*Riker*
Obudziłem się po 11. Mam głęboki sen... Ale to w sumie jak na mnie wcześnie. Dźwignąłem się z łóżka i udałem do łazienki. Tam wykonałem poranne czynności oraz się ubrałem. Nie zawsze muszę używać magii, potrzebuje też normalnych czynności życiowych, żeby normalnie funkcjonować. Gotowy zszedłem na dół do kuchni. Tam zastałem Rydel.
- Hej siostruś. - przywitałem się z nią i dałem całusa w policzek. Blondynka uśmiechnęła się do mnie.
- Cześć Rikuś. - zaśmiała się. Widziałem jak wyjmowała składniki na jajecznicę, pomogę jej.
- Na masełku? - spytałem się.
- Tak masełko. - pokiwała głową. Postawiłem patelnie na gazie. Vanessy nie ma, prawda? Jeszcze tą patelnie mi wyrwie... Na naczynie wrzuciłem kostkę masła, a Ryd wbiła 20 jajek. Nie wiem jak, ale pomieściły się one na patelni. Aż dziwne. Czasami myślę, że nie starczy składników jak na naszą 8-osobową grupkę. Posypałem wszystko solą i zacząłem mieszać widelcem.
- Rydel... coś się stało? - spytałem się blondynki. Od dawna chciałem ją zapytać. Nie zachowywała się jak zawsze, była inna. Taka mniej energiczna i bardziej rozsądna. Zawsze lubiła się posprzeczać, a teraz ucichła.
- Czemu tak sądzisz? - spytała pod denerwowana. Już wiem, ze coś jest źle.
- Denerwujesz się i nie jesteś taka jak zawsze. Zmieniłaś się. Ja chce, żeby powróciła moja mała siostrzyczka, moja mała Dells. Dells, która lubi sobie na kogoś pokrzyczeć. Tylko wtedy możesz być sobą i wtedy dopełniasz cząstkę szczęścia. Swojego szczęścia, ale też i innych. - powiedziałem kończąc śniadanie. Blondynka spojrzała na mnie. Pokiwała przecząco głowa.
- Nic się nie dzieje, miałam po prostu gorszy dzień. Twoja sis powraca. Masz racje... Zbuduj swoje własne szczęście. - popatrzyła na mnie z radością. Wybiegła z kuchni i dało się słyszeć jej krzyk. - Rodzino obiad! Rocky pantoflu ty też zejdź! - zaśmiałem się. Za pomocą czarów umieściłem jedzenie na talerzykach i przetransportowałem je do jadalni. Jeszcze troszkę po czarowałem, zrobiłem w ten sposób wielki talerz chlebka z masełkiem do jajecznicy. Wziąłem go do rąk oraz przyniosłem do pomieszczenia obok. Dell poleciała do kuchni. Postawiłem talerz na samym środku wielkiego stołu. Przed twarzą przelatywały mi szklanki z herbata... To zapewne sprawka Delly. Moja mała siostrzyczka, ach. Dwa lata nie robią różnicy i tak jest małą siostrzyczką. Po kilku sekundach na dole pojawili się członkowie naszej rodziny. Zasiadłem przy stole, za moim przykładem poszła reszta. Przywitaliśmy się, a z kuchni wyszła Rydel.
- Smacznego. - powiedziała i usiadła obok mnie, i Rocky'ego. Zajadaliśmy się posiłkiem oraz piliśmy herbatę rzucając co chwile jakaś zaczepkę. Raz o sposób jedzenia, drugi raz o picie herbaty, trzeci raz o wierceniu się na krześle. Jest dużo powodów naszych prze komarek. Rodzinnych sprzeczek, ale za to powodujących szczęście. Skończyłem jeść śniadanie. Popijając herbatę patrzyłem na resztę. Rocky siedział jakiś taki nieobecny nad pustym talerzem.
- Hej! Nie spij! - spojrzałem w lewo prosto na Rock'a. Ten jakby się obudził. Zaczął potrząsać głowa, spojrzał na mnie i zakłopotany wstał od stołu. Pobiegł w stronę salonu. Również wstałem od stołu i pobiegłem za bratem. Zastałem go na kanapie z twarzą ukryta w dłoniach.
- Rik... ja się boje. - powiedział i podniósł na mnie swój wzrok.
- Rocky czego? Wszystko jest dobrze. - usiadłem obok niego i objąłem go ramieniem.
- Nie. Nic nie jest dobrze. Rydel myśli o naszym bezpieczeństwie i o tym czy nic nam się nie stanie. Do tego wszystkiego... moja moc się chyba rozszerzyła. - powiedział cicho. Kiedy usłyszałem jego ostatnie zdanie popatrzyłem na niego żywym wzrokiem.
- Twoja moc się rozszerzyła?! Jak?! - spytałem się go.
- Normalnie, mogę wyświetlać obraz jaki ja widzę. Ale nie tak za pomocą, że jesteśmy w kółku i zamykamy oczy. Mogę odtwarzać tak jak projektor pokazuje obraz na ścianie. - wytłumaczył.
- Serio? - nadal nie dowierzałem. Rocky przekręcił oczami i zaczął czarować. Pojawił się jasno zielony kłembek dymu. Brunet rozłożył ręce jakby czekał na kogoś kto wpadnie mu w ramiona. To był moment kiedy pojawił się przede mną obraz co się dzieje w parku. Biegały tam dzieci oraz kłóciła się jakaś para o zdradę. Wiem to by było doskonale wszystko słychać. Również ja słyszałem ich myśli!
- Wiem. Mogę też urozmaicić wydajność dźwięku. Inaczej mówiąc mogę go rozszerzyć tak by inni słyszeli normalnie kto co myśli, tak jakby do Ciebie ktoś mówił. - kolejny raz brunet mi wyjaśnił o co w tym chodzi. Powoli zacząłem kiwać głową. Rock zaprzestał swojej czynności.
- Musimy powiedzieć reszcie. - powiedziałem w końcu wstając na równe nogi.
- Nie mów im, będą myśleć, ze żartuje. - zasmucił się Rocky. Uśmiechnąłem się do niego.
- To nasza rodzina. To, że się droczymy nie znaczy, że się nienawidzimy. Gdyby tak było już dawno Rydel wygoniła by nas pod most. - przedstawiłem jeden ze stu przypadków.
- Tak to prawda. - zaśmiał się.
- A skoro jesteśmy przy Delly. Rozmawiałem z nią rano. Mówiła, że jest wszystko dobrze, miała złe dni. Powiedziała tez, że wszystko wróci do normy i będzie taka jak dawniej. - tym razem trochę się zasmuciłem. Może mnie okłamała? Ale miałaby powody? Nie wiem. Może się dowiem niedługo o co chodzi i czy jest to coś poważnego.
- Troszkę mi lepiej. Dzięki, że jesteś. Nie dałbym sobie bez Ciebie rady. - zaśmiał się.
- Jestem tu w końcu najstarszy. - wypiąłem klatę do przodu, na co Rock się głośniej zaśmiał. Z uśmiechem udaliśmy się do rodziny. Wszyscy powinni już zjeść za ten czas. W jadalni zastaliśmy Laurę, która była położona na stole nieprzytomna. Pewnie ponownie zemdlała. Coś często jej się to zdarza. Może jest w ciąży? Ale z kim? Nie to jest głupi powód. To ze zdenerwowania, zakochania, pod denerwowania i tak dalej, z tego co pamiętam. Nie mam dobrej pamięci. No chyba, że wydarzy się coś bardzo ważnego lub będziecie ciekawego. Wtedy zapamiętam całe zdarzenie.
- Co się stało? - spytał Rocky.
- Laura zemdlała - powiedział Ryland jak gdyby nigdy nic.
- Przecież oni widzą! Zaczęliśmy rozmawiać o przeszłości. A Lau po prostu zemdlała w połowie tematu. - wytłumaczyła Rydel. Ross przyłożył brunetce dłoń do czoła.
- Pewnie przypomniała sobie o tym gościu. - powiedział niechętnie i bez entuzjazmu Ross. Zazdrosny? Jasne, jasne. Będzie się tego wyrzekał znając życie.
- Za dużo się denerwuje. To już jest niepokojące. - zamartwiła się Vanessa.
- Ale to jej żywioł. Nic na to nie poradzimy. Taka moc gwiezdna. - westchnął Ellington.
- Niestety. - mruknął Ryland. Laura przebudziła się 10 minut później z krzykiem: Nie oddam wam szafy! Musiała mieć ciekawe przeżycie. Tylko co ona by tam robiła? Sprzedawała meble? Kto wie...
*Vanessa*
Mam prawo się martwić. Lau mdleje tak często, że wydaje mi się, że jest poważnie chora. Ale wiem, że to z powodu tej gwiezdnej mocy. Będzie tak miała. Ona często jest zdenerwowana, więc wychodzi na jedno. Może mdleć aż dwa razy na dzień. Oby jednak tak nie było. W końcu gdy się obudziła z krzykiem, odetchnęłam z ulga. W sumie też trochę przestraszyłam się, bo tak nagle się obudziła i wyskoczyła na ziemie z tekstem o szafie. Trochę to nienormalne, ale po co być normalnym? Po to się urodziliśmy, żeby się bawić, wariować i być nienormalnymi, ale z lekkim umiarem. Przez ten ,,skok,, Laury, Ross oberwał w nos, a Ryland skacze na jednej nodze, bo Lau na niego stanęła, a Ratliff od jej krzyku upadł na tyłek. Ja razem z Riker'em i Rydel zaczęłam się śmiać, a Rocky tarzał się po podłodze. Laura spojrzała po wszystkich i zakryła usta dłonią.
- Nic wam nie jest?! - zwróciła się do trójki brunetów.
- Nie. - opowiedział Ryland z Ell'em. Rocky dalej się śmiał.
- Ja jestem przeciwnego zdania. - powiedział Ross, któremu z nosa leciała krew.
- Boże Ross! - krzyknęła i podbiegła do blondyna.
- A mi rodzina mówiła, że to ja jestem ta agresywna. - wzruszyłam ramionami.
- A mi ciągle mówi. - Rydel morderczym wzrokiem przejechała po swoich braciach.
- Rocky ogarnij się miałeś coś pokazać. - Riker palną brata w ramię. Rock westchnął i podniósł się z podłogi.
- Moc mi się rozszerzyła. - powiedział bezceremonialnie.
- Jak?! - krzyknął w szoku Ratliff.
- Takie same pytania jak Rik'a, eh. Zacytuję to co powiedziałem do Riker'a: Normalnie, mogę wyświetlać obraz jaki ja widzę. Ale nie tak za pomocą, ze jesteśmy w kółku i zamykamy oczy. Mogę odtwarzać tak jak projektor pokazuje obraz na ścianie. - wszyscy spojrzeli na bruneta jak na UFO.
- To dobrze, prawda? - spytałam. Lau znowu była blada. Tylko ze względu na krew, którą tamowała wacikiem Ross'owi, czy wieści o mocy?
- Nie mdlej. - powiedział szybko Ross potrząsając brunetką. Posłałam mu dziękujące spojrzenie.
- Pokażesz? - spytała z nadzieja Rydel. On pokiwał głową. W pomieszczeniu pojawiła się jasno zielona mgiełka. Rozszerzył dłonie jak do zbawienia, a nad nimi wyświetlił się obraz w parku przy mostku. Było tam pełno służb specjalnych. Dalej ta sprawa z chmurami nie ucichła. Zakończył swój pokaz i spojrzał na nas.
- To wspaniała wiadomość. - przytulił go Ryland.
- Nie jesteście zdziwieni? - spytał.
- A to niby dlaczego? - podeszłam bliżej do bruneta.
- No, że ja pierwszy mam te rozszerzenie...
- Przecież każdy z nas takie coś przejdzie. A jak ty już takie coś masz to raczej dobrze. Wiemy, że niedługo zacznie się też u nas rozszerzenie mocy. Cieszymy się, że jako pierwszy to przeszedłeś. - uśmiechnął się do niego Ross. Brunet odetchnął z ulga. Podszedł do blondyna, który go przytulił. Już dawno krew mu nie leciała. Do nich dołączyła reszta rodziny razem ze mną i Laurą. Przytuliliśmy go na pocieszenie. Po chwili się odkleiliśmy.
- Dobra, jest po... 14?! - krzyknęła Laura.
- Aaa... Sorka nie przestawiłam zegarka ściennego. - zakłopotała się Delly.
- Uff, czyli jest 13... - odetchnęła.
- No wiesz raczej nie. - powiedział Rik
- Ten zegarek jest ustawiony od pięciu lat, a przemierzył ładne pięć państw. - uśmiechnął się Rocky. Riker za to ściągnął zegarek i zaczął nastawiać.
- To która w takim razie jest? - spytałam.
- Jest 15... że wat?! - krzyknął Ellington.
- To nie możliwe. - Ross przetarł oczy.
- Zaczekajcie sprawdzę w telefonie. - zaśmiał się Ryland. Wyciągnął z kieszeni wspomniane urządzenie w bordowym etui. - Jest 11:34. Luz.
- Ustaw ten przeklęty zegarek na ta godzinę. - mruknęła Rydel do Riker'a. On nastawiony prawidłowo zegarek powiesił z powrotem na ścianie.
- Co będziemy robić? - spytałam ziewając.
- Co wy na to żeby zrobić seans filmowy? Będzie tak samo jak w kinie. - za proponował Ell.
- Takie uczczenie naszej przyjaźni. - dodał Rocky. Spojrzałam na twarze pozostałych, były uśmiechnięte i wesołe.
- Ja popieram. - Laura spojrzała na resztę.
- Ja też! - krzyknął Ross.
- Czyli wszyscy się zgadzamy? - spytał RyRy na co zgodnie pokiwaliśmy głowami.
- Tylko to gdzieś tak pod wieczór, najlepiej o godzinie 19... Czyli mamy 7 i pół godziny. - powiedział Riker i przeczesał grzywkę.
- Może pójdziemy na takie zakupy? Wiecie sklepy, ciuchy, jakieś dodatki. - Rydel zaczęła skakać i klaskać w dłonie jak małe dziecko.
- Tak! Ja biorę sobie za targarza Riker'a! - krzyknęłam.
- Dobra! Ja biorę Ratliff'a! - blondynka podbiegła do mnie i razem zaczęłyśmy skakać.
- Nie będę nic targać! - krzyknął Ryland i wybiegł z jadalni. Tak najlepiej!
- RyRy! Pomożesz mi i Ell'owi przygotować wszystko! - krzyknął za nim Rocky. Brunet wrócił.
- Zamieniam się w słuch. - usiadł na krześle.
- Przygotujesz salon i wybierzesz film, a my pojedziemy z nimi na słodycze i inne. - wyjaśnił odpowiednik Rock'a.
- To my jedziemy? - spytał Riker.
- Tak, ale będziesz nosił tez moje torby jak Ell pomaga swojej kopi. Czekamy w aucie! - krzyknęła blondynka i pociągnęła mnie w stronę auta.
- Czy ja się zgadzałem?! - usłyszałam jeszcze krzyk najstarszego blondyna. Dalej nic nie słyszałam, bo Ryd dosłownie mnie wepchnęła do auta. Czekałyśmy teraz na Riker'a, który nie chciał się pojawić. No i oczywiście jeszcze dwaj bruneci...
*Laura*
- A wy co będziecie robić? - spytał się mnie i Ross'a, Rocky.
- Ja sama nie wiem. - powiedziałam z prawda.
- Może pójdziemy się przejść, żeby w spokoju Ryland działał... - zamyślił się Ross.
- Musimy kupić dużo słodyczy... Ale nie będzie tak jak wtedy? - przerwał swoją zawzięta rozmowę z Riker'em, Ell.
- Nie, nic się nie stanie. - uspokoiłam go.
- Mam nadzieje. - mruknął Riker, spojrzałam na niego z przymrużonymi oczami, on podniósł ręce w geście poddania się.
- Jak coś Rock ich namierzy. - dziękuje Ci RyRy za poparcie!
- Właśnie nie bój żaby! - szturchnął Rocky, blondyna.
- Śmiem Ci przypomnieć, ze to ty byłeś Żabą. - zaśmiał się Riker.
- A ty Ślimakiem! - odgryzł mu się brunet i pokazał język.
- Nie zaczynajcie tema...
- RIKER DO SAMOCHODU, BO UŻYJE WALKA DO CIASTA! - zdanie Ratliff'a przerwał krzyk Delly.
- Lepiej idźcie, bo nie chce wam kupować nagrobka. - zaśmiał się Ryland.
- Dobra. Nie przeginajcie tylko! - krzyknęli w drzwiach. Po kilku sekundach było słychać pisk opon, auta Riker'a. Zaśmiałam się pod nosem. Ruszyłam w stronę mojego pokoju. Weszłam do środka i zaczęłam przeszukiwać czegoś w szafkach. Sama nie wiedziałam czego. Po prostu musiałam przeglądnąć zawartość swojego pokoju. Może czegoś w nim brakuje, a może jest za dużo. Może coś nawet znajdę, coś co szukałam dawno temu i się poddałam, bo znaleźć nie mogłam. Albo jakieś wspomnienia, album, cokolwiek. Otworzyłam szafę z ubraniami. Coś przykuło w niej moją uwagę. Spojrzałam w dół gdzie znajdowało się pudełeczko. Albo raczej to był karton. Wyciągnęłam go i położyłam na łóżko, a szafę zamknęłam. Był sklejony taśma. Trochę magii, a taśma sama znikła. Otworzyłam pudełko. Znajdowały się w nim dwa albumy i zeszyt. Zeszyt, który był moim pamiętnikiem, do czasu poznania przeze mnie prawdziwej strony Shan'a. Pamiętnik odłożyłam, a wzięłam do ręki pierwszy album. Były w nim zdjęcia z mojego i Van dzieciństwa. Były do wieku 10-14 lat. Otworzyłam kolejny album. Był zapełniony fotkami moimi, Van i rodziców. Szkoły czarów, wieku nastoletniego oraz mnie i tego debila. Czy mnie zranił czy nie, nie chce usuwać tych zdjęć. Chce mieć wspomnienia, a w przyszłości z nich zrobić tarcze i rzucać rzutkami. Odłożyłam album. Wzięłam do ręki zeszyt. Otworzyłam na ostatniej zapisanej stronie. Było tam opisane jak spędziłam moją ostatnia, choć nieprawdziwa randkę. Po moim policzku spłynęła łza. Poczułam jak ktoś się do mnie dosiada. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Ross'a z Ryland'em.
- Długo tu jesteście? - spytałam.
- Ja jestem od 5 minut, a Ross od początku. - powiedział brunet.
- Co się stało? - Ross objął mnie ramieniem.
- Opisana moja ostatnia randka... Ta nieprawdziwa randka. - powiedziałam cicho i podałam im mój zeszyt. Przeczytali każde słowo, które zapisałam.
- Czemu nie chciałaś by Cię całował? - spytał mnie blondyn.
- Chce mieć pewność, ze mój pierwszy pocałunek jak i ostatni będzie z tym jedynym. - odparłam.
- Laura... Nie możesz zadręczać się przez tego palanta. - powiedział Ryland oddając mi pamiętnik.
- Właśnie. Tylko marnujesz sobie życie myśląc o nim. - poparł go blondyn.
- Będziesz miała na swojej drodze jeszcze wielu facetów, a wśród nich będzie ten jedyny. - RyRy objął mnie z drugiej strony, tak ze siedziałam pośrodku chłopaków. Uśmiech sam z siebie zawitał na mojej twarzy, a krew napłynęła mi do policzków.
- Skończyłaś pisać na randce w kawiarni na deserach lodowych. Teraz odtworzymy to wspomnienia w lepszym świetle. - uśmiechnął się Ross i wstał z łóżka, a w jego ślad poszedł najmłodszy Lynch.
- Co masz na myśli? Co MACIE na myśli? - spytałam patrząc spod rzęs na braci.
- Pójdziesz z Ross'em. Pójdziesz do tej kawiarenki na ten sam deser, ale zamiast bezdusznego pajaca będzie twój najlepszy przyjaciel z uczuciami. - wyjaśnił Ryland. Pocałowałam go i blondasa w policzek. - Ja idę szykować salon. Jest już 13:23. Wy idźcie, ale macie wrócić przed 19. - pogroził nam palcem i wybiegł z prędkością światła
- Dobrze, dobrze... Ej! To ja tu jestem starszy! - Ross zmarszczył brwi i założył rękę na rękę.
- Dziękuje. Umiecie pocieszać. - zaśmiałam się. Blondyn podał mi do ręki mój a la notes i wyczarował długopis.
