*Vanessa*
Już
od godziny siedzę z dziewczynami w pokoju brunetki. Doszli do nas
Riker, Ratliff i Ryland. Rocky niby rozmawia z Ross'em. Gdybym mogła
zabiłabym go od razu. Ale jak tu kogoś zabić jak jest nieśmiertelnym?!
Ironia losu... Razem z dziewczynami cały czas próbowałyśmy oczyścić jej
twarz. Tylko się nie dało. Co każde oczyszczenie ręcznikiem jej twarz
zalewała się nową porcją łez i krwi.
- Czemu to nie chce zejść. - szepnęłam cicho. Moje łzy na policzkach już dawno zaschły.
-
Spokojnie... Trzeba ją na początek uspokoić. - podszedł do mnie Riker i
przytulił do siebie. To samo zrobił Ryland z Sav i Ell z Ryd.
Dziewczyny ryczały.
- Nigdy nie widziałam jej w takim stanie. - powiedziała brunetka tuląc się do młodego Lyncha.
- Uwierz my też... - mruknął Ellington.
- Tylko Vanessa widziała taki przypadek na własne oczy. - Delly oderwała się od bruneta.
- Tylko nie płakała krwią. - wychlipałam.
-
Już spokojnie.. Nie potrzeba kolejnej płaczącej Marano przez tego
samego debila. - powiedział RyRy. Wszyscy w szóstkę przytuliliśmy się.
Tym razem wszyscy płakali. Wszyscy to w jakiś sposób przeżywaliśmy.
Laura może mieć depresję. I to przez Ross'a - chłopaka, w którym jest lub
była zakochana ze wzajemnością. Tylko z miłość płacze się łzami i
krwią.
- Zasnęła? - wszyscy odwrócili się w kierunku nadawcy głosu. Był to Rocky, który stał w drzwiach wraz z Ross'em.
- Widocznie tak. - powiedziałam patrząc na brunetkę. Moja mała sis...
- Nie przeszkadzajmy jak śpi to chociaż w spokoju. - powiedział Riker i cmoknął mnie w czoło.
- Słodka... - usłyszałam szept Ross'a, który wpatrywał się w moja siostrę jak obrazek.
- I prawie ja straciłeś. - szturchnął go RyRy. Blondyn westchnął i wszedł głębiej do pokoju.
- A Ci jeszcze mało kpin?! - warknęła cicho Savannah.
-
Spokojnie... My wyjdziemy, a on niech popatrzy do jakiego stanu ją
doprowadził... - westchnął Rocky. Wszyscy wyszli z pokoju. Ja jednak
skorzystałam z mocy nie widzialności i obserwowałem poczynania chłopaka.
Ross podszedł do Laury leżącej na łóżku. Kiedy zobaczył jej policzki
czerwone od zaschniętej krwi, zasłonił usta dłonią, a w oczach pojawiły
się łzy. Nachylił się nad twarzą brunetki. On jeszcze ma zamiar ja
całować?! Po moim trupie! Blondyn jednak nachylił się nad jej twarzą, a
jego łza spłynęła na policzek mojej siostry. W szoku patrzyłam na
miejsce gdzie słona ciecz blondyna wylądowała. To ja i dziewczyny się
trudziłyśmy z tą krwią na jej twarzy, a wystarczyła jego łza do
oczyszczenia jej policzków. Wyczarował on na swojej dłoni taflę wody i
swoją dłonią przejeżdżał po policzkach Lau. Robił to delikatnie. Może
obawiał się, że się zbudzi. Po kilku minutach, gdy brunetka wyglądała
normalnie odsunął się. Westchnął, a z jego oka popłynęła duża czarna
łza. A może to też krew? O co w tym wszystkim chodzi?!
- To miłość Van. - powiedział blondyn, a ja zdębiałam.
- Tutaj nie ma Ness'y! - krzyknęłam, lecz cicho. Zaśmiał się krotko.
- Tylko rodzinie nie można czytać w myślach. - zacytował. Wypuściłam powietrze. Zdemaskował mnie skubaniec.
- Czego od niej chcesz? - spytałam wychodząc z kąta w postaci widzialnej.
