnie. Może obawiał się, że się zbudzi. Po kilku minutach, gdy brunetka wyglądała normalnie odsunął się. Westchnął, a z jego oka popłynęła duża czarna łza. A może to też krew? O co w tym wszystkim chodzi?!
- To miłość Van. - powiedział blondyn, a ja zdębiałam.
- Tutaj nie ma Ness'y! - krzyknęłam, lecz cicho. Zaśmiał się krotko.
- Tylko rodzinie nie można czytać w myślach. - zacytował. Wypuściłam powietrze. Zdemaskował mnie skubaniec.
- Czego od niej chcesz? - spytałam wychodząc z kąta w postaci widzialnej.
- Teraz? Tylko wybaczenia... Rocky mi wyjaśnił, że zaufania tak szybko nie zdobędę. Ale powiedział, że mam walczyć choć o przyjaźń. - odwrócił się w moja stronę.
- Jesteś kretynem, wiesz? - spytałam mrużąc oczy. Pokiwał ze zrozumieniem głowa. - Zaufa Ci..
- Co?
- Zaufa. Laura. Znam swoją siostrę i wiem, że coś do Ciebie czuje. Ostatni raz zranił ją Shan. Owszem załamała się, ale..
- Co ale? - spytał ciekawy blondyn.
- Nie płakała krwią. Nawet teraz nie wiem o co w tym chodzi. I jeszcze Twoja czarna łza... - powiedziałam. Uśmiechnął się do mnie.
- Płacze się krwią przez zranione serce przez druga połówkę. Ale to musi być silne zranienie, tak jak teraz. A czarna łza... Nie pamiętam. - wyznał. Wzruszył ramionami.
- Ale ja pamiętam. - usłyszeliśmy za sobą męski głos.
- Riker? - spytałam i przytuliłam się do jego torsu.
- Tak kochanie. Jeśli chodzi o czarne łzy... - wziął głęboki wdech i zaczął cytować zapewne z Magicznej Księgi. - "Czarne Łzy zwane Bl-cry występują, gdy dana osoba cierpi. Jest to oznaka, że bardzo jej zależy i czuje się współwinny. Czarne łzy u nad przyrodzonych występują przy Pogrzebie. Ale również przy goryczy nad ukochaną osobą." - skończył, a ja spojrzałam na jego brata. Patrzył się na brunetkę i wzdychał.
- Wybaczam Ci. - powiedziałam. Lynch spojrzał na mnie.
- Serio? - ucieszył się.
- Tak, wierze, że ją kochasz. A ona kocha Ciebie, chce jej szczęścia. A przyszłego męża lepszego by nie znalazła. - przytuliłam go do siebie.
- W takim razie jak moja Ness'ie Ci przebacza to ja też. Ale spróbuj jeszcze raz takie coś zrobić. - pogroził mu Riker.
- Dziękuje. - szepnął 17-latek. Teraz przytulił się do Riker'a. Mam być zazdrosna? Nie, lepiej nie...
- Chodźmy spać inni już to robią. Jest 23:45. - powiedziałam i wyszłam z pokoju brunetki. Podobnie jak dwaj blondyni. Oni poszli w swoje strony, a ja do swojego pokoju. Tam umyłam i przebrałam się za pomocą czarów. Nie mam siły na NIC. Rzuciłam się na łóżko i z głową w poduszkach, zasnęłam...

*Ross*
Jest 2:34! Nie to, że nie mogę spać. Śpię z urywkami. Ale teraz zostałem zbudzony. Przez co? A raczej przez kogo? No oczywiście, że przez Laurę. Brunetka krzyknęła tak jak wtedy w namiocie. Może kolejny sen? Albo koszmar? Zerwałem się z łóżka i pobiegłem w kierunku pokoju brunetki. Dziwne, że nikogo nie obudziła tylko mnie. Może mam na nią jakoś wyczulony słuch... Nie myliłem się. Zastałem skuloną w rogu łóżka Laurę. Wyczarowałem świeczkę. Zapaliłem delikatne światło na świecy i postawiłem ją na komodzie brunetki. Zamknąłem drzwi. Nie na klucz. Podszedłem bliżej brunetki. Ta jednak szybko podwinęła kołdrę i się nią opatuliła. Wyglądała słodko. Jednak ten obraz niszczyły łzy na jej policzkach. Na szczęście to były tylko łzy.
- Laura wszystko dobrze? - spytałem podchodząc do niej.
- W-w-wyjdź.. I-idź do-o kogo-oś lepsze-e-go. - wydukała.
- Nie opuszczę Cie. - usiadłem na krańcu jej łóżka. Spojrzała na mnie brązowymi oczami. Złapałem jej dłoń. Nie zabierała jej, więc zacząłem ją głaskać. Jednak teraz ją wyrwała.
- Nie! - krzyknęła i schowała się cała pod kołdrę. Wyglądała jak bezbronne dziecko chcące się schować przed potworem z szafy. Odsunąłem się od niej na trzy metry. Odsłoniła czubek swej głowy. Jej załzawione oczy patrzyły na mnie ze strachem. Jak ja chce cofnąć ten przeklęty czas. Nagle brunetka wstała i zrzuciła z siebie kołdrę. Wyczarowała nóż w dłoni i zaczęła się do mnie zbliżać. Z rozszerzonymi oczami cofałem się dopóki nie natknąłem się na ścianę.
- Laura nie rób niczego głupiego... - wychrypiałem. Skierowała nóż w stronę mojej szyi. Przełknąłem gęstą ślinę. Lecz Lau nic nie zrobiła. Żadnego kroku dalej. Zastygła w tej pozycji.
- Kto powiedział, że chce Ciebie zabić? -  spytała. Zamieniła nóż w pistolet i przyłożyła go sobie do skroni.
- Laura... - chciałem do niej podejść, wyciągnąć rękę, jednak przerwał mi ta czynność stanowczy głos dziewczyny.
- Nie zbliżaj się, bo strzele!
- Nie zrobisz tego... Jesteś nieśmiertelna.
- A może kula jest nasączona eliksirem śmiertelności? - uśmiechnęła się cwaniacko, a u mnie przerażenie wzrosło.
- Dlaczego?
- Dlaczego?! Ty się jeszcze pytasz?! Jestem tylko piątym kołem u wozu i cytując Twoje słowa: dziwka, która puszcza się z każdym nie ważne czy w domu czy w parku! - przerwała ze łzami w oczach. - Nie jestem nikomu potrzebna. Jestem nikim. Nikt nie będzie za mną płakał
- A ja?! - krzyknąłem. I nikt mnie jeszcze nie usłyszał?! Co to za dom, no?!
- Ty tylko to potwierdziłeś. - powiedziała z wyczuwalnym smutkiem. Zacisnęła powieki i przycisnęła broń mocniej do czoła. Wykorzystałem moment i podbiegłem do niej. Odciągnąłem jej dłoń z bronią. Musiałem się z nią szarpać.
- Nie możesz tego zrobić. - nasze czoła się stykały. Oboje mieliśmy zaciśnięte zęby, wbity w siebie stalowy wzrok, krople potu. Mocowałem się z nią. Chciała wyrwać swoją rękę, by dokończyć to, co chce zrobić.
- A to niby dlaczego?! - warknęła. Jej plecy przechylały się do tyłu. Mam przewagę.
- Bo Cie kocham! - krzyknąłem i wpiłem się w jej usta. Tego mi brakowało. Tej bliskości miedzy nami. Brunetka mimowolnie wypuściła broń i zaplotła swoje ręce na mojej szyi zatapiając dłonie w moich włosach. Jedną ręką objąłem ją w tali, a drugą zatopiłem z jej brązowych włosach. Całowaliśmy się zachłannie, namiętnie z pożądaniem. Chcąc poczuć bardziej smak jej ust wdarłem się do jej jamy ustnej językiem. Nie stawiała oporów, nawet sama brała udział i swoim językiem gładziła moje podniebienie. Z każda kolejną chwilą pogłębialiśmy pocałunek. Nachalnie zaczęliśmy się do siebie przyciskać. Pod tym wpływem upadliśmy na podłogę, a prostując ja na brunetce. Lecz nie przerwaliśmy tego momentu. Umieściłem swoje ręce pod głowa brunetki. Ona nie zmieniła swojej pozycji. Ta chwila mogłaby trwać wieczność. Jednak tak być nie może. Oderwałem się od brunetki bardzo niechętnie.
- Co-o-o to-o było-o? - wydukała.
- Jeszcze raz spróbuj popełnić samobójstwo, a będzie gorzej Skarbie. - uśmiechnąłem się i wstałem z brunetki. Sam wziąłem ją na ręce i położyłem na łóżku. Przykryłem ją czerwoną kołdrą.
- Lau...
- Nie mów tak do mnie. - szepnęła. No tak.. Co na sobie myślałem? Ze po pocałunku wszystko będzie dobrze.
- Lauro..
- Ani tak.
- Marano...
- Nazwisko zastrzeżone.
- Cholera, Kobieto! - błagam was. Niech mi nie przerywa. - Wiem, że prędko mi nie wybaczysz, ani nie zaufasz z powrotem, ale proszę... Powiedz, że jest jeszcze nadzieja na odbudowanie tego co miedzy nami było. - kleknąłem przed jej łóżkiem. - Błagam.
- Ross...
- Imię zastrzeżone. - zaśmiała się na jej papugowanie.
- Nie wiem, co o tym myśleć. Ale.. bądźmy na dystans. - wyszeptała. Pokiwałem ze zrozumieniem głową.
- A powiesz czemu krzyknęłaś? - spytałem z nadzieja.
- Miałam koszmar... Śniło mi się to co 5h wcześniej. - wydukała. Znowu wracamy do tamtej sytuacji.
- Ja.. Przepraszam! Tak bardzo przepraszam! - po moich policzkach popłynęły łzy. Laura starła je drżącym kciukiem.
- Idź spać.. Spokojnie nie zabije się... I... Powiem to teraz, bo później nie będę miała odwagi. Też Cię kocham. - szepnęła i pocałowała mnie szybko w usta. Z lekkim uśmiechem oddaliłem się od brunetki. Zgasiłem świeczkę. Opuściłem jej pokój, a sam skierowałem się do swojego. Spojrzałem na telefon. 3:43. Aż tak długo rozmawialiśmy? A może tyle trwał pocałunek? Odłożyłem telefon na szafie nocna. Położyłem się na łóżku i patrzyłem w sufit. Dlaczego nikt nie przyszedł? Wydzieraliśmy się co najmniej na pół miasta. Pomimo, że jest noc to jest całkiem jasno. To przez księżyc w pełni. ,Jest piękny..., Kto? Van? ,Tak., Nie śpisz? ,Przez was nie mogłam., słyszałaś nas? I nie przyszłaś? ,Tak, a nawet widziałam WSZYSTKO., co?! Czyli, że reszta rodziny też użyła zaklęcia? ,Trafiony zatopiony., No to teraz będą docinki... ,Będzie z Ciebie dobry chłopak dla mojej sis. Tylko musisz bardziej uważać na słowa., Błagam nie wypominajcie tego błędu. ,Dobra, powracam do patrzenia na księżyc. Dobranoc., Dobranoc. Spojrzałem jeszcze raz na sufit po czym przekręciłem się na bok i zasnąłem.

