niedziela, 19 kwietnia 2015

Rozdział 24 Kto powiedział, że chcę Ciebie zabić?


*Vanessa*
Już od godziny siedzę z dziewczynami w pokoju brunetki. Doszli do nas Riker, Ratliff i Ryland. Rocky niby rozmawia z Ross'em. Gdybym mogła zabiłabym go od razu. Ale jak tu kogoś zabić jak jest nieśmiertelnym?! Ironia losu... Razem z dziewczynami cały czas próbowałyśmy oczyścić jej twarz. Tylko się nie dało. Co każde oczyszczenie ręcznikiem jej twarz zalewała się nową porcją łez i krwi.
- Czemu to nie chce zejść. - szepnęłam cicho. Moje łzy na policzkach już dawno zaschły.
- Spokojnie... Trzeba ją na początek uspokoić. - podszedł do mnie Riker i przytulił do siebie. To samo zrobił Ryland z Sav i Ell z Ryd. Dziewczyny ryczały.
- Nigdy nie widziałam jej w takim stanie. - powiedziała brunetka tuląc się do młodego Lyncha.
- Uwierz my też... - mruknął Ellington.
- Tylko Vanessa widziała taki przypadek na własne oczy. - Delly oderwała się od bruneta.
- Tylko nie płakała krwią. - wychlipałam.
- Już spokojnie.. Nie potrzeba kolejnej płaczącej Marano przez tego samego debila. - powiedział RyRy. Wszyscy w szóstkę przytuliliśmy się. Tym razem wszyscy płakali. Wszyscy to w jakiś sposób przeżywaliśmy. Laura może mieć depresję. I to przez Ross'a - chłopaka, w którym jest lub była zakochana ze wzajemnością. Tylko z miłość płacze się łzami i krwią.
- Zasnęła? - wszyscy odwrócili się w kierunku nadawcy głosu. Był to Rocky, który stał w drzwiach wraz z Ross'em.
- Widocznie tak. - powiedziałam patrząc na brunetkę. Moja mała sis...
- Nie przeszkadzajmy jak śpi to chociaż w spokoju. - powiedział Riker i cmoknął mnie w czoło.
- Słodka... - usłyszałam szept Ross'a, który wpatrywał się w moja siostrę jak obrazek.
- I prawie ja straciłeś. - szturchnął go RyRy. Blondyn westchnął i wszedł głębiej do pokoju.
- A Ci jeszcze mało kpin?! - warknęła cicho Savannah.
- Spokojnie... My wyjdziemy, a on niech popatrzy do jakiego stanu ją doprowadził... - westchnął Rocky. Wszyscy wyszli z pokoju. Ja jednak skorzystałam z mocy nie widzialności i obserwowałem poczynania chłopaka. Ross podszedł do Laury leżącej na łóżku. Kiedy zobaczył jej policzki czerwone od zaschniętej krwi, zasłonił usta dłonią, a w oczach pojawiły się łzy. Nachylił się nad twarzą brunetki. On jeszcze ma zamiar ja całować?! Po moim trupie! Blondyn jednak nachylił się nad jej twarzą, a jego łza spłynęła na policzek mojej siostry. W szoku patrzyłam na miejsce gdzie słona ciecz blondyna wylądowała. To ja i dziewczyny się trudziłyśmy z tą krwią na jej twarzy, a wystarczyła jego łza do oczyszczenia jej policzków. Wyczarował on na swojej dłoni taflę wody i swoją dłonią przejeżdżał po policzkach Lau. Robił to delikatnie. Może obawiał się, że się zbudzi. Po kilku minutach, gdy brunetka wyglądała normalnie odsunął się. Westchnął, a z jego oka popłynęła duża czarna łza. A może to też krew? O co w tym wszystkim chodzi?!
- To miłość Van. - powiedział blondyn, a ja zdębiałam.
- Tutaj nie ma Ness'y! - krzyknęłam, lecz cicho. Zaśmiał się krotko.
- Tylko rodzinie nie można czytać w myślach. - zacytował. Wypuściłam powietrze. Zdemaskował mnie skubaniec.
- Czego od niej chcesz? - spytałam wychodząc z kąta w postaci widzialnej.
- Teraz? Tylko wybaczenia... Rocky mi wyjaśnił, że zaufania tak szybko nie zdobędę. Ale powiedział, że mam walczyć choć o przyjaźń. - odwrócił się w moja stronę.
- Jesteś kretynem, wiesz? - spytałam mrużąc oczy. Pokiwał ze zrozumieniem głowa. - Zaufa Ci..
- Co?
- Zaufa. Laura. Znam swoją siostrę i wiem, że coś do Ciebie czuje. Ostatni raz zranił ją Shan. Owszem załamała się, ale..
- Co ale? - spytał ciekawy blondyn.
- Nie płakała krwią. Nawet teraz nie wiem o co w tym chodzi. I jeszcze Twoja czarna łza... - powiedziałam. Uśmiechnął się do mnie.
- Płacze się krwią przez zranione serce przez druga połówkę. Ale to musi być silne zranienie, tak jak teraz. A czarna łza... Nie pamiętam. - wyznał. Wzruszył ramionami.
- Ale ja pamiętam. - usłyszeliśmy za sobą męski głos.
- Riker? - spytałam i przytuliłam się do jego torsu.
- Tak kochanie. Jeśli chodzi o czarne łzy... - wziął głęboki wdech i zaczął cytować zapewne z Magicznej Księgi. - "Czarne Łzy zwane Bl-cry występują, gdy dana osoba cierpi. Jest to oznaka, że bardzo jej zależy i czuje się współwinny. Czarne łzy u nad przyrodzonych występują przy Pogrzebie. Ale również przy goryczy nad ukochaną osobą." - skończył, a ja spojrzałam na jego brata. Patrzył się na brunetkę i wzdychał.
- Wybaczam Ci. - powiedziałam. Lynch spojrzał na mnie.
- Serio? - ucieszył się.
- Tak, wierze, że ją kochasz. A ona kocha Ciebie, chce jej szczęścia. A przyszłego męża lepszego by nie znalazła. - przytuliłam go do siebie.
- W takim razie jak moja Ness'ie Ci przebacza to ja też. Ale spróbuj jeszcze raz takie coś zrobić. - pogroził mu Riker.
- Dziękuje. - szepnął 17-latek. Teraz przytulił się do Riker'a. Mam być zazdrosna? Nie, lepiej nie...
- Chodźmy spać inni już to robią. Jest 23:45. - powiedziałam i wyszłam z pokoju brunetki. Podobnie jak dwaj blondyni. Oni poszli w swoje strony, a ja do swojego pokoju. Tam umyłam i przebrałam się za pomocą czarów. Nie mam siły na NIC. Rzuciłam się na łóżko i z głową w poduszkach, zasnęłam...