- Nie ma za co. A teraz pisz. Dzisiejsza data oraz jak Ci się zapowiada dzień z przystojnym Ross'em Shor'em Lynch'em. - podyktował.
- W nawiasie skromnym... - dopisałam.
- Może być. - zaśmiał się i pociągnął mnie do góry. Wynikiem jego wysiłku było to, że stałam na podłodze. - Bierz zeszyt i długopis. Zapakuj torebkę i idziemy! - zarządził. Pstryknęłam palcami, a na moim ramieniu pojawiła się skromna czarna torebka. Włożyłam do niej zeszyt i długopis, telefon, portfel, chusteczki i słuchawki. Czyli to co zwykle.
- Już! - krzyknęłam wesoła. Blondyn złapał mnie pod rękę, wyszliśmy z domu i udaliśmy się w stronę kawiarenki, której ostatnimi czasy unikałam jak ogień, wody. Choć to zły przykład, bo Riker i Ross się dobrze dogadują.
*Ryland*
Ross wyszedł z Laurą do tej kawiarenki. W sumie cieszę się, że znaleźli sobie zajęcie poza domem. Chodzi tutaj też o to, że Laura może poczuć się szczęśliwa. Ostatnia randka będzie teraz zamieniona na najlepszy dzień w jej życiu. A do pieczętuje to maraton filmowy, który mogę w spokoju dokończyć. W sumie będą to tylko dwa filmy. Na początek wybiorę komedie, żeby rozbawić towarzystwo. A na sam koniec weźmie się horror. ,Jeszcze pośrodku daj film animowany!, Okey Rocky, ale co? ,Nie wiem jest dużo do wyboru: ,,Jak wytresować smoka 2", ,,Alvin i wiewiórki 3", ,,Wielka Szóstka", ,,Ralph demolka", ,,Turbo"... Wybieraj., Dobra... To co powiesz na ,,Wielka Szóstka"? Nie dawno było w kinach, pobiorę z internetu i zgram na twój pendrive. Jeszcze tego nie oglądaliśmy. ,Ja i Ell się zgadzamy. Ale czemu z internetu, nie lepiej czarami?..., Lepiej, ale chce coś normalnie zrobić. ,Jak chcesz, ale pośrodku animowany film ma być!, Jak sobie pan Rocky życzy. Pobiegłem do swojego pokoju. Zabrałem z biurka laptopa i usiadłem z nim na łóżku. Poczekałem chwilkę, aż się załaduje. Zalogowałem się na swoje konto, wiecie zabezpieczenie przed rodzeństwem. Otworzyłem Safari i wpisałem w Google: torrenty. Kliknąłem w łącze do strony i zacząłem szukać filmu, o który prosił mnie Rock. Już miałem się poddać, kiedy znalazłem idealny film. Bardzo dobra jakość, w naszym języku, a do tego polecany przez wielu użytkowników. Zalogowałem się na swoje konto i kliknąłem ,Pobierz,. Odstawiłem laptopa na biurko i dałem w stan uśpienia. Niech się pobiera. Film powinien być za trzy godziny. Jak nie więcej. Zostawiłem laptopa w spokoju i udałem się do salonu. Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Muszę zrobić sobie listę co zrobić. Wyczarowałem papier i długopis, zacząłem pisać:
1. Posprzątać salon.
2. Zasłonić okna.
3. Rozłożyć kanapę.
4. Znieść masę poduch i kocy.
5. Przygotować miejsce na przekąski.
6. Pobrać film na USB.
7. Przygotować po kolei wszystkie filmy na USB.
8. Rozłożyć zakupione przekąski przez Rockliff'a.
9. Zgasić światło, usiąść wygodnie i cieszyć się seansem.
Z rozpisanym planem czynności, zabrałem się za punkt pierwszy...
***
Hi people!
Obiecałam w środę, ale dodam w czwartek xD. Dzisiaj też jest dzień.
Co tam u Was? Jak myślicie jak przebiegnie seans i co lepsze "randka" Raury? ;)
Zdradzę, że pisze aktualnie rozdział 25, a w 24 będzie kryminał! xD.
Dziękuje za wszystkie komentarze pod wcześniejszym rozdziałem. Naprawdę motywują :*.
Wiktorio nie bądź zazdrosna o swą piękną czerwoną sukienkę z trampkami :D. Mą drugą druhną jest Karolina :D. Jeśli się zgodzi xD. U was mam poród odbierać! U jednej i u drugiej! xD
Zostawiam Wam do oceniania. Kolejny rozdział w niedziele :D
Pozdrawiam,
Sashy
czwartek, 22 stycznia 2015
niedziela, 18 stycznia 2015
Rozdział 12 Jak dam Ci trzy setki na liczniku to się nie pozbierasz!
*Riker*
- Będzie guz jak nic. - mówiłem do siebie. Stałem przed lustrem w swojej łazience i przykładałem sobie zimny okład do czoła. Trzeba przyznać, że pomysł Vanessy był imponujący. Kiedyś go wykorzystam.
- Hej, można? - zapukał w drzwi od łazienki Ross i bezceremonialnie wszedł.
- Skoro już jesteś, to po co pytasz? - spytałem uśmiechając się do brata.
- Wypada zapytać. - wzruszył ramionami.
- Wypada też poczekać na odpowiedź. Co by było gdybym paradował nago? - popatrzyłem na Ross'a odkładając okład. Miał zniesmaczoną minę.
- Jedno jest pewne: będę miał koszmary i załamanie psychiczne. - powiedział, a po jego ciele przeszedł dreszcz.
- Ja musiałem Ciebie przewijać, wiec nie jesteś dla mnie tajemnicą, a załamania nie mam. - zaśmiałem się. Blondyn przerażony spojrzał na mnie, a później na siebie. Opatulił się nagle ramionami by zasłonić swoje ciało. Do tego zrobił minkę zbitego psiaka. Nie mogłem wytrzymać, z resztą Ross też. Wybuchnęliśmy razem śmiechem.
- Dobrze. Co chciałeś? E! Bez powodu nigdy nie przychodzisz! - szybko powiedziałem, gdy ten miał zamiar wzruszyć kolejny raz ramionami. Opanowałem już z lekka śmiech.
- No ja nic... - pisnął. Spojrzałem na niego z przymrużonymi oczami i założyłem rękę na rękę. - No dobra... Powiedziałem Lau o naszej tajnej mocy. - wydusił z siebie, a ja doznałem szoku. - Do tego powiedziałem, że ty pomożesz mi przekazać gen tej mocy i...
- Nie kończ! - krzyknąłem. - Co Ci strzeliło do głowy?! Wiesz dobrze, że tylko ja nauczyłem się tej mocy, a żeby cała rodzina zdała egzamin nauczyłem się ją przekazywać! Myślisz, że to takie łatwe? Ja to zrobiłem 5 lat temu! - wykrzyczałem z siebie emocje.
- Riker ja nie chciałem tylko...
- Masz długi jęzor.
- Nie! Po prostu Lau tak słodko wyglądała. Gadałem co popadnie. Mógłbym powiedzieć o drugiej tajnej mocy, ale nie zdążyłem, bo skapnęliśmy się, że mam na sobie tylko bokserki. - wytłumaczył mi. Odetchnąłem z ulgą.
- Dobra zrobię to dla Ciebie. - mruknąłem. Ross przytulił mnie, ja chcąc nie chcąc oddałem przytulas.
- Jeszcze dołączy do nas Vanessa, ona już wie. Czekamy u mnie w pokoju! - dodał szybko i zanim zdążyłem odpowiedzieć pozostał tylko zarys sylwetki brata. Oj Ross, co z Ciebie wyrośnie... Ogarnąłem się jeszcze trochę, że tak powiem na twarzy. Wyszedłem z pokoju czystości oraz sypialni i udałem się w kierunku drzwi od pokoju Ross'a. Otworzyłem drzwi, a w środku stała trójka składająca się z mojego brata i dwóch sióstr. Zamknąłem drzwi.
- Okey, od razu mówię. Ross piśniesz słówko o tym co się tu wydarzyło to Ci nogi z czterech liter powyrywam! - warknąłem w stronę blondyna. A potem dodałem już spokojniej. - Od razu będą dwie moce.
- Jak to dwie? - spytała Vanessa, a Laura nadepnęła jej na nogę.
- Jak nie chcesz to nie musisz tego robić. - unormowała młodsza Marano.
- Zrobię to. Jesteście częścią rodziny, a skoro reszta ma tą moc, wy też powinnyście. - odpowiedziałem. - Ross wiem jak lubisz paplać, więc powiedz co to za moce.
- Pierwsza moc to niewidzialność. Będziecie mogły przez nie określony czas być niewidzialne. Jeśli dwie na raz będziecie używa tej mocy będziecie siebie widzieć, ale reszta nie. Niewidzialni siebie widza. Druga moc to.. Jak się to nazywało... grawitacyjna przyczepność. Będziecie mogły normalnie chodzić po ścianach czy sufitach bez żadnej pomocy. - wesoły blondyn popatrzył na mnie. Przekręciłem oczami i machnąłem dwa razy ręka. Już po chwili normalnie chodziłem po ścianie i suficie. Miny dziewczyn - bezcenne.
- Będzie to bolało? - spytała Laura pocierając rękę.
- Nie bądź głupia, na pewno nic nie będzie bolało. - uspokoiła ja Ness.
- Ross gotowy? - wspomniany chłopak kiwnął głową. - Złapmy się za ręce. - powiedziałem każdy wykonał moje polecenie. Staliśmy w kółku. Wziąłem głęboki wdech. - myślcie o tych mocach. - powiedziałem. Zaczęliśmy się unosić. Mieszały się żółte, niebieskie, czerwone i fioletowe iskry. Wszystko wokół nas zaczęło wirować. Otulał nas wiatr. Zamknąłem oczy tak jak reszta. Skupiłem się tylko na mocach i o przekazaniu cząstki genu. Niewidzialność, grawitacja, niewidzialność, grawitacja. Czułem jak energia przepływa przez moje i Ross'a ręce do dziewczyn. Otworzyłem oczy. Biały pył przechodził ode mnie i brata do dziewczyn. Kiedy dotarł do złączenia dłoni sióstr Marano wszystko się przerwało. Z impetem upadliśmy na ziemie, pokój wrócił do normy, wiatr znikł tak samo jak barwy kolorów. Wszystko wyglądało normalnie.
- Au.. mój łeb. - syknęła Van. Pomogłem jej wstać z dywanu, tak samo jak Ross pomógł wstać Laurze.
- Nic wam nie jest? - spytał.
- Jak to Ness'y wspomniała: mój łeb.. - powtórzyła Laura.
- To normalne. Przejdzie. Nie używajcie tylko tej magii przez kolejne 24 godziny. Jeśli ja użyjecie mogą pojawić się komplikacje. Wiec to ważne. - powiedziałem, żeby je uspokoić na początku. Ale chyba... mi nie wyszło.
*Narrator*
Kiedy dwójka blondynów próbowała uspokoić dwie brunetki i wyjaśnić im, że śmierć to nie częsty objaw, reszta rodziny siedziała na dworze. Rydel podziwiała drzewo, którego wcześniej "nie było". Ryland kosił trawę, ale coś mu nie wychodziło, bo za każdym razem jak przejeżdżał maszyna po trawie, ona zostawała nie ruszona, nie tknięta. Wiec młody zawracał z kosiarka i ponownie przejeżdżał po tym samym skrawku trawy, z tym samym efektem. Rocky obserwował chmury i krzyczał co chwila jakiś kształt lub coś innego co mu przypomina biały obłok. Ell za to leżał na leżaku i próbował złapać wnerwiającą go muchę. No... może chciał ja zabić z zimna krwią. Tak, więc odpychał ją raz po raz swoją mocą.
- Elf! Muminek! - krzyknął Rocky pokazując na biała chmurkę.
- Co za cholerna mucha! Jak dam Ci trzy setki na liczniku to się nie pozbierasz! - krzyczał Ratliff na owada. Użył on czarów wiec wiedział co zwierzątko do niego mówi. Kiedy ono zrobiło "Bzzzz, Bzz" Ell'owi nerwy puściły. - No chyba ty jesteś spasiona! - kiedy on się kłócił. Ryland po raz kolejny wracał z kosiarką do miejsca, w którym nie mógł zacząć.
- My mamy tu drzewo... - powtarzała w kółko Rydel.
- No tak, a za naszym domem jest prywatny park tylko dla nas. - zaśmiał się Ellington.
- Nosz zaraz wezmę nożyczki! - wściekał się Ryland. Blondynka na chwilkę się oderwała od oglądania okazu przyrody i spojrzała na młodszego brata.
- RyRy... a może najpierw ją włącz? - uśmiechnęła się do bruneta, blondynka. Młody rozszerzył oczy.
- Tak, to się włącza. - odpowiedział automatycznie Rocky. - Motyl!
- Nie mucha! - Ratliff wiatrem odgonił owada, ale co z tego, jak to uparte i wraca. - Sama jesteś wiatropylna! Myślisz ze masz skrzydełka to sobie możesz na to pozwalać?! - wnerwił się kolejny raz. Blondynka postanowiła działać. odeszła do przyjaciela i pstryknęła palcami. W jednej sekundzie mucha znikła.
- To niemożliwe! To ja! - krzyknął Rocky patrząc na identyczna chmura jak jego twarz. Za ta sprawia tym razem stała Vanessa, która będąc przy drzwiach wyjściowych na taras bawiła się mocą. Jednocześnie sprawdzała Rock'a ze znajomości kształtów. Rydel nic nie podejrzewając przyłączyła się do Rocky'ego. Usiadła przy nim nad basenem i oglądała chmury. Ryland włączył tą nieszczęsną kosiarkę. Ucieszył się, że zaczęła działać. Z uśmiechem na ustach przebiegł przez cały ogród i park. Wszystko wyszło perfect, a w szczególności ten wredny skrawek trawy. Po 10 sekundach z mocą Ryland'a wszystko było pięknie skończone.
- Nareszcie... - odsapnął brunet i przyłączył się do rodzeństwa.
- Ech. Ja też popatrzę. - przyjaciel zlazł z leżaka i usiadł obok Rydel. Patrzył się tam gdzie reszta. W niebo. Wszystko szło według planu, planu Ross'a. Chciał on się zemścić za kawał Rydel. Wymyślił on, ze Van będzie czarować na chmurach rzeczy, a Lau te rzeczy będzie czarować, żeby myśleli, ze chmury przepowiadają to co się pokaże. Na sam koniec Van ma zrobić takie straszne chmurki, a Ross i Riker maja je wykonać. Laura ma dodać tylko dodatek. Kiedy Van wyczarowała chmurkę ptaka, Laura takiego samego ptaszka wyczarowała. Przeleciał on pod chmurką. Czwórka przed basenem wpatrywała się ze zdziwieniem na zjawisko.
- Czy mi się zdaje, czy to co było na niebie jest teraz w powietrzu? - spytał zdziwiony Ell.
- Wow. Zobaczymy dalej. - odpowiedział równie zdziwiony Ryland. Wypatrywali kolejnej chmury, tym razem była inna.
- To kot! - krzyknęła Rydel. Większym zdziwieniem dla niej było, że z drzewka, któremu się przypatrywała zszedł rudy kiciuś.
- Teraz widzę strusia! - odparł Ratliff. Laura ledwo po wstrzymywała się od śmiechu. Przed ich oczami z setką przebiegł struś. Vanessa postanowiła, że się zabawi.
- To striptizerki?! - zawył Rocky. Szokiem było to, że i one się pojawiły. Rydel z rozszerzonymi oczami lewa ręka zasłoniła oczy RyRy'emu, a prawa Ratliff'owi. Siedziała pośrodku nich.
- Ej! - oburzył się Ellington.
- Co ej?! Ryland jest za młody, a tobie nie pozwolę zniszczyć mózgu. Miedzy nami to Rocky może, bo już ma zryta psychikę.
- No dzięki siostra! - zwrócił się do Ryd, Rock.
- Nie ma za co. - powiedział Ryland nadal z ręka na oczach.
- Ty jesteś siostra? - zdziwił się Ell.
- Jaka siostra?! Brat! - oburzył się młody.
- Ja Ci ręką oczy zasłaniałam... Nie uszy. - załamana blondynka słusznie dłonie z oczu chłopaków. Van i Lau nie wydaniami ze śmiechu, ale musiały się maskować. Zaciekawieni blondyni spojrzeli w stronę gdzie Lauressa czarowała. Widząc co się tam wyrabia zaśmiali się cichutko.
- Macie jeszcze coś w zanadrzu? - spytał Ross.
- Bomba atomowa. - Lau zacierają niecne łapki.
- A coś mniej wybuchającego? - zgasił brunetkę Rik.
- Może striptizerzy? - podsunęła pomysł Vanessa ze zboczonym uśmiechem.
- NIE!!! - krzyknęli Ross i Riker.
- Znaczy... wolimy nie narażać naszej siostrzyczki i waszych ślicznych główek na te głupoty. - zrównał Riker.
- Doooobraaaaa... - przeciągnęła młoda Marano.
- Jest, chmurka w kształcie żelka. - powiedziała Van.
- Dobre! Celuj w Rocky'ego! - pod powiedział młodszy blondyn podchodząc do Lau. Po chwili spadły na bruneta żelki, a ten w niebo wzięty zaczął je zjadać.
- To już się robi niepokojące.. - mruknęła Rydel.
- Nam to pasuje! - krzyknęli bruneci. Dziewczyna westchnęła i popatrzyła w górę.
- O! Następna chmurka! I jaka dokładna! - zachwycał się RyRy.
- Czy to jest Ross? I śmierć? - pytał przerażony Rocky.
- Powiedzcie mi czy tylko ja widzę w śmierci z kosa twarz Riker'a? - spytał Ell.
- Nie tylko ty... - zdenerwowała się blondynka.
- Hej! Co robicie? - uśmiechnięty blondyn przeszedł obok rodzeństwa. Nagle z drzewa zleciała zjawa z bladą twarzą i w podartych czarnych szatach. Blondynka i bruneci zaczęli piszczeć. Śmierć wyjęła nóż i wbiła go w serce Ross'a. Lekko podniosła twarz, można było dostrzec ze spokojem, że to Riker tylko on był bardziej straszny. Pojawiła się krew. Przerażona czwórka zaczęła tak nachalnie wstawać, że wpadli do basenu.
- Teraz wasza kolej! - syknął potwór. Oni zaczęli piszczeć jeszcze głośniej, jeśli to było w ogóle możliwe. Riker zaczął się śmiać. Pstryknął palcami i był już w normalnych ciuchach, zza szklanych drzwi wyszły siostry Marano i dołączyły do blondyna.
- Czy was do reszty poje... Aaa! - Rydel ledwo wyszła z basenu, a znowu się tam znalazła.
- Czy Ross... - zapytał drżącym głosem Rocky.
- Rydel wyłaź z basenu, to była zemsta Ross'a, za ten kawał. - wytłumaczyła Vanessa.
- Ale czemu wam go nie zrobił? - spytał Ryland.
- Trzeba się go zapytać. - powiedział Rik i spojrzał na leżącego w czerwonej kałuży blondyna.
- A ta krew?.. I nóż? - Rocky był podtrzymywany przez Rydel.
- Krew jest sztuczna, a nóż to atrapa. - wyjaśniła Ness i podeszła do Ross'a. Miała zamiar wyciągnięcia atrapy z klatki blondyna, ale jak na złość się nie dało.
- Ej to już nie jest śmieszne! - warknął Ell.
- Ale ja.. Nie mogę tego wyciągnąć. - tłumaczyła się brunetka.
- Przecież go nie zabiłem. Laura wyczarowała krew. - Riker nerwowo przeczesał włosy.
- Ja nie czarowałam żadnej krwi. Myślałam, że to Van. - brunetka spojrzała na siostrę.
- Co wy tu sugerujecie? - rozszerzył oczy Ryland.
- Zabiłeś naszego brata?! - wrzasnęła blondynka.
- To było planowane! Znaczy nie było planowane! To nie ja! O Boże! - zaczął płakać Riker.
- Debilu! - Ratliff chciał się rzucić na blondyna.
- Spokojnie musi być jakieś wyjaśnienie. - zatrzymał go Rock.
- Ross obudź się! - trzęsła nim Lau. Przeżyją szok kiedy dowiedzą się prawdy. Najprawdziwszej prawdy z życia Ross'a.
*Ellington*
Zabije go! Ross był dla mnie jak brat! Brat, najlepszy przyjaciel i on z Rocky'm dawał mi najlepsze porady! Teraz go nie ma. A to wszystko przez blond barana! Łza wpłynęła mi z oka. Przytuliłem się do Rock'a. Tylko on mi został jak ktoś kto mnie rozumie, jest jeszcze Rydel, ale ja jej nawet teraz nie będę mógł pocieszyć. Nagle coś mnie olśniło.