*Ryland*
Jest już godzina 15:00. Kiedy rano powiedziałem wszystkim o przybyciu tajemniczego gościa zaczęli latać jak najęci. No oprócz mnie i Ellington'a. Co do Laury wiadomo. Nawet się nie ruszyła z łóżka. Cały czas leży i patrzy się raz na ściany, a raz na sufit. Wracając. Kiedy wszyscy dowiedzieli się o przyjściu kogoś zaczęli myśleć gdzie będą przebywać. Chcieli by też Laura uczestniczyła w rozmowie, więc po długich obmyśleniach dziewczyny wyczarowały dla Lau nową piżamkę, w jej pokoju umieściły koc i pełno poduszek. Również materace. Inaczej mówiąc pokój brunetki to istny dmuchany zamek, tylko zamiast Helu jest pierze. Vanessa wraz z Savannah za mną chodzą i pytają o szczegóły dotyczącej osoby. Ograniczyłem się do: dziewczyna, blondynka. Ale to im nie wystarcza. Riker, Ratliff i Ross siedzą w pokoju Laury. Z tego co wiem Rik i Ell zapytują o szczegóły z wczorajszej nocnej akcji Raury. Nie wiem po co jak oni i WSZYSCY przy tym byli. Rocky spokojnie siedzi u siebie i się szykuje, a Rydel kończy porządki i ostatnie detale. Nawet nie wiedzą kto to, a opracowują takie szczegóły. A gdyby to był menel? Przywitały by go bagietkami? Czy raczej nimi biły? Któż to może wiedzieć? Po mieszkaniu rozszedł się odgłos dzwonka.
- MY OTWORZYMY! - krzyknęły brunetki. Wszyscy pojawili się na dole. Oczywiście wiadomo oprócz kogo. Drzwi się otworzyły, a w nich stała blondynka.
- Cześć dziewczyny! - krzyknęła na powitanie.
- Alexa!!! - brunetki przytuliły dziewczynę.
- Tak to ja. - zaśmiała się. - Cześć RyRy, Hej Ross! - pomachała nam.
- Hej! - odpowiedzieliśmy.
- Wy ją znacie?! - zdziwiła się Sav.
- To była pielęgniarka Laury i RyRy'ego. - wytłumaczył Ross.
- Hej jestem Rydel, a to Riker, Ellington i Rocky. - przedstawiła ich siostra. - Rocky nie ślin się!
- Co? - spytał nieobecnie patrząc na blondynkę. Ktoś tu się zadurzył.
- Ja jestem Alexa Down. - blondynka weszła w głąb domu. - Mam nadzieje, że nie robię problemów? Lau mnie zaprosiła.
- Skądże. Miło nam Cie poznać. - powiedział Riker.
- A skąd znasz siostry Marano i ich kuzynkę? - spytał ciekawy Ratliff.
- To ich taka przyrodnia siostra była. - wyręczyłem blondynkę.
- Dziękuje. - pokiwała głową. - Em... A gdzie Laura?
- Lepiej Ci pokarzemy. Gorzej tłumaczyć. - Savannah zaczęła ją ciągnąć w stronę jej pokoju.
- Ma jakieś powikłania po wypadku? - przestraszyła się.
- Nie! To coś INNEGO. - powiedziała Ness'a. Weszliśmy do pokoju brunetki. Widok jaki zastała Alexa przeraził ją. Wyczerpana brunetka leżąca w piżamie po 15.
- O matulu najdroższa! - dziewczyna zakryła sobie dłonią usta i podeszła do brunetki. Laura widząc ją odwzajemniła jej przytulenie.
- Przyszłaś. - wycharkała.
- Obiecałam. Kochanie... Co ci? - spytała.
- To raczej ja wyjaśnię. - powiedział Ross.
- Zapoznaj się z nimi ja odpocznę. A tak w ogóle oczyściłam szwy. - szepnęła brunetka. Blondynka pokiwała głowa na znak, że rozumie. Usiedliśmy w kółku na podłodze na poduszkach. Ross zaczął opowiadać Alexie jak to się stało, że Laura jest w takim stanie. Pominął o tym co stało się w nocy, ale z tym wyręczył go Rocky. Gadał jak najęty o tym co działo się po 2. Po tym jak Alexa stwierdziła, że Laura i tak znosi to lepiej niż powinna, dała jej lekarstwa i zasnęła. Opowiedzieliśmy Alexie wszystko z naszego życia, od spotkania do teraz. Łącznie z Evil'em. Słuchała nas uważnie. Ale teraz przyszedł czas na to by Down coś opowiedziała o sobie!
- Mam 19 lat. Mieszkam w hotelu. Pracowałam jako pielęgniarka, ale jakoś tak nie za bardzo ta praca mi podchodziła. Mój status to singielka. Jestem przyrodnią siostrą Marano, jednak nie taką prawdziwa. To wszystko z życia "normalnej", a teraz coś ze Świata Magic... Moi rodzice zapadli w śpiączkę alergiczną na magię. A, że było jej dookoła to wiadomo jak się to skończyło. Kaput. Ja za to mam moc uzdrawiania. - skończyła swój dość długi, ale też krótki monolog.
- Moc uzdrawiania? - spytał Riker.
- Tak, ta moc jest mało znana.
- Nie masz chłopaka? - zapytał jakby z nadzieja Rocky.
- Nie mam. - zaśmiała się.
- Nie lepiej Ci mieszkać w willi? - podniosła brwi Savannah.
- Tak samej... Raczej nie.
- To zamieszkasz z nami. - uśmiechnęła się Vanessa. Wszyscy jej przytaknęli. - nie narzucasz się. Załatwimy wszystko magią.
- Dziękuje. - przytuliła każdego z osobna.
- Jeszcze jedno pytanie... Jakie lubisz narzędzie tortur? - spytała poważnie Delly.
- Ja?... Kocham moją siekierę Roxy.
- O Boże kolejny przedmiot na mojej twarzy. - skrzywiłem się.
- Nie tylko na Twojej. - westchnął Ell i spojrzał wymownie na blondynkę. Nie raz dostał z wałka.
- Widzę nowe doznania. - zaśmiała się. - To ja wszystko załatwię. - dziewczyna pstryknęła palcami. Zniknęła na 40 sekund po czym pojawiła się z powrotem.
- Już? - zdziwiła się Ness.
- Tak. - uśmiechnęła się i odstawiła sześć walizek wypełnionych po brzegi rzeczami.
- Zaprowadzę Cie do pokoju! - zaoferował Rock i poszedł wraz z blondynka do jej lokum poprzednio zabierając jej walizki. Wrócili po chwili i usiedli na swoich miejscach.
- Poczytamy o Twojej magi? - spytałem.
- Laura się obudziła! - krzyknął cicho Ross.
- Głośniej niech się wystraszy! - warknął głośno Riker. Niestety, to spowodowało nagle zerwanie się brunetki.
- Co się dzieje?! Nie odchodź kocham Cie! - rzuciła się na łóżko i znów zaczęła płakać. Teraz na powrót były to łzy i krew.
- Jest z nią gorzej niż myślałam. - Alexa szybko pojawiła się przy Laurze. - spokojnie Skarbie. - dziewczyna położyła jej rękę na czole, a ta natychmiast przestała płakać.
- Teraz trzeba oczyścić jej poliki, to już gorzej. - załamała się Delly.
- Nie do końca. - powiedziałem. Podszedłem do Ross'a i uderzyłem go w brzuch.
- Uhh.. Pogrzało Cie? - zacisnął powieki.
- Należało Ci się. - stwierdziłem. Spod jednej z jego powiek wypłynęła łza. Szybko pociągnąłem blondyna w stronę dziewczyny. Laura była w szoku. Słona ciecz skapnęła na jej czerwony polik po czym oczyściła go.
- Moc wody. - stwierdziła z prędkością Alexa. - Masz moc wody, a to jest też miłość. Twoja nowa moc będzie związana z romantyzmem.
- Uuu romantyk. - zabuczeli Riker, Rocky i Ell.
- Ja osobiście ich lubię. - stwierdziły na raz wszystkie dziewczyny. Chłopacy jak oparzeni zaczęli cofać swoje słowa, a panie śmiać.
- Lau masz księgę? - spytałem. Pokiwała twierdząco głowa. Schyliła się ona pod łóżko i wyciągnęła Magiczna Księgę. Przeszukała kartki i zatrzymała się na jednej z nich. Jednocześnie wypadła jakaś różowa kartka. Rocky ją podniósł.
- "Obserwuje Was i mam na muszce. - Evil". - brunet spojrzał na wszystkich.
- Musimy zacząć trenować. - stwierdziła Delly, a wszyscy jej przytaknęli.
- Moc Uzdrawiania... - szepnęła Laura i podała książkę Ross'owi. On niepewnie ją zabrał i zaczął czytać.
- "Moc Uzdrawiania zwana również jako Livex. Jest to moc mało znana, a tym bardziej popularna. Służy ona do uzdrawiania zwierząt jak i osób. Osoby z ta mocą uważa się za optymistyczne i odpowiedzialne. Wadą jest zbyt szybkie podejmowanie decyzji, a zaletą, że ma prawie zawsze racje."
- Sama o tym nie wiedziałam. - powiedziała blondynka z uznaniem.
- Teraz już wiesz. - szturchnął ją zaczepnie Ell.
- A przechodziłaś rozszerzenie mocy? - spytałem ciekawy. Spojrzała na mnie z uśmiechem i pokiwała głową na tak.
- Jakoś wszyscy teraz mają rozszerzenie. - burknęła Vanessa wtulając się w Riker'a.
- Prawda. - zaśmiała się Sav.
- Dalej pocałuj ją! - krzyknął nagle Rocky. Nie wiedziałem o co chodzi. Odwróciłem się w stronę Laury na łóżku. Zrozumiałem o co chodzi. Blondyn oddawał jej księgę i się zatracili w swoich oczach.
- Masz moje pozwolenie. - zaśmiał się Riker.
- I moje! - wydarła się Delly.
- Dalej! - krzyknęli wszyscy. Ross odrzucił książkę w bok. Posadził sobie Laurę na biodrach, objął ja w pasie i pocałował. Ona swoje ręce umieściła na szyi blondyna. O fuj! Czy oni wiedza ile to jest zarazków?! Wymiana śliny, ble! Ross całując położył się na Laurze, a ona zaplotła nogi wokół jego bioder. Nie no jak nie przestaną, kto wie do czego dojdzie...
- Ja nie chce być wujkiem. - szepnąłem.
- A ja ciocią. - powiedziała Savannah.
- Wiecie.. Nie chce nic mówić, ale to pozycja jest dwuznaczna. - wtrąciła Alexa.
- Dziwna. - podsumował Rocky.
- Ej dobra może im przerwiemy? - spytał Riker.
- I oni to tak na jednym oddechu? - zastanawiał się Ellington.
- Przerwiemy. - przytaknęła Rydel.
- I to natychmiast. - powiedziała szybko Vanessa kiedy zobaczyła, że ręce Ross'a są pod koszulą jej siostry, a ręce brunetki natomiast na pasku od spodni blondyna. - Raura!!! Na dzieci jeszcze pora! - krzyknęła.
- Boże Kobieto jaki krzyk. - jęknąłem.
- Dziękuje.
- Coś mi się zdaje, że jego moc jest coraz bliżej. - podsumowała blondyna. Rydel jej przytaknęła.
- Laura... - blondyn podniósł się z brunetki i ciężko dyszał. - prze... praszam.. - brunetka zerwała się z łóżka i pobiegła do swojej łazienki. Zamknęła się w niej.
- Laura! - wydarła się Savannah.
- Cholera. Zawsze coś sknocę. - zaklął Ross i podbiegł do drzwi od łazienki.