*Ross*
Jest 2:34! Nie to, że nie mogę spać. Śpię z urywkami. Ale teraz zostałem zbudzony. Przez co? A raczej przez kogo? No oczywiście, że przez Laurę. Brunetka krzyknęła tak jak wtedy w namiocie. Może kolejny sen? Albo koszmar? Zerwałem się z łóżka i pobiegłem w kierunku pokoju brunetki. Dziwne, że nikogo nie obudziła tylko mnie. Może mam na nią jakoś wyczulony słuch... Nie myliłem się. Zastałem skuloną w rogu łóżka Laurę. Wyczarowałem świeczkę. Zapaliłem delikatne światło na świecy i postawiłem ją na komodzie brunetki. Zamknąłem drzwi. Nie na klucz. Podszedłem bliżej brunetki. Ta jednak szybko podwinęła kołdrę i się nią opatuliła. Wyglądała słodko. Jednak ten obraz niszczyły łzy na jej policzkach. Na szczęście to były tylko łzy.
- Laura wszystko dobrze? - spytałem podchodząc do niej.
- W-w-wyjdź.. I-idź do-o kogo-oś lepsze-e-go. - wydukała.
- Nie opuszczę Cie. - usiadłem na krańcu jej łóżka. Spojrzała na mnie brązowymi oczami. Złapałem jej dłoń. Nie zabierała jej, więc zacząłem ją głaskać. Jednak teraz ją wyrwała.
- Nie! - krzyknęła i schowała się cała pod kołdrę. Wyglądała jak bezbronne dziecko chcące się schować przed potworem z szafy. Odsunąłem się od niej na trzy metry. Odsłoniła czubek swej głowy. Jej załzawione oczy patrzyły na mnie ze strachem. Jak ja chce cofnąć ten przeklęty czas. Nagle brunetka wstała i zrzuciła z siebie kołdrę. Wyczarowała nóż w dłoni i zaczęła się do mnie zbliżać. Z rozszerzonymi oczami cofałem się dopóki nie natknąłem się na ścianę.
- Laura nie rób niczego głupiego... - wychrypiałem. Skierowała nóż w stronę mojej szyi. Przełknąłem gęstą ślinę. Lecz Lau nic nie zrobiła. Żadnego kroku dalej. Zastygła w tej pozycji.
- Kto powiedział, że chce Ciebie zabić? -  spytała. Zamieniła nóż w pistolet i przyłożyła go sobie do skroni.
- Laura... - chciałem do niej podejść, wyciągnąć rękę, jednak przerwał mi ta czynność stanowczy głos dziewczyny.
- Nie zbliżaj się, bo strzele!
- Nie zrobisz tego... Jesteś nieśmiertelna.
- A może kula jest nasączona eliksirem śmiertelności? - uśmiechnęła się cwaniacko, a u mnie przerażenie wzrosło.
- Dlaczego?
- Dlaczego?! Ty się jeszcze pytasz?! Jestem tylko piątym kołem u wozu i cytując Twoje słowa: dziwka, która puszcza się z każdym nie ważne czy w domu czy w parku! - przerwała ze łzami w oczach. - Nie jestem nikomu potrzebna. Jestem nikim. Nikt nie będzie za mną płakał
- A ja?! - krzyknąłem. I nikt mnie jeszcze nie usłyszał?! Co to za dom, no?!
- Ty tylko to potwierdziłeś. - powiedziała z wyczuwalnym smutkiem. Zacisnęła powieki i przycisnęła broń mocniej do czoła. Wykorzystałem moment i podbiegłem do niej. Odciągnąłem jej dłoń z bronią. Musiałem się z nią szarpać.
- Nie możesz tego zrobić. - nasze czoła się stykały. Oboje mieliśmy zaciśnięte zęby, wbity w siebie stalowy wzrok, krople potu. Mocowałem się z nią. Chciała wyrwać swoją rękę, by dokończyć to, co chce zrobić.
- A to niby dlaczego?! - warknęła. Jej plecy przechylały się do tyłu. Mam przewagę.
- Bo Cie kocham! - krzyknąłem i wpiłem się w jej usta. Tego mi brakowało. Tej bliskości miedzy nami. Brunetka mimowolnie wypuściła broń i zaplotła swoje ręce na mojej szyi zatapiając dłonie w moich włosach. Jedną ręką objąłem ją w tali, a drugą zatopiłem z jej brązowych włosach. Całowaliśmy się zachłannie, namiętnie z pożądaniem. Chcąc poczuć bardziej smak jej ust wdarłem się do jej jamy ustnej językiem. Nie stawiała oporów, nawet sama brała udział i swoim językiem gładziła moje podniebienie. Z każda kolejną chwilą pogłębialiśmy pocałunek. Nachalnie zaczęliśmy się do siebie przyciskać. Pod tym wpływem upadliśmy na podłogę, a prostując ja na brunetce. Lecz nie przerwaliśmy tego momentu. Umieściłem swoje ręce pod głowa brunetki. Ona nie zmieniła swojej pozycji. Ta chwila mogłaby trwać wieczność. Jednak tak być nie może. Oderwałem się od brunetki bardzo niechętnie.
- Co-o-o to-o było-o? - wydukała.
- Jeszcze raz spróbuj popełnić samobójstwo, a będzie gorzej Skarbie. - uśmiechnąłem się i wstałem z brunetki. Sam wziąłem ją na ręce i położyłem na łóżku. Przykryłem ją czerwoną kołdrą.
- Lau...
- Nie mów tak do mnie. - szepnęła. No tak.. Co na sobie myślałem? Ze po pocałunku wszystko będzie dobrze.
- Lauro..
- Ani tak.
- Marano...
- Nazwisko zastrzeżone.
- Cholera, Kobieto! - błagam was. Niech mi nie przerywa. - Wiem, że prędko mi nie wybaczysz, ani nie zaufasz z powrotem, ale proszę... Powiedz, że jest jeszcze nadzieja na odbudowanie tego co miedzy nami było. - kleknąłem przed jej łóżkiem. - Błagam.
- Ross...
- Imię zastrzeżone. - zaśmiała się na jej papugowanie.
- Nie wiem, co o tym myśleć. Ale.. bądźmy na dystans. - wyszeptała. Pokiwałem ze zrozumieniem głową.
- A powiesz czemu krzyknęłaś? - spytałem z nadzieja.
- Miałam koszmar... Śniło mi się to co 5h wcześniej. - wydukała. Znowu wracamy do tamtej sytuacji.
- Ja.. Przepraszam! Tak bardzo przepraszam! - po moich policzkach popłynęły łzy. Laura starła je drżącym kciukiem.
- Idź spać.. Spokojnie nie zabije się... I... Powiem to teraz, bo później nie będę miała odwagi. Też Cię kocham. - szepnęła i pocałowała mnie szybko w usta. Z lekkim uśmiechem oddaliłem się od brunetki. Zgasiłem świeczkę. Opuściłem jej pokój, a sam skierowałem się do swojego. Spojrzałem na telefon. 3:43. Aż tak długo rozmawialiśmy? A może tyle trwał pocałunek? Odłożyłem telefon na szafie nocna. Położyłem się na łóżku i patrzyłem w sufit. Dlaczego nikt nie przyszedł? Wydzieraliśmy się co najmniej na pół miasta. Pomimo, że jest noc to jest całkiem jasno. To przez księżyc w pełni. ,Jest piękny..., Kto? Van? ,Tak., Nie śpisz? ,Przez was nie mogłam., słyszałaś nas? I nie przyszłaś? ,Tak, a nawet widziałam WSZYSTKO., co?! Czyli, że reszta rodziny też użyła zaklęcia? ,Trafiony zatopiony., No to teraz będą docinki... ,Będzie z Ciebie dobry chłopak dla mojej sis. Tylko musisz bardziej uważać na słowa., Błagam nie wypominajcie tego błędu. ,Dobra, powracam do patrzenia na księżyc. Dobranoc., Dobranoc. Spojrzałem jeszcze raz na sufit po czym przekręciłem się na bok i zasnąłem.