-
Teraz? Tylko wybaczenia... Rocky mi wyjaśnił, że zaufania tak szybko
nie zdobędę. Ale powiedział, że mam walczyć choć o przyjaźń. - odwrócił
się w moja stronę.
- Jesteś kretynem, wiesz? - spytałam mrużąc oczy. Pokiwał ze zrozumieniem głowa. - Zaufa Ci..
- Co?
- Zaufa. Laura. Znam swoją siostrę i wiem, że coś do Ciebie czuje. Ostatni raz zranił ją Shan. Owszem załamała się, ale..
- Co ale? - spytał ciekawy blondyn.
-
Nie płakała krwią. Nawet teraz nie wiem o co w tym chodzi. I jeszcze
Twoja czarna łza... - powiedziałam. Uśmiechnął się do mnie.
- Płacze
się krwią przez zranione serce przez druga połówkę. Ale to musi być
silne zranienie, tak jak teraz. A czarna łza... Nie pamiętam. - wyznał.
Wzruszył ramionami.
- Ale ja pamiętam. - usłyszeliśmy za sobą męski głos.
- Riker? - spytałam i przytuliłam się do jego torsu.
-
Tak kochanie. Jeśli chodzi o czarne łzy... - wziął głęboki wdech i
zaczął cytować zapewne z Magicznej Księgi. -
"Czarne Łzy zwane Bl-cry
występują, gdy dana osoba cierpi. Jest to oznaka, że bardzo jej zależy i
czuje się współwinny. Czarne łzy u nad przyrodzonych występują przy
Pogrzebie. Ale również przy goryczy nad ukochaną osobą." - skończył, a
ja spojrzałam na jego brata. Patrzył się na brunetkę i wzdychał.
- Wybaczam Ci. - powiedziałam. Lynch spojrzał na mnie.
- Serio? - ucieszył się.
-
Tak, wierze, że ją kochasz. A ona kocha Ciebie, chce jej szczęścia. A
przyszłego męża lepszego by nie znalazła. - przytuliłam go do siebie.
- W takim razie jak moja Ness'ie Ci przebacza to ja też. Ale spróbuj jeszcze raz takie coś zrobić. - pogroził mu Riker.
- Dziękuje. - szepnął 17-latek. Teraz przytulił się do Riker'a. Mam być zazdrosna? Nie, lepiej nie...
-
Chodźmy spać inni już to robią. Jest 23:45. - powiedziałam i wyszłam z
pokoju brunetki. Podobnie jak dwaj blondyni. Oni poszli w swoje strony, a
ja do swojego pokoju. Tam umyłam i przebrałam się za pomocą czarów. Nie
mam siły na NIC. Rzuciłam się na łóżko i z głową w poduszkach,
zasnęłam...
*Ross*
Jest 2:34! Nie to, że nie mogę spać. Śpię z
urywkami. Ale teraz zostałem zbudzony. Przez co? A raczej przez kogo?
No oczywiście, że przez Laurę. Brunetka krzyknęła tak jak wtedy w
namiocie. Może kolejny sen? Albo koszmar? Zerwałem się z łóżka i
pobiegłem w kierunku pokoju brunetki. Dziwne, że nikogo nie obudziła
tylko mnie. Może mam na nią jakoś wyczulony słuch... Nie myliłem się.
Zastałem skuloną w rogu łóżka Laurę. Wyczarowałem świeczkę. Zapaliłem
delikatne światło na świecy i postawiłem ją na komodzie brunetki. Zamknąłem drzwi. Nie na klucz. Podszedłem bliżej brunetki. Ta jednak
szybko podwinęła kołdrę i się nią opatuliła. Wyglądała słodko. Jednak
ten obraz niszczyły łzy na jej policzkach. Na szczęście to były tylko
łzy.
- Laura wszystko dobrze? - spytałem podchodząc do niej.
- W-w-wyjdź.. I-idź do-o kogo-oś lepsze-e-go. - wydukała.
-
Nie opuszczę Cie. - usiadłem na krańcu jej łóżka. Spojrzała na mnie
brązowymi oczami. Złapałem jej dłoń. Nie zabierała jej, więc zacząłem ją
głaskać. Jednak teraz ją wyrwała.