*Narrator*
- Długo będziesz tak dotykał tych ust?! - pytał się Ross'a, Riker. Blondyn siedzi pod drzwiami od łazienki brunetki i cały czas przejeżdża opuszkami palców po swoich wargach.
- Pocałuj Nessę. - dogryzł mu 17-latek.
- Ej! Ja tu jes.. Mmm! - wypowiedź brunetki przerwał natarczywy pocałunek jej chłopaka.
- Kolejni od zarazek. - załamał się Ryland.
- Przestań, to słodkie.. - szturchnęła go Sav.
- Wymioty. - podsumował brunet.
- Przesadzasz. - przysunęła się bliżej niego.
- Czy tylko mi się wydaje, że coś się zbliża? - spytała się szeptem Rydel, swojego przyjaciela.
- Coś iskrzy. - podchwycił z uśmiechem Ell patrząc na dwójkę najmłodszych w gronie.
- No to powiedz, jaki jest z tego pożytek? Udowodnij, że nie mam racji. - założył rękę na rękę. Ryland długo czekać nie musiał na reakcje Savannah.
- Taki. - mruknęła i pocałowała bruneta. On mimo, że wypierał się "zarazków" odwzajemnił z czystą przyjemnością gest brunetki.
- Wiedziałem/łam! - krzyknęli na raz Ellington i Rydel. Spojrzeli na siebie. Na ich twarzach pojawił się nieobecny uśmiech. Nachylili się i pocałowali. Czyli kolejna kissująca parka. Ktoś jeszcze został?! Nie?! To napiszmy od razu, że są wiatropylni i maja dzieci! The End! Znaczy... Tak by mogło być. Przepraszam autorce już odbija to przez ten ketchup po 1 w nocy. Alexa rozejrzała się po wszystkich i cicho westchnęła.
- Co jest? - spytał się jej Rocky.
- Wszyscy są szczęśliwi, a ja jakaś zagubiona w tej sytuacji. - odpowiedziała smętnie.
- Nie martw się. Jeszcze kogoś spotkasz.
- Nie o to chodzi...
- A o co?
- Nigdy się jeszcze nie całowałam. Nie wiem jakie to uczucie i jak to jest. - wyznała spoglądając na niego.
- Nie jesteś sama. Tez się nigdy nie całowałem. - powiedział szczerząc się.
- Serio? Taki niczego sobie facet bez pocałunku? - zdziwiła się.
- Może to się zmienić. - mruknął do jej ucha.
- Co masz na myśli? - zmarszczyła czoło.
- Że mi pomożesz przeżyć swój pierwszy pocałunek. - blondynka przeżyła większy szok kiedy brunet ją pocałował. Na początku nie wykonała żadnego ruchu. Zastygła w miejscu. Lecz odzyskała świadomość i sama zatracała się w gorących pierwszych pocałunkach.
- Laura błagam otwórz... - jęczał Ross pod drzwiami, które dzieliły go od brunetki. Popatrzył na towarzystwo i złapał się na swoje blond włosy. - MATULU JEDYNA! IRONIO LOSU! MUSICIE SIĘ CAŁOWAĆ PRZY MNIE KIEDY JA WALCZĘ O JEJ ZAUFANIE?! - krzyknął na wszystkich. Momentalnie każdy się od każdego oderwał. Pary spojrzały na siebie zszokowane po czym każdy z nich zemdlał. Ross widząc to pacnął się w czoło, a następnie kleknął i złożył ręce do modlitwy.
- Panie łaskawy daj mi siłę, bo nie wytrzymie. - wstał z podłogi i podszedł do drzwi od łaźni. Dlaczego nie użył czarów by dostać się do niej? Proste... Laura rzuciła na pomieszczenie i drzwi zaklęcie anty-czarowne. Dlatego bezbronny blondyn się tylko do niej dobijał.
- Lau jak nie otworzysz wywarze drzwi! - krzyknął. Brak odzewu. Ross zaczął się oddalać od drzwi. Kiedy jego plecy natknęły na ścianę wziął rozbieg i z wielką siłą powalił drzwi tak, że wypadły z zawiasów. Kiedy pył z drzwi opadł blondyn przeżył szok widząc brunetkę...
***
Hi People!
Może ta notka będzie trochę dłuższa xD.