*Ryland*
Jest już godzina 15:00. Kiedy rano powiedziałem wszystkim o przybyciu tajemniczego gościa zaczęli latać jak najęci. No oprócz mnie i Ellington'a. Co do Laury wiadomo. Nawet się nie ruszyła z łóżka. Cały czas leży i patrzy się raz na ściany, a raz na sufit. Wracając. Kiedy wszyscy dowiedzieli się o przyjściu kogoś zaczęli myśleć gdzie będą przebywać. Chcieli by też Laura uczestniczyła w rozmowie, więc po długich obmyśleniach dziewczyny wyczarowały dla Lau nową piżamkę, w jej pokoju umieściły koc i pełno poduszek. Również materace. Inaczej mówiąc pokój brunetki to istny dmuchany zamek, tylko zamiast Helu jest pierze. Vanessa wraz z Savannah za mną chodzą i pytają o szczegóły dotyczącej osoby. Ograniczyłem się do: dziewczyna, blondynka. Ale to im nie wystarcza. Riker, Ratliff i Ross siedzą w pokoju Laury. Z tego co wiem Rik i Ell zapytują o szczegóły z wczorajszej nocnej akcji Raury. Nie wiem po co jak oni i WSZYSCY przy tym byli. Rocky spokojnie siedzi u siebie i się szykuje, a Rydel kończy porządki i ostatnie detale. Nawet nie wiedzą kto to, a opracowują takie szczegóły. A gdyby to był menel? Przywitały by go bagietkami? Czy raczej nimi biły? Któż to może wiedzieć? Po mieszkaniu rozszedł się odgłos dzwonka.
- MY OTWORZYMY! - krzyknęły brunetki. Wszyscy pojawili się na dole. Oczywiście wiadomo oprócz kogo. Drzwi się otworzyły, a w nich stała blondynka.
- Cześć dziewczyny! - krzyknęła na powitanie.
- Alexa!!! - brunetki przytuliły dziewczynę.
- Tak to ja. - zaśmiała się. - Cześć RyRy, Hej Ross! - pomachała nam.
- Hej! - odpowiedzieliśmy.
- Wy ją znacie?! - zdziwiła się Sav.
- To była pielęgniarka Laury i RyRy'ego. - wytłumaczył Ross.
- Hej jestem Rydel, a to Riker, Ellington i Rocky. - przedstawiła ich siostra. - Rocky nie ślin się!
- Co? - spytał nieobecnie patrząc na blondynkę. Ktoś tu się zadurzył.
- Ja jestem Alexa Down. - blondynka weszła w głąb domu. - Mam nadzieje, że nie robię problemów? Lau mnie zaprosiła.
- Skądże. Miło nam Cie poznać. - powiedział Riker.
- A skąd znasz siostry Marano i ich kuzynkę? - spytał ciekawy Ratliff.
- To ich taka przyrodnia siostra była. - wyręczyłem blondynkę.
- Dziękuje. - pokiwała głową. - Em... A gdzie Laura?
- Lepiej Ci pokarzemy. Gorzej tłumaczyć. - Savannah zaczęła ją ciągnąć w stronę jej pokoju.
- Ma jakieś powikłania po wypadku? - przestraszyła się.
- Nie! To coś INNEGO. - powiedziała Ness'a. Weszliśmy do pokoju brunetki. Widok jaki zastała Alexa przeraził ją. Wyczerpana brunetka leżąca w piżamie po 15.
- O matulu najdroższa! - dziewczyna zakryła sobie dłonią usta i podeszła do brunetki. Laura widząc ją odwzajemniła jej przytulenie.
- Przyszłaś. - wycharkała.
- Obiecałam. Kochanie... Co ci? - spytała.
- To raczej ja wyjaśnię. - powiedział Ross.
- Zapoznaj się z nimi ja odpocznę. A tak w ogóle oczyściłam szwy. - szepnęła brunetka. Blondynka pokiwała głowa na znak, że rozumie. Usiedliśmy w kółku na podłodze na poduszkach. Ross zaczął opowiadać Alexie jak to się stało, że Laura jest w takim stanie. Pominął o tym co stało się w nocy, ale z tym wyręczył go Rocky. Gadał jak najęty o tym co działo się po 2. Po tym jak Alexa stwierdziła, że Laura i tak znosi to lepiej niż powinna, dała jej lekarstwa i zasnęła. Opowiedzieliśmy Alexie wszystko z naszego życia, od spotkania do teraz. Łącznie z Evil'em. Słuchała nas uważnie. Ale teraz przyszedł czas na to by Down coś opowiedziała o sobie!
- Mam 19 lat. Mieszkam w hotelu. Pracowałam jako pielęgniarka, ale jakoś tak nie za bardzo ta praca mi podchodziła. Mój status to singielka. Jestem przyrodnią siostrą Marano, jednak nie taką prawdziwa. To wszystko z życia "normalnej", a teraz coś ze Świata Magic... Moi rodzice zapadli w śpiączkę alergiczną na magię. A, że było jej dookoła to wiadomo jak się to skończyło. Kaput. Ja za to mam moc uzdrawiania. - skończyła swój dość długi, ale też krótki monolog.
- Moc uzdrawiania? - spytał Riker.
- Tak, ta moc jest mało znana.
- Nie masz chłopaka? - zapytał jakby z nadzieja Rocky.
- Nie mam. - zaśmiała się.
- Nie lepiej Ci mieszkać w willi? - podniosła brwi Savannah.
- Tak samej... Raczej nie.
- To zamieszkasz z nami. - uśmiechnęła się Vanessa. Wszyscy jej przytaknęli. - nie narzucasz się. Załatwimy wszystko magią.
- Dziękuje. - przytuliła każdego z osobna.
- Jeszcze jedno pytanie... Jakie lubisz narzędzie tortur? - spytała poważnie Delly.
- Ja?... Kocham moją siekierę Roxy.
- O Boże kolejny przedmiot na mojej twarzy. - skrzywiłem się.
- Nie tylko na Twojej. - westchnął Ell i spojrzał wymownie na blondynkę. Nie raz dostał z wałka.
- Widzę nowe doznania. - zaśmiała się. - To ja wszystko załatwię. - dziewczyna pstryknęła palcami. Zniknęła na 40 sekund po czym pojawiła się z powrotem.
- Już? - zdziwiła się Ness.
- Tak. - uśmiechnęła się i odstawiła sześć walizek wypełnionych po brzegi rzeczami.
- Zaprowadzę Cie do pokoju! - zaoferował Rock i poszedł wraz z blondynka do jej lokum poprzednio zabierając jej walizki. Wrócili po chwili i usiedli na swoich miejscach.
- Poczytamy o Twojej magi? - spytałem.
- Laura się obudziła! - krzyknął cicho Ross.
- Głośniej niech się wystraszy! - warknął głośno Riker. Niestety, to spowodowało nagle zerwanie się brunetki.
- Co się dzieje?! Nie odchodź kocham Cie! - rzuciła się na łóżko i znów zaczęła płakać. Teraz na powrót były to łzy i krew.
- Jest z nią gorzej niż myślałam. - Alexa szybko pojawiła się przy Laurze. - spokojnie Skarbie. - dziewczyna położyła jej rękę na czole, a ta natychmiast przestała płakać.
- Teraz trzeba oczyścić jej poliki, to już gorzej. - załamała się Delly.
- Nie do końca. - powiedziałem. Podszedłem do Ross'a i uderzyłem go w brzuch.
- Uhh.. Pogrzało Cie? - zacisnął powieki.
- Należało Ci się. - stwierdziłem. Spod jednej z jego powiek wypłynęła łza. Szybko pociągnąłem blondyna w stronę dziewczyny. Laura była w szoku. Słona ciecz skapnęła na jej czerwony polik po czym oczyściła go.
- Moc wody. - stwierdziła z prędkością Alexa. - Masz moc wody, a to jest też miłość. Twoja nowa moc będzie związana z romantyzmem.
- Uuu romantyk. - zabuczeli Riker, Rocky i Ell.
- Ja osobiście ich lubię. - stwierdziły na raz wszystkie dziewczyny. Chłopacy jak oparzeni zaczęli cofać swoje słowa, a panie śmiać.
- Lau masz księgę? - spytałem. Pokiwała twierdząco głowa. Schyliła się ona pod łóżko i wyciągnęła Magiczna Księgę. Przeszukała kartki i zatrzymała się na jednej z nich. Jednocześnie wypadła jakaś różowa kartka. Rocky ją podniósł.
- "Obserwuje Was i mam na muszce. - Evil". - brunet spojrzał na wszystkich.
- Musimy zacząć trenować. - stwierdziła Delly, a wszyscy jej przytaknęli.
- Moc Uzdrawiania... - szepnęła Laura i podała książkę Ross'owi. On niepewnie ją zabrał i zaczął czytać.
- "Moc Uzdrawiania zwana również jako Livex. Jest to moc mało znana, a tym bardziej popularna. Służy ona do uzdrawiania zwierząt jak i osób. Osoby z ta mocą uważa się za optymistyczne i odpowiedzialne. Wadą jest zbyt szybkie podejmowanie decyzji, a zaletą, że ma prawie zawsze racje."
- Sama o tym nie wiedziałam. - powiedziała blondynka z uznaniem.
- Teraz już wiesz. - szturchnął ją zaczepnie Ell.
- A przechodziłaś rozszerzenie mocy? - spytałem ciekawy. Spojrzała na mnie z uśmiechem i pokiwała głową na tak.
- Jakoś wszyscy teraz mają rozszerzenie. - burknęła Vanessa wtulając się w Riker'a.
- Prawda. - zaśmiała się Sav.
- Dalej pocałuj ją! - krzyknął nagle Rocky. Nie wiedziałem o co chodzi. Odwróciłem się w stronę Laury na łóżku. Zrozumiałem o co chodzi. Blondyn oddawał jej księgę i się zatracili w swoich oczach.
- Masz moje pozwolenie. - zaśmiał się Riker.
- I moje! - wydarła się Delly.
- Dalej! - krzyknęli wszyscy. Ross odrzucił książkę w bok. Posadził sobie Laurę na biodrach, objął ja w pasie i pocałował. Ona swoje ręce umieściła na szyi blondyna. O fuj! Czy oni wiedza ile to jest zarazków?! Wymiana śliny, ble! Ross całując położył się na Laurze, a ona zaplotła nogi wokół jego bioder. Nie no jak nie przestaną, kto wie do czego dojdzie...
- Ja nie chce być wujkiem. - szepnąłem.
- A ja ciocią. - powiedziała Savannah.
- Wiecie.. Nie chce nic mówić, ale to pozycja jest dwuznaczna. - wtrąciła Alexa.
- Dziwna. - podsumował Rocky.
- Ej dobra może im przerwiemy? - spytał Riker.
- I oni to tak na jednym oddechu? - zastanawiał się Ellington.
- Przerwiemy. - przytaknęła Rydel.
- I to natychmiast. - powiedziała szybko Vanessa kiedy zobaczyła, że ręce Ross'a są pod koszulą jej siostry, a ręce brunetki natomiast na pasku od spodni blondyna. - Raura!!! Na dzieci jeszcze pora! - krzyknęła.
- Boże Kobieto jaki krzyk. - jęknąłem.
- Dziękuje.
- Coś mi się zdaje, że jego moc jest coraz bliżej. - podsumowała blondyna. Rydel jej przytaknęła.
- Laura... - blondyn podniósł się z brunetki i ciężko dyszał. - prze... praszam.. - brunetka zerwała się z łóżka i pobiegła do swojej łazienki. Zamknęła się w niej.
- Laura! - wydarła się Savannah.
- Cholera. Zawsze coś sknocę. - zaklął Ross i podbiegł do drzwi od łazienki.