- Nie! - krzyknęła i schowała się
cała pod kołdrę. Wyglądała jak bezbronne dziecko chcące się schować przed
potworem z szafy. Odsunąłem się od niej na trzy metry. Odsłoniła czubek
swej głowy. Jej załzawione oczy patrzyły na mnie ze strachem. Jak ja
chce cofnąć ten przeklęty czas. Nagle brunetka wstała i zrzuciła z
siebie kołdrę. Wyczarowała nóż w dłoni i zaczęła się do mnie zbliżać. Z
rozszerzonymi oczami cofałem się dopóki nie natknąłem się na ścianę.
-
Laura nie rób niczego głupiego... - wychrypiałem. Skierowała nóż w
stronę mojej szyi. Przełknąłem gęstą ślinę. Lecz Lau nic nie zrobiła.
Żadnego kroku dalej. Zastygła w tej pozycji.
- Kto powiedział, że chce Ciebie zabić? - spytała. Zamieniła nóż w pistolet i przyłożyła go sobie do skroni.
- Laura... - chciałem do niej podejść, wyciągnąć rękę, jednak przerwał mi ta czynność stanowczy głos dziewczyny.
- Nie zbliżaj się, bo strzele!
- Nie zrobisz tego... Jesteś nieśmiertelna.
- A może kula jest nasączona eliksirem śmiertelności? - uśmiechnęła się cwaniacko, a u mnie przerażenie wzrosło.
- Dlaczego?
-
Dlaczego?! Ty się jeszcze pytasz?! Jestem tylko piątym kołem u wozu i
cytując Twoje słowa: dziwka, która puszcza się z każdym nie ważne czy w
domu czy w parku! - przerwała ze łzami w oczach. - Nie jestem nikomu
potrzebna. Jestem nikim. Nikt nie będzie za mną płakał
- A ja?! - krzyknąłem. I nikt mnie jeszcze nie usłyszał?! Co to za dom, no?!
-
Ty tylko to potwierdziłeś. - powiedziała z wyczuwalnym smutkiem.
Zacisnęła powieki i przycisnęła broń mocniej do czoła. Wykorzystałem
moment i podbiegłem do niej. Odciągnąłem jej dłoń z bronią. Musiałem się
z nią szarpać.
- Nie możesz tego zrobić. - nasze czoła się stykały.
Oboje mieliśmy zaciśnięte zęby, wbity w siebie stalowy wzrok, krople
potu. Mocowałem się z nią. Chciała wyrwać swoją rękę, by dokończyć to, co
chce zrobić.
- A to niby dlaczego?! - warknęła. Jej plecy przechylały się do tyłu. Mam przewagę.
-
Bo Cie kocham! - krzyknąłem i wpiłem się w jej usta. Tego mi brakowało.
Tej bliskości miedzy nami. Brunetka mimowolnie wypuściła broń i
zaplotła swoje ręce na mojej szyi zatapiając dłonie w moich włosach.
Jedną ręką objąłem ją w tali, a drugą zatopiłem z jej brązowych włosach.
Całowaliśmy się zachłannie, namiętnie z pożądaniem. Chcąc poczuć
bardziej smak jej ust wdarłem się do jej jamy ustnej językiem. Nie
stawiała oporów, nawet sama brała udział i swoim językiem gładziła moje
podniebienie. Z każda kolejną chwilą pogłębialiśmy pocałunek. Nachalnie
zaczęliśmy się do siebie przyciskać. Pod tym wpływem upadliśmy na
podłogę, a prostując ja na brunetce. Lecz nie przerwaliśmy tego momentu.
Umieściłem swoje ręce pod głowa brunetki. Ona nie zmieniła swojej
pozycji. Ta chwila mogłaby trwać wieczność. Jednak tak być nie może.
Oderwałem się od brunetki bardzo niechętnie.
- Co-o-o to-o było-o? - wydukała.
-
Jeszcze raz spróbuj popełnić samobójstwo, a będzie gorzej Skarbie. -
uśmiechnąłem się i wstałem z brunetki. Sam wziąłem ją na ręce i
położyłem na łóżku. Przykryłem ją czerwoną kołdrą.
- Lau...