Otóż na początek:
ZAPRASZAM WAS DO CZYTANIA BLOGA KINGI, W KTÓRYM JA I NIEJAKA PATIII WSPÓŁPRACUJEMY ;). JEŚLI JUŻ CZYTASZ TO ZOSTAŃ Z NAMI DO KOŃCA, A JEŚLI NIE TO JAK NAJSZYBCIEJ ZACZNIJ :D : http://lauravanessa-smile.blogspot.com/

Teraz tak: Kto pamięta jak pisałam, że wszyscy w tym rozdziale będą się kissać? xD Tak, tak sprawdzam Was czy czytacie notatki xD. O mam pomysł! Ten kto przeczyta notkę i będzie miał zamiar skomentować to oto coś dziwnego napisze pod koniec: Alone4u.
Hahaha... ja i moje pomysły xD.

No i czy coś jeszcze chciałam napisać... A! KOCHAM WASZE KOMENTARZE! XD. Niektóre mnie tak rozwalają, a niektóre powodują taki BIG SMILE, że nie wytrzymam xD. Dziękuje za nie wszystkie :*

No to koniec. :D Ktoś jeszcze chce gadać ze mną na GG? XD. Bo coś myślę że Kini i Pati ze mną nie wytrzymają długo ;P.
Pozdrawiam,
Sashy ♫

PS/ ONE-SHOT Z TB KINGO WSTAWIĘ MOŻLIWE, ŻE JUTRO. DZIŚ W NOCY BĘDĘ DOKAŃCZAĆ XD. MAM NADZIEJĘ, ŻE MI WYBACZYSZ JAK COŚ OPÓŹNIENIE. I DROGA ANN - WYŚLIJ JAK BĘDZIESZ MIAŁA CZAS, NIE ZMUSZAM ;D.

niedziela, 12 kwietnia 2015

Rozdział 23 Już dawno Sav powinna Cie dopaść.

MOŻECIE MNIE ZABIĆ I POCHOWAĆ XD

*Laura*
Pobiegłam razem z innymi na ulice. Jestem ciekawa jaką broń teraz używa moja siostra. Wiadome, że nie może używać magii... Jest przecież w "otwartej przestrzeni". Gdy stanęliśmy centralnie na środku ulicy momentalnie chciało mi się zemdleć... Vanessa z patelnią w dłoni siedziała na plecach Riker'a. On zaś miał miecz świetlny jak z Gwiezdnych Wojen tylko w zębach. Bo rekami przytrzymywał moją siostrę. Przed Rikessą uciekali dwaj bruneci. Ale na czworaka. Możliwe, że się wywalili. Nagle zatrzymali się. Van na przeciw Rocky'ego, a Rik na przeciw Ell'a. Bruneci wyciągnęli z kieszeni po marchewce i celowali nimi w zakochana parę. Podczas gdy to samo robili blondyn z brunetka, tylko mieczem i patelnią. O mój Boże. Zaczęłam lecieć do tyłu. Swobodnemu upadkowi na grunt zaszkodziła mi Rydel.
- Wow! Help me! Laura zaraz kapituluje... - wydarła się. Tamta czwórka i tak jej nie słyszała. Stoją jakieś 600m od nas.
- Ale tak prowizorycznie? - spytał Ryland.
- Nie! Na amen. - warknęła Savannah podbiegając do mnie i wachlując mi na twarz dłonią.
- Nie umieraj! Masz całe życie! - potrząsała mną Delly.
- Ej co je...? Aaaaaa! - krzyknął jak mi się zdaje Ross. Odepchnął Ryd i Sav. Nie wiem jakim cudem przechwycił mnie od blondynki jak ją w tym czasie odpychał. Anyway. Nie miałam zamkniętych oczu. Jest ze mną dobrze, to tylko chwila słabości. Nie codziennie widzi się taki widok.
- Normalnie... Kolejny raz. - Ryland pokiwał głową z niedowierzaniem.
- A masz szynko! - dotarł do nas krzyk Vanessy. Jak się okazało była a powrotem na plecach Riker'a. Teraz tylko coś się zmieniło... Vanessa była ubrana w dziwny strój.

- Co ona na sobie ma? - wydusiłam ledwo.
- Angar Truju! - krzyknął Ratliff wskakując na plecy Rocky'ego.
- Że niby kto? - prychnął brunet i zaczął uciekać z przyjacielem.
- Ciesz się, że nie biegniesz w tym co ja! - wrzasnął blondyn. Fakt, też miał dziwny strój.

- Właśnie! - moja siostra jakby się obudziła. Niezauważalnie po czarowała i w ten oto sposób Rocky i Ellington mieli na sobie te samo wdzianko.

- Aaaa! - krzyknęłam i zemdlałam...
...Obudziłam się w pokoju Ross'a. Wieczór jest. Przeciągnęłam się wyciągając ręce. Coś chyba walnęłam, bo wydało z siebie syk. Momentalnie się zerwałam.
- To bolało. - syknął blondyn.
- Co ty tu robisz?! - krzyknęłam.
- Mieszkam... Uspokój się. Przecież miedzy nami jest dobrze, więc co Ci zrobiłem? - spytał masując nos.
- Przepraszam.
- Nie szkodzi. - uśmiechnął się i usiadł na łóżku.
- Pytanie jak się tu znalazłam? - spytałam.
- W sumie... Zemdlałaś na widok Rocky'ego i Ellingtona. A w tym czasie Vanessa jakimś cudem walnęła mnie w nos i też zemdlałem. - odpowiedział mi chłopak. Pokiwałam głową ze zrozumieniem.
- A która jest? - kolejne pytanie z mojej strony.
- Będzie 19:35. Idziemy do kuchni? Tam jest reszta.
- A skąd to niby wiesz?
- Rocky...
- To wszystko wyjaśnia.. Przepraszam za Nessie.
- Nic się nie stało. - zaśmiał się i wstał z łóżka. Poszłam w jego ślady. - Tuli Tuli?
- Okey. - zaśmiałam się i go przytuliłam. Trzeba przyznać, że on przytula zupełnie inaczej co to niektórzy INNI. Kiedy stałam tak wtulając się w niego drzwi do pokoju otworzyły się, a w nich stał zszokowany drugi blondyn.
- Co to ma być?! - krzyknął.
- Tulimy się. A co ty tu robisz? - spytał jego brat.
- Przychodzę do MOJEGO pokoju?