*Narrator*
- Długo będziesz tak dotykał tych ust?! - pytał się Ross'a, Riker. Blondyn siedzi pod drzwiami od łazienki brunetki i cały czas przejeżdża opuszkami palców po swoich wargach.
- Pocałuj Nessę. - dogryzł mu 17-latek.
- Ej! Ja tu jes.. Mmm! - wypowiedź brunetki przerwał natarczywy pocałunek jej chłopaka.
- Kolejni od zarazek. - załamał się Ryland.
- Przestań, to słodkie.. - szturchnęła go Sav.
- Wymioty. - podsumował brunet.
- Przesadzasz. - przysunęła się bliżej niego.
- Czy tylko mi się wydaje, że coś się zbliża? - spytała się szeptem Rydel, swojego przyjaciela.
- Coś iskrzy. - podchwycił z uśmiechem Ell patrząc na dwójkę najmłodszych w gronie.
- No to powiedz, jaki jest z tego pożytek? Udowodnij, że nie mam racji. - założył rękę na rękę. Ryland długo czekać nie musiał na reakcje Savannah.
- Taki. - mruknęła i pocałowała bruneta. On mimo, że wypierał się "zarazków" odwzajemnił z czystą przyjemnością gest brunetki.
- Wiedziałem/łam! - krzyknęli na raz Ellington i Rydel. Spojrzeli na siebie. Na ich twarzach pojawił się nieobecny uśmiech. Nachylili się i pocałowali. Czyli kolejna kissująca parka. Ktoś jeszcze został?! Nie?! To napiszmy od razu, że są wiatropylni i maja dzieci! The End! Znaczy... Tak by mogło być. Przepraszam autorce już odbija to przez ten ketchup po 1 w nocy. Alexa rozejrzała się po wszystkich i cicho westchnęła.
- Co jest? - spytał się jej Rocky.
- Wszyscy są szczęśliwi, a ja jakaś zagubiona w tej sytuacji. - odpowiedziała smętnie.
- Nie martw się. Jeszcze kogoś spotkasz.
- Nie o to chodzi...
- A o co?
- Nigdy się jeszcze nie całowałam. Nie wiem jakie to uczucie i jak to jest. - wyznała spoglądając na niego.
- Nie jesteś sama. Tez się nigdy nie całowałem. - powiedział szczerząc się.
- Serio? Taki niczego sobie facet bez pocałunku? - zdziwiła się.
- Może to się zmienić. - mruknął do jej ucha.
- Co masz na myśli? - zmarszczyła czoło.
- Że mi pomożesz przeżyć swój pierwszy pocałunek. - blondynka przeżyła większy szok kiedy brunet ją pocałował. Na początku nie wykonała żadnego ruchu. Zastygła w miejscu. Lecz odzyskała świadomość i sama zatracała się w gorących pierwszych pocałunkach.
- Laura błagam otwórz... - jęczał Ross pod drzwiami, które dzieliły go od brunetki. Popatrzył na towarzystwo i złapał się na swoje blond włosy. - MATULU JEDYNA! IRONIO LOSU! MUSICIE SIĘ CAŁOWAĆ PRZY MNIE KIEDY JA WALCZĘ O JEJ ZAUFANIE?! - krzyknął na wszystkich. Momentalnie każdy się od każdego oderwał. Pary spojrzały na siebie zszokowane po czym każdy z nich zemdlał. Ross widząc to pacnął się w czoło, a następnie kleknął i złożył ręce do modlitwy.
- Panie łaskawy daj mi siłę, bo nie wytrzymie. - wstał z podłogi i podszedł do drzwi od łaźni. Dlaczego nie użył czarów by dostać się do niej? Proste... Laura rzuciła na pomieszczenie i drzwi zaklęcie anty-czarowne. Dlatego bezbronny blondyn się tylko do niej dobijał.
- Lau jak nie otworzysz wywarze drzwi! - krzyknął. Brak odzewu. Ross zaczął się oddalać od drzwi. Kiedy jego plecy natknęły na ścianę wziął rozbieg i z wielką siłą powalił drzwi tak, że wypadły z zawiasów. Kiedy pył z drzwi opadł blondyn przeżył szok widząc brunetkę...
***
Hi People!
Może ta notka będzie trochę dłuższa xD.