- Rock sprawdź czy on myśli. - powiedziałem odklejając się od przyjaciela. On skupił się przez chwile zamykając oczy. Po sekundzie je otworzył.
- Ross ty naćpany pierniku jeden! Koniec tej szopki! - zaśmiał się. Czyli Ross żyje.
- I takie kawały będę wam robił, za wasze dowcipy. - Ross podniósł się z Ziemi. Wszyscy się na niego rzucili. Przytulili go wszyscy oprócz Laury, która z uśmiechem wpatrywała się w nas.
- A ty nie tulisz Ross'a? - spytał się jej Rik.
- Ona była w to zamieszana. Pomagała mi. - blondyn pstryknął palcami: usunął sztuczną krew i nóż ze swojego ciała.
- A tak w ogóle pomyślcie. Osoby magiczne są nieśmiertelne. - dodała Lau. Że też na to nie wpadłem!
- Jeszcze jeden taki myk i bym Riker'a zatłukł. - powiedziałem do winowajcy zamieszania.
- Słyszałem - zaśmiał się. - nie szykuj go na tamten świat, przy najmniej na razie...
- No dzięki! - prychnął Riker.
- Ross... ja Cię zabije! - krzyknęła Rydel i rzuciła się na blondyna. Ledwo co go uwolnili, a nadszedł kolejny przytulas.
- Macie ciekawe pomysły na zemsty normalnie. - powiedziałem.
- A dlaczego Laura brała udział w tej zemście, a jej nie wystraszyłeś? - spytał wyraźnie ciekawy Ryland.
- No ładnie to tak nas wykorzystywać, a później straszyć? - powiedziała Vanessa. Skierowała te słowa do swojej siostry i jej przyjaciela. Wzruszyli oni ramionami.
- Plany Twojej siostry z moimi wychodzą genialnie. A do tego wiem, że ona niechętnie brała udział w zemście Ryd. - wytłumaczył blondyn.
- Czyta mnie jak książkę. - zaśmiała się brunetka.
- To ja już wiem do czego miedzy wami dojdzie. - powiedziałem w tym samym czasie z Rockym. Przybiłem z nim piątkę. Wysuszyłem jeszcze siebie i resztę z wody. Poszliśmy do domu, a ponieważ było już grubo po 22 poszliśmy spać. Nie powiem co robiłem w łazience, bo to chyba jasne co się w łazience przed snem robi, a ja tego opisywać nie będę. Za szczegółowo to opisze i się do mnie zniechęcicie. Powiem w skrócie. Jak cywilizowany człowiek umyłem się, przebrałam w piżamę, zrobiłem jeść (jak każdy inny) oraz umyłem zęby. Odświeżony i najedzony wskoczyłem do łóżka. Liczyłem barany i zasypiałem.
***
Hi people!
Dzisiaj rozdział w terminie :D. Jak się Wam podoba?
Nie będę się rozpisywać. Dziękuję za wszystkie komentarze pod rozdziałem 11 :D. Również dla tych osób jest dedyk:
- Będzie guz jak nic. - mówiłem do siebie. Stałem przed lustrem w swojej łazience i przykładałem sobie zimny okład do czoła. Trzeba przyznać, że pomysł Vanessy był imponujący. Kiedyś go wykorzystam.
- Hej, można? - zapukał w drzwi od łazienki Ross i bezceremonialnie wszedł.
- Skoro już jesteś, to po co pytasz? - spytałem uśmiechając się do brata.
- Wypada zapytać. - wzruszył ramionami.
- Wypada też poczekać na odpowiedź. Co by było gdybym paradował nago? - popatrzyłem na Ross'a odkładając okład. Miał zniesmaczoną minę.
- Jedno jest pewne: będę miał koszmary i załamanie psychiczne. - powiedział, a po jego ciele przeszedł dreszcz.
- Ja musiałem Ciebie przewijać, wiec nie jesteś dla mnie tajemnicą, a załamania nie mam. - zaśmiałem się. Blondyn przerażony spojrzał na mnie, a później na siebie. Opatulił się nagle ramionami by zasłonić swoje ciało. Do tego zrobił minkę zbitego psiaka. Nie mogłem wytrzymać, z resztą Ross też. Wybuchnęliśmy razem śmiechem.
- Dobrze. Co chciałeś? E! Bez powodu nigdy nie przychodzisz! - szybko powiedziałem, gdy ten miał zamiar wzruszyć kolejny raz ramionami. Opanowałem już z lekka śmiech.
- No ja nic... - pisnął. Spojrzałem na niego z przymrużonymi oczami i założyłem rękę na rękę. - No dobra... Powiedziałem Lau o naszej tajnej mocy. - wydusił z siebie, a ja doznałem szoku. - Do tego powiedziałem, że ty pomożesz mi przekazać gen tej mocy i...
- Nie kończ! - krzyknąłem. - Co Ci strzeliło do głowy?! Wiesz dobrze, że tylko ja nauczyłem się tej mocy, a żeby cała rodzina zdała egzamin nauczyłem się ją przekazywać! Myślisz, że to takie łatwe? Ja to zrobiłem 5 lat temu! - wykrzyczałem z siebie emocje.
- Riker ja nie chciałem tylko...
- Masz długi jęzor.
- Nie! Po prostu Lau tak słodko wyglądała. Gadałem co popadnie. Mógłbym powiedzieć o drugiej tajnej mocy, ale nie zdążyłem, bo skapnęliśmy się, że mam na sobie tylko bokserki. - wytłumaczył mi. Odetchnąłem z ulgą.
- Dobra zrobię to dla Ciebie. - mruknąłem. Ross przytulił mnie, ja chcąc nie chcąc oddałem przytulas.
- Jeszcze dołączy do nas Vanessa, ona już wie. Czekamy u mnie w pokoju! - dodał szybko i zanim zdążyłem odpowiedzieć pozostał tylko zarys sylwetki brata. Oj Ross, co z Ciebie wyrośnie... Ogarnąłem się jeszcze trochę, że tak powiem na twarzy. Wyszedłem z pokoju czystości oraz sypialni i udałem się w kierunku drzwi od pokoju Ross'a. Otworzyłem drzwi, a w środku stała trójka składająca się z mojego brata i dwóch sióstr. Zamknąłem drzwi.
- Okey, od razu mówię. Ross piśniesz słówko o tym co się tu wydarzyło to Ci nogi z czterech liter powyrywam! - warknąłem w stronę blondyna. A potem dodałem już spokojniej. - Od razu będą dwie moce.
- Jak to dwie? - spytała Vanessa, a Laura nadepnęła jej na nogę.
- Jak nie chcesz to nie musisz tego robić. - unormowała młodsza Marano.
- Zrobię to. Jesteście częścią rodziny, a skoro reszta ma tą moc, wy też powinnyście. - odpowiedziałem. - Ross wiem jak lubisz paplać, więc powiedz co to za moce.
- Pierwsza moc to niewidzialność. Będziecie mogły przez nie określony czas być niewidzialne. Jeśli dwie na raz będziecie używa tej mocy będziecie siebie widzieć, ale reszta nie. Niewidzialni siebie widza. Druga moc to.. Jak się to nazywało... grawitacyjna przyczepność. Będziecie mogły normalnie chodzić po ścianach czy sufitach bez żadnej pomocy. - wesoły blondyn popatrzył na mnie. Przekręciłem oczami i machnąłem dwa razy ręka. Już po chwili normalnie chodziłem po ścianie i suficie. Miny dziewczyn - bezcenne.
- Będzie to bolało? - spytała Laura pocierając rękę.
- Nie bądź głupia, na pewno nic nie będzie bolało. - uspokoiła ja Ness.
- Ross gotowy? - wspomniany chłopak kiwnął głową. - Złapmy się za ręce. - powiedziałem każdy wykonał moje polecenie. Staliśmy w kółku. Wziąłem głęboki wdech. - myślcie o tych mocach. - powiedziałem. Zaczęliśmy się unosić. Mieszały się żółte, niebieskie, czerwone i fioletowe iskry. Wszystko wokół nas zaczęło wirować. Otulał nas wiatr. Zamknąłem oczy tak jak reszta. Skupiłem się tylko na mocach i o przekazaniu cząstki genu. Niewidzialność, grawitacja, niewidzialność, grawitacja. Czułem jak energia przepływa przez moje i Ross'a ręce do dziewczyn. Otworzyłem oczy. Biały pył przechodził ode mnie i brata do dziewczyn. Kiedy dotarł do złączenia dłoni sióstr Marano wszystko się przerwało. Z impetem upadliśmy na ziemie, pokój wrócił do normy, wiatr znikł tak samo jak barwy kolorów. Wszystko wyglądało normalnie.
- Au.. mój łeb. - syknęła Van. Pomogłem jej wstać z dywanu, tak samo jak Ross pomógł wstać Laurze.
- Nic wam nie jest? - spytał.
- Jak to Ness'y wspomniała: mój łeb.. - powtórzyła Laura.
- To normalne. Przejdzie. Nie używajcie tylko tej magii przez kolejne 24 godziny. Jeśli ja użyjecie mogą pojawić się komplikacje. Wiec to ważne. - powiedziałem, żeby je uspokoić na początku. Ale chyba... mi nie wyszło.
*Narrator*
Kiedy dwójka blondynów próbowała uspokoić dwie brunetki i wyjaśnić im, że śmierć to nie częsty objaw, reszta rodziny siedziała na dworze. Rydel podziwiała drzewo, którego wcześniej "nie było". Ryland kosił trawę, ale coś mu nie wychodziło, bo za każdym razem jak przejeżdżał maszyna po trawie, ona zostawała nie ruszona, nie tknięta. Wiec młody zawracał z kosiarka i ponownie przejeżdżał po tym samym skrawku trawy, z tym samym efektem. Rocky obserwował chmury i krzyczał co chwila jakiś kształt lub coś innego co mu przypomina biały obłok. Ell za to leżał na leżaku i próbował złapać wnerwiającą go muchę. No... może chciał ja zabić z zimna krwią. Tak, więc odpychał ją raz po raz swoją mocą.
- Elf! Muminek! - krzyknął Rocky pokazując na biała chmurkę.
- Co za cholerna mucha! Jak dam Ci trzy setki na liczniku to się nie pozbierasz! - krzyczał Ratliff na owada. Użył on czarów wiec wiedział co zwierzątko do niego mówi. Kiedy ono zrobiło "Bzzzz, Bzz" Ell'owi nerwy puściły. - No chyba ty jesteś spasiona! - kiedy on się kłócił. Ryland po raz kolejny wracał z kosiarką do miejsca, w którym nie mógł zacząć.
- My mamy tu drzewo... - powtarzała w kółko Rydel.
- No tak, a za naszym domem jest prywatny park tylko dla nas. - zaśmiał się Ellington.
- Nosz zaraz wezmę nożyczki! - wściekał się Ryland. Blondynka na chwilkę się oderwała od oglądania okazu przyrody i spojrzała na młodszego brata.
- RyRy... a może najpierw ją włącz? - uśmiechnęła się do bruneta, blondynka. Młody rozszerzył oczy.
- Tak, to się włącza. - odpowiedział automatycznie Rocky. - Motyl!
- Nie mucha! - Ratliff wiatrem odgonił owada, ale co z tego, jak to uparte i wraca. - Sama jesteś wiatropylna! Myślisz ze masz skrzydełka to sobie możesz na to pozwalać?! - wnerwił się kolejny raz. Blondynka postanowiła działać. odeszła do przyjaciela i pstryknęła palcami. W jednej sekundzie mucha znikła.
- To niemożliwe! To ja! - krzyknął Rocky patrząc na identyczna chmura jak jego twarz. Za ta sprawia tym razem stała Vanessa, która będąc przy drzwiach wyjściowych na taras bawiła się mocą. Jednocześnie sprawdzała Rock'a ze znajomości kształtów. Rydel nic nie podejrzewając przyłączyła się do Rocky'ego. Usiadła przy nim nad basenem i oglądała chmury. Ryland włączył tą nieszczęsną kosiarkę. Ucieszył się, że zaczęła działać. Z uśmiechem na ustach przebiegł przez cały ogród i park. Wszystko wyszło perfect, a w szczególności ten wredny skrawek trawy. Po 10 sekundach z mocą Ryland'a wszystko było pięknie skończone.
- Nareszcie... - odsapnął brunet i przyłączył się do rodzeństwa.
- Ech. Ja też popatrzę. - przyjaciel zlazł z leżaka i usiadł obok Rydel. Patrzył się tam gdzie reszta. W niebo. Wszystko szło według planu, planu Ross'a. Chciał on się zemścić za kawał Rydel. Wymyślił on, ze Van będzie czarować na chmurach rzeczy, a Lau te rzeczy będzie czarować, żeby myśleli, ze chmury przepowiadają to co się pokaże. Na sam koniec Van ma zrobić takie straszne chmurki, a Ross i Riker maja je wykonać. Laura ma dodać tylko dodatek. Kiedy Van wyczarowała chmurkę ptaka, Laura takiego samego ptaszka wyczarowała. Przeleciał on pod chmurką. Czwórka przed basenem wpatrywała się ze zdziwieniem na zjawisko.
- Czy mi się zdaje, czy to co było na niebie jest teraz w powietrzu? - spytał zdziwiony Ell.
- Wow. Zobaczymy dalej. - odpowiedział równie zdziwiony Ryland. Wypatrywali kolejnej chmury, tym razem była inna.
- To kot! - krzyknęła Rydel. Większym zdziwieniem dla niej było, że z drzewka, któremu się przypatrywała zszedł rudy kiciuś.
- Teraz widzę strusia! - odparł Ratliff. Laura ledwo po wstrzymywała się od śmiechu. Przed ich oczami z setką przebiegł struś. Vanessa postanowiła, że się zabawi.
- To striptizerki?! - zawył Rocky. Szokiem było to, że i one się pojawiły. Rydel z rozszerzonymi oczami lewa ręka zasłoniła oczy RyRy'emu, a prawa Ratliff'owi. Siedziała pośrodku nich.
- Ej! - oburzył się Ellington.
- Co ej?! Ryland jest za młody, a tobie nie pozwolę zniszczyć mózgu. Miedzy nami to Rocky może, bo już ma zryta psychikę.
- No dzięki siostra! - zwrócił się do Ryd, Rock.
- Nie ma za co. - powiedział Ryland nadal z ręka na oczach.
- Ty jesteś siostra? - zdziwił się Ell.
- Jaka siostra?! Brat! - oburzył się młody.
- Ja Ci ręką oczy zasłaniałam... Nie uszy. - załamana blondynka słusznie dłonie z oczu chłopaków. Van i Lau nie wydaniami ze śmiechu, ale musiały się maskować. Zaciekawieni blondyni spojrzeli w stronę gdzie Lauressa czarowała. Widząc co się tam wyrabia zaśmiali się cichutko.
- Macie jeszcze coś w zanadrzu? - spytał Ross.
- Bomba atomowa. - Lau zacierają niecne łapki.
- A coś mniej wybuchającego? - zgasił brunetkę Rik.
- Może striptizerzy? - podsunęła pomysł Vanessa ze zboczonym uśmiechem.
- NIE!!! - krzyknęli Ross i Riker.
- Znaczy... wolimy nie narażać naszej siostrzyczki i waszych ślicznych główek na te głupoty. - zrównał Riker.
- Doooobraaaaa... - przeciągnęła młoda Marano.
- Jest, chmurka w kształcie żelka. - powiedziała Van.
- Dobre! Celuj w Rocky'ego! - pod powiedział młodszy blondyn podchodząc do Lau. Po chwili spadły na bruneta żelki, a ten w niebo wzięty zaczął je zjadać.
- To już się robi niepokojące.. - mruknęła Rydel.
- Nam to pasuje! - krzyknęli bruneci. Dziewczyna westchnęła i popatrzyła w górę.
- O! Następna chmurka! I jaka dokładna! - zachwycał się RyRy.
- Czy to jest Ross? I śmierć? - pytał przerażony Rocky.
- Powiedzcie mi czy tylko ja widzę w śmierci z kosa twarz Riker'a? - spytał Ell.
- Nie tylko ty... - zdenerwowała się blondynka.
- Hej! Co robicie? - uśmiechnięty blondyn przeszedł obok rodzeństwa. Nagle z drzewa zleciała zjawa z bladą twarzą i w podartych czarnych szatach. Blondynka i bruneci zaczęli piszczeć. Śmierć wyjęła nóż i wbiła go w serce Ross'a. Lekko podniosła twarz, można było dostrzec ze spokojem, że to Riker tylko on był bardziej straszny. Pojawiła się krew. Przerażona czwórka zaczęła tak nachalnie wstawać, że wpadli do basenu.
- Teraz wasza kolej! - syknął potwór. Oni zaczęli piszczeć jeszcze głośniej, jeśli to było w ogóle możliwe. Riker zaczął się śmiać. Pstryknął palcami i był już w normalnych ciuchach, zza szklanych drzwi wyszły siostry Marano i dołączyły do blondyna.
- Czy was do reszty poje... Aaa! - Rydel ledwo wyszła z basenu, a znowu się tam znalazła.
- Czy Ross... - zapytał drżącym głosem Rocky.
- Rydel wyłaź z basenu, to była zemsta Ross'a, za ten kawał. - wytłumaczyła Vanessa.
- Ale czemu wam go nie zrobił? - spytał Ryland.
- Trzeba się go zapytać. - powiedział Rik i spojrzał na leżącego w czerwonej kałuży blondyna.
- A ta krew?.. I nóż? - Rocky był podtrzymywany przez Rydel.
- Krew jest sztuczna, a nóż to atrapa. - wyjaśniła Ness i podeszła do Ross'a. Miała zamiar wyciągnięcia atrapy z klatki blondyna, ale jak na złość się nie dało.
- Ej to już nie jest śmieszne! - warknął Ell.
- Ale ja.. Nie mogę tego wyciągnąć. - tłumaczyła się brunetka.
- Przecież go nie zabiłem. Laura wyczarowała krew. - Riker nerwowo przeczesał włosy.
- Ja nie czarowałam żadnej krwi. Myślałam, że to Van. - brunetka spojrzała na siostrę.
- Co wy tu sugerujecie? - rozszerzył oczy Ryland.
- Zabiłeś naszego brata?! - wrzasnęła blondynka.
- To było planowane! Znaczy nie było planowane! To nie ja! O Boże! - zaczął płakać Riker.
- Debilu! - Ratliff chciał się rzucić na blondyna.
- Spokojnie musi być jakieś wyjaśnienie. - zatrzymał go Rock.
- Ross obudź się! - trzęsła nim Lau. Przeżyją szok kiedy dowiedzą się prawdy. Najprawdziwszej prawdy z życia Ross'a.
*Ellington*
Zabije go! Ross był dla mnie jak brat! Brat, najlepszy przyjaciel i on z Rocky'm dawał mi najlepsze porady! Teraz go nie ma. A to wszystko przez blond barana! Łza wpłynęła mi z oka. Przytuliłem się do Rock'a. Tylko on mi został jak ktoś kto mnie rozumie, jest jeszcze Rydel, ale ja jej nawet teraz nie będę mógł pocieszyć. Nagle coś mnie olśniło.
- Rock sprawdź czy on myśli. - powiedziałem odklejając się od przyjaciela. On skupił się przez chwile zamykając oczy. Po sekundzie je otworzył.
- Ross ty naćpany pierniku jeden! Koniec tej szopki! - zaśmiał się. Czyli Ross żyje.
- I takie kawały będę wam robił, za wasze dowcipy. - Ross podniósł się z Ziemi. Wszyscy się na niego rzucili. Przytulili go wszyscy oprócz Laury, która z uśmiechem wpatrywała się w nas.
- A ty nie tulisz Ross'a? - spytał się jej Rik.
- Ona była w to zamieszana. Pomagała mi. - blondyn pstryknął palcami: usunął sztuczną krew i nóż ze swojego ciała.
- A tak w ogóle pomyślcie. Osoby magiczne są nieśmiertelne. - dodała Lau. Że też na to nie wpadłem!
- Jeszcze jeden taki myk i bym Riker'a zatłukł. - powiedziałem do winowajcy zamieszania.
- Słyszałem - zaśmiał się. - nie szykuj go na tamten świat, przy najmniej na razie...
- No dzięki! - prychnął Riker.
- Ross... ja Cię zabije! - krzyknęła Rydel i rzuciła się na blondyna. Ledwo co go uwolnili, a nadszedł kolejny przytulas.