*Riker*
Ross patrzył raz na mnie raz na Laurę. W sumie mrużył złowrogo oczy.
- Ross.. - zaczęła Lau.
- Nie tłumacz się. - zgasił ją szybko blondyn.
- Ej! Posłuchaj jej. - powiedziałem.
- Powinieneś być po mojej stronie! Jako pierwszy wiedziałeś! I ty jeszcze.. Ona mnie z Tobą zdradza! - warknął.
- PRZEPRASZAM PANA BARDZO. Ale nie przypominam sobie, żebyśmy byli RAZEM. - wtrąciła Laura.
- A! Czyli teraz masz RIKER'A?! Pobawiłaś się mną i lecisz do następnego?! - obserwowałem z daleka jak się kłócą. Błagam pomóżcie mi niebiosa.
- JA SIĘ NIE BAWIĘ LUDŹMI! On mnie tylko przytulił! A ty nawet nie zapytałeś mnie o chodzenie!
- I BARDZO DOBRZE! BO TO BYŁBY WIELKI BŁĄD!
- SKORO JESTEM BŁĘDEM TO PO CO ZA MNĄ LATAŁEŚ?!
- JUŻ SAM NIE WIEM! WIESZ CO CI POWIEM?! JESTEŚ NIC NIE WARTA! Nie wiem jak mogłem tak dać się omotać takiej idiotce jak ty! Mam Cie serdecznie dość! Poświęcałem się dla Ciebie kiedy to TY leciałaś do innych! Myślałem i mówiłem o Tobie, a teraz chce mi się wymiotować na jakąkolwiek myśl związana z Tobą! Jesteś tak wnerwiająca, a udajesz delikatną!!!
- Ross... - warknąłem, ale blondyn kontynuował.
- Jesteś idiotką! I D I O T K Ą! Nie dość, że taka święta to jeszcze puszcza się na każdym kroku! Nie ważne czy w parku, czy w domu! Wszędzie! Jestem najgorszym co mnie w życiu spotkało!!! - krzyknął.
- Ross! - syknęła Rydel, która wraz z resztą stała w drzwiach. Tam gdzie krzyki to i oni. A Ross tak się darł... A do tego na dziewczynę! Co go ugryzło?!
- Laura? - spytała drżącym głosem Vanessa. Jej siostra miała opuszczone głowę przez co jej włosy zasłaniały twarz. Van podeszła do niej i odgarnęła jej włosy z twarzy.
- O mój Boże... - zakryła usta dłonią Savannah.
- Laura? - spytał Rocky. Brunetka miała całe mokre policzki od łez. Znaczy nie tylko łez. To były łzy mieszane z krwią. A taki przypadek zdarza się tylko wtedy kiedy serce jest zranione. Jej wargi drgały, a jej tęczówki nabrały pustego kremowego koloru. Wyblakły.
- Ty chamie!!! - krzyknęła Sav i chciała rzucić się na zszokowanego Ross'a. Gdyby nie Ryland blondyn dostałby za swoje. Nawet bym jej dopomógł, ale przemocą nic nie zdziałamy. Tym bardziej, że muszę przytrzymywać Vanessę, bo jej furia wzrasta.
- Najgorsza... Niepotrzebna... Nikt. - szepnęła Laura, po czym upadła na ziemię zanosząc się gorzkimi łzami.
- Laura!!! - krzyknął Ell, który wraz z blondynka podbiegł do brunetki.
- Co jej jest? - spytałem.
- O nie, znowu! Błagam nie teraz! - krzyknęła Van. Wyrwała mi się i podbiegła do siostry.
- Matko... - Ross patrzył na wszystkich nieobecnym i pełnym strachu wzrokiem.
- I co zrobiłeś?! - krzyknął Rocky.
- Co się dzieje?! - spytała Delly.
- Depresja. - powiedziała Vanessa przez łzy. - Ostatni raz miała ja przez Shan'a.. - zacisnęła powieki.
- O nie... Laurka. - Ratliff uporczywie wpatrywał się w leżąca brunetkę.
- Ty sukinsynu, zabije Cie! - krzyknęła Savannah. - Puśćcie mnie! Ten gnojek mnie popamięta!
- Puść ją. - powiedział Ross. - zasłużyłem sobie.
- NO RACZEJ! - krzyknęła brunetka wyrywając się Ryland'owi.
- Kobieto... Przemocą nic nie zdziałasz. - tłumaczył jej brunet.
- Rydel, Sav bierzemy ją do pokoju! Prędko! - krzyknęła Vanessa. Podniosły one skuloną Laurę za pomocą czarów i przetransportowały ją do jej pokoju. Kiedy wszystkie cztery dziewczyny zniknęły pozostali spojrzeli na Ross'a. Ja nie byłem nawet w stanie na niego patrzeć.
- Przesadziłeś młody. - powiedziałem w podłogę.
- Nie wiem, coś We mnie wstąpiło... - blondyn próbował się bronić. - Riker spójrz na mnie. Powiedz coś..
- Nie mogę na Ciebie patrzeć. Nie po tym co zrobiłeś. To jest nie do zniesienia. - powiedziałem z wyraźnym smutkiem. Pokiwałem głową w prawo i lewo.
- Riker... Przepraszam. - Ross wypowiedział te słowa za chrypniętym głosem.
- Przepraszasz nie właściwą osobę. - powiedział Rocky na co pokiwałem zgodnie głową.
- Już dawno Sav powinna Cie dopaść. - warknął Ryland. - Powinieneś dawać mi przykład! A nie odstawiać takie coś! Jesteś brat czy nie?! - krzyknął Ryland i wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami.
- No i widzisz co narobiłeś?! Ech... Ryland! - Ell pobiegł za najmłodszym Lynch'em. ,Riker idź do dziewczyn... Porozmawiam z nim,. Dobrze Rock. Chodź i tak to nic nie da.
- Mam nadzieje, że to nic poważnego. - mruknąłem niesłyszalnie. Wyszedłem z pokoju i skierowałem się w stronę pokoju brunetki. Biedna Lau...

*Rocky*
Zostałem sam z Ross'em. Trzeba z nim porozmawiać.
- Nie popisałeś się młody. - powiedziałem po krepującej ciszy.
- Wiem... - powiedział siadając na łóżku i chowając w dłonie twarz.
- Tylko tyle? Wiem? Co Cie napadło?! - usiadłem obok niego.
- Bo... Mmmhm mmhm. - mruknął w dłonie.
- Co?
- Mmhm mmhm...
- Mów wyraźnie patrząc mi w oczy.
- Byłem zazdrosny! Wystarczy?! Byłem cholernie zazdrosny! - krzyknął patrząc pasz ułamek sekundy w moje tęczówki. Westchnął i ponownie schował twarz w dłoniach.

- I to powód by mówić dziewczynie, ze jest najgorsza? - spytałem.
- To była chwila... Kiedy ich zobaczyłem razem... TULĄCYCH SIĘ. Nie wytrzymałem. Wiem, że wina leży po mojej stronie. Nie było o co się wściekać nawet nie jesteśmy razem... - wypuścił powietrze i spojrzał na mnie ciemnymi smutnymi oczami.

- O nie kolego. Dobrze wiesz, że czasu się nie da cofnąć! My możemy, ale ze wspólnymi siłami. A Ci teraz nikt nie pomoże. - przypomniałem mu.
- Już dawno powinienem być na OIOM'ie pobity przez Delly, Sav, a szczególnie przez Ness! - krzyknął i walnął pięścią w poduszkę.
- Nie chciałeś tego mówić, prawda? - popatrzył na mnie. Z jego powiem popłynęła łza, która szybko starłem.

- To były słowa rzucone na wiatr. Nie z serca. Gadałem od rzeczy. Naprawdę myślę, że Lau to NAJLEPSZE CO MAM W ŻYCIU. Albo co miałem. - załamał się. Słyszałem skruchę w jego głosie.
- Musisz o nią walczyć. - powiedziałem w końcu. Spojrzał na mnie brązowymi oczami. Również pustymi jak brunetki.
- Mówisz? - spytał.
- Ja to wiem. - uśmiechnąłem się do niego pocieszająco. Momentalnie pojawiły się w jego oczach iskierki nadziei.
- Ale...
- Wiadomo, że Ci nie wybaczy i zaufa z powrotem tak od razu. Musisz walczyć i odbudować Waszą przyjaźń. Teraz nie możecie się kłócić. Pewnie Evil widząc to się śmieje i cieszy z waszego nieszczęścia. On tego chce. A my musimy temu zapobiec. Ale tylko w zgodzie nam się uda. - rzekłem. Blondyn pokiwał ze zrozumieniem głową. - więc jak?
- Będę walczyć. - powiedział z lekkim uśmiechem.

Przytuliłem go po bratersku. Podpowiedziałem mu w myślach by dał upust emocja. Posłuchał się mnie, bo po chwili płakał w moje ramię. Tak jak kilka lat temu. To wciąż był ten sam mały chłopczyk, który zgubił misia. Zagubiony... Bez wiedzy na temat Świata i jego niespodzianek. Pewnie nawet się nie spodziewał takiego wybuchu emocji. Widząc ukochaną z innym też bym wybuchł. Przynajmniej tak sądzę. Ale raczej nie na dziewczynie tylko na chłopaku. Chodzi mi o zemstę. Ross musiał się wylądować, a najbliższa osoba, która przy nim była to Laura. Był zły również na nią, więc wykorzystał moment. Tylko w zły sposób. Teraz biedna dziewczyna ma kolejną w życiu depresję. On niedługo też w taką popadnie. Będę mu pomagać. On chce ją odzyskać. Chce walczyć o jej ponowne zaufanie. Dla niego się poświęcę i mu pomogę. Byle żeby wszystko było dobrze i tak jak kiedyś. Jak za naszym pierwszym spotkaniem. My w ósemkę. Tak swobodnie rozmawialiśmy. Teraz wszystko się wali. Trzeba temu zapobiec. A kto inny jak nie ja, naprawi ta rodzinę?