Otóż na początek:
ZAPRASZAM WAS DO CZYTANIA BLOGA KINGI, W KTÓRYM JA I NIEJAKA PATIII WSPÓŁPRACUJEMY ;). JEŚLI JUŻ CZYTASZ TO ZOSTAŃ Z NAMI DO KOŃCA, A JEŚLI NIE TO JAK NAJSZYBCIEJ ZACZNIJ :D : http://lauravanessa-smile.blogspot.com/

Teraz tak: Kto pamięta jak pisałam, że wszyscy w tym rozdziale będą się kissać? xD Tak, tak sprawdzam Was czy czytacie notatki xD. O mam pomysł! Ten kto przeczyta notkę i będzie miał zamiar skomentować to oto coś dziwnego napisze pod koniec: Alone4u.
Hahaha... ja i moje pomysły xD.

No i czy coś jeszcze chciałam napisać... A! KOCHAM WASZE KOMENTARZE! XD. Niektóre mnie tak rozwalają, a niektóre powodują taki BIG SMILE, że nie wytrzymam xD. Dziękuje za nie wszystkie :*

No to koniec. :D Ktoś jeszcze chce gadać ze mną na GG? XD. Bo coś myślę że Kini i Pati ze mną nie wytrzymają długo ;P.
Pozdrawiam,
Sashy ♫

PS/ ONE-SHOT Z TB KINGO WSTAWIĘ MOŻLIWE, ŻE JUTRO. DZIŚ W NOCY BĘDĘ DOKAŃCZAĆ XD. MAM NADZIEJĘ, ŻE MI WYBACZYSZ JAK COŚ OPÓŹNIENIE. I DROGA ANN - WYŚLIJ JAK BĘDZIESZ MIAŁA CZAS, NIE ZMUSZAM ;D.

niedziela, 12 kwietnia 2015

Rozdział 23 Już dawno Sav powinna Cie dopaść.

MOŻECIE MNIE ZABIĆ I POCHOWAĆ XD

*Laura*
Pobiegłam razem z innymi na ulice. Jestem ciekawa jaką broń teraz używa moja siostra. Wiadome, że nie może używać magii... Jest przecież w "otwartej przestrzeni". Gdy stanęliśmy centralnie na środku ulicy momentalnie chciało mi się zemdleć... Vanessa z patelnią w dłoni siedziała na plecach Riker'a. On zaś miał miecz świetlny jak z Gwiezdnych Wojen tylko w zębach. Bo rekami przytrzymywał moją siostrę. Przed Rikessą uciekali dwaj bruneci. Ale na czworaka. Możliwe, że się wywalili. Nagle zatrzymali się. Van na przeciw Rocky'ego, a Rik na przeciw Ell'a. Bruneci wyciągnęli z kieszeni po marchewce i celowali nimi w zakochana parę. Podczas gdy to samo robili blondyn z brunetka, tylko mieczem i patelnią. O mój Boże. Zaczęłam lecieć do tyłu. Swobodnemu upadkowi na grunt zaszkodziła mi Rydel.
- Wow! Help me! Laura zaraz kapituluje... - wydarła się. Tamta czwórka i tak jej nie słyszała. Stoją jakieś 600m od nas.
- Ale tak prowizorycznie? - spytał Ryland.
- Nie! Na amen. - warknęła Savannah podbiegając do mnie i wachlując mi na twarz dłonią.
- Nie umieraj! Masz całe życie! - potrząsała mną Delly.
- Ej co je...? Aaaaaa! - krzyknął jak mi się zdaje Ross. Odepchnął Ryd i Sav. Nie wiem jakim cudem przechwycił mnie od blondynki jak ją w tym czasie odpychał. Anyway. Nie miałam zamkniętych oczu. Jest ze mną dobrze, to tylko chwila słabości. Nie codziennie widzi się taki widok.
- Normalnie... Kolejny raz. - Ryland pokiwał głową z niedowierzaniem.
- A masz szynko! - dotarł do nas krzyk Vanessy. Jak się okazało była a powrotem na plecach Riker'a. Teraz tylko coś się zmieniło... Vanessa była ubrana w dziwny strój.