- Nie mów tak do mnie. - szepnęła. No tak.. Co na sobie myślałem? Ze po pocałunku wszystko będzie dobrze.
- Lauro..
- Ani tak.
- Marano...
- Nazwisko zastrzeżone.
-
Cholera, Kobieto! - błagam was. Niech mi nie przerywa. - Wiem, że
prędko mi nie wybaczysz, ani nie zaufasz z powrotem, ale proszę...
Powiedz, że jest jeszcze nadzieja na odbudowanie tego co miedzy nami
było. - kleknąłem przed jej łóżkiem. - Błagam.
- Ross...
- Imię zastrzeżone. - zaśmiała się na jej papugowanie.
- Nie wiem, co o tym myśleć. Ale.. bądźmy na dystans. - wyszeptała. Pokiwałem ze zrozumieniem głową.
- A powiesz czemu krzyknęłaś? - spytałem z nadzieja.
- Miałam koszmar... Śniło mi się to co 5h wcześniej. - wydukała. Znowu wracamy do tamtej sytuacji.
- Ja.. Przepraszam! Tak bardzo przepraszam! - po moich policzkach popłynęły łzy. Laura starła je drżącym kciukiem.
-
Idź spać.. Spokojnie nie zabije się... I... Powiem to teraz, bo później
nie będę miała odwagi. Też Cię kocham. - szepnęła i pocałowała mnie
szybko w usta. Z lekkim uśmiechem oddaliłem się od brunetki. Zgasiłem świeczkę. Opuściłem jej pokój, a sam skierowałem się do swojego.
Spojrzałem na telefon. 3:43. Aż tak długo rozmawialiśmy? A może tyle
trwał pocałunek? Odłożyłem telefon na szafie nocna. Położyłem się na
łóżku i patrzyłem w sufit. Dlaczego nikt nie przyszedł? Wydzieraliśmy
się co najmniej na pół miasta. Pomimo, że jest noc to jest całkiem jasno.
To przez księżyc w pełni.
,Jest piękny..., Kto? Van?
,Tak., Nie śpisz?
,Przez was nie mogłam., słyszałaś nas? I nie przyszłaś?
,Tak, a nawet
widziałam WSZYSTKO., co?! Czyli, że reszta rodziny też użyła zaklęcia?
,Trafiony zatopiony., No to teraz będą docinki...
,Będzie z Ciebie dobry
chłopak dla mojej sis. Tylko musisz bardziej uważać na słowa., Błagam
nie wypominajcie tego błędu.
,Dobra, powracam do patrzenia na księżyc.
Dobranoc., Dobranoc. Spojrzałem jeszcze raz na sufit po czym
przekręciłem się na bok i zasnąłem.
*Ryland*
Jest już godzina
15:00. Kiedy rano powiedziałem wszystkim o przybyciu tajemniczego gościa
zaczęli latać jak najęci. No oprócz mnie i Ellington'a. Co do Laury
wiadomo. Nawet się nie ruszyła z łóżka. Cały czas leży i patrzy się raz
na ściany, a raz na sufit. Wracając. Kiedy wszyscy dowiedzieli się o
przyjściu kogoś zaczęli myśleć gdzie będą przebywać. Chcieli by też
Laura uczestniczyła w rozmowie, więc po długich obmyśleniach dziewczyny
wyczarowały dla Lau nową piżamkę, w jej pokoju umieściły koc i pełno
poduszek. Również materace. Inaczej mówiąc pokój brunetki to istny
dmuchany zamek, tylko zamiast Helu jest pierze. Vanessa wraz z Savannah
za mną chodzą i pytają o szczegóły dotyczącej osoby. Ograniczyłem się
do: dziewczyna, blondynka. Ale to im nie wystarcza. Riker, Ratliff i
Ross siedzą w pokoju Laury. Z tego co wiem Rik i Ell zapytują o szczegóły
z wczorajszej nocnej akcji Raury. Nie wiem po co jak oni i WSZYSCY przy
tym byli. Rocky spokojnie siedzi u siebie i się szykuje, a Rydel kończy
porządki i ostatnie detale. Nawet nie wiedzą kto to, a opracowują
takie szczegóły. A gdyby to był menel? Przywitały by go bagietkami? Czy
raczej nimi biły? Któż to może wiedzieć? Po mieszkaniu rozszedł się
odgłos dzwonka.