*Ellington*
Siedziałem w pokoju RyRy'ego i słuchałem jego przemowy na temat jaki powinien mu dawać przykład Ross, a jaki daje. Wymienił kilka uwag na temat blondyna. Trzeba przyznać, że te uwagi nie były jakieś miłe dla uszu. Co fakt to fakt, Ross skrzywdził Laurę, ale to nadal mój przyjaciel. Po prostu trochę pogubił on się w scenariuszu. A Lau? Lau to moja siostra, której nie miałem. Chodzi mi o mniejszą siostrę. Poznałem ją przed Savannah, ale mam nadzieje, że ta druga również nią będzie.. Że my wszyscy kiedyś będziemy rodziną.
- A on to rozwalił! Było tak pięknie! A do tego jak przyjdzie Alexa to wszystko będzie w rozsypce! - narzekał dalej. Ech... Chłopak ma gadane. Ale coś mi nie pasuje.
- Wybaczy, że przerwę, ale... Kto to Alexa? - spytałem. Brunet spojrzał na mnie.
- Miałem nikomu nie mówić. Obiecałem Laurze, ale skoro już stało się samo wiesz co, to Ci powiem. Alexa była pielęgniarką. Moją i Laury. Kiedy wy wywieźliście Ross'a ona przyszła dla nas z obiadem. Laura musiała jej się bacznie po przyglądać, a dopiero po kilku minutach stwierdziła, że to Alexa Down. Jej przybrała siostra ze Świata Magii. Jeszcze tam niby ona i Van miały się ku sobie. Savannah też chyba znała. Jutro do nas ona przychodzi. Miała to być niespodzianka, ale ją diabli wzięli. Teraz wypadało by odwołać i przeprosić za zaistniała sytuację, ale jak, jak ja nawet nie mam jej numeru?! - skończył kolejna historię.
- Jak ty się czasami rozgadasz to strach z Tobą w jednym pomieszczeni przebywać. Mógłbyś pisać książki i recenzje filmów normalnie. - pokiwałem głową w szoku. Ryland przekręcił oczami.
- Ale jak ona tu przyjdzie... - nie pozwoliłem mu dokończyć.
- Będzie dobrze... Poradzimy sobie. Może nam pomoże z Laurą? A o której przychodzi? - spytałem.
- Nie pamiętam. W okolicach 15-17. Nie wiem jaka ona jest, więc może być przed czasem, albo i po. - wyznał. Pokiwałem głową ze zrozumieniem.
- Wszystko będzie dobrze młody. - objąłem go ramieniem. - Rocky z Ross'em wszystko wyjaśnił. Została tylko sprawa by Ross błagał o wybaczenie Lu. - zaśmiałem się.
- No to mamy problem. - westchnął. - ja bym po takim czymś nie chciał widzieć tej osoby.
- Ja też, ale oni się kochają. Muszą sobie wybaczyć. - mruknąłem.
- Może wróci mój brat.
- On tu cały czas jest. Nawet jeśli nie prawdziwy to będzie zawsze z Tobą w sercu. - przytuliłem go i wstałem z kanapy. - zobaczymy co u nich?
- Kogo?
- Laury... - przekręciłem oczami.
- Jasne. Chce wiedzieć jak się miewa moja przyszła teściowa. - uśmiechnął się. Poczochrałem mu brązowe włosy.
- Humor wrócił. Ale pamiętaj, że Lau jest w opłakanym stanie. - przypomniałem mu i z poważną miną skierowałem się do wyjścia z pokoju. Brunet tylko kiwnął głowa i podążył za mną.
***
Hi People!
Możecie mnie za to zabić xD.
Ale spokojnie nie rozwalę na długo naszej Raury.
Jak widzieliście odpowiedziałam na jedno z TB. I jak myślę był to TB Kropelki ze smutnym opowiadaniem ;).
Zostało mi tylko TB Kingi :D. Już niedługo się pojawi.
Myślcie co sądzicie o rozdziale. A teraz lecę prowadzić rozmowę na GG xD.
Pozdrawiam,
Sashy ♫

czwartek, 9 kwietnia 2015

One Shot - Nie zawsze dobra decyzja, czyli płacz serc.