- Co ona na sobie ma? - wydusiłam ledwo.
- Angar Truju! - krzyknął Ratliff wskakując na plecy Rocky'ego.
- Że niby kto? - prychnął brunet i zaczął uciekać z przyjacielem.
- Ciesz się, że nie biegniesz w tym co ja! - wrzasnął blondyn. Fakt, też miał dziwny strój.

- Właśnie! - moja siostra jakby się obudziła. Niezauważalnie po czarowała i w ten oto sposób Rocky i Ellington mieli na sobie te samo wdzianko.

- Aaaa! - krzyknęłam i zemdlałam...
...Obudziłam się w pokoju Ross'a. Wieczór jest. Przeciągnęłam się wyciągając ręce. Coś chyba walnęłam, bo wydało z siebie syk. Momentalnie się zerwałam.
- To bolało. - syknął blondyn.
- Co ty tu robisz?! - krzyknęłam.
- Mieszkam... Uspokój się. Przecież miedzy nami jest dobrze, więc co Ci zrobiłem? - spytał masując nos.
- Przepraszam.
- Nie szkodzi. - uśmiechnął się i usiadł na łóżku.
- Pytanie jak się tu znalazłam? - spytałam.
- W sumie... Zemdlałaś na widok Rocky'ego i Ellingtona. A w tym czasie Vanessa jakimś cudem walnęła mnie w nos i też zemdlałem. - odpowiedział mi chłopak. Pokiwałam głową ze zrozumieniem.
- A która jest? - kolejne pytanie z mojej strony.
- Będzie 19:35. Idziemy do kuchni? Tam jest reszta.
- A skąd to niby wiesz?
- Rocky...
- To wszystko wyjaśnia.. Przepraszam za Nessie.
- Nic się nie stało. - zaśmiał się i wstał z łóżka. Poszłam w jego ślady. - Tuli Tuli?
- Okey. - zaśmiałam się i go przytuliłam. Trzeba przyznać, że on przytula zupełnie inaczej co to niektórzy INNI. Kiedy stałam tak wtulając się w niego drzwi do pokoju otworzyły się, a w nich stał zszokowany drugi blondyn.
- Co to ma być?! - krzyknął.
- Tulimy się. A co ty tu robisz? - spytał jego brat.
- Przychodzę do MOJEGO pokoju?

*Riker*
Ross patrzył raz na mnie raz na Laurę. W sumie mrużył złowrogo oczy.
- Ross.. - zaczęła Lau.
- Nie tłumacz się. - zgasił ją szybko blondyn.
- Ej! Posłuchaj jej. - powiedziałem.
- Powinieneś być po mojej stronie! Jako pierwszy wiedziałeś! I ty jeszcze.. Ona mnie z Tobą zdradza! - warknął.
- PRZEPRASZAM PANA BARDZO. Ale nie przypominam sobie, żebyśmy byli RAZEM. - wtrąciła Laura.
- A! Czyli teraz masz RIKER'A?! Pobawiłaś się mną i lecisz do następnego?! - obserwowałem z daleka jak się kłócą. Błagam pomóżcie mi niebiosa.
- JA SIĘ NIE BAWIĘ LUDŹMI! On mnie tylko przytulił! A ty nawet nie zapytałeś mnie o chodzenie!
- I BARDZO DOBRZE! BO TO BYŁBY WIELKI BŁĄD!
- SKORO JESTEM BŁĘDEM TO PO CO ZA MNĄ LATAŁEŚ?!
- JUŻ SAM NIE WIEM! WIESZ CO CI POWIEM?! JESTEŚ NIC NIE WARTA! Nie wiem jak mogłem tak dać się omotać takiej idiotce jak ty! Mam Cie serdecznie dość! Poświęcałem się dla Ciebie kiedy to TY leciałaś do innych! Myślałem i mówiłem o Tobie, a teraz chce mi się wymiotować na jakąkolwiek myśl związana z Tobą! Jesteś tak wnerwiająca, a udajesz delikatną!!!
- Ross... - warknąłem, ale blondyn kontynuował.
- Jesteś idiotką! I D I O T K Ą! Nie dość, że taka święta to jeszcze puszcza się na każdym kroku! Nie ważne czy w parku, czy w domu! Wszędzie! Jestem najgorszym co mnie w życiu spotkało!!! - krzyknął.
- Ross! - syknęła Rydel, która wraz z resztą stała w drzwiach. Tam gdzie krzyki to i oni. A Ross tak się darł... A do tego na dziewczynę! Co go ugryzło?!
- Laura? - spytała drżącym głosem Vanessa. Jej siostra miała opuszczone głowę przez co jej włosy zasłaniały twarz. Van podeszła do niej i odgarnęła jej włosy z twarzy.
- O mój Boże... - zakryła usta dłonią Savannah.
- Laura? - spytał Rocky. Brunetka miała całe mokre policzki od łez. Znaczy nie tylko łez. To były łzy mieszane z krwią. A taki przypadek zdarza się tylko wtedy kiedy serce jest zranione. Jej wargi drgały, a jej tęczówki nabrały pustego kremowego koloru. Wyblakły.
- Ty chamie!!! - krzyknęła Sav i chciała rzucić się na zszokowanego Ross'a. Gdyby nie Ryland blondyn dostałby za swoje. Nawet bym jej dopomógł, ale przemocą nic nie zdziałamy. Tym bardziej, że muszę przytrzymywać Vanessę, bo jej furia wzrasta.
- Najgorsza... Niepotrzebna... Nikt. - szepnęła Laura, po czym upadła na ziemię zanosząc się gorzkimi łzami.
- Laura!!! - krzyknął Ell, który wraz z blondynka podbiegł do brunetki.
- Co jej jest? - spytałem.
- O nie, znowu! Błagam nie teraz! - krzyknęła Van. Wyrwała mi się i podbiegła do siostry.
- Matko... - Ross patrzył na wszystkich nieobecnym i pełnym strachu wzrokiem.
- I co zrobiłeś?! - krzyknął Rocky.
- Co się dzieje?! - spytała Delly.
- Depresja. - powiedziała Vanessa przez łzy. - Ostatni raz miała ja przez Shan'a.. - zacisnęła powieki.
- O nie... Laurka. - Ratliff uporczywie wpatrywał się w leżąca brunetkę.
- Ty sukinsynu, zabije Cie! - krzyknęła Savannah. - Puśćcie mnie! Ten gnojek mnie popamięta!
- Puść ją. - powiedział Ross. - zasłużyłem sobie.
- NO RACZEJ! - krzyknęła brunetka wyrywając się Ryland'owi.
- Kobieto... Przemocą nic nie zdziałasz. - tłumaczył jej brunet.
- Rydel, Sav bierzemy ją do pokoju! Prędko! - krzyknęła Vanessa. Podniosły one skuloną Laurę za pomocą czarów i przetransportowały ją do jej pokoju. Kiedy wszystkie cztery dziewczyny zniknęły pozostali spojrzeli na Ross'a. Ja nie byłem nawet w stanie na niego patrzeć.
- Przesadziłeś młody. - powiedziałem w podłogę.
- Nie wiem, coś We mnie wstąpiło... - blondyn próbował się bronić. - Riker spójrz na mnie. Powiedz coś..
- Nie mogę na Ciebie patrzeć. Nie po tym co zrobiłeś. To jest nie do zniesienia. - powiedziałem z wyraźnym smutkiem. Pokiwałem głową w prawo i lewo.
- Riker... Przepraszam. - Ross wypowiedział te słowa za chrypniętym głosem.
- Przepraszasz nie właściwą osobę. - powiedział Rocky na co pokiwałem zgodnie głową.
- Już dawno Sav powinna Cie dopaść. - warknął Ryland. - Powinieneś dawać mi przykład! A nie odstawiać takie coś! Jesteś brat czy nie?! - krzyknął Ryland i wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami.
- No i widzisz co narobiłeś?! Ech... Ryland! - Ell pobiegł za najmłodszym Lynch'em. ,Riker idź do dziewczyn... Porozmawiam z nim,. Dobrze Rock. Chodź i tak to nic nie da.
- Mam nadzieje, że to nic poważnego. - mruknąłem niesłyszalnie. Wyszedłem z pokoju i skierowałem się w stronę pokoju brunetki. Biedna Lau...