- Macie ciekawe pomysły na zemsty normalnie. - powiedziałem.
- A dlaczego Laura brała udział w tej zemście, a jej nie wystraszyłeś? - spytał wyraźnie ciekawy Ryland.
- No ładnie to tak nas wykorzystywać, a później straszyć? - powiedziała Vanessa. Skierowała te słowa do swojej siostry i jej przyjaciela. Wzruszyli oni ramionami.
- Plany Twojej siostry z moimi wychodzą genialnie. A do tego wiem, że ona niechętnie brała udział w zemście Ryd. - wytłumaczył blondyn.
- Czyta mnie jak książkę. - zaśmiała się brunetka.
- To ja już wiem do czego miedzy wami dojdzie. - powiedziałem w tym samym czasie z Rockym. Przybiłem z nim piątkę. Wysuszyłem jeszcze siebie i resztę z wody. Poszliśmy do domu, a ponieważ było już grubo po 22 poszliśmy spać. Nie powiem co robiłem w łazience, bo to chyba jasne co się w łazience przed snem robi, a ja tego opisywać nie będę. Za szczegółowo to opisze i się do mnie zniechęcicie. Powiem w skrócie. Jak cywilizowany człowiek umyłem się, przebrałam w piżamę, zrobiłem jeść (jak każdy inny) oraz umyłem zęby. Odświeżony i najedzony wskoczyłem do łóżka. Liczyłem barany i zasypiałem.
***
Hi people!
Dzisiaj rozdział w terminie :D. Jak się Wam podoba?
Nie będę się rozpisywać. Dziękuję za wszystkie komentarze pod rozdziałem 11 :D. Również dla tych osób jest dedyk:
Karcia Lynch
Karolina Marano
Wiktoria Martin
Dziękuje Wam kochane :*. Moje dwie druhne nie zawodzą xD Poprawka: dwie druhne łamane na zboczeńce :*
Także, dziękuję i zapraszam do czytania, jak i do ankiety (nowej). Jeszcze nie wiem czego ona miała dotyczyć, ale cii...
Miłego dnia :* !
Pozdrawiam,
Sashy ♫
PS/ KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ.
Jeśli będzie więcej niż 5 komentarzy rozdział w środę :D
poniedziałek, 12 stycznia 2015
Rozdział 11 To my mamy tu drzewo?!
*Rydel*
Została mi jeszcze nasza piwnica rekreacyjna. Tam zawsze mieliśmy takie narady rodzinne. Gadaliśmy, śmialiśmy się i odłączali od Świata. Tam znajdują się też nasze instrumenty z dzieciństwa. Podążyłam w kierunku schodów, ale tym razem do zejścia w dół. Szybkim krokiem otworzyłam drzwi piwnicy. Nie myliłam się. W pomieszczeniu było moje rodzeństwo.
- Ładnie to tak o siostrze jedynej zapominać?! - zapytałam lekko oburzona, ale z uśmiechem.
- Przepraszamy. Nie zauważyliśmy, że Cię nie ma. - usprawiedliwił się i resztę Rocky.
- No dzięki, wiesz... - burknęłam.
- Przecież wiesz, że nie o to mu chodziło. Był pod ekscytowany, bo chcieliśmy pokazać dziewczyną ten pokój. - powiedział Ross. Mój plan może wypalić.
- Chodźmy już spać. Jest późno. - powiedziała Van.
- Dokładnie po 23. - oznajmiła Laura.
- W takim razie jutro tutaj przyjdziemy. - zdecydował Riker. Coraz lepiej!
- No to lulu! Dobranoc! - krzyknął Ellington, który był już na schodach.
- Nie przewróć się! - odkrzyknął mu Ryland, ale już słyszeliśmy huk. Dość głośny.
- Spadł ze schodów. - zaśmiał się Rock. Reszta mu zawtórowała. Spokojnie weszliśmy po schodach i rozdzieliliśmy się do swoich pokoi. Umyłam się jak cywilizowany człowiek oraz przebrałam w piżamę. Wskoczyłam do łóżka. Z pod poduszki wyjęłam kartkę. Przeczytałam ją jeszcze raz. Kalkulowałam każde słowo. Jednak zmęczenie wygrało. Jestem za bardzo senna. Ukryłam kartkę tam gdzie była, czyli pod poduszkę. Położyłam się na boku. Moje myśli się rozwiały, a ja odpływałam w krainę snu.
*Laura*
Obudziłam się brutalnie zbudzona przez... właśnie przez kogo? Nikogo nie widzę.
- Kimkolwiek jesteś możesz pożegnać się z życiem, nawet tym magicznym nieśmiertelnym! - krzyknęłam zła. Mogłam mieć kolejny proroczy sen, ale nie! Musiał mnie duszek zbudzić!
- Miła jesteś... - mruknął Ross! On jest niewidzialny?! Dobrze, że mogę go znów zobaczyć.
- Ross! Jak ty.. eee. Co? Jak? - z pytająca miną próbowałam przemówić do przyjaciela.
- Wiesz ja z rodzeństwem zawsze tak mogłem. To nie nowość. - powiedział spokojnie. - Można tę moc przekazać. Trzeba odbyć tylko taki mały rytuał. Ja dostałem tą moc od Riker'a. - dodał.
- Przekazałbyś mi cząstkę mocy z Twojej rodziny? - spytałam będąc w szoku. On pokiwał twierdząco głowa z uśmiechem.
- Lepiej. Nawet wciągnę w to Riker'a. On ma pełna moc, bo jest najstarszy. Z chęcią nam pomoże i... Wciągniemy w to Vanesse. Riker będzie miał ten zaszczyt. - zaśmiał się Ross.
- Zrobił byś to dla mnie i Van? - cały czas byłam w szoku. On jakby wiedząc, że nic nie zdoła mi wyjaśnić ani wytłumaczyć przysunął się do mnie i przytulił. W jego ramionach czułam się bezpieczna. Ale coś mi nie pasowało. Delikatnie i bardzo niechętnie odsunęłam się od niego. I co wiedzę? Nie ma koszulki! Tylko bokserki i nieśmiertelnik.
- Aaa! Ross! Gdzie zgubiłeś garderobę?! - krzyknęłam oszołomiona. Blondyn spojrzał w dół i jakby zakłopotany... Na 100% był zakłopotany. Pamiętam jak mówił, że gdy jest zakłopotany miętoli nieśmiertelnik i oblizuje wargi. To właśnie robił. I trzeba dodać, ze strasznie się rumienił.
- To.. Ja ten tego.. No. Zejdź na dół. Rydel woła na śniadanie. - powiedział speszony. Tym razem jąkał się i pocił. Czasami cieszę się z tamtego wieczora. Wybiegł z mojego pokoju szybciej niż ja wyskoczyłam z łóżka. Może wypił energetyki i dopiero teraz zaczynają działać? Wszystko jest możliwe. Za pomocą mocy szybko się przebrałam w białą sukienkę z żółtym paskiem w pasie.
Do tego ma nogach miałam wygodne czarne kozaki. Kozaki nie były wysokie, ledwo dosięgały poza kostki, a po bokach miały cekiny w kształcie gwiazdek (wyobraźcie sobie xD - aut.). Włosy spięłam w koka. Makijaż zastępował mi błyszczyk i tusz do rzęs. Nie potrzebne mi były dodatki. Gotowa zeszłam na dół do całej rodzinki, która była w komplecie. Zasiadłam na wolnym miejscu koło Rylanda i zaczęłam jeść. Wcześniej rzuciłam krótkie ,Cześć, z odwzajemnieniem. Na śniadanie były tosty. Rozpływały się one w ustach. Takie śniadanie na słodko. Nie żartuje, na talerzu były: 2 tosty, a na nich bita śmietana z polewą truskawkową, do okoła owoce Borówki i malin. Wszystko łączyły owoce truskawki będące z wiórkami czekolady na tostach. Po prostu ślinka cienkie na widok takiego śniadanka, a smakuje jeszcze lepiej! Ryd się postarała. ,Dziękuje!, Rydel?! Ty też czytasz w myślach?! ,Nie czytam, że czytam. Mam takie przeniki. Nie mogę na przykład u rodziny tej biologicznej szperać, a u osoby trzeciej zdarza się to raz na kilka dni., Wow. Aaa Ell? ,Mu nie mogę czytać., A to niby czemu? ,Skomplikowane., Aha. Patrzyłam na resztę tej całej zgrai. Oni są niesamowicie porąbani. Tak porąbani jak drewno w kominku. Prosto, krzywo a jednocześnie stabilnie. Trzy w jednym. Taka mieszanka wybuchowa. Tykająca bomba gotowa wybuchnąć w każdej chwili, nawet tej najmniej spodziewanej. Nawet nie wiesz kiedy, a jej czas się skończy. Tak samo jest z tą rodzina. Nigdy nie wiadomo co palną, jak długo będziemy się z tego śmiać i wspominać, aż do końca. A gdy to się skończy jest niezręczna cisza, którą znając życie Rocky pobudzi kolejnym głupim wybrykiem. I w ten oto sposób bomba tyka, tyka, ale nie wybucha. Nie ma mocy. Nie wiem jeszcze co jej tą moc daje, ale może wkrótce się dowiem. Spojrzałam na pozostałych. Wszyscy skończyli spożywać i o czymś zaciekle dyskutowali. Postanowiłam się przyłączyć.
- Ale ja nie wiem o co Ci chodzi. - powiedział Riker jak myślę do Rydel.
- A co w tym dziwnego? - spytała się oburzona blondynka.
- Na przykład to, ze od kilku miesięcy nie chciałeś tam postawić nawet małego paluszka, a tu taka zmiana. - zastanowił się Ross.
- Może zmieniłem zdanie. - kłóciła się dalej.
- Nadal nie chce mi się w to wierzyć, że chcesz iść do sali muzycznej. - dumał RyRy
- Możemy tam pójść, posiedzieć... - za proponował Ellington.
- A ja bym proponowała wznowić zespół. - podałam swój przykład. Spojrzeli na mnie z rozszerzonymi oczami.
- Albo jak nie chcecie wznawiać R5, które w nawiasie mówiąc mówiliście, że nie istnieje, a było inaczej. - Van spojrzała na Lynchów spod byka, a oni się zarumienili (Ell też). - To chociaż sobie przypomnijcie jak to jest grać z rodziną. Jak to jest. Słyszałam, ze piosenki macie napisane, tylko melodie wymyślić. - Ness spojrzała porozumiewawczo na Riker'a. Czyli to on jej powiedział o zespole i piosenkach i tym wszystkim.
- W sumie dobry pomysł. - przytaknął Ross.
- Ktoś mnie w końcu popiera! - wesoła blondyna po schodach zeszła na dół do piwnicy, czyli sali muzycznej. Zachichotałam lekko z jej zapału. Gromadą zeszliśmy na dół do ,,piwnicy,, by pograć. Albo raczej zeszliśmy by wznowić R5, które wcześniej istniało, a my (ja i Van) próbowaliśmy wymyślić nazwę i akurat trafiliśmy idealnie. Za to Lynchowie idealnie potrafili udawać, że nic takiego nie istnieje. Ciekawe jakie jeszcze niespodzianki nas spotkają.
- Co jako pierwsze zagramy? Na przypomnienie. - spytał Rocky.
- Może... Pass Me By? - zapytał się Riker. Blondynka energicznie poniesie głowa. Jest trochę dziwna. Ale może mi się zdaje?
*Rocky*
Zagrałem ostatnie akordy piosenki One Last Dance. Zaśpiewaliśmy chyba z 10 piosenek. W sumie nawet fajnie było tak sobie poprzypominać i pograć razem z rodziną. Tego mi brakowało. W naszych żyłach płynie muzyka. No i krew rzecz jasna, ale chodzi głównie o muzykę. Jak ja się za tym steskniłem. Będę dziękować Rydel na kolanach za ten dzień.
- Ja jestem osobiście zmęczona. - powiedziała Vanessa. Ona i jej siostra tańczyły do każdej naszej piosenki. Czasami tak śmiesznie tańczyły, że ledwo powstrzymywałem śmiech.
- Trzeba było nie chasać po całym pokoju. - wypomniał jej Ross. - Skakałaś jak gazela.
- A ja? - oburzyła się Lau.
- A ty jak jelonek. - zaśmiał się Ryland.
- Super jelenia ze mnie zrobili. - założyła rękę na rękę.
- Może być, pasujesz. - usmiechnąłem się do niej.
- Tak jak do Ciebie żaba? - spojrzał na mnie Riker. Moja wesoła mina zmieniła się na niezadowolona.
- Riker... a Ślimaka pamiętasz? - wbijał w niego przenikliwy wzrok Ellington. Dzięki brachu!
- Dobra koniec tematu. - zarządziła Rydel.
- Fajnie było tak pograć.. Wróciły wspomnienia. - powiedziałem siadając na kanapie, która była na przeciw sceny.
- Tak, to był świetny pomysł. - przyznał Riker i się do mnie dosiadł. Rydel rozszerzyła swoje usta w szoku.
- Teraz super, a się ze mną kłócił! Ja nie ogarniam... - załamała się.
- Dobra, ale jest okey? - zaciekawiła się Laura. Przytaknąłem jej głową.
- Może napiszecie coś nowego? Hmm? Rik? - Vanessa szturchnęła blondyna.
- Ja nie umiem pisać! Ross zawsze pisze najwięcej! - bronił się.
- Nie wymigasz się. - burknął Ell. - Nawet radzę Ci się nie wymigiwać, bo pożałujesz jej gniewu. - No tak... do dziś pamiętam nasze biegi przez przeszkody po domu. Aż ciarki przechodzą.
- W sumie nowa piosenka Wam nie zaszkodzi. Może nawet poprawi to waszą samoocenę? - podchwycił temat Ryland.
- Tak! To dobry trop! Każdy napisze po jednej piosence. Co wy na to? - spytała Ness.
- Mi tam pasuje. - powiedział z uśmiechem Ross. Cały zespół mu przytaknął.
- RyRy, Van i Lau też maja napisać. - oddał złośliwy uśmiech Vaness'ie najstarszy blondyn.
- Ja pisać nie umiem! - krzyknęła Laura.
- Nie uda Ci się młoda. - chwyciła ją za ramię brunetka. Te siostrzane porachunki. Heh, ja tak mam z Ell'em. No i z reszta rodziny też. Nie ma wyjątku. Wszyscy lubimy się "sprawdzać" i chyba na tej bazie się urodziliśmy. Kłócimy się, a po jakimś czasie godzimy. Czasami jest to chwilowe i łagodne, a czasami trudne i trwa przez dłuższy czas. Nie chciałbym mieć nikogo na sumieniu, a tym bardziej sprzeczki z bliskimi. To nie w moim stylu. Wole być przyjazny. Wole rozśmieszać do końca życia moje rodzeństwo. Mam przecież 20 lat, a zachowuje się gorzej niż RyRy w wieku 10 lat. Taka jest moja natura. Lubię uszczęśliwiać ludzi, nawet jeśli muszę to robić przez moja głupotę. I to bardzo często. Sam się uśmiecham, gdy widzę na ich twarzach uśmiech. A jak powiem coś sensownego uwielbiam ich zszokowane i zdziwione miny. Moja rodzina jest po prostu genialna. Nawet mimo, że mamy jakieś małe odpały to się wspieramy. Ja wspieramy ich, a oni mnie i tak na odwrót. Cały czas jesteśmy blisko siebie. Nie potrafimy się rozstać i wszystko robimy razem. Kiedyś nam powiedziano ,,Razem możecie wszystko, tylko musicie się podzielić z kimś radością,,. Nie pamiętam kto to do nas powiedział. Ale wiem, że to było jeszcze w świecie magii.
Ehh. I jeszcze to rozwinięcie magii. Nie wiem jak u mnie bardziej może się magia rozwinąć, a do tego co mogę jeszcze dostać od losu. Dodatkowa moc plus ulepszenie swojej mocy równa się niewiadoma do potęgi. Popatrzyłem po wesołych twarzach zgromadzonych. Wszyscy byli tacy happy. Aż serce się raduje widząc ich szczęśliwych. Z uśmiechem powędrowałem do kuchni. Zostawiłem ich samych. Jednak długo nie byłem w samotności.
*Ryland*
Widziałem jak Rocky poszedł na piętro. Odłączyłem się od rozmowy i pobiegłem za nim. Zastałem go w kuchni. Patrzył w okno i jadł Gruszkę. ,Wiem, że to ty., Dobry jesteś... ,Taka ma natura., Podeszłem do brata. Oparłem się o parapet i podziwiałem widok na zewnątrz. Słoneczny dzień, bezchmurny z lekkim wiatrem. Temperatura taka jak zwykle. 36-38'C. W Los Angeles zawsze tak jest.
- Zauważyłeś jakaś zmianę? - spytałem po chwili Rock'a.
- O co dokładniej chodzi? - spytał odwracając się w moją stronę.
- Wszyscy są jacyś tacy weselsi i bardziej żywi. Odkąd pojawiły się siostry Marano jest w nas więcej życia. - powiedziałem spuszczając wzrok z bruneta. On objął mnie po bratersku.
- Zauważyłem. Szczególnie u tych dwóch blondasów. - zaśmiał się szczerze. Zawtórowałem mu.
- U nich szczególnie. - wzdychnąłem. Rocky spojrzał na mnie z poważna mina.
- O co chodzi? Jesteś jakiś zaniepokojony. - stwierdził. Nadaje się na detektywa.
- Martwię się o Delly. Od kilku dni nie zachowuje się normalnie. Jest jakaś inna. Taka zestresowana, zamyślona i cały czas chce coś organizować. - powiedziałem to co leżało mi na sercu.
- Też to zauważyłem. Z jej myśli nic nie wynika. Pewnie z pewnością nie myśli o tym, bo wie, że ja mogę coś podejrzewać i czytać w myślach. Niepokoi mnie jej zachowanie. Fakt. Ale nic na siłę, z czasem sama nam powie o co chodzi. - wytłumaczył. Ma racje.
- Tak. Tylko, żeby nie było za późno. - mruknąłem.
- Oby braciszku, oby. - puścił mnie z żelaznego uścisku. Wziął ostatni gryz i wyrzucił ogonek od owocu. - Może dziać się coś złego. - dodał.
- Ale nie myślisz, że to dotyczy nas wszystkich? - spytałem pod denerwowany.
- Nie da się wykluczyć Rylandz'ie. Ona nam ufa, więc w końcu nam powie. Możliwe też, że ma okres. - pod koniec zacząłem się śmiać, a brunet razem ze mną. Kocham go. Mieć takiego brata to skarb, tak samo jak rodzeństwo... Po rozmowie z Rockym udałem się do salonu. W sumie byli już tam wszyscy. No oprócz Rocky'ego. Dosiadłem się do nich i słuchałem o czym tak zaciekle dyskutują.
- Ale to twoja wina! - krzyknela Van.
- Nie prawda! - oburzył się Riker.
- Może skończycie? - odparł wyraźnie znudzony Ross.
- A ty z Laura byś mógł się tak kłócić w nie skończoność. - odgryzł mu się Ell i spowrotem patrzył na kłócących się ludzi.
- Zamknijcie się! Znaczy.. Bądźcie cicho to ciekawe. - powiedziała Rydel. Nigdy nie rezygnowała ze swojego ulubionego zdania ,Zamknij się!, coś jest na rzeczy. A ja się dowiem co. Wyczarowała miskę popcornu i razem z Ratliff'em zaczęła się nim zajadać.
- O co poszło? - byłem nie w temacie.
- Twój brat złapał moja siostrę za tyłek, a jako, że miał gorąca dłoń od ognia, którym się bawił, Ness podskoczyła i walnęła się głową w sufit. Została dziura, ale spokojnie zajęłam się tym. - powiedziała w skrócie Laura. Aha...
- Ja się zaraz odwdzięcze mu moim żywiołem! - krzyknęła brunetka.
- A niby jak chcesz mu zaszkodzić chmurkami? - Doszedł do nas Rocky i z cwanym uśmiechem przypatrywał się reakcji Ness.
- Nic nie wiesz o mojej siostrze. - wzdychnęła Lau.
- A o co dokładniej chodzi z tym, że nic nie wie? - zaciekawił się Ross.
- Mały harmonogram. Moc chmur równa się moc zarządzania pogoda równa się wszystkie możliwe rodzaje opadów i rozładowań elektrycznych. - powiedziała Rydel. Młodsza brunetka przytaknęła jej głową.
- I co ona niby mu zrobi? - zaśmiał się Ell.