W Los Santos mieszkała pewna dwójka ludzi. A byli to Ross i Laura. Zakochana para. Spotykali sie ze sobą od roku. Ross był piosenkarzem; blondyn o brąz oczach i zmiewalajacym uśmiechu. Śpiewał w miejskich klubach i mniejszych imprezach. Jego największym występem był koncert przez 30 tysięczna publika mieszkająca na dzielnicy Los Santos-Vinewood. Laura była aktorka; brazowooka brunetka o niskim wzroście. Oboje kochali swoje zawody oraz siebie. Ale tego jednego dnia wszystko sie zmieniło.
Ross jak co dzień grał koncert w pubie, a Laura dopingowala go zza kulisow. Patrzyla jak jej ukochany szaleje na scenie. Jak jego kropelki potu splywaly na podłogę. Mimo to na jego twarzy widniał uśmiech. Laura krzyczała zza kulisow ile sił w gardle. A kiedy blondyn skończył został nagrodzony piskami fanek.
- Dziękuje! Tez Was Kocham! - krzyknął do mikrofonu i udał sie na kulisy. - Ale bardziej jedna osobę. - uśmiechnął sie do Laury. Dziewczyna z uśmiechem podeszła do niego i go pocalowala.
- Ross... Gitara. - mruknela.
- Co? A tak! - chłopak zdjął z siebie instrument i ponownie pocalowal Lau. Młodzi naprawdę mocno sie kochali. Kiedy skończyli okazywać sobie uczucie wyszli na parkiet. Mieli zamiar potanczyc, ale zaczepki ich siwowlosy mężczyzna.
- Ty jesteś Ross Lynch? - spytał. - mam dla Ciebie propozycje.
- Tak to ja. O co chodzi? - spytał i przyciągał do siebie Laure. Tak dla bezpieczeństwa.
- Pracuje dla Los Santos Reckords. Spodobales mi sie...
- Nie jestem gejem. - blondyn szybko pokiwal głowa w stronę Laury.
- Ah. To nie tak miało zabraknąć. Miałem na myśli, ze podobał mi sie Twój występ. Chciałbym Cię mieć jako klienta. Co ty na to? - mężczyzna uśmiechnął sie do chłopaka. Ross spojrzał niepewnie na Laure.
- No nie wie...
- Zgadza sie. - powiedziała szybko Laura. Blondyn na nią spojrzał.
- Co ty robisz?
- To wielka szansa dla Ciebie i rozwinięcia Twojej kariery. Zgadza sie.
Para siedziała własnie w ich wspólnym domu. Objęci siedzieli na kanapie. Oglądali jakiś film. Blondyn już od połowy filmu skupiał sie tylko na Laure i jej skupionym wzroku. Zagryzl dolna warge i bez ceremonialnie wyłączył telewizor. Brunetka z pytajacym wzrokiem spojrzala na niego. Blondyn natomiast zaczął obdarowywac ja gorącymi pocalunkami. Brunetka z wielkim zapałem zaczęła odwzajemniac jego pocałunki, a nawet posunela sie o krok do przodu. Usiadła okradkiem na blondynie i zaplatala swoje ręce w jego włosy. Ross podniósł sie z kanapy i zaczął sie kierować w stronę sypialni. Szybko pokonał schody i już po kilku sekundach znajdował sie w wyżej wymienionym pomieszczeniu. Ich pocałunki stały sie namietne i pełne pożądania. Ross rzucił Laure na łóżko, a sam przygniótł ja swoim ciałem. Napieral swoim kroczem na Laury. W końcu zaczęli pozbywać sie swojej części garderoby. A gdy byli już nadzy, blondyn niezauwazalnie w nią wszedł...
(Czemu tego usuwać nie można? XD ja sie pytam,No!)
Na niebie pojawiło sie słońce, które swoimi promieniami rozjasnilo pokój dwójki bohaterów. Laura przeciagnela sie i powoli wstala z łóżka. Jeszcze zaspana podeszła do szafy i wybrała z niej swoj zestaw na dziś. Zasilają drzwiczki i dopiero wtedy w lustrze zobaczyła, ze nie jest ubrana w pizame, ani w cokolwiek. Na swoj widok krzyknela czym spowodowała, ze Ross sie zbudzil i spadł z łóżka.
- Lau co sie dzieje?! - podbiegl do niej zapominając o swoim ciele.
- Czemu ja jestem naga? Czemu ty jesteś nagi? Czemu jesteśmy nadzy?! - zaczęła piszczec. - I czemu okno jest odsloniete?! - po tym zdaniu ona i blondyn zrownali sie z podłoga. Po tym zaczęli sie z siebie śmiać.
- Co była cudowna noc. - mruknal jej zmyslowo blondyn. Laura sie zasmiala.
- Choćmy sie ubrać. - zadecydowała i razem z blondynem na czworakach weszli do łazienki uprzednio zabierając swoje ubrania. Niedługo po tym zeszli na śniadanie. Kiedy Laura była w trakcie robienia nalesnikow do Ross'a zadzwonił telefon. Od jego menadżera. Chwile z nim porozmawiał, a do stołu wrócił z zmieszanymi uczuciami. Z jednej strony był szczęśliwy, ale z drugiej nie chciał tego robić.
- Kochanie coś sie stało? Widzę Twoje miny. - powiedziała brunetka i podała blondynowi jego porcje rodziców (miało być nalesnikow!). On westchnal. Nie będzie jej przecież oklamywac.
- Będę grać większe koncerty. - powiedział. - I... Będzie trasa koncertowa.
- To swietnie!
- Własnie... Tylko, ze ja... Ta trasa trwa 2 lata. A... Ciebie zabrać nie mogę. - powiedział i Zacisnal powieki.
- Co?! Nie możesz mnie zostawić! - krzyknela bliska łez Lau.
- Ale w tym jest haczyk jak nie pojadę, zerwa ze mną kontrakt.
- To Twoja jedyna szansa... Nie możesz stracić kontraktu.
- Ale, ty... - Laura zamknęła mu usta pocalunkiem.
- Kochanie ufam Ci, to tylko 2 lata...
- Aż 2 lata...
- Nie przerywaj mi. - mruknela brunetka. - wierze, ze to dobrze zrobi dla Twojej kariery. Musisz tam jechać. Masz sie zgodzić. - powiedziała tonem nie znoszacym sprzeciwu.
- Ehh... Dobrze. Już dzwonię. - blondyn wstał od stołu i z telefonem przy oknie zaczął rozmawiać. - Halo? Nick? - spojrzał jeszcze raz na Laure, ona kiwnela głowa. Blondyn skapotulowal. - Zgadzam sie.
- I kiedy wyjezdzasz? - spytała Laura z uśmiechem mimo, ze w środku jej serce krwawilo.
- Już jutro...
Laura wraz z Ross'em własnie stała przez jego autokarem. Autokarem, który miał wywieźć od niej jej miłość na dwa lata. Młodzi zamieniali ze sobą ostatnie słowa. Do odjazdu zostało 5 minut. Laura myślała, ze Ross jeszcze sie rozmysli. I mimo wszystko zostanie z nią. Ale jednak wybrał karierę od niej. Bolało ja to, ale przecież sama mu kazała jechać. Winę mogła zrzucić na siebie. Tylko na siebie. Przecież blondyn chciał zostać, a teraz tego odwołać nie można. Brunetka sie, ze to jego jedyna życiowa szansa. Mimo wszystko. Wytrwa te długie dwa lata.
- Będę tęsknić. - mówił po raz setny Ross.
- Ja bardziej... - Laura mocniej sie w niego wtulila.
- Objecaj mi, ze sobie poradzisz. Ale jakby cokolwiek sie działo dzwon. Przyjade natychmiast.
- Dam sobie radę. Będziemy ze sobą rozmawiać prawda? Chociaż przez telefon?
- Jesne Lau, z tobą zawsze.
- Mam mała prośbę. - brunetka odsunela sie od niego, by moc spojrzeć w jego oczy. Zagrywka warge. - Choć wiem, ze tego nie zrobisz to proszę cię... Nie zostawiaj mnie dla pierwszej lepszej.
- Skąd Ci to mogło przyjść do głowy?! - krzyknął zaskoczony chłopak. Laura sposcila głowę, ale chłopak szybko ja podniósł. - Nigdy Ci czegoś takiego nie zrobię.
- Ross musimy jechać. - powiedział Nick. Blondyn westchnal.
- Będzie mi tego brakować. - zwrócił sie do Marano blondyn i namiętnie ja pocalowal. Chociaż ten gest był krótki to wystarczył obojgu.
- Mi rownież. - szepnela brunetka, a chłopak odjechał...
// 4 miesiące pózniej //
- Dobrze Laura kolejna poza! Swietnie! To koniec na dziś. - uśmiechnela sie do niej Megan. Laura własnie zakończyła fotki do promującego filmu. Z uśmiechem na ustach chwycila butelkę wody i poradnia za Megan.
- Może byś odpoczela? - spytała sie jej blondynka. - W Twoim stanie...
- Nie, nikt nie może nic podejrzewać. - zaprzeczyła Laura w mgnieniu oka.
- Ale wiesz, ze to już na zdjęciach widać?
- Ehh... Niestety. A te zdjęcia dojdą do Ross'a prawda?
- Na cały świat.
- Ty to wiesz jak mnie pocieszyć - zasmiala sie brunetka, a do niej dołączyła blondynka.
- Ale dalej sadze, ze nie możesz, aż tak sie przepracowywac. - zaczęła z powrotem Megan.
- Od tego sie nie umiera! - krzyknela ze śmiechem Laura.
- Wiesz... Kilka osób... No są takie przypadki.
- Ale to sie niedługo skończy. No bo przecież czas sie kończy...
- A Ross czy tak czy siak sie dowie. - wzruszyla ramionami przyjaciółka brunetki. Dalej obie dziewczyny oglądały zdjęcia. Laura zaniepokoiła sie z lekka. (I JAK BĘDZIECIE PISAC KOMENTARZ WSPOMNIJCIE O CZYM W TYM MOMENCIE MYSLILSCIE O LAURZE). Naprawdę było wszystko widać. Ale Ross nie mógł zrezygnować ze swojej kariery. Nie mógł rzucić wszystkiego jak sie rozkręca po 4 miesiącach. Laura tego bała sie najbardziej. Reakcji Ross'a na jej ciążę.
//Kolejny Miesiąc Pózniej//
- Hej Kotku! - Laura przywitala sie z Ross'em na video chacie, powszechnie znanym jako Skype.
- Części Misiu! - odpowiedział jej radosny blondyn. - jak ja chciałbym ciebie przytulić.
- Musisz jeszcze wytrzymać. - zasmiala sie brunetka.
- Jeszcze półtora roku. - westchnal. - chce wracać, bez ciebie to żadna frajda.
- Oj przestań nie jest tak zle, robisz karierę.
- Podobnie jak ty.
Nagle Laura sie poderwala i pobiegla do toalety, a tam zwymiotowala. Po niecałych 3 minutach poplukala usta i umyla zeby. Wróciła do blondyna, który uważnie i z niepokojem na nią spogladal.
- Lau coś sie dzieje? - spytał zmartwiony.
- Nie. Tylko sie przejadlam z rana. - powiedziała szybko brunetka. Była przygotowana na zestawy pytań.
- A zauważyłem jakieś zmiany w Twoim ciele. - podchwycil, ale i na to Laura miała odpowiedz.
- Ostatnio trochę przytylam. Zaczęłam jeść wiecej słodyczy po twoim wyjeździe, ale spokojnie nie ważenia 100kg. Możliwe, ze tez Janerka przekształca czy coś.
- Dobrze powiedzmy, ze ci wie...
- Ross chodź za chwile grasz koncert. - do jego pokoju weszła Maia - jego drugoplanowa menadżerka.
- Tk ja będę kończyć. Jeszcze sie zdzwonimy. Dobranoc Lau! - posłał calusa Laurze, a ona go oddała. Rozlaczyl sie. Laura poszła spać po długim dniu, a ponieważ u Ross'a jest zmiana czasowa u niego świeci słońce.
- Zwykle występy są pod wieczór. - zauważył.
- No wiem. - powiedziała zmyslowo czarnowlosa. - chciałam sam na sam z Tobą porozmawiać.
- Maia ja mam dziewczynę. - odsunął sie znacząco od niej.
- Nie dajesz mi wyboru. - wzruszyla ramionami. Zamknęła drzwi i uderzyła blondyna szklanka w głowę. Zaciagnela go na łóżko i do połowy rozegrała. To samo uczyniła ze sobą. Po tym razem z blondynem pochodną sobie kilka fotek. Z szatanskim uśmiechem wysłała pare z nich do magazynu platkarskiego.
- No i ma za swoje. Nie chciał sie ze mną przesłać, to straci dziewczynę. - uśmiechnela sie do siebie. Ubrana sie i wyszła zostawiając blondyna jakby spał.
Na następny dzień Laura obudziła sie z nowymi siłami do życia. Wstala ubrana sie oraz odswiezyla, a po porannych czynnościach zeszła na dół do kuchni z zamiarem zrobienia sobie śniadania. Brunetka wyciągnęła z lodówki sałatkę, pomidora, ogorka oraz ser fete. Musiała przestrzegać diety. Online wszystkie warzywa. Wyciągnęła z szuflady miskę po czym wrzucila do niej sałate rozdrobniona w listki. Nożem pokroila pomidory na cztery części, a obranego ogorka w plasterki. Do tego wsypala ser. Laura chciała jeszcze zaczalec wiec wyjela kilka oliwek, wrzucila je, a z szuflady wyjela sos vinegree. Polała nim yroszeczke sałatkę. Wszystko wymieszala. Ze swoim bogatym w witaminy śniadaniem udała sie do salonu, gdzie włączyła telewizor. Zaczęła oglądać wiadomości. Kilka informacji na temat nowych wynalazków, coś z rzadu, a na koniec pogoda. Znudzona i z oprozniona miska do połowy zaczęła przezycac kanały. Nagle zatrzymała sie na jednym. Kanał plotkarski. Za często ja to nie interesuje, ale teraz zainetesowalo ja to kto tam był.
- Oto świeże zdjęcie wzrastajacej gwiazdy Ross'a Lynch'a oraz jak myślimy jego partnerki. Czy młody gwiazdor ma romans? A może to coś powazniejszego? Te zdjęcia mówią same za siebie! - powiedziała z uśmiechem reporterka.
- Nie wierze... - szepnela Laura do siebie. Zostalwila sałatkę i chwycila telefon. Nie miała problemu z dodzwonieniem sie.
Blondyn odebrał już po 2 sygnale.
- Lau kotku, co tam słychać? - powiedział radośnie.
- Nigdy ci czegoś takiego nie zrobię, akurat! - Laura powtórzyła słowa blondyna.
- Laura? O co chodzi? - spytał już nie radośnie, a bardziej zdenerwowany.
- Wlacz sobie na kanał Star to sie dowiesz. - usłyszała w tle jak blondyn przelacza programy, aż w końcu zaczął lecieć jeden i ten sam.
- O nie...
- Zniknij z mojego życia! Jak mogłam być taka głupia! Pieprzony frajer! Obiecales! Ty... Ty... Ugh!!! I pomyśleć, ze będziemy mieli dziecko! Nie chce już żyć! Przez ciebie!... Nienawidzę cię!
- Lau, ale to nie... Jesteś w ciąży?
- Tak i to z takim palantem jak ty! Nienawidzę cię! Już nigdy mnie i dziecka nie zobaczysz! - krzyknela po czym sie rozlaczyla. Wybiegła z domu. Miała przy sobie komórkę. Ross próbował sie do niej dodzwonić, ale po tym wszystkim cisnela nią w beton. Biegła dalej. Chciała udać sie w jedno miejsce. Miała kawałek by przeciągnąć. To tam zginęli jej rodzice i to samo ona chciała zrobić. Chciała zniknąć z tego swiata. Bo wiedziała, ze ON na nim żyje.
W tym czasie Ross wychodził od swojego szefa. Powiedział mu o zaistniałej sytuacji, a gdy Nick nie chciał go puścić sam sie zwolnił. Wyskoczył szybko z autokaru po czym pobiegł do wynajętego przez niego helikoptera. Szybko wsiadł i zapowl pasy.
- Do Los Santos! - krzyknął, a pilot natychmiastowo ruszył.
- Gdzie pana wysadzić? - spytał pilot skupiający sie na locie.
- Przy Walk Street. Tory. Ale proszę zaczekać. Możliwe, ze potrzebna będzie pomoc.
- Jak Pan sobie życzy. Coś ważnego? - spytał.
- Miłość.
Laura stała na torach. Dosłownie czuła jak pulsują. Czyli pociąg sie zbliża. Zamknęła oczy, wiedząc ze to koniec. Przypomniała sobie jak tu stali jej rodzice. Trzymali sie za ręce i czekali na swoj koniec. Ona nie miała kogo trzymać za rękę. Już nie. Pamięta jak jej rodzice mówili, ze sie nieszczęśliwie w sobie zakochali. Jak jednego dnia umarli. O tej samej godzinie, czasie. Sama chciała mieć taka smierć. Ale z ukochanym. Nie zdradzajacym. Poczuła mocniejsze pulsowanie otworzyła lekko oczy. Widziała pociąg. Który rozpędzony jechał prosto na nią. Teraz nie przejmowala już sie niczym. Czekała na swoj koniec.
- Laura! - usłyszała znajomy głos w oddali, a pózniej poczuła mocne pchnięcie w bok. wylądowała w rowie, a pociąg przejechał. Tylko, ze nie po niej, a wzamian na jej miejscu pojawił sie Ross. Widziała jego pocharatane ciało. Krew... Zaczęła płakać.
- Ross ty debilu! Kochalam Cię! I nadal kocham, ale to ja miałam to zakończyć! - płakała prosto na jego bezbronne poszarpane ciało. Złapała sie za brzuch i go pogladkala. - za chwile będziemy z tatusiem. - powiedziała i wybiegła z torów. Jeszcze pocalowala jego martwe i zimne usta, oraz wziela z szyi jego niesmiertelnik. Zauważyła helikopter, którym zawsze latala z Ross'em. Weszła do maszyny i rozgladnela sie czy nikogo w nim nie ma. Odpalila maszynę i uniosla sie wysoko nad ziemie.
- Już na zawsze będziemy przy tobie Ross. - powiedziała do siebie. Zaczęła kierować maszynę w stronę ich jednorodzinnego domu. To było zaledwie kilka sekund jak uniosla sie maksymalnie po czym opuściła stery i pozwoliła maszynie bezwladnie opasc.
- Już zawsze będziemy razem. - szepnela przez łzy. Scisnela na swoim sercu niesmiertelnik blondyna, a po sekundzie ogarnął ja mrok. Zginęła w płomieniach ruin swojego domu. Wraz z jej nienarodzonym dzieckiem. Oraz chłopakiem, który zginął na torach by ja chronić.
Na następny dzień zidentyfikowano zwłoki. Nie było to nic nadzwyczajnego, ale nadzwyczajne były jeszcze mokre ślady czerwonych łez na ich policzkach. Na policzkach Ross'a i Laury. A to płakali ich serca. Ponieważ oba umarły z miłości.
***
Hi People!
piszę z telefonu Windows i notka nie będzie długa.
Chce tylko powiedzieć że jest to OS do 3TB. Mam jeszcze do napisania OS do TB2 xd
Proszę o zostawienie komentarza pod tym czymś :/
Pozdrawiam,
Sashy 🎤