*Rocky*
Zostałem sam z Ross'em. Trzeba z nim porozmawiać.
- Nie popisałeś się młody. - powiedziałem po krepującej ciszy.
- Wiem... - powiedział siadając na łóżku i chowając w dłonie twarz.
- Tylko tyle? Wiem? Co Cie napadło?! - usiadłem obok niego.
- Bo... Mmmhm mmhm. - mruknął w dłonie.
- Co?
- Mmhm mmhm...
- Mów wyraźnie patrząc mi w oczy.
- Byłem zazdrosny! Wystarczy?! Byłem cholernie zazdrosny! - krzyknął patrząc pasz ułamek sekundy w moje tęczówki. Westchnął i ponownie schował twarz w dłoniach.

- I to powód by mówić dziewczynie, ze jest najgorsza? - spytałem.
- To była chwila... Kiedy ich zobaczyłem razem... TULĄCYCH SIĘ. Nie wytrzymałem. Wiem, że wina leży po mojej stronie. Nie było o co się wściekać nawet nie jesteśmy razem... - wypuścił powietrze i spojrzał na mnie ciemnymi smutnymi oczami.

- O nie kolego. Dobrze wiesz, że czasu się nie da cofnąć! My możemy, ale ze wspólnymi siłami. A Ci teraz nikt nie pomoże. - przypomniałem mu.
- Już dawno powinienem być na OIOM'ie pobity przez Delly, Sav, a szczególnie przez Ness! - krzyknął i walnął pięścią w poduszkę.
- Nie chciałeś tego mówić, prawda? - popatrzył na mnie. Z jego powiem popłynęła łza, która szybko starłem.

- To były słowa rzucone na wiatr. Nie z serca. Gadałem od rzeczy. Naprawdę myślę, że Lau to NAJLEPSZE CO MAM W ŻYCIU. Albo co miałem. - załamał się. Słyszałem skruchę w jego głosie.
- Musisz o nią walczyć. - powiedziałem w końcu. Spojrzał na mnie brązowymi oczami. Również pustymi jak brunetki.
- Mówisz? - spytał.
- Ja to wiem. - uśmiechnąłem się do niego pocieszająco. Momentalnie pojawiły się w jego oczach iskierki nadziei.
- Ale...
- Wiadomo, że Ci nie wybaczy i zaufa z powrotem tak od razu. Musisz walczyć i odbudować Waszą przyjaźń. Teraz nie możecie się kłócić. Pewnie Evil widząc to się śmieje i cieszy z waszego nieszczęścia. On tego chce. A my musimy temu zapobiec. Ale tylko w zgodzie nam się uda. - rzekłem. Blondyn pokiwał ze zrozumieniem głową. - więc jak?
- Będę walczyć. - powiedział z lekkim uśmiechem.

Przytuliłem go po bratersku. Podpowiedziałem mu w myślach by dał upust emocja. Posłuchał się mnie, bo po chwili płakał w moje ramię. Tak jak kilka lat temu. To wciąż był ten sam mały chłopczyk, który zgubił misia. Zagubiony... Bez wiedzy na temat Świata i jego niespodzianek. Pewnie nawet się nie spodziewał takiego wybuchu emocji. Widząc ukochaną z innym też bym wybuchł. Przynajmniej tak sądzę. Ale raczej nie na dziewczynie tylko na chłopaku. Chodzi mi o zemstę. Ross musiał się wylądować, a najbliższa osoba, która przy nim była to Laura. Był zły również na nią, więc wykorzystał moment. Tylko w zły sposób. Teraz biedna dziewczyna ma kolejną w życiu depresję. On niedługo też w taką popadnie. Będę mu pomagać. On chce ją odzyskać. Chce walczyć o jej ponowne zaufanie. Dla niego się poświęcę i mu pomogę. Byle żeby wszystko było dobrze i tak jak kiedyś. Jak za naszym pierwszym spotkaniem. My w ósemkę. Tak swobodnie rozmawialiśmy. Teraz wszystko się wali. Trzeba temu zapobiec. A kto inny jak nie ja, naprawi ta rodzinę?