- Wątpię, że coś zrobi.. Bo na mnie leci! - uśmiechnął się szeroko Riker. W jednej chwili pojawiła się nad nim czarna chmura, z której wystrzelił w blondyna fioletowy solidny piorun. Włosy stanęły mu dęba. Wyglądał jak Ross. Nawet ten młodszy rozszerzył usta i patrzył jakby był w odbiciu tylko troszkę wyższy. Naprawdę komicznie to wyglądało. Riker z poważna mina podchodził do Vanessy, a ona zaczęła się cofać z każdym jego krokiem.
- O nie! Nie, nie, nie, nie, nie! NIE! - Vanka biegiem po pędziła na ogród przez taras. Nie chcąc stracić żadnego wydarzenie pobiegłem za nimi. Stanąłem przed drzwiami tarasowymi i oglądałem jak ganiają się po wielkim ogrodzie. Cała rodzina Lynch i Marano stanęła za mną i oglądała to wydarzenie. Dziewczyna uciekała raz w jedna to w druga stronę. Chłopak biegał za nią krok w krok. Nawet po tych samych śladach. Dosłownie trafiał w lekkie odbicie jej trampków w trawie. Na serio oni są dla siebie stworzeni. Jedno i drugie jest takie samo. Trzeba ich sfatać. Zamieszam w to Rydel, ona mi pomoże. Na pewno, ona lubi mieszać się w takie sprawy. Robi to z dystansem, ale też ze skutkiem pozytywnym. Nic dodać nic ująć. Ta kobieta załatwiłaby mi dziewczynę w 30 minut. W takich sprawach sercowych jest zawsze pierwsza, a nawet szybsza odemnie. Nagle Marano zaczęła biec w stronę drzewa. Biegła prosto na drzewo, a blondyn za nią. Musieli mieć jakaś stówę na liczniku. Na prawdę. Motorek w tyłku chyba mają. Kiedy Vanessa była już dosłownie przed samym pniem wielkiego dębu odskoczyła w bok. Stało się to tak szybko, tak nagle, że Riker nie zdołał wychamować i trafił głowa prosto w drzewo. Zatoczył się do tyłu i na finał upadł na tyłek. Położył się na trawie i zaczął syczeć. Czołowe zderzenie z dębem nie jest fajne. I wątpię żeby kiedy kolwiek fajne było. To raczej ból. Ale działa na zemstę, jak w tym przypadku. Wyszło idealnie.
- Uuuuu... - zabuczeli Ross, Ellington i Rocky. Przybili sobie piątki. Ze śmiechem Podeszłem do Rydel i ją szturchnąłem. Blondynka z rozdziawiona buzia patrzyła na parę goniących się, albo na drzewo. Po moim szturchnięciu, jakby się obudziła.
- To my mamy tu drzewo?! - krzyknęła zdziwiona i zaskoczona zarazem. Serio Delly? Serio?! Pokiwałem głową, a blondynka złapała się za czuprynę. - Ile mnie ominęło? Ja jestem aż taka zacofana?! - chodziła w kółko. Ehh. Szkoda słów. Bez komentarza.
- Jezu żyjesz?! - krzyknęła Vanessa i podbiegła do leżącego Riker'a. On pociągnął ją, tak, że wylądowała na jego brzuchu. Przetoczyli się kilka razy i wpadli do basenu. Teraz to jak w taniej komedii romantycznej.
- Wszystko jest dobrze. - mruknął do jej ucha, ale i tak ja to usłyszałem.
- Ej! Zakochańcy wylazić z wody. - zaśmiał się Ross.
- Cicho! Idź do Laury! - odkrzyknęła mu dwójka w wodzie. On z uniesiona głowa podszedł do młodej Marano i ja objął.
- Już! I co dalej? - spytał ironicznie.
- Dalej będzie ciemność jak nie przestaniesz na mnie się opierać. - powiedziała mu Laura. Przestraszony blondyn zabrał szybko rękę z jej ramion. Hah. Dobrze Lauś! W końcu wyleźli z wody.
- Nareszcie. Ile można? - pytał się Ellington.
- Oni mogą długo siedzieć w wodzie, ale na pewno nie tak długo jak Ross. - odpowiedziała mu Rydel.
- Tak jasne. Nawet go nie prowokuj, bo sam zacznie się zakładać. - upomniałem szybko siostrę. Tak, tak nasz blondynek lubi być hazardzistą.
- Ojć tam. Wyliże się. - spojrzeliśmy na Rocky'ego nic nie czając. - A nie rozmawiamy o Rik'u? - pacnąłem się w głowę. Boże jak czasem powie coś mądrego to tylko jak jest sam na sam z kimś, a w grupie mu odwala...
***
Hi people!
Przepraszam, że wczoraj nie dodałam rodziału! Ale WOŚP, nauka i 5 stron angielskiego to nie zbyt dobrana para... Więc przepraszam. Jeśli chodzi o zwiastun specjalnie nie dodawałam ;) Chciałam pod trzymać Was w napięciu xD.
Dziękuje za głosowanie w ankiecie.
Piszcie jak się Wam podoba rozdział. Tylko szczerze!
Fragment z drzewem jest z życia wzięty xD. Pani od Fizyki sama nam je opowiedziała :D. Kocham ta panią <3.
Nie rospisując się za dużo... Dziękuje ;)
Została mi jeszcze nasza piwnica rekreacyjna. Tam zawsze mieliśmy takie narady rodzinne. Gadaliśmy, śmialiśmy się i odłączali od Świata. Tam znajdują się też nasze instrumenty z dzieciństwa. Podążyłam w kierunku schodów, ale tym razem do zejścia w dół. Szybkim krokiem otworzyłam drzwi piwnicy. Nie myliłam się. W pomieszczeniu było moje rodzeństwo.
- Ładnie to tak o siostrze jedynej zapominać?! - zapytałam lekko oburzona, ale z uśmiechem.
- Przepraszamy. Nie zauważyliśmy, że Cię nie ma. - usprawiedliwił się i resztę Rocky.
- No dzięki, wiesz... - burknęłam.
- Przecież wiesz, że nie o to mu chodziło. Był pod ekscytowany, bo chcieliśmy pokazać dziewczyną ten pokój. - powiedział Ross. Mój plan może wypalić.
- Chodźmy już spać. Jest późno. - powiedziała Van.
- Dokładnie po 23. - oznajmiła Laura.
- W takim razie jutro tutaj przyjdziemy. - zdecydował Riker. Coraz lepiej!
- No to lulu! Dobranoc! - krzyknął Ellington, który był już na schodach.
- Nie przewróć się! - odkrzyknął mu Ryland, ale już słyszeliśmy huk. Dość głośny.
- Spadł ze schodów. - zaśmiał się Rock. Reszta mu zawtórowała. Spokojnie weszliśmy po schodach i rozdzieliliśmy się do swoich pokoi. Umyłam się jak cywilizowany człowiek oraz przebrałam w piżamę. Wskoczyłam do łóżka. Z pod poduszki wyjęłam kartkę. Przeczytałam ją jeszcze raz. Kalkulowałam każde słowo. Jednak zmęczenie wygrało. Jestem za bardzo senna. Ukryłam kartkę tam gdzie była, czyli pod poduszkę. Położyłam się na boku. Moje myśli się rozwiały, a ja odpływałam w krainę snu.
*Laura*
Obudziłam się brutalnie zbudzona przez... właśnie przez kogo? Nikogo nie widzę.
- Kimkolwiek jesteś możesz pożegnać się z życiem, nawet tym magicznym nieśmiertelnym! - krzyknęłam zła. Mogłam mieć kolejny proroczy sen, ale nie! Musiał mnie duszek zbudzić!
- Miła jesteś... - mruknął Ross! On jest niewidzialny?! Dobrze, że mogę go znów zobaczyć.
- Ross! Jak ty.. eee. Co? Jak? - z pytająca miną próbowałam przemówić do przyjaciela.
- Wiesz ja z rodzeństwem zawsze tak mogłem. To nie nowość. - powiedział spokojnie. - Można tę moc przekazać. Trzeba odbyć tylko taki mały rytuał. Ja dostałem tą moc od Riker'a. - dodał.
- Przekazałbyś mi cząstkę mocy z Twojej rodziny? - spytałam będąc w szoku. On pokiwał twierdząco głowa z uśmiechem.
- Lepiej. Nawet wciągnę w to Riker'a. On ma pełna moc, bo jest najstarszy. Z chęcią nam pomoże i... Wciągniemy w to Vanesse. Riker będzie miał ten zaszczyt. - zaśmiał się Ross.
- Zrobił byś to dla mnie i Van? - cały czas byłam w szoku. On jakby wiedząc, że nic nie zdoła mi wyjaśnić ani wytłumaczyć przysunął się do mnie i przytulił. W jego ramionach czułam się bezpieczna. Ale coś mi nie pasowało. Delikatnie i bardzo niechętnie odsunęłam się od niego. I co wiedzę? Nie ma koszulki! Tylko bokserki i nieśmiertelnik.
- Aaa! Ross! Gdzie zgubiłeś garderobę?! - krzyknęłam oszołomiona. Blondyn spojrzał w dół i jakby zakłopotany... Na 100% był zakłopotany. Pamiętam jak mówił, że gdy jest zakłopotany miętoli nieśmiertelnik i oblizuje wargi. To właśnie robił. I trzeba dodać, ze strasznie się rumienił.
- To.. Ja ten tego.. No. Zejdź na dół. Rydel woła na śniadanie. - powiedział speszony. Tym razem jąkał się i pocił. Czasami cieszę się z tamtego wieczora. Wybiegł z mojego pokoju szybciej niż ja wyskoczyłam z łóżka. Może wypił energetyki i dopiero teraz zaczynają działać? Wszystko jest możliwe. Za pomocą mocy szybko się przebrałam w białą sukienkę z żółtym paskiem w pasie.
- Ale ja nie wiem o co Ci chodzi. - powiedział Riker jak myślę do Rydel.
- A co w tym dziwnego? - spytała się oburzona blondynka.
- Na przykład to, ze od kilku miesięcy nie chciałeś tam postawić nawet małego paluszka, a tu taka zmiana. - zastanowił się Ross.
- Może zmieniłem zdanie. - kłóciła się dalej.
- Nadal nie chce mi się w to wierzyć, że chcesz iść do sali muzycznej. - dumał RyRy
- Możemy tam pójść, posiedzieć... - za proponował Ellington.
- A ja bym proponowała wznowić zespół. - podałam swój przykład. Spojrzeli na mnie z rozszerzonymi oczami.
- Albo jak nie chcecie wznawiać R5, które w nawiasie mówiąc mówiliście, że nie istnieje, a było inaczej. - Van spojrzała na Lynchów spod byka, a oni się zarumienili (Ell też). - To chociaż sobie przypomnijcie jak to jest grać z rodziną. Jak to jest. Słyszałam, ze piosenki macie napisane, tylko melodie wymyślić. - Ness spojrzała porozumiewawczo na Riker'a. Czyli to on jej powiedział o zespole i piosenkach i tym wszystkim.
- W sumie dobry pomysł. - przytaknął Ross.
- Ktoś mnie w końcu popiera! - wesoła blondyna po schodach zeszła na dół do piwnicy, czyli sali muzycznej. Zachichotałam lekko z jej zapału. Gromadą zeszliśmy na dół do ,,piwnicy,, by pograć. Albo raczej zeszliśmy by wznowić R5, które wcześniej istniało, a my (ja i Van) próbowaliśmy wymyślić nazwę i akurat trafiliśmy idealnie. Za to Lynchowie idealnie potrafili udawać, że nic takiego nie istnieje. Ciekawe jakie jeszcze niespodzianki nas spotkają.
- Co jako pierwsze zagramy? Na przypomnienie. - spytał Rocky.
- Może... Pass Me By? - zapytał się Riker. Blondynka energicznie poniesie głowa. Jest trochę dziwna. Ale może mi się zdaje?
*Rocky*
Zagrałem ostatnie akordy piosenki One Last Dance. Zaśpiewaliśmy chyba z 10 piosenek. W sumie nawet fajnie było tak sobie poprzypominać i pograć razem z rodziną. Tego mi brakowało. W naszych żyłach płynie muzyka. No i krew rzecz jasna, ale chodzi głównie o muzykę. Jak ja się za tym steskniłem. Będę dziękować Rydel na kolanach za ten dzień.
- Ja jestem osobiście zmęczona. - powiedziała Vanessa. Ona i jej siostra tańczyły do każdej naszej piosenki. Czasami tak śmiesznie tańczyły, że ledwo powstrzymywałem śmiech.
- Trzeba było nie chasać po całym pokoju. - wypomniał jej Ross. - Skakałaś jak gazela.
- A ja? - oburzyła się Lau.
- A ty jak jelonek. - zaśmiał się Ryland.
- Super jelenia ze mnie zrobili. - założyła rękę na rękę.
- Może być, pasujesz. - usmiechnąłem się do niej.
- Tak jak do Ciebie żaba? - spojrzał na mnie Riker. Moja wesoła mina zmieniła się na niezadowolona.
- Riker... a Ślimaka pamiętasz? - wbijał w niego przenikliwy wzrok Ellington. Dzięki brachu!
- Dobra koniec tematu. - zarządziła Rydel.
- Fajnie było tak pograć.. Wróciły wspomnienia. - powiedziałem siadając na kanapie, która była na przeciw sceny.
- Tak, to był świetny pomysł. - przyznał Riker i się do mnie dosiadł. Rydel rozszerzyła swoje usta w szoku.
- Teraz super, a się ze mną kłócił! Ja nie ogarniam... - załamała się.
- Dobra, ale jest okey? - zaciekawiła się Laura. Przytaknąłem jej głową.
- Może napiszecie coś nowego? Hmm? Rik? - Vanessa szturchnęła blondyna.
- Ja nie umiem pisać! Ross zawsze pisze najwięcej! - bronił się.
- Nie wymigasz się. - burknął Ell. - Nawet radzę Ci się nie wymigiwać, bo pożałujesz jej gniewu. - No tak... do dziś pamiętam nasze biegi przez przeszkody po domu. Aż ciarki przechodzą.
- W sumie nowa piosenka Wam nie zaszkodzi. Może nawet poprawi to waszą samoocenę? - podchwycił temat Ryland.
- Tak! To dobry trop! Każdy napisze po jednej piosence. Co wy na to? - spytała Ness.
- Mi tam pasuje. - powiedział z uśmiechem Ross. Cały zespół mu przytaknął.
- RyRy, Van i Lau też maja napisać. - oddał złośliwy uśmiech Vaness'ie najstarszy blondyn.
- Ja pisać nie umiem! - krzyknęła Laura.
- Nie uda Ci się młoda. - chwyciła ją za ramię brunetka. Te siostrzane porachunki. Heh, ja tak mam z Ell'em. No i z reszta rodziny też. Nie ma wyjątku. Wszyscy lubimy się "sprawdzać" i chyba na tej bazie się urodziliśmy. Kłócimy się, a po jakimś czasie godzimy. Czasami jest to chwilowe i łagodne, a czasami trudne i trwa przez dłuższy czas. Nie chciałbym mieć nikogo na sumieniu, a tym bardziej sprzeczki z bliskimi. To nie w moim stylu. Wole być przyjazny. Wole rozśmieszać do końca życia moje rodzeństwo. Mam przecież 20 lat, a zachowuje się gorzej niż RyRy w wieku 10 lat. Taka jest moja natura. Lubię uszczęśliwiać ludzi, nawet jeśli muszę to robić przez moja głupotę. I to bardzo często. Sam się uśmiecham, gdy widzę na ich twarzach uśmiech. A jak powiem coś sensownego uwielbiam ich zszokowane i zdziwione miny. Moja rodzina jest po prostu genialna. Nawet mimo, że mamy jakieś małe odpały to się wspieramy. Ja wspieramy ich, a oni mnie i tak na odwrót. Cały czas jesteśmy blisko siebie. Nie potrafimy się rozstać i wszystko robimy razem. Kiedyś nam powiedziano ,,Razem możecie wszystko, tylko musicie się podzielić z kimś radością,,. Nie pamiętam kto to do nas powiedział. Ale wiem, że to było jeszcze w świecie magii.
Ehh. I jeszcze to rozwinięcie magii. Nie wiem jak u mnie bardziej może się magia rozwinąć, a do tego co mogę jeszcze dostać od losu. Dodatkowa moc plus ulepszenie swojej mocy równa się niewiadoma do potęgi. Popatrzyłem po wesołych twarzach zgromadzonych. Wszyscy byli tacy happy. Aż serce się raduje widząc ich szczęśliwych. Z uśmiechem powędrowałem do kuchni. Zostawiłem ich samych. Jednak długo nie byłem w samotności.
*Ryland*
Widziałem jak Rocky poszedł na piętro. Odłączyłem się od rozmowy i pobiegłem za nim. Zastałem go w kuchni. Patrzył w okno i jadł Gruszkę. ,Wiem, że to ty., Dobry jesteś... ,Taka ma natura., Podeszłem do brata. Oparłem się o parapet i podziwiałem widok na zewnątrz. Słoneczny dzień, bezchmurny z lekkim wiatrem. Temperatura taka jak zwykle. 36-38'C. W Los Angeles zawsze tak jest.
- Zauważyłeś jakaś zmianę? - spytałem po chwili Rock'a.
- O co dokładniej chodzi? - spytał odwracając się w moją stronę.
- Wszyscy są jacyś tacy weselsi i bardziej żywi. Odkąd pojawiły się siostry Marano jest w nas więcej życia. - powiedziałem spuszczając wzrok z bruneta. On objął mnie po bratersku.
- Zauważyłem. Szczególnie u tych dwóch blondasów. - zaśmiał się szczerze. Zawtórowałem mu.
- U nich szczególnie. - wzdychnąłem. Rocky spojrzał na mnie z poważna mina.
- O co chodzi? Jesteś jakiś zaniepokojony. - stwierdził. Nadaje się na detektywa.
- Martwię się o Delly. Od kilku dni nie zachowuje się normalnie. Jest jakaś inna. Taka zestresowana, zamyślona i cały czas chce coś organizować. - powiedziałem to co leżało mi na sercu.
- Też to zauważyłem. Z jej myśli nic nie wynika. Pewnie z pewnością nie myśli o tym, bo wie, że ja mogę coś podejrzewać i czytać w myślach. Niepokoi mnie jej zachowanie. Fakt. Ale nic na siłę, z czasem sama nam powie o co chodzi. - wytłumaczył. Ma racje.
- Tak. Tylko, żeby nie było za późno. - mruknąłem.
- Oby braciszku, oby. - puścił mnie z żelaznego uścisku. Wziął ostatni gryz i wyrzucił ogonek od owocu. - Może dziać się coś złego. - dodał.
- Ale nie myślisz, że to dotyczy nas wszystkich? - spytałem pod denerwowany.
- Nie da się wykluczyć Rylandz'ie. Ona nam ufa, więc w końcu nam powie. Możliwe też, że ma okres. - pod koniec zacząłem się śmiać, a brunet razem ze mną. Kocham go. Mieć takiego brata to skarb, tak samo jak rodzeństwo... Po rozmowie z Rockym udałem się do salonu. W sumie byli już tam wszyscy. No oprócz Rocky'ego. Dosiadłem się do nich i słuchałem o czym tak zaciekle dyskutują.
- Ale to twoja wina! - krzyknela Van.
- Nie prawda! - oburzył się Riker.
- Może skończycie? - odparł wyraźnie znudzony Ross.
- A ty z Laura byś mógł się tak kłócić w nie skończoność. - odgryzł mu się Ell i spowrotem patrzył na kłócących się ludzi.
- Zamknijcie się! Znaczy.. Bądźcie cicho to ciekawe. - powiedziała Rydel. Nigdy nie rezygnowała ze swojego ulubionego zdania ,Zamknij się!, coś jest na rzeczy. A ja się dowiem co. Wyczarowała miskę popcornu i razem z Ratliff'em zaczęła się nim zajadać.
- O co poszło? - byłem nie w temacie.
- Twój brat złapał moja siostrę za tyłek, a jako, że miał gorąca dłoń od ognia, którym się bawił, Ness podskoczyła i walnęła się głową w sufit. Została dziura, ale spokojnie zajęłam się tym. - powiedziała w skrócie Laura. Aha...
- Ja się zaraz odwdzięcze mu moim żywiołem! - krzyknęła brunetka.
- A niby jak chcesz mu zaszkodzić chmurkami? - Doszedł do nas Rocky i z cwanym uśmiechem przypatrywał się reakcji Ness.
- Nic nie wiesz o mojej siostrze. - wzdychnęła Lau.
- A o co dokładniej chodzi z tym, że nic nie wie? - zaciekawił się Ross.