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

TB 3

Chamy... Po prostu chamy...
Musiałam się od rodziców odganiać!
Muszę już 3 raz nominować! To już 24 osoby! :o
No dobra... ostatni raz xD (oby)


Nominowała mnie:
- Kropelka  z tematyką: Smutne opowiadanie o ulubionym parringu. Wiadomo; będzie Raura xD

Ja nominuję:
- Ann Lynch (Też Cię Kocham xD. Masz okazje podzielić się swoim pomysłem)
- Cristal
-
- Zωαяισωαиα Aℓєx
-
- Anabell Fray

- A ponieważ na to miejsce nie wiem kogo dać postanawiam zapisać moją koleżankę z klasy :D

Zasady:
- Pisze się koniecznie na telefonie.
- Nie poprawia się błędów
- Nominuje się.

Tematyka (taka sama jak wtedy): Wojna Gangów lub Więzienna miłość / Raura lub Auslly

Czas: A szalejemy ludziska! Cały miesiąc! To znaczy do końca tego xD

ŻYCZĘ POWODZENIA I RÓWNIEŻ DZIĘKUJĘ ;D
I TEŻ GRATULUJĘ, O! XD
Sashy ♫

TB po raz 2

Za jakie grzechy, no?! xD
To jest taka zemsta, tak?
Dobra odbija mi już ;-;. Przypomnijcie mi, że nie mogę za dużo słuchać R5...

Nominowała mnie:
- Kinga R5er

Ja nominuje:
- Oliwia Kaczmarczyk
-
-
-
-
-
-
-

Wasz temat to: Wojna Gangów lub Więzienna Miłość / Raura lub Auslly (haha moje pomysły xD)
Macie czas: do 16 kwietnia, czyli 10 dni.

Zasady są znane:
- Piszemy One-Shot'a na telefonie.
- Nie poprawiamy błędów.
- Nominujemy.

Ja jak napiszę OS'a to wstawię go jak najszybciej ;). Mam temat na: ZAKAZANA MIŁOŚĆ. Dziękuję Ci Kingo xD.
W razie czego nie męczę tych samych osób xD.

ŻYCZĘ POWODZENIA!
Sashy ♫



KW! :3