- MY OTWORZYMY! - krzyknęły brunetki. Wszyscy
pojawili się na dole. Oczywiście wiadomo oprócz kogo. Drzwi się
otworzyły, a w nich stała blondynka.
- Cześć dziewczyny! - krzyknęła na powitanie.
- Alexa!!! - brunetki przytuliły dziewczynę.
- Tak to ja. - zaśmiała się. - Cześć RyRy, Hej Ross! - pomachała nam.
- Hej! - odpowiedzieliśmy.
- Wy ją znacie?! - zdziwiła się Sav.
- To była pielęgniarka Laury i RyRy'ego. - wytłumaczył Ross.
- Hej jestem Rydel, a to Riker, Ellington i Rocky. - przedstawiła ich siostra. - Rocky nie ślin się!
- Co? - spytał nieobecnie patrząc na blondynkę. Ktoś tu się zadurzył.
- Ja jestem Alexa Down. - blondynka weszła w głąb domu. - Mam nadzieje, że nie robię problemów? Lau mnie zaprosiła.
- Skądże. Miło nam Cie poznać. - powiedział Riker.
- A skąd znasz siostry Marano i ich kuzynkę? - spytał ciekawy Ratliff.
- To ich taka przyrodnia siostra była. - wyręczyłem blondynkę.
- Dziękuje. - pokiwała głową. - Em... A gdzie Laura?
- Lepiej Ci pokarzemy. Gorzej tłumaczyć. - Savannah zaczęła ją ciągnąć w stronę jej pokoju.
- Ma jakieś powikłania po wypadku? - przestraszyła się.
-
Nie! To coś INNEGO. - powiedziała Ness'a. Weszliśmy do pokoju brunetki.
Widok jaki zastała Alexa przeraził ją. Wyczerpana brunetka leżąca w
piżamie po 15.
- O matulu najdroższa! - dziewczyna zakryła sobie
dłonią usta i podeszła do brunetki. Laura widząc ją odwzajemniła jej
przytulenie.
- Przyszłaś. - wycharkała.
- Obiecałam. Kochanie... Co ci? - spytała.
- To raczej ja wyjaśnię. - powiedział Ross.
-
Zapoznaj się z nimi ja odpocznę. A tak w ogóle oczyściłam szwy. -
szepnęła brunetka. Blondynka pokiwała głowa na znak, że rozumie.
Usiedliśmy w kółku na podłodze na poduszkach. Ross zaczął opowiadać
Alexie jak to się stało, że Laura jest w takim stanie. Pominął o tym co
stało się w nocy, ale z tym wyręczył go Rocky. Gadał jak najęty o tym co
działo się po 2. Po tym jak Alexa stwierdziła, że Laura i tak znosi to
lepiej niż powinna, dała jej lekarstwa i zasnęła. Opowiedzieliśmy Alexie
wszystko z naszego życia, od spotkania do teraz. Łącznie z Evil'em.
Słuchała nas uważnie. Ale teraz przyszedł czas na to by Down coś
opowiedziała o sobie!
- Mam 19 lat. Mieszkam w hotelu. Pracowałam
jako pielęgniarka, ale jakoś tak nie za bardzo ta praca mi podchodziła.
Mój status to singielka. Jestem przyrodnią siostrą Marano, jednak nie
taką prawdziwa. To wszystko z życia "normalnej", a teraz coś ze Świata
Magic... Moi rodzice zapadli w śpiączkę alergiczną na magię. A, że było
jej dookoła to wiadomo jak się to skończyło. Kaput. Ja za to mam moc
uzdrawiania. - skończyła swój dość długi, ale też krótki monolog.
- Moc uzdrawiania? - spytał Riker.
- Tak, ta moc jest mało znana.
- Nie masz chłopaka? - zapytał jakby z nadzieja Rocky.
- Nie mam. - zaśmiała się.
- Nie lepiej Ci mieszkać w willi? - podniosła brwi Savannah.
- Tak samej... Raczej nie.
- To zamieszkasz z nami. - uśmiechnęła się Vanessa. Wszyscy jej przytaknęli. - nie narzucasz się. Załatwimy wszystko magią.