- Mały harmonogram. Moc chmur równa się moc zarządzania pogoda równa się wszystkie możliwe rodzaje opadów i rozładowań elektrycznych. - powiedziała Rydel. Młodsza brunetka przytaknęła jej głową.
- I co ona niby mu zrobi? - zaśmiał się Ell.
- Wątpię, że coś zrobi.. Bo na mnie leci! - uśmiechnął się szeroko Riker. W jednej chwili pojawiła się nad nim czarna chmura, z której wystrzelił w blondyna fioletowy solidny piorun. Włosy stanęły mu dęba. Wyglądał jak Ross. Nawet ten młodszy rozszerzył usta i patrzył jakby był w odbiciu tylko troszkę wyższy. Naprawdę komicznie to wyglądało. Riker z poważna mina podchodził do Vanessy, a ona zaczęła się cofać z każdym jego krokiem.
- O nie! Nie, nie, nie, nie, nie! NIE! - Vanka biegiem po pędziła na ogród przez taras. Nie chcąc stracić żadnego wydarzenie pobiegłem za nimi. Stanąłem przed drzwiami tarasowymi i oglądałem jak ganiają się po wielkim ogrodzie. Cała rodzina Lynch i Marano stanęła za mną i oglądała to wydarzenie. Dziewczyna uciekała raz w jedna to w druga stronę. Chłopak biegał za nią krok w krok. Nawet po tych samych śladach. Dosłownie trafiał w lekkie odbicie jej trampków w trawie. Na serio oni są dla siebie stworzeni. Jedno i drugie jest takie samo. Trzeba ich sfatać. Zamieszam w to Rydel, ona mi pomoże. Na pewno, ona lubi mieszać się w takie sprawy. Robi to z dystansem, ale też ze skutkiem pozytywnym. Nic dodać nic ująć. Ta kobieta załatwiłaby mi dziewczynę w 30 minut. W takich sprawach sercowych jest zawsze pierwsza, a nawet szybsza odemnie. Nagle Marano zaczęła biec w stronę drzewa. Biegła prosto na drzewo, a blondyn za nią. Musieli mieć jakaś stówę na liczniku. Na prawdę. Motorek w tyłku chyba mają. Kiedy Vanessa była już dosłownie przed samym pniem wielkiego dębu odskoczyła w bok. Stało się to tak szybko, tak nagle, że Riker nie zdołał wychamować i trafił głowa prosto w drzewo. Zatoczył się do tyłu i na finał upadł na tyłek. Położył się na trawie i zaczął syczeć. Czołowe zderzenie z dębem nie jest fajne. I wątpię żeby kiedy kolwiek fajne było. To raczej ból. Ale działa na zemstę, jak w tym przypadku. Wyszło idealnie.
- Uuuuu... - zabuczeli Ross, Ellington i Rocky. Przybili sobie piątki. Ze śmiechem Podeszłem do Rydel i ją szturchnąłem. Blondynka z rozdziawiona buzia patrzyła na parę goniących się, albo na drzewo. Po moim szturchnięciu, jakby się obudziła.
- To my mamy tu drzewo?! - krzyknęła zdziwiona i zaskoczona zarazem. Serio Delly? Serio?! Pokiwałem głową, a blondynka złapała się za czuprynę. - Ile mnie ominęło? Ja jestem aż taka zacofana?! - chodziła w kółko. Ehh. Szkoda słów. Bez komentarza.
- Jezu żyjesz?! - krzyknęła Vanessa i podbiegła do leżącego Riker'a. On pociągnął ją, tak, że wylądowała na jego brzuchu. Przetoczyli się kilka razy i wpadli do basenu. Teraz to jak w taniej komedii romantycznej.
- Wszystko jest dobrze. - mruknął do jej ucha, ale i tak ja to usłyszałem.
- Ej! Zakochańcy wylazić z wody. - zaśmiał się Ross.
- Cicho! Idź do Laury! - odkrzyknęła mu dwójka w wodzie. On z uniesiona głowa podszedł do młodej Marano i ja objął.
- Już! I co dalej? - spytał ironicznie.
- Dalej będzie ciemność jak nie przestaniesz na mnie się opierać. - powiedziała mu Laura. Przestraszony blondyn zabrał szybko rękę z jej ramion. Hah. Dobrze Lauś! W końcu wyleźli z wody.
- Nareszcie. Ile można? - pytał się Ellington.
- Oni mogą długo siedzieć w wodzie, ale na pewno nie tak długo jak Ross. - odpowiedziała mu Rydel.
- Tak jasne. Nawet go nie prowokuj, bo sam zacznie się zakładać. - upomniałem szybko siostrę. Tak, tak nasz blondynek lubi być hazardzistą.
- Ojć tam. Wyliże się. - spojrzeliśmy na Rocky'ego nic nie czając. - A nie rozmawiamy o Rik'u? - pacnąłem się w głowę. Boże jak czasem powie coś mądrego to tylko jak jest sam na sam z kimś, a w grupie mu odwala...
***
Hi people!
Przepraszam, że wczoraj nie dodałam rodziału! Ale WOŚP, nauka i 5 stron angielskiego to nie zbyt dobrana para... Więc przepraszam. Jeśli chodzi o zwiastun specjalnie nie dodawałam ;) Chciałam pod trzymać Was w napięciu xD.
Dziękuje za głosowanie w ankiecie.
Piszcie jak się Wam podoba rozdział. Tylko szczerze!
Fragment z drzewem jest z życia wzięty xD. Pani od Fizyki sama nam je opowiedziała :D. Kocham ta panią <3.
Nie rospisując się za dużo... Dziękuje ;)
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ :*
Pozdrawiam,
Sashy ♫
Wyniki Ankiety
Otóż ostatnio wprowadziłam ankietę. Ankieta się zakończyła i chcę przedstawić werdykt xD. Dziękuję za wszelkie glosowanie :*
A teraz...
WERBLE PROSZĘ!!!
(Dajesz Ell! :D)
Do ilu rozdziałów mam prowadzić bloga? (Można zaznaczyć kilka odpowiedzi) :)
Do 100 - 6 - 28%
Do 50 - 4 - 19%
Do 25 - 1 - 4%
Skończ jak najszybciej nawet od razu! - 1 - 4%
Powyżej 50 - 6 - 28%
Do 70 rozdziałów z sezonem II - 13 - 61%
Do 50 rozdziałów z sezonem II - 6 - 28%
Do 50 - 4 - 19%
Do 25 - 1 - 4%
Skończ jak najszybciej nawet od razu! - 1 - 4%
Powyżej 50 - 6 - 28%
Do 70 rozdziałów z sezonem II - 13 - 61%
Do 50 rozdziałów z sezonem II - 6 - 28%
Wynik jest jedno znaczny ;). Zamierzam prowadzić bloga do 70 rozdziałów. Po tym zacznę pisać II sezon :D. Mam nadzieję, że się cieszycie ;). To ja to dodaje i zaczynam wstawiać powoli rozdział 11. Tak, więc do notatki :*
niedziela, 4 stycznia 2015
Rozdział 10 A ja nie widzę różnicy pomiędzy Rocky'm, a żabą.
*Vanessa*
... w całujących się Rydel i Ellington'a. Jak? Ja się pytam jeszcze raz jak?!
- Możecie mi wytłumaczyć o co tu chodzi? - zmarszczył brwi Riker i zaczął tupać nogą.
- Wpadliśmy na siebie! - krzyknęła od razu dwójka zakochanców. Ta akurat! Wpadli.
- Możecie nam pomoc? - spytali Ryland z Laura, którzy przytrzymywali Ross'a na skraju przepaści.
- Nie lepiej go puścić? - uśmiechnął się Rocky.
- NIE! - wszyscy krzyknęli oprócz bruneta.
- Bracie. Nie biologiczny, ale bracie... Złaź stamtąd, bo jak Ci do tego Twojego tłustego tyłka nakopie to odechce Ci się prób samobójczych! - krzyknął Ellington. Wystraszyłam go się pierwszy raz w życiu. Zaczął czarować coś. Wiedziałam o tym, bo nie da się nie zauważyć tego dymu i iskier. Całe szczęście, że nikogo nie ma.
- Wiecie co... Tak na wszelki wypadek wyczaruje chmury. - powiedziałam i podeszłam do barierki mostu. Wyczarowałam nad stromą wodą z odłamkami skał chmurki. Powinny być miękkie. Ja cały czas śpię na chmurkach i wiem ze są świetne!
- NIE! PUŚĆCIE MNIE! CHCE W SPOKOJU UPAŚĆ! - krzyczał rozjuszony blondyn.
- Wolisz umrzeć?! - syknął Rocky.
- Jeszcze po pocałunku Twojej siostry?! - spytała Rydel. Tak ona wie kiedy coś powiedzieć. Idealne momenty.
- JAK JA NIE MAM PO CO ŻYĆ! JAKAŚ WIEWIÓRA SIĘ ZA MNĄ UGANIA, A DO TEGO LAURA KOLEJNY RAZ PRZEZE MNIE PŁAKAŁA! - krzyczał coraz głośniej.
- Ross! Uspokój się! - warknął Riker podchodząc do trójki nastolatków.
- Jak on się szarpie! - zaciskał zęby RyRy.
- Ross! Dość! - Laura z całej siły pociągnęła go tak, że obrócił się w jej stronę, a moja siostrzyczka dała mu z liścia. MOJA KREW! Jestem z niej taka dumna. Blondyn zatoczył się do tyłu i upadł na Ziemie. Coś za dużo osób mdleje w tej naszej rodzince.
- Przenosimy go do domu? - spytał się Riker.
- Nie wiesz. Zostawiamy go tutaj. - powiedziałam z Rydel przez sarkazm.
- Mi to pasuje. - przytaknął Rocky.
- Wiesz co ta sarkazm człowieku? - spytała się go Laura.
- Nie. - odpowiedział jej brunet krótko i na temat.
- Trzymajcie mnie, bo zaraz ja dołączę do niego. - mówił Ratliff pokazując na nieprzytomnego blondasa.
- Za mocno mu chyba przyfasoliłam... - zasmuciła się Laura. Położyłam jej rękę na ramieniu.
- Jestem z Ciebie dumna. - powiedziałam i się uśmiechnęłam. Ona zrobiła faceplama i pomogła teleportować blondyna do naszego domu. Dołączyłam do pozostałej siódemki. Gorzej dzisiaj być nie może?
- Ile on waży?! - krzyknął RyRy.
- Nie mam pojęcia i nie chce wiedzieć. - powiedziała Rydel i złapała Ross'a za nogi.
- Te informacje niech zostawi dla siebie. - Riker złapał go za ręce. Wyglądało to śmiesznie. Do Ryd dołączył Rocky, a do Rik'a, Ratliff. Zaczęłam chichotać pod nosem. Blondyn był trzymany za 4 kończyny i tylko kończyny. Jego tyłek i plecy były wygięte w łuk, a głowa odchylona. Usta miał rozszerzone i widać było szereg przednich ząbków. Ja z Laura i Ryland'em nasza mocą, i połączonymi kolorami iskier przetransportowaliśmy nas do domu.
- Rzućcie go na kanapę czy coś.. - powiedział Ryland patrząc jak blondyn dinda oraz wyciera podłogę. Nagle chrapnął.
- Nie no! On śpi?! Po moim trupie! - krzyknęła Rydel. Położyła go z chłopakami na sofie, a sama gdzieś poszła.
- Gniew blondyny? - spytałam się.
- Niestety tak... - sapnął Ell.
- Niestety? - spytała Lau.
- Zobaczysz do czego jest zdolna. - zaśmiał się Rocky.
- A wam co zrobiła? - spytałam z uśmiechem.
- Nam... Nic. Trochę tam rzeczy. - powiedział powolnym głosem Riker. Popatrzyłam na niego wymownie.
- Ja się obudziłem w grobie, za naśladowania jej. - powiedział Ryland. O fuj! Trumna? Serio Delly?
- Tylko niech ta wołowina się obudzi... Ja mu dam! Targać do domu... I jeszcze czego?!... - mamrotała Rydel, która akurat wróciła z jakiegoś miejsca.
- Ja bym nie chciał być w skórze Ross'a. - pokiwał głową Riker.
- A za co Dells się mści? - Ellington spojrzał na blondyna, który chrapnął.
- Za to, że go targała kiedy myślała, że zemdlał, a tak naprawdę to spał. - wytłumaczył Rocky.
- Cii.. Schodzi. - szepnęła Laura.
- Wy idziecie ze mną! - wskazała na Rikera, Rocky'ego, Lau i mnie. - a wy targacie bałwana do jego pokoju. - nakazała reszcie. Wbiegła na piętro i do pokoju Rossy'ego. Nasza trójka podążyła za nią. Gdy byliśmy w jego pokoju... To nie wyglądało jak jego pokój!
- Rydel co to jest? - spytała Laura.
- Prowizoryczny burdel. - zaśmiała się. Przetrzepała ręce jak po brudnej robocie, złapała się za biodra i z uśmiechem czekała na towar ze schodów. Po chwili chłopak dosłownie wleciał do pokoju i odpadł prosto na łóżko.
- Nie chciał nam się go nieść. - wytłumaczył szybko Ellington na nasze spojrzenia.
- Co się stało z jego pokojem? - spytał zszokowany Ryland.
- Burdel nie widać? - poklepał się w czoło Ell.
- Skąd wiedziałeś? - spytałam.
- Rydel jest przewidywalna. - zaśmiał się.
- Tylko zwłaszcza kiedy. - powiedział Riker. Uśmiechnął się do niego swoimi białymi kiełkami. Mrr...
- To jaki jest plan? - spytał Rocky.
- Na razie rozbieramy go do bokserek. Weźmiemy z szafy mają bieliznę i porozrzucamy po podłodze. Później powiem wam resztę. - powiedziała blondynka. Laura z rozszerzonymi oczami jej słuchała. No to będzie ciekawe. Po czerwonym pokoju ze świecami i dużym łóżkiem (tak Dell przekształciła) porozrzucane były staniki i dolna partia bielizny. Ross został w samych bokserkach, które nawiasem mówiąc były różowe w słoniki. Lau się napatrzeć nie mogła. Cały czas zdjęcia cykała mówiąc, że to na pamiątkę. Rozlaliśmy jeszcze bitą Śmietanę na podłodze i łóżku. Plan Ryd był genialny. Zrobiliśmy wszystko tak jak trzeba. Kocham tą dziewczynę. Na pewno z nią i Lau będziemy planować ekstra zemsty. Już to widzę. Piękna przyszłość.
*Ross*
Mmm... Jeden baran, drugi baran, trzeci baran i... koniec baranów. Teraz czas na owieczki. Jedna owieczka, druga owieczka, jedna Laura, druga Laura, trzecia Laura... Drrrr! Nosz wredny budzik. A nie to hałas w mojej głowie. Obudziłem się i przeciągnąłem. Wtuliłem głowę w różowa poduszkę. Hmm...(?) Ja nie mam róż poduszki tylko żółta! Podniosłem się do pozycji siedzącej. O nie. Jestem w burdelu? To niemożliwe. Przecież chciałem się zabić. Chyba, że to niebo. Tak mądry Ross niebo to burdel. Rozejrzałem się dookoła. Na łóżku wokół mnie leżały trzy dziewczyny. Rudo-włosa, Czerwono-włosa i Czarno-włosa. Jedna z nich miała na sobie moją koszulkę! A drugie miały jakieś skąpe stroje! Zobaczyłem jeszcze, że na łóżku i podłodze oprócz bielizny jest biała maź... Cholera! Co ja zrobiłem?! Ale jak ja zrobiłem?! Znowu mnie upili?
- Wykryłem go tutaj! - usłyszałem głos. Bardzo znany mi głos. Bo Rocky'ego. Drzwi się otworzyły. W nich byli Riker, Rocky, Ell oraz Laura.
- Ross!... - krzyknął Ellington i się zawiesił widząc mnie w takim stanie, w takim miejscu.
- Co ty zrobiłeś?! Mało Ci problemów? A może ty się puszczasz? - krzyczał Riker.
- Wstydziłbyś się! - krzyknął Rocky.
- Ale ja nic nie zrobiłem! Nie znam ich! - krzyczałem na swoją obronę.
- Rossy Misiaku wolniej. - wymruczała czerwono-włosa dziewczyna. Dzięki! Nie polepszyłaś sytuacji!
- Ross? Nie wierze... To jest.. Ja... Boże. - Laura zakryła dłonią usta. Wstałem delikatnie z łóżka i zacząłem podchodzić do Laury.
- Lau.. Ja to... - przerwała mi.
- Nie Ross! Nie podchodź! Zostaw mnie. Jeszcze brakuje mi zajść w ciążę. - schowała się za Riker'em.
- Ale ja nie wiem jak się tu znalazłem! - tłumaczyłem im. Nagle te trzy dziewczyny zaczęły się budzić.
- Ooo już wstałeś? - podeszła do mnie Ruda. - było cudownie. - dala mi całus w polik i odeszła na bok.
- Może to kiedyś powtórzymy... - rozmarzyła się Czarna i tak samo jak poprzednia dała całusa i stanęła obok niej. Fuj! Jeszcze mnie całować będą?
- Mmm. Nigdy nie byłam tak zadowolona. - mruknęła następna przejeżdżając ręką po moim brzuchu. Po moim trupie! Usłyszałem szloch brunetki. Chciałem tam podejść, ale Ell stanął mi na drodze.
- Ej! - chciałem go wyminąć, ale nic z tego.
- Zostaw ja. Ona cierpi nie widzisz? - zapytał się z zawiedzioną miną.
- Chce z nią pogadać! - puszczały mi nerwy.
- Raczej Ci to się nie uda. - do Rat'a dołączył Rock.
- Ja chce jej to wyjaśnić! - uniosłem się.
- Nie tym tonem młody! Daj czas... - nie dokończył, bo mu przerwałem.
- Cicho być! Dajcie mi z nią porozmawiać! Dajcie mi do niej dojść!!! - krzyknąłem i wyczarowałem kule wodne, które trafiły prosto w nich. Nie chciałem używać na nich siły. Nie wypada, wole wodę.
- Laura.. - klęknąłem przed brunetką. - Daj mi dojść do słowa.
- Masz minutę. - powiedziała sucho.
- Ja nie wiem co tu robię. Jak się znalazłem. Biegłem na most, a nie tutaj! Ja... Ja. Płaczesz przeze mnie trzeci raz! Jak ja mogę żyć jak rozsiewam dookoła sam smutek i cierpienie? Jak? - spuściłem głowę, a z powiek popłynęła mi łza.
- Dostał wystarczająca karę. - powiedziała Lau. - koniec tej szopki ja tak nie mogę. - powiedziała i mnie przytuliła. O co chodzi? Spojrzałem na trzy dziewczyny. Ruda zmieniła się w Rydel, czarno-włosa w Vanesse, a czerwono-włosa w Ryland'a. Wat? Rylanda?! Riker zmienił ten burdel w mój pokój, a Rocky modlił się nad tymi białymi plamami.
- Straciliśmy bita Śmietanę... - dumał i usunął czarami plamy. To wszystko to był żart? Cholerny żart?!
- Teraz wiesz, że się nie rzuca z mostu i zasypia na miejscu, bo twoja sis musi Cię targać. - powiedziała do mnie siostra.
- To był żart?! - spytałem wtulając się we włosy brunetki.
- Następnym razem nie skacz. - powiedziała wtulona we mnie.
- Obiecuje. - powiedziałem. - A tak w ogóle.. Ryland baba? - spytałem i wszyscy się zaśmiali. Brunet wielce obrażony wyszedł z pokoju.
- Lepiej nie denerwować Rydel.. - przypomniał mi Ratliff. On coś o tym wie.
- Ale przyznaj, że się nam udało. - zaśmiała się Vanessa. Dołączyli do niej wszyscy łącznie ze mną.
- Tak to było niesamowite przeżycie. - zaśmiałem się.
- Ludzie złazić na dół! - krzyknął Ryland. Spojrzeliśmy na siebie z zaniepokojeniem. Szybko wyszliśmy z mojego pokoju i zeszliśmy na dół. W salonie RyRy oglądał wydarzenia. Albo raczej cały zdenerwowany chodził w kółko.
- Chmury! - krzyknął.
- Chmury? - spytał Rocky.
- O Boże chmury! - załamała się Ness. Pogłośniłem głośność w TV.
- Za obserwowaliśmy nad zwyczajne zjawisko. Zwyczajne chmury swobodnie zatrzymały się nad rzeka. Jest to niezwykła wiadomość. Nigdy wcześniej chmury nie były 5 centymetrów nad Ziemią! Naukowcy i badacze już się chcą tym zając. Wyjmują potrzebny sprzęt. Czy taka zmiana świadczy o czymś wielkim bądź końcu Świata? - mówił prezenter na kanale.
- Vanessa! Usuń je! Teraz, zaraz, już, natychmiast! - Jej młodsza siostra wyrywała sobie włosy z głowy.
- Nie rozumiem czemu tak dramatyzujecie. - wzruszyła ramionami Rydel.
- Ryd! Przecież badania mogą potwierdzić to kim jesteśmy! - krzyknął Ryland.
- Ale przecież to nie nasze DNA. - dalej nie kumała.
- Ale jest to materia magiczna, a w każdej z materii magicznej jest cząstka Twojej magi czyli ciebie samej. To tak jak DNA. Jak namierza Cię to namierza i resztę. - wytłumaczyłem.
- Van usuwasz? - spytał się brunetki Rik.
- Chwilka muszę się skupić. Przyzwyczajam się do nowego rodzaju czarowania. - powiedziała cichym głosem. Zamknęła oczy. Dym, iskry to już codzienność. Po kilku sekundach usłyszeliśmy odgłos prezentera.
- Co za zjawisko! Chmury nagle zniknęły! Nie ma na to wytłumaczenia! To zwyczajna magia lub iluzja! Będziemy z wami w kontakcie, gdy dowiemy się czegoś więcej! - odetchnęliśmy z ulgą. Nic nam nie grozi.
*Ellington*
Ten pomysł z burdelem... Wow. Ja bym się nieźle wkurzył na miejscu Ross'a, ale blondyn śmieje się sam z siebie. Ma to po Rydel. A właśnie Rydel!
- Ryd.. Możemy pogadać? - spytałem blondynki.
- Jasne. - odparła i wstała z kanapy. Ja również wstałem i razem z dziewczyną weszłem do kuchni.
- Słuchaj. Ten pocałunek. Co to w ogóle było? - spytałem się jej.
- Nie mam pojęcia. Ja biegłam, nagle się zatrzymałam, wpadłeś na mnie i się pocałowaliśmy. - opowiedziała, krótko i na temat. Na myśl o tamtym pocałunku uśmiechnąłem się sam do siebie. Malinowe, ciepłe usta oraz najdłuższe i najlepsze 2 minuty mojego życia. To było cudowne... - Halo? Ell? Żyjesz czy umarłeś? - blondynka machała mi ręką przed twarzą.
- Co? A tak, tak. Żyje. Jeszcze. Ten pocałunek nie powinien mieć miejsca, nie jesteśmy para, ale mimo to podobał mi się. - wyznałem. Rydel uśmiechnęła się do mnie.
- Według mnie też nie powinien mieć miejsca. Mi też się podobał. Trudno będzie o nim zapomnieć. Może zapiszemy go sobie jako wydarzenie z naszego życia? Nie będziemy go zapominać, ani jakoś faworyzować. - powiedziała i spojrzała mi w oczy. W odpowiedzi przytuliłem ją mocno do siebie.
- To dobry pomysł. - odpowiedziałem. Jeszcze chwilkę się tuliliśmy, ale po 5 minutach musieliśmy się od siebie oderwać. Tym głodomorom nikt jedzenia sam nie zrobi, a im się nie chce. Maja umrzeć? W tym normalnym świecie byłoby mniej o kilka debili, a w świecie magii byłoby o kilka osób, a prawie 50% osób, które maja rozszerzoną moc. Co prawda nie jestem jakiś dobry z matmy. Coś tam łapie, ale nie zawsze mi wychodzi. Chodzi o to, że strasznie mało jest magicznych istot, które mają możliwość rozszerzenia swojej mocy, a 2/10 z nich jeszcze mogą mieć Shines, a co najlepsze mogą obdarzyć tą mocą kolejne 4 wybrane osoby tej samej płci... Za dużo się na czytałem, ale taka prawda! Powinniśmy być pod ochroną! Dobra. Koniec mojej fantazji. Postanowiliśmy zrobić na kolację rybę w Śmietanie. To Ross powinien gotować, a przy najmniej nam pomagać. My możemy spalić cała kuchnie. Nie wie na co się narażamy. Chociaż kiedyś był taki przypadek. Mieliśmy na początek zrobić pierogi, a ja je rozgotowałem. Taa... mądrość rządzi! Wyciągnąłem z lodówki potrzebne składniki. Kiedy ja po kolei wykładałem wszystko co potrzebne na blat, Rydel czarowała produkty. Za pomocą swoich zdolność ze zwykłej ryby z lodówki i kilku innych składników zrobiła niesamowicie pyszne danie, a mianowicie rybę w sosie śmietankowym. Mmm. Pycha. Blondynka tak to rozdzieliła, ze starczyło na 8 talerzy. W sam raz. Poszła to zanieść, a ja posprzątałem to co wyjąłem niepotrzebnie lub wyrzuciłem puste opakowania po produkcie. Dołączyłem do reszty. Oglądali jak Rocky gra z Riker'em na PlayStation. Pozostali zajadali się rybką. Moja zacna osoba przyłączyła się do jedzenia. Muszę to jeszcze raz powiedzieć: Pycha! Tak rozpływa się w ustach. Te danie było po prostu cudowne. ,Zgadzam się z Tobą, wiem. Ja zawsze mam racje. ,Są wyjątkowe sytuacje, jakie? ,Np. nie wiesz jak wyznać uczucia Ryd., twoja siostra to moja przyjaciółka, nic więcej. ,Jasne. Jasne ja tam swoje wiem., Rocky zrobił brewki. Pacnąłem się w czoło. Zaczarowałem talerzyki, a nawiasem mówiąc puste i wylizane talerzyki, by same poleciały sobie do kuchni.
- Oszukujesz! - krzyknął Riker do Ross'a i wstał.
- To nie ja! To Rocky! - powiedział blondyn. Dwaj bracia wstali.
- Ej! To Riker! On patrzył co naciskam i powtarzał! - oburzył się brunet.
- Masz coś do mej zacnej osoby? - Starszy blondyn mordował wzrokiem jak nie Rocky'ego to Ross'a. Cała trójka mierzyła się zabójczym spojrzeniem. Co chwila sobie tak dogadywali.
- Ta po moim trupie! - krzyknął Rocky.
- No ja myślę! - od warczał mu Ross. Zaczęli czarować. Uuu magia i gniew nie idą w parze. Zaraz coś zniszczą lub spalą. Od Ross'a biła żółta poświata, Riker'a niebieska, a Rocky'ego jasno-zielona. Z ich dłoni i klatek piersiowych leciały takie same iskry. Unieśli się nad ziemia, a ręce umieścili przed sobą. Kolorowe kule mocy zaczęły rosnąć w ich rękach. Wycelowali w siebie. Powstał wielki błysk oraz dym. Kiedy emocje opadły nie zobaczyłem żadnego z trójki chłopaków. Co się stało?
- Aaa.. gdzie oni? - spytałem.
- Na dole ślepoku! - krzyknął jakiś głosił. Jak się okazało był to Riker w postaci niebieskiego Ślimaka.
- Odczarujemy ich? - spytał się RyRy. Dziewczyny pokiwały przecząco głową.
- Ja tam nie widzę powodu do ich od czarowywania.. Riker jest tak tak samo obślizgły jak przedtem. - starsza Marano wzruszyła ramionami.
- A ja nie widzę różnicy pomiędzy Rocky'm, a żaba. Normalnie jedno i to samo. Nawet wyglądem się nie różnią. - powiedziała Rydel ze smutną minką.
- Ej! - oburzył się brunet wraz z blondynem.
- A Ross jest tak samo słodki. - szepnęła Laura, ale ja to usłyszałem.
- Co?! Powiedziałaś, ze Ro... - brunetka zatkała buzie Nessie.
- Chyba każdy to słyszał. - zaśmiał się Ryland.
- Nawet oni? - spytałem pokazując na trójkę zwierzątek.
- Nawet, nawet. - blondyna uniosła brwi. Uśmiechnąłem się do niej.
- Dziękuje. - zwrócił się do Lau, blondyn. Podskoczył na kurzych nóżkach do pozostałej dwójki. - Ha! Powiedziała, ze jestem słodki!
- Nie kumam go... - zarechotał Rocky.
- A powinieneś. - Rik spojrzał na swojego brata. Oni chyba już dawno zapomnieli o ich kłótni. Nawet pewnie nie pamiętają o co poszło. Bracia nie potrafią się długo na siebie gniewać. No chyba, że to coś poważnego. Wtedy przemoc nie jest wzbroniona, a nawet zalecana. Dziewczyny przekręciły oczami.
- Ryland, Ell pomożecie? - zapytała się nas Van. Przytaknęliśmy oraz nakierowaliśmy swoje dłonie razem z dziewczynami na postacie zwierząt. Kolorowe iskry leciały z nas tak jakby nigdy nie miały końca i nie wiadomo skąd się wzięły. Nieswojo się z nimi czuje. I jeszcze ten dymek wokół Twojej osoby. To wkurzające, ale mi to zostanie tak na zawsze. Z resztą tak samo jak reszcie. Po kilku sekundach buntownicy byli już normalni. Uśmiechnięci odetchnęli z ulgą i opadli na sofę. Dołączyliśmy do nich. Mają problemy... Phi!
*Rydel*
Wymknęłam się cichaczem z salonu do swojego pokoju. Wyciągnęłam z szafy karteczkę. Zapisaną karteczkę. Nie wiem od kogo ona może być. Dostałam ja niedawno i leżała pod moim oknem. Muszę coś z nią zrobić. Nie pokarze tego rodzinie, nie mogę ich narażać. Brakuje mi jeszcze, żeby coś im się stało. Te kłótnie i bijatyki na moce tylko pogarszają sprawę. Powinniśmy żyć w harmonii. Ale jak tu żyć jak dostaje się TAKIE karteczki! Nie codziennie widzicie czarna kartkę z białymi napisami przed oknem, prawda? Muszę być silna i nie dać się zdradzić. Postaram zachowywać się normalnie i nie wzbudzać podejrzeń. Może pokłócę się z Rocky'm... chwila STOP! Zero kłótni! Tylko jak ja mam być normalna nie dokuczając innym i ze wzajemnością. To będzie trudne. Musimy się wszyscy jakoś zgrać i chyba mam pomysł jak to zrobić. Wykorzystam go jutro. Musi się udać. Dla bezpieczeństwa moich braci i sióstr. Za bardzo ich kocham, żeby stracić. Schowałam kartkę pod poduszkę. Nie może jej nikt zobaczyć dopóki tego nie rozwikłam. Wyciągnęłam z biurka notesik wraz z długopisem. Położyłam się na łóżku i zaczęłam pisać moje pomysły na zgranie rodziny. Wyszło ich całkiem, całkiem. Nawet niektóre są sensowne:
1. Wspólny wyjazd na obozowisko.
2. Połączenie sił w grupie np. Przy rywalizacji zespołów.
3. Rozwinięcie pasji i ich połączenie.
4. Stworzenie zespołu.
5. Wspólne odkrywanie mocy.
6. Paintball w ogródku.
7. Pomaganie sobie np. Gdy ktoś sobie coś zrobi.
8. Wypad do kina.
9. Słuchanie się wzajemnie.
10. Zamiana kłótni, mdlenia i płaczu na śmiech, radość i zaufanie.
Odłożyłam rzeczy na stolik nocny. Muszę choć jeden z tych pomysłów zrealizować. Może zacznę od punktu 4.? W sumie to mogło by się udać. Jednocześnie wykonałby się punkt 3. i miałabym go już z głowy. Jutro może poruszę temat muzyki. To jedyny przedmiot, dziedzina, pasja, która nas interesuje. Muzyka i śpiewanie. Podrapałam się po karku. Teraz dotarło do mnie jedno. ROCKY MOŻE MNIE PODSŁUCHIWAĆ! Oby jednak był zajęty serialem w telewizji. Pełna obaw ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych. Otworzyłam je na oścież, wyszłam i zamknęłam. Powoli udałam się na parter, gdzie (chyba) siedziała cała reszta. W salonie nie zastałam nikogo. Dziwne. Ruszyłam w stronę kuchni. Cisza. W jadalni, pokojach, basenie, sali na dworze, łazienkach, strychu tak samo. Ta wkurzająca cisza! Zostało mi tylko jedno pomieszczenie. Nie odwiedzane jedno pomieszczenie, które było tylko i wyłącznie w naszym domu. Domu Lynch'ów i Ratliff...
***
Hi people!
Dziś się nie rozpisuje :*
Tak, więc w życiu chłopaków i dziewczyna zaczynają być schodki :D. Nawet nie wiecie jaką im wpadke zrobiłam w 21 rozdziale xD.
Piszcie co sądzicie i prosze o głosowanie w ankiecie. Bo jestesm jak widać na 21 rozdziale i niewiem co dalej :3
Miłej niedzieli :*
... w całujących się Rydel i Ellington'a. Jak? Ja się pytam jeszcze raz jak?!
- Możecie mi wytłumaczyć o co tu chodzi? - zmarszczył brwi Riker i zaczął tupać nogą.
- Wpadliśmy na siebie! - krzyknęła od razu dwójka zakochanców. Ta akurat! Wpadli.
- Możecie nam pomoc? - spytali Ryland z Laura, którzy przytrzymywali Ross'a na skraju przepaści.
- Nie lepiej go puścić? - uśmiechnął się Rocky.
- NIE! - wszyscy krzyknęli oprócz bruneta.
- Bracie. Nie biologiczny, ale bracie... Złaź stamtąd, bo jak Ci do tego Twojego tłustego tyłka nakopie to odechce Ci się prób samobójczych! - krzyknął Ellington. Wystraszyłam go się pierwszy raz w życiu. Zaczął czarować coś. Wiedziałam o tym, bo nie da się nie zauważyć tego dymu i iskier. Całe szczęście, że nikogo nie ma.
- Wiecie co... Tak na wszelki wypadek wyczaruje chmury. - powiedziałam i podeszłam do barierki mostu. Wyczarowałam nad stromą wodą z odłamkami skał chmurki. Powinny być miękkie. Ja cały czas śpię na chmurkach i wiem ze są świetne!
- NIE! PUŚĆCIE MNIE! CHCE W SPOKOJU UPAŚĆ! - krzyczał rozjuszony blondyn.
- Wolisz umrzeć?! - syknął Rocky.
- Jeszcze po pocałunku Twojej siostry?! - spytała Rydel. Tak ona wie kiedy coś powiedzieć. Idealne momenty.
- JAK JA NIE MAM PO CO ŻYĆ! JAKAŚ WIEWIÓRA SIĘ ZA MNĄ UGANIA, A DO TEGO LAURA KOLEJNY RAZ PRZEZE MNIE PŁAKAŁA! - krzyczał coraz głośniej.
- Ross! Uspokój się! - warknął Riker podchodząc do trójki nastolatków.
- Jak on się szarpie! - zaciskał zęby RyRy.
- Ross! Dość! - Laura z całej siły pociągnęła go tak, że obrócił się w jej stronę, a moja siostrzyczka dała mu z liścia. MOJA KREW! Jestem z niej taka dumna. Blondyn zatoczył się do tyłu i upadł na Ziemie. Coś za dużo osób mdleje w tej naszej rodzince.
- Przenosimy go do domu? - spytał się Riker.
- Nie wiesz. Zostawiamy go tutaj. - powiedziałam z Rydel przez sarkazm.
- Mi to pasuje. - przytaknął Rocky.
- Wiesz co ta sarkazm człowieku? - spytała się go Laura.
- Nie. - odpowiedział jej brunet krótko i na temat.
- Trzymajcie mnie, bo zaraz ja dołączę do niego. - mówił Ratliff pokazując na nieprzytomnego blondasa.
- Za mocno mu chyba przyfasoliłam... - zasmuciła się Laura. Położyłam jej rękę na ramieniu.
- Jestem z Ciebie dumna. - powiedziałam i się uśmiechnęłam. Ona zrobiła faceplama i pomogła teleportować blondyna do naszego domu. Dołączyłam do pozostałej siódemki. Gorzej dzisiaj być nie może?
- Ile on waży?! - krzyknął RyRy.
- Nie mam pojęcia i nie chce wiedzieć. - powiedziała Rydel i złapała Ross'a za nogi.
- Te informacje niech zostawi dla siebie. - Riker złapał go za ręce. Wyglądało to śmiesznie. Do Ryd dołączył Rocky, a do Rik'a, Ratliff. Zaczęłam chichotać pod nosem. Blondyn był trzymany za 4 kończyny i tylko kończyny. Jego tyłek i plecy były wygięte w łuk, a głowa odchylona. Usta miał rozszerzone i widać było szereg przednich ząbków. Ja z Laura i Ryland'em nasza mocą, i połączonymi kolorami iskier przetransportowaliśmy nas do domu.
- Rzućcie go na kanapę czy coś.. - powiedział Ryland patrząc jak blondyn dinda oraz wyciera podłogę. Nagle chrapnął.
- Nie no! On śpi?! Po moim trupie! - krzyknęła Rydel. Położyła go z chłopakami na sofie, a sama gdzieś poszła.
- Gniew blondyny? - spytałam się.
- Niestety tak... - sapnął Ell.
- Niestety? - spytała Lau.
- Zobaczysz do czego jest zdolna. - zaśmiał się Rocky.
- A wam co zrobiła? - spytałam z uśmiechem.
- Nam... Nic. Trochę tam rzeczy. - powiedział powolnym głosem Riker. Popatrzyłam na niego wymownie.
- Ja się obudziłem w grobie, za naśladowania jej. - powiedział Ryland. O fuj! Trumna? Serio Delly?
- Tylko niech ta wołowina się obudzi... Ja mu dam! Targać do domu... I jeszcze czego?!... - mamrotała Rydel, która akurat wróciła z jakiegoś miejsca.
- Ja bym nie chciał być w skórze Ross'a. - pokiwał głową Riker.
- A za co Dells się mści? - Ellington spojrzał na blondyna, który chrapnął.
- Za to, że go targała kiedy myślała, że zemdlał, a tak naprawdę to spał. - wytłumaczył Rocky.
- Cii.. Schodzi. - szepnęła Laura.
- Wy idziecie ze mną! - wskazała na Rikera, Rocky'ego, Lau i mnie. - a wy targacie bałwana do jego pokoju. - nakazała reszcie. Wbiegła na piętro i do pokoju Rossy'ego. Nasza trójka podążyła za nią. Gdy byliśmy w jego pokoju... To nie wyglądało jak jego pokój!
- Rydel co to jest? - spytała Laura.
- Prowizoryczny burdel. - zaśmiała się. Przetrzepała ręce jak po brudnej robocie, złapała się za biodra i z uśmiechem czekała na towar ze schodów. Po chwili chłopak dosłownie wleciał do pokoju i odpadł prosto na łóżko.
- Nie chciał nam się go nieść. - wytłumaczył szybko Ellington na nasze spojrzenia.
- Co się stało z jego pokojem? - spytał zszokowany Ryland.
- Burdel nie widać? - poklepał się w czoło Ell.
- Skąd wiedziałeś? - spytałam.
- Rydel jest przewidywalna. - zaśmiał się.
- Tylko zwłaszcza kiedy. - powiedział Riker. Uśmiechnął się do niego swoimi białymi kiełkami. Mrr...
- To jaki jest plan? - spytał Rocky.
- Na razie rozbieramy go do bokserek. Weźmiemy z szafy mają bieliznę i porozrzucamy po podłodze. Później powiem wam resztę. - powiedziała blondynka. Laura z rozszerzonymi oczami jej słuchała. No to będzie ciekawe. Po czerwonym pokoju ze świecami i dużym łóżkiem (tak Dell przekształciła) porozrzucane były staniki i dolna partia bielizny. Ross został w samych bokserkach, które nawiasem mówiąc były różowe w słoniki. Lau się napatrzeć nie mogła. Cały czas zdjęcia cykała mówiąc, że to na pamiątkę. Rozlaliśmy jeszcze bitą Śmietanę na podłodze i łóżku. Plan Ryd był genialny. Zrobiliśmy wszystko tak jak trzeba. Kocham tą dziewczynę. Na pewno z nią i Lau będziemy planować ekstra zemsty. Już to widzę. Piękna przyszłość.