- Dziękuje. - przytuliła każdego z osobna.
- Jeszcze jedno pytanie... Jakie lubisz narzędzie tortur? - spytała poważnie Delly.
- Ja?... Kocham moją siekierę Roxy.
- O Boże kolejny przedmiot na mojej twarzy. - skrzywiłem się.
- Nie tylko na Twojej. - westchnął Ell i spojrzał wymownie na blondynkę. Nie raz dostał z wałka.
-
Widzę nowe doznania. - zaśmiała się. - To ja wszystko załatwię. -
dziewczyna pstryknęła palcami. Zniknęła na 40 sekund po czym pojawiła
się z powrotem.
- Już? - zdziwiła się Ness.
- Tak. - uśmiechnęła się i odstawiła sześć walizek wypełnionych po brzegi rzeczami.
-
Zaprowadzę Cie do pokoju! - zaoferował Rock i poszedł wraz z blondynka
do jej lokum poprzednio zabierając jej walizki. Wrócili po chwili i
usiedli na swoich miejscach.
- Poczytamy o Twojej magi? - spytałem.
- Laura się obudziła! - krzyknął cicho Ross.
- Głośniej niech się wystraszy! - warknął głośno Riker. Niestety, to spowodowało nagle zerwanie się brunetki.
- Co się dzieje?! Nie odchodź kocham Cie! - rzuciła się na łóżko i znów zaczęła płakać. Teraz na powrót były to łzy i krew.
-
Jest z nią gorzej niż myślałam. - Alexa szybko pojawiła się przy
Laurze. - spokojnie Skarbie. - dziewczyna położyła jej rękę na czole, a
ta natychmiast przestała płakać.
- Teraz trzeba oczyścić jej poliki, to już gorzej. - załamała się Delly.
- Nie do końca. - powiedziałem. Podszedłem do Ross'a i uderzyłem go w brzuch.
- Uhh.. Pogrzało Cie? - zacisnął powieki.
-
Należało Ci się. - stwierdziłem. Spod jednej z jego powiek wypłynęła
łza. Szybko pociągnąłem blondyna w stronę dziewczyny. Laura była w
szoku. Słona ciecz skapnęła na jej czerwony polik po czym oczyściła go.
-
Moc wody. - stwierdziła z prędkością Alexa. - Masz moc wody, a to jest
też miłość. Twoja nowa moc będzie związana z romantyzmem.
- Uuu romantyk. - zabuczeli Riker, Rocky i Ell.
-
Ja osobiście ich lubię. - stwierdziły na raz wszystkie dziewczyny.
Chłopacy jak oparzeni zaczęli cofać swoje słowa, a panie śmiać.
- Lau
masz księgę? - spytałem. Pokiwała twierdząco głowa. Schyliła się ona
pod łóżko i wyciągnęła Magiczna Księgę. Przeszukała kartki i zatrzymała
się na jednej z nich. Jednocześnie wypadła jakaś różowa kartka. Rocky ją
podniósł.
- "Obserwuje Was i mam na muszce. - Evil". - brunet spojrzał na wszystkich.
- Musimy zacząć trenować. - stwierdziła Delly, a wszyscy jej przytaknęli.
- Moc Uzdrawiania... - szepnęła Laura i podała książkę Ross'owi. On niepewnie ją zabrał i zaczął czytać.
-
"Moc Uzdrawiania zwana również jako Livex. Jest to moc mało znana, a
tym bardziej popularna. Służy ona do uzdrawiania zwierząt jak i osób.
Osoby z ta mocą uważa się za optymistyczne i odpowiedzialne. Wadą jest
zbyt szybkie podejmowanie decyzji, a zaletą, że ma prawie zawsze racje."
- Sama o tym nie wiedziałam. - powiedziała blondynka z uznaniem.
- Teraz już wiesz. - szturchnął ją zaczepnie Ell.
- A przechodziłaś rozszerzenie mocy? - spytałem ciekawy. Spojrzała na mnie z uśmiechem i pokiwała głową na tak.
- Jakoś wszyscy teraz mają rozszerzenie. - burknęła Vanessa wtulając się w Riker'a.