*Ross*
Mmm... Jeden baran, drugi baran, trzeci baran i... koniec baranów. Teraz czas na owieczki. Jedna owieczka, druga owieczka, jedna Laura, druga Laura, trzecia Laura... Drrrr! Nosz wredny budzik. A nie to hałas w mojej głowie. Obudziłem się i przeciągnąłem. Wtuliłem głowę w różowa poduszkę. Hmm...(?) Ja nie mam róż poduszki tylko żółta! Podniosłem się do pozycji siedzącej. O nie. Jestem w burdelu? To niemożliwe. Przecież chciałem się zabić. Chyba, że to niebo. Tak mądry Ross niebo to burdel. Rozejrzałem się dookoła. Na łóżku wokół mnie leżały trzy dziewczyny. Rudo-włosa, Czerwono-włosa i Czarno-włosa. Jedna z nich miała na sobie moją koszulkę! A drugie miały jakieś skąpe stroje! Zobaczyłem jeszcze, że na łóżku i podłodze oprócz bielizny jest biała maź... Cholera! Co ja zrobiłem?! Ale jak ja zrobiłem?! Znowu mnie upili?
- Wykryłem go tutaj! - usłyszałem głos. Bardzo znany mi głos. Bo Rocky'ego. Drzwi się otworzyły. W nich byli Riker, Rocky, Ell oraz Laura.
- Ross!... - krzyknął Ellington i się zawiesił widząc mnie w takim stanie, w takim miejscu.
- Co ty zrobiłeś?! Mało Ci problemów? A może ty się puszczasz? - krzyczał Riker.
- Wstydziłbyś się! - krzyknął Rocky.
- Ale ja nic nie zrobiłem! Nie znam ich! - krzyczałem na swoją obronę.
- Rossy Misiaku wolniej. - wymruczała czerwono-włosa dziewczyna. Dzięki! Nie polepszyłaś sytuacji!
- Ross? Nie wierze... To jest.. Ja... Boże. - Laura zakryła dłonią usta. Wstałem delikatnie z łóżka i zacząłem podchodzić do Laury.
- Lau.. Ja to... - przerwała mi.
- Nie Ross! Nie podchodź! Zostaw mnie. Jeszcze brakuje mi zajść w ciążę. - schowała się za Riker'em.
- Ale ja nie wiem jak się tu znalazłem! - tłumaczyłem im. Nagle te trzy dziewczyny zaczęły się budzić.
- Ooo już wstałeś? - podeszła do mnie Ruda. - było cudownie. - dala mi całus w polik i odeszła na bok.
- Może to kiedyś powtórzymy... - rozmarzyła się Czarna i tak samo jak poprzednia dała całusa i stanęła obok niej. Fuj! Jeszcze mnie całować będą?
- Mmm. Nigdy nie byłam tak zadowolona. - mruknęła następna przejeżdżając ręką po moim brzuchu. Po moim trupie! Usłyszałem szloch brunetki. Chciałem tam podejść, ale Ell stanął mi na drodze.
- Ej! - chciałem go wyminąć, ale nic z tego.
- Zostaw ja. Ona cierpi nie widzisz? - zapytał się z zawiedzioną miną.
- Chce z nią pogadać! - puszczały mi nerwy.
- Raczej Ci to się nie uda. - do Rat'a dołączył Rock.
- Ja chce jej to wyjaśnić! - uniosłem się.
- Nie tym tonem młody! Daj czas... - nie dokończył, bo mu przerwałem.
- Cicho być! Dajcie mi z nią porozmawiać! Dajcie mi do niej dojść!!! - krzyknąłem i wyczarowałem kule wodne, które trafiły prosto w nich. Nie chciałem używać na nich siły. Nie wypada, wole wodę.
- Laura.. - klęknąłem przed brunetką. - Daj mi dojść do słowa.
- Masz minutę. - powiedziała sucho.
- Ja nie wiem co tu robię. Jak się znalazłem. Biegłem na most, a nie tutaj! Ja... Ja. Płaczesz przeze mnie trzeci raz! Jak ja mogę żyć jak rozsiewam dookoła sam smutek i cierpienie? Jak? - spuściłem głowę, a z powiek popłynęła mi łza.
- Dostał wystarczająca karę. - powiedziała Lau. - koniec tej szopki ja tak nie mogę. - powiedziała i mnie przytuliła. O co chodzi? Spojrzałem na trzy dziewczyny. Ruda zmieniła się w Rydel, czarno-włosa w Vanesse, a czerwono-włosa w Ryland'a. Wat? Rylanda?! Riker zmienił ten burdel w mój pokój, a Rocky modlił się nad tymi białymi plamami.
- Straciliśmy bita Śmietanę... - dumał i usunął czarami plamy. To wszystko to był żart? Cholerny żart?!
- Teraz wiesz, że się nie rzuca z mostu i zasypia na miejscu, bo twoja sis musi Cię targać. - powiedziała do mnie siostra.
- To był żart?! - spytałem wtulając się we włosy brunetki.
- Następnym razem nie skacz. - powiedziała wtulona we mnie.
- Obiecuje. - powiedziałem. - A tak w ogóle.. Ryland baba? - spytałem i wszyscy się zaśmiali. Brunet wielce obrażony wyszedł z pokoju.
- Lepiej nie denerwować Rydel.. - przypomniał mi Ratliff. On coś o tym wie.
- Ale przyznaj, że się nam udało. - zaśmiała się Vanessa. Dołączyli do niej wszyscy łącznie ze mną.
- Tak to było niesamowite przeżycie. - zaśmiałem się.
- Ludzie złazić na dół! - krzyknął Ryland. Spojrzeliśmy na siebie z zaniepokojeniem. Szybko wyszliśmy z mojego pokoju i zeszliśmy na dół. W salonie RyRy oglądał wydarzenia. Albo raczej cały zdenerwowany chodził w kółko.
- Chmury! - krzyknął.
- Chmury? - spytał Rocky.
- O Boże chmury! - załamała się Ness. Pogłośniłem głośność w TV.
- Za obserwowaliśmy nad zwyczajne zjawisko. Zwyczajne chmury swobodnie zatrzymały się nad rzeka. Jest to niezwykła wiadomość. Nigdy wcześniej chmury nie były 5 centymetrów nad Ziemią! Naukowcy i badacze już się chcą tym zając. Wyjmują potrzebny sprzęt. Czy taka zmiana świadczy o czymś wielkim bądź końcu Świata? - mówił prezenter na kanale.
- Vanessa! Usuń je! Teraz, zaraz, już, natychmiast! - Jej młodsza siostra wyrywała sobie włosy z głowy.
- Nie rozumiem czemu tak dramatyzujecie. - wzruszyła ramionami Rydel.
- Ryd! Przecież badania mogą potwierdzić to kim jesteśmy! - krzyknął Ryland.
- Ale przecież to nie nasze DNA. - dalej nie kumała.
- Ale jest to materia magiczna, a w każdej z materii magicznej jest cząstka Twojej magi czyli ciebie samej. To tak jak DNA. Jak namierza Cię to namierza i resztę. - wytłumaczyłem.
- Van usuwasz? - spytał się brunetki Rik.
- Chwilka muszę się skupić. Przyzwyczajam się do nowego rodzaju czarowania. - powiedziała cichym głosem. Zamknęła oczy. Dym, iskry to już codzienność. Po kilku sekundach usłyszeliśmy odgłos prezentera.
- Co za zjawisko! Chmury nagle zniknęły! Nie ma na to wytłumaczenia! To zwyczajna magia lub iluzja! Będziemy z wami w kontakcie, gdy dowiemy się czegoś więcej! - odetchnęliśmy z ulgą. Nic nam nie grozi.
*Ellington*
Ten pomysł z burdelem... Wow. Ja bym się nieźle wkurzył na miejscu Ross'a, ale blondyn śmieje się sam z siebie. Ma to po Rydel. A właśnie Rydel!
- Ryd.. Możemy pogadać? - spytałem blondynki.
- Jasne. - odparła i wstała z kanapy. Ja również wstałem i razem z dziewczyną weszłem do kuchni.
- Słuchaj. Ten pocałunek. Co to w ogóle było? - spytałem się jej.
- Nie mam pojęcia. Ja biegłam, nagle się zatrzymałam, wpadłeś na mnie i się pocałowaliśmy. - opowiedziała, krótko i na temat. Na myśl o tamtym pocałunku uśmiechnąłem się sam do siebie. Malinowe, ciepłe usta oraz najdłuższe i najlepsze 2 minuty mojego życia. To było cudowne... - Halo? Ell? Żyjesz czy umarłeś? - blondynka machała mi ręką przed twarzą.
- Co? A tak, tak. Żyje. Jeszcze. Ten pocałunek nie powinien mieć miejsca, nie jesteśmy para, ale mimo to podobał mi się. - wyznałem. Rydel uśmiechnęła się do mnie.
- Według mnie też nie powinien mieć miejsca. Mi też się podobał. Trudno będzie o nim zapomnieć. Może zapiszemy go sobie jako wydarzenie z naszego życia? Nie będziemy go zapominać, ani jakoś faworyzować. - powiedziała i spojrzała mi w oczy. W odpowiedzi przytuliłem ją mocno do siebie.
- To dobry pomysł. - odpowiedziałem. Jeszcze chwilkę się tuliliśmy, ale po 5 minutach musieliśmy się od siebie oderwać. Tym głodomorom nikt jedzenia sam nie zrobi, a im się nie chce. Maja umrzeć? W tym normalnym świecie byłoby mniej o kilka debili, a w świecie magii byłoby o kilka osób, a prawie 50% osób, które maja rozszerzoną moc. Co prawda nie jestem jakiś dobry z matmy. Coś tam łapie, ale nie zawsze mi wychodzi. Chodzi o to, że strasznie mało jest magicznych istot, które mają możliwość rozszerzenia swojej mocy, a 2/10 z nich jeszcze mogą mieć Shines, a co najlepsze mogą obdarzyć tą mocą kolejne 4 wybrane osoby tej samej płci... Za dużo się na czytałem, ale taka prawda! Powinniśmy być pod ochroną! Dobra. Koniec mojej fantazji. Postanowiliśmy zrobić na kolację rybę w Śmietanie. To Ross powinien gotować, a przy najmniej nam pomagać. My możemy spalić cała kuchnie. Nie wie na co się narażamy. Chociaż kiedyś był taki przypadek. Mieliśmy na początek zrobić pierogi, a ja je rozgotowałem. Taa... mądrość rządzi! Wyciągnąłem z lodówki potrzebne składniki. Kiedy ja po kolei wykładałem wszystko co potrzebne na blat, Rydel czarowała produkty. Za pomocą swoich zdolność ze zwykłej ryby z lodówki i kilku innych składników zrobiła niesamowicie pyszne danie, a mianowicie rybę w sosie śmietankowym. Mmm. Pycha. Blondynka tak to rozdzieliła, ze starczyło na 8 talerzy. W sam raz. Poszła to zanieść, a ja posprzątałem to co wyjąłem niepotrzebnie lub wyrzuciłem puste opakowania po produkcie. Dołączyłem do reszty. Oglądali jak Rocky gra z Riker'em na PlayStation. Pozostali zajadali się rybką. Moja zacna osoba przyłączyła się do jedzenia. Muszę to jeszcze raz powiedzieć: Pycha! Tak rozpływa się w ustach. Te danie było po prostu cudowne. ,Zgadzam się z Tobą, wiem. Ja zawsze mam racje. ,Są wyjątkowe sytuacje, jakie? ,Np. nie wiesz jak wyznać uczucia Ryd., twoja siostra to moja przyjaciółka, nic więcej. ,Jasne. Jasne ja tam swoje wiem., Rocky zrobił brewki. Pacnąłem się w czoło. Zaczarowałem talerzyki, a nawiasem mówiąc puste i wylizane talerzyki, by same poleciały sobie do kuchni.
- Oszukujesz! - krzyknął Riker do Ross'a i wstał.
- To nie ja! To Rocky! - powiedział blondyn. Dwaj bracia wstali.
- Ej! To Riker! On patrzył co naciskam i powtarzał! - oburzył się brunet.
- Masz coś do mej zacnej osoby? - Starszy blondyn mordował wzrokiem jak nie Rocky'ego to Ross'a. Cała trójka mierzyła się zabójczym spojrzeniem. Co chwila sobie tak dogadywali.
- Ta po moim trupie! - krzyknął Rocky.
- No ja myślę! - od warczał mu Ross. Zaczęli czarować. Uuu magia i gniew nie idą w parze. Zaraz coś zniszczą lub spalą. Od Ross'a biła żółta poświata, Riker'a niebieska, a Rocky'ego jasno-zielona. Z ich dłoni i klatek piersiowych leciały takie same iskry. Unieśli się nad ziemia, a ręce umieścili przed sobą. Kolorowe kule mocy zaczęły rosnąć w ich rękach. Wycelowali w siebie. Powstał wielki błysk oraz dym. Kiedy emocje opadły nie zobaczyłem żadnego z trójki chłopaków. Co się stało?
- Aaa.. gdzie oni? - spytałem.
- Na dole ślepoku! - krzyknął jakiś głosił. Jak się okazało był to Riker w postaci niebieskiego Ślimaka.
Obok niego był kurczak, czyli Ross
oraz żaba, czyli Rocky.
- Odczarujemy ich? - spytał się RyRy. Dziewczyny pokiwały przecząco głową.
- Ja tam nie widzę powodu do ich od czarowywania.. Riker jest tak tak samo obślizgły jak przedtem. - starsza Marano wzruszyła ramionami.
- A ja nie widzę różnicy pomiędzy Rocky'm, a żaba. Normalnie jedno i to samo. Nawet wyglądem się nie różnią. - powiedziała Rydel ze smutną minką.
- Ej! - oburzył się brunet wraz z blondynem.
- A Ross jest tak samo słodki. - szepnęła Laura, ale ja to usłyszałem.
- Co?! Powiedziałaś, ze Ro... - brunetka zatkała buzie Nessie.
- Chyba każdy to słyszał. - zaśmiał się Ryland.
- Nawet oni? - spytałem pokazując na trójkę zwierzątek.
- Nawet, nawet. - blondyna uniosła brwi. Uśmiechnąłem się do niej.
- Dziękuje. - zwrócił się do Lau, blondyn. Podskoczył na kurzych nóżkach do pozostałej dwójki. - Ha! Powiedziała, ze jestem słodki!
- Nie kumam go... - zarechotał Rocky.
- A powinieneś. - Rik spojrzał na swojego brata. Oni chyba już dawno zapomnieli o ich kłótni. Nawet pewnie nie pamiętają o co poszło. Bracia nie potrafią się długo na siebie gniewać. No chyba, że to coś poważnego. Wtedy przemoc nie jest wzbroniona, a nawet zalecana. Dziewczyny przekręciły oczami.
- Ryland, Ell pomożecie? - zapytała się nas Van. Przytaknęliśmy oraz nakierowaliśmy swoje dłonie razem z dziewczynami na postacie zwierząt. Kolorowe iskry leciały z nas tak jakby nigdy nie miały końca i nie wiadomo skąd się wzięły. Nieswojo się z nimi czuje. I jeszcze ten dymek wokół Twojej osoby. To wkurzające, ale mi to zostanie tak na zawsze. Z resztą tak samo jak reszcie. Po kilku sekundach buntownicy byli już normalni. Uśmiechnięci odetchnęli z ulgą i opadli na sofę. Dołączyliśmy do nich. Mają problemy... Phi!
*Rydel*
Wymknęłam się cichaczem z salonu do swojego pokoju. Wyciągnęłam z szafy karteczkę. Zapisaną karteczkę. Nie wiem od kogo ona może być. Dostałam ja niedawno i leżała pod moim oknem. Muszę coś z nią zrobić. Nie pokarze tego rodzinie, nie mogę ich narażać. Brakuje mi jeszcze, żeby coś im się stało. Te kłótnie i bijatyki na moce tylko pogarszają sprawę. Powinniśmy żyć w harmonii. Ale jak tu żyć jak dostaje się TAKIE karteczki! Nie codziennie widzicie czarna kartkę z białymi napisami przed oknem, prawda? Muszę być silna i nie dać się zdradzić. Postaram zachowywać się normalnie i nie wzbudzać podejrzeń. Może pokłócę się z Rocky'm... chwila STOP! Zero kłótni! Tylko jak ja mam być normalna nie dokuczając innym i ze wzajemnością. To będzie trudne. Musimy się wszyscy jakoś zgrać i chyba mam pomysł jak to zrobić. Wykorzystam go jutro. Musi się udać. Dla bezpieczeństwa moich braci i sióstr. Za bardzo ich kocham, żeby stracić. Schowałam kartkę pod poduszkę. Nie może jej nikt zobaczyć dopóki tego nie rozwikłam. Wyciągnęłam z biurka notesik wraz z długopisem. Położyłam się na łóżku i zaczęłam pisać moje pomysły na zgranie rodziny. Wyszło ich całkiem, całkiem. Nawet niektóre są sensowne:
1. Wspólny wyjazd na obozowisko.
2. Połączenie sił w grupie np. Przy rywalizacji zespołów.
3. Rozwinięcie pasji i ich połączenie.
4. Stworzenie zespołu.
5. Wspólne odkrywanie mocy.
6. Paintball w ogródku.
7. Pomaganie sobie np. Gdy ktoś sobie coś zrobi.
8. Wypad do kina.
9. Słuchanie się wzajemnie.
10. Zamiana kłótni, mdlenia i płaczu na śmiech, radość i zaufanie.
Odłożyłam rzeczy na stolik nocny. Muszę choć jeden z tych pomysłów zrealizować. Może zacznę od punktu 4.? W sumie to mogło by się udać. Jednocześnie wykonałby się punkt 3. i miałabym go już z głowy. Jutro może poruszę temat muzyki. To jedyny przedmiot, dziedzina, pasja, która nas interesuje. Muzyka i śpiewanie. Podrapałam się po karku. Teraz dotarło do mnie jedno. ROCKY MOŻE MNIE PODSŁUCHIWAĆ! Oby jednak był zajęty serialem w telewizji. Pełna obaw ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych. Otworzyłam je na oścież, wyszłam i zamknęłam. Powoli udałam się na parter, gdzie (chyba) siedziała cała reszta. W salonie nie zastałam nikogo. Dziwne. Ruszyłam w stronę kuchni. Cisza. W jadalni, pokojach, basenie, sali na dworze, łazienkach, strychu tak samo. Ta wkurzająca cisza! Zostało mi tylko jedno pomieszczenie. Nie odwiedzane jedno pomieszczenie, które było tylko i wyłącznie w naszym domu. Domu Lynch'ów i Ratliff...
***
Hi people!
Dziś się nie rozpisuje :*
Tak, więc w życiu chłopaków i dziewczyna zaczynają być schodki :D. Nawet nie wiecie jaką im wpadke zrobiłam w 21 rozdziale xD.
Piszcie co sądzicie i prosze o głosowanie w ankiecie. Bo jestesm jak widać na 21 rozdziale i niewiem co dalej :3
Miłej niedzieli :*
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
Pozdrawiam,
Sashy ♫
piątek, 2 stycznia 2015
Zwiastun 10 rozdziału :D
A OTO ZAWIASTUN 10 RODZIAŁU:
- JAK JA NIE MAM PO CO ŻYĆ! JAKAS WIEWIORA SIE ZA MNĄ UGANIA
- Jak on sie szarpie!
- Trzymajcie mnie, bo zaraz ja dołączenie do niego. - mówił Ratliff pokazując na nieprzytomnego blondasa.
- Nie no! On śpi?! Po moim trupie!
- Rydel co to jest? - spytała Laura.
- Prowizoryczny burdel. - zasmiala sie.
- Rossy misiaku wolniej. - wymruczala czerwoniwlosa dziewczyna. Dzięki! Nie polepszylas sytuacji!
- Nie Ross! Nie podchodz! Zostaw mnie. Jeszcze brakuje mi zajść w ciążę.
- Straciliśmy bita śmietane...
ZBOCZEŃCE NIE MYŚLCIE SOBIE XD
WIĘCEJ W NIEDZIELE :*
- JAK JA NIE MAM PO CO ŻYĆ! JAKAS WIEWIORA SIE ZA MNĄ UGANIA
- Jak on sie szarpie!
- Trzymajcie mnie, bo zaraz ja dołączenie do niego. - mówił Ratliff pokazując na nieprzytomnego blondasa.
- Nie no! On śpi?! Po moim trupie!
- Rydel co to jest? - spytała Laura.
- Prowizoryczny burdel. - zasmiala sie.
- Rossy misiaku wolniej. - wymruczala czerwoniwlosa dziewczyna. Dzięki! Nie polepszylas sytuacji!
- Nie Ross! Nie podchodz! Zostaw mnie. Jeszcze brakuje mi zajść w ciążę.
- Straciliśmy bita śmietane...
ZBOCZEŃCE NIE MYŚLCIE SOBIE XD
WIĘCEJ W NIEDZIELE :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)