- Prawda. - zaśmiała się Sav.
-
Dalej pocałuj ją! - krzyknął nagle Rocky. Nie wiedziałem o co chodzi.
Odwróciłem się w stronę Laury na łóżku. Zrozumiałem o co chodzi. Blondyn
oddawał jej księgę i się zatracili w swoich oczach.
- Masz moje pozwolenie. - zaśmiał się Riker.
- I moje! - wydarła się Delly.
-
Dalej! - krzyknęli wszyscy. Ross odrzucił książkę w bok. Posadził sobie
Laurę na biodrach, objął ja w pasie i pocałował. Ona swoje ręce
umieściła na szyi blondyna. O fuj! Czy oni wiedza ile to jest
zarazków?! Wymiana śliny, ble! Ross całując położył się na Laurze, a ona
zaplotła nogi wokół jego bioder. Nie no jak nie przestaną, kto wie do
czego dojdzie...
- Ja nie chce być wujkiem. - szepnąłem.
- A ja ciocią. - powiedziała Savannah.
- Wiecie.. Nie chce nic mówić, ale to pozycja jest dwuznaczna. - wtrąciła Alexa.
- Dziwna. - podsumował Rocky.
- Ej dobra może im przerwiemy? - spytał Riker.
- I oni to tak na jednym oddechu? - zastanawiał się Ellington.
- Przerwiemy. - przytaknęła Rydel.
-
I to natychmiast. - powiedziała szybko Vanessa kiedy zobaczyła, że ręce
Ross'a są pod koszulą jej siostry, a ręce brunetki natomiast na pasku
od spodni blondyna. - Raura!!! Na dzieci jeszcze pora! - krzyknęła.
- Boże Kobieto jaki krzyk. - jęknąłem.
- Dziękuje.
- Coś mi się zdaje, że jego moc jest coraz bliżej. - podsumowała blondyna. Rydel jej przytaknęła.
-
Laura... - blondyn podniósł się z brunetki i ciężko dyszał. - prze...
praszam.. - brunetka zerwała się z łóżka i pobiegła do swojej łazienki.
Zamknęła się w niej.
- Laura! - wydarła się Savannah.
- Cholera. Zawsze coś sknocę. - zaklął Ross i podbiegł do drzwi od łazienki.
*Narrator*
-
Długo będziesz tak dotykał tych ust?! - pytał się Ross'a, Riker.
Blondyn siedzi pod drzwiami od łazienki brunetki i cały czas przejeżdża
opuszkami palców po swoich wargach.
- Pocałuj Nessę. - dogryzł mu 17-latek.
- Ej! Ja tu jes.. Mmm! - wypowiedź brunetki przerwał natarczywy pocałunek jej chłopaka.
- Kolejni od zarazek. - załamał się Ryland.
- Przestań, to słodkie.. - szturchnęła go Sav.
- Wymioty. - podsumował brunet.
- Przesadzasz. - przysunęła się bliżej niego.
- Czy tylko mi się wydaje, że coś się zbliża? - spytała się szeptem Rydel, swojego przyjaciela.
- Coś iskrzy. - podchwycił z uśmiechem Ell patrząc na dwójkę najmłodszych w gronie.
-
No to powiedz, jaki jest z tego pożytek? Udowodnij, że nie mam racji. -
założył rękę na rękę. Ryland długo czekać nie musiał na reakcje
Savannah.
- Taki. - mruknęła i pocałowała bruneta. On mimo, że wypierał się "zarazków" odwzajemnił z czystą przyjemnością gest brunetki.
-
Wiedziałem/łam! - krzyknęli na raz Ellington i Rydel. Spojrzeli na
siebie. Na ich twarzach pojawił się nieobecny uśmiech. Nachylili się i
pocałowali. Czyli kolejna kissująca parka. Ktoś jeszcze został?! Nie?!
To napiszmy od razu, że są wiatropylni i maja dzieci! The End! Znaczy...
Tak by mogło być. Przepraszam autorce już odbija to przez ten ketchup po
1 w nocy. Alexa rozejrzała się po wszystkich i cicho westchnęła.
- Co jest? - spytał się jej Rocky.
- Wszyscy są szczęśliwi, a ja jakaś zagubiona w tej sytuacji. - odpowiedziała smętnie.
- Nie martw się. Jeszcze kogoś spotkasz.
- Nie o to chodzi...
- A o co?
- Nigdy się jeszcze nie całowałam. Nie wiem jakie to uczucie i jak to jest. - wyznała spoglądając na niego.
- Nie jesteś sama. Tez się nigdy nie całowałem. - powiedział szczerząc się.
- Serio? Taki niczego sobie facet bez pocałunku? - zdziwiła się.
- Może to się zmienić. - mruknął do jej ucha.
- Co masz na myśli? - zmarszczyła czoło.
- Że mi pomożesz przeżyć swój pierwszy pocałunek. - blondynka przeżyła
większy szok kiedy brunet ją pocałował. Na początku nie wykonała żadnego
ruchu. Zastygła w miejscu. Lecz odzyskała świadomość i sama zatracała
się w gorących pierwszych pocałunkach.
- Laura błagam otwórz... -
jęczał Ross pod drzwiami, które dzieliły go od brunetki. Popatrzył na
towarzystwo i złapał się na swoje blond włosy. - MATULU JEDYNA! IRONIO
LOSU! MUSICIE SIĘ CAŁOWAĆ PRZY MNIE KIEDY JA WALCZĘ O JEJ ZAUFANIE?! -
krzyknął na wszystkich. Momentalnie każdy się od każdego oderwał. Pary
spojrzały na siebie zszokowane po czym każdy z nich zemdlał. Ross widząc
to pacnął się w czoło, a następnie kleknął i złożył ręce do modlitwy.
-
Panie łaskawy daj mi siłę, bo nie wytrzymie. - wstał z podłogi i
podszedł do drzwi od łaźni. Dlaczego nie użył czarów by dostać się do
niej? Proste... Laura rzuciła na pomieszczenie i drzwi zaklęcie anty-czarowne. Dlatego bezbronny blondyn się tylko do niej dobijał.
- Lau
jak nie otworzysz wywarze drzwi! - krzyknął. Brak odzewu. Ross zaczął
się oddalać od drzwi. Kiedy jego plecy natknęły na ścianę wziął rozbieg i
z wielką siłą powalił drzwi tak, że wypadły z zawiasów. Kiedy pył z
drzwi opadł blondyn przeżył szok widząc brunetkę...
***
Hi People!
Może ta notka będzie trochę dłuższa xD.
Otóż na początek:
ZAPRASZAM WAS DO CZYTANIA BLOGA KINGI, W KTÓRYM JA I NIEJAKA PATIII WSPÓŁPRACUJEMY ;). JEŚLI JUŻ CZYTASZ TO ZOSTAŃ Z NAMI DO KOŃCA, A JEŚLI NIE TO JAK NAJSZYBCIEJ ZACZNIJ :D : http://lauravanessa-smile.blogspot.com/
Teraz tak: Kto pamięta jak pisałam, że wszyscy w tym rozdziale będą się kissać? xD Tak, tak sprawdzam Was czy czytacie notatki xD. O mam pomysł! Ten kto przeczyta notkę i będzie miał zamiar skomentować to oto coś dziwnego napisze pod koniec: Alone4u.
Hahaha... ja i moje pomysły xD.
No i czy coś jeszcze chciałam napisać... A! KOCHAM WASZE KOMENTARZE! XD. Niektóre mnie tak rozwalają, a niektóre powodują taki BIG SMILE, że nie wytrzymam xD. Dziękuje za nie wszystkie :*
No to koniec. :D Ktoś jeszcze chce gadać ze mną na GG? XD. Bo coś myślę że Kini i Pati ze mną nie wytrzymają długo ;P.
Pozdrawiam,
Sashy ♫
PS/ ONE-SHOT Z TB KINGO WSTAWIĘ MOŻLIWE, ŻE JUTRO. DZIŚ W NOCY BĘDĘ DOKAŃCZAĆ XD. MAM NADZIEJĘ, ŻE MI WYBACZYSZ JAK COŚ OPÓŹNIENIE. I DROGA ANN - WYŚLIJ JAK BĘDZIESZ MIAŁA CZAS, NIE ZMUSZAM ;D.