*Ellington*
Siedziałem w pokoju RyRy'ego i słuchałem jego przemowy na temat jaki powinien mu dawać przykład Ross, a jaki daje. Wymienił kilka uwag na temat blondyna. Trzeba przyznać, że te uwagi nie były jakieś miłe dla uszu. Co fakt to fakt, Ross skrzywdził Laurę, ale to nadal mój przyjaciel. Po prostu trochę pogubił on się w scenariuszu. A Lau? Lau to moja siostra, której nie miałem. Chodzi mi o mniejszą siostrę. Poznałem ją przed Savannah, ale mam nadzieje, że ta druga również nią będzie.. Że my wszyscy kiedyś będziemy rodziną.
- A on to rozwalił! Było tak pięknie! A do tego jak przyjdzie Alexa to wszystko będzie w rozsypce! - narzekał dalej. Ech... Chłopak ma gadane. Ale coś mi nie pasuje.
- Wybaczy, że przerwę, ale... Kto to Alexa? - spytałem. Brunet spojrzał na mnie.
- Miałem nikomu nie mówić. Obiecałem Laurze, ale skoro już stało się samo wiesz co, to Ci powiem. Alexa była pielęgniarką. Moją i Laury. Kiedy wy wywieźliście Ross'a ona przyszła dla nas z obiadem. Laura musiała jej się bacznie po przyglądać, a dopiero po kilku minutach stwierdziła, że to Alexa Down. Jej przybrała siostra ze Świata Magii. Jeszcze tam niby ona i Van miały się ku sobie. Savannah też chyba znała. Jutro do nas ona przychodzi. Miała to być niespodzianka, ale ją diabli wzięli. Teraz wypadało by odwołać i przeprosić za zaistniała sytuację, ale jak, jak ja nawet nie mam jej numeru?! - skończył kolejna historię.
- Jak ty się czasami rozgadasz to strach z Tobą w jednym pomieszczeni przebywać. Mógłbyś pisać książki i recenzje filmów normalnie. - pokiwałem głową w szoku. Ryland przekręcił oczami.
- Ale jak ona tu przyjdzie... - nie pozwoliłem mu dokończyć.
- Będzie dobrze... Poradzimy sobie. Może nam pomoże z Laurą? A o której przychodzi? - spytałem.
- Nie pamiętam. W okolicach 15-17. Nie wiem jaka ona jest, więc może być przed czasem, albo i po. - wyznał. Pokiwałem głową ze zrozumieniem.
- Wszystko będzie dobrze młody. - objąłem go ramieniem. - Rocky z Ross'em wszystko wyjaśnił. Została tylko sprawa by Ross błagał o wybaczenie Lu. - zaśmiałem się.
- No to mamy problem. - westchnął. - ja bym po takim czymś nie chciał widzieć tej osoby.
- Ja też, ale oni się kochają. Muszą sobie wybaczyć. - mruknąłem.
- Może wróci mój brat.
- On tu cały czas jest. Nawet jeśli nie prawdziwy to będzie zawsze z Tobą w sercu. - przytuliłem go i wstałem z kanapy. - zobaczymy co u nich?
- Kogo?
- Laury... - przekręciłem oczami.
- Jasne. Chce wiedzieć jak się miewa moja przyszła teściowa. - uśmiechnął się. Poczochrałem mu brązowe włosy.
- Humor wrócił. Ale pamiętaj, że Lau jest w opłakanym stanie. - przypomniałem mu i z poważną miną skierowałem się do wyjścia z pokoju. Brunet tylko kiwnął głowa i podążył za mną.
***
Hi People!
Możecie mnie za to zabić xD.
Ale spokojnie nie rozwalę na długo naszej Raury.
Jak widzieliście odpowiedziałam na jedno z TB. I jak myślę był to TB Kropelki ze smutnym opowiadaniem ;).
Zostało mi tylko TB Kingi :D. Już niedługo się pojawi.
Myślcie co sądzicie o rozdziale. A teraz lecę prowadzić rozmowę na GG xD.
Pozdrawiam,
Sashy ♫

czwartek, 9 kwietnia 2015

One Shot - Nie zawsze dobra decyzja, czyli płacz serc.

W Los Santos mieszkała pewna dwójka ludzi. A byli to Ross i Laura. Zakochana para. Spotykali sie ze sobą od roku. Ross był piosenkarzem; blondyn o brąz oczach i zmiewalajacym uśmiechu. Śpiewał w miejskich klubach i mniejszych imprezach. Jego największym występem był koncert przez 30 tysięczna publika mieszkająca na dzielnicy Los Santos-Vinewood. Laura była aktorka; brazowooka brunetka o niskim wzroście. Oboje kochali swoje zawody oraz siebie. Ale tego jednego dnia wszystko sie zmieniło.
Ross jak co dzień grał koncert w pubie, a Laura dopingowala go zza kulisow. Patrzyla jak jej ukochany szaleje na scenie. Jak jego kropelki potu splywaly na podłogę. Mimo to na jego twarzy widniał uśmiech. Laura krzyczała zza kulisow ile sił w gardle. A kiedy blondyn skończył został nagrodzony piskami fanek.
- Dziękuje! Tez Was Kocham! - krzyknął do mikrofonu i udał sie na kulisy. - Ale bardziej jedna osobę. - uśmiechnął sie do Laury. Dziewczyna z uśmiechem podeszła do niego i go pocalowala.
- Ross... Gitara. - mruknela.
- Co? A tak! - chłopak zdjął z siebie instrument i ponownie pocalowal Lau. Młodzi naprawdę mocno sie kochali. Kiedy skończyli okazywać sobie uczucie wyszli na parkiet. Mieli zamiar potanczyc, ale zaczepki ich siwowlosy mężczyzna.
- Ty jesteś Ross Lynch? - spytał. - mam dla Ciebie propozycje.
- Tak to ja. O co chodzi? - spytał i przyciągał do siebie Laure. Tak dla bezpieczeństwa.
- Pracuje dla Los Santos Reckords. Spodobales mi sie...
- Nie jestem gejem. - blondyn szybko pokiwal głowa w stronę Laury.
- Ah. To nie tak miało zabraknąć. Miałem na myśli, ze podobał mi sie Twój występ. Chciałbym Cię mieć jako klienta. Co ty na to? - mężczyzna uśmiechnął sie do chłopaka. Ross spojrzał niepewnie na Laure.
- No nie wie...
- Zgadza sie. - powiedziała szybko Laura. Blondyn na nią spojrzał.
- Co ty robisz?
- To wielka szansa dla Ciebie i rozwinięcia Twojej kariery. Zgadza sie.
Para siedziała własnie w ich wspólnym domu. Objęci siedzieli na kanapie. Oglądali jakiś film. Blondyn już od połowy filmu skupiał sie tylko na Laure i jej skupionym wzroku. Zagryzl dolna warge i bez ceremonialnie wyłączył telewizor. Brunetka z pytajacym wzrokiem spojrzala na niego. Blondyn natomiast zaczął obdarowywac ja gorącymi pocalunkami. Brunetka z wielkim zapałem zaczęła odwzajemniac jego pocałunki, a nawet posunela sie o krok do przodu. Usiadła okradkiem na blondynie i zaplatala swoje ręce w jego włosy. Ross podniósł sie z kanapy i zaczął sie kierować w stronę sypialni. Szybko pokonał schody i już po kilku sekundach znajdował sie w wyżej wymienionym pomieszczeniu. Ich pocałunki stały sie namietne i pełne pożądania. Ross rzucił Laure na łóżko, a sam przygniótł ja swoim ciałem. Napieral swoim kroczem na Laury. W końcu zaczęli pozbywać sie swojej części garderoby. A gdy byli już nadzy, blondyn niezauwazalnie w nią wszedł...
(Czemu tego usuwać nie można? XD ja sie pytam,No!)
Na niebie pojawiło sie słońce, które swoimi promieniami rozjasnilo pokój dwójki bohaterów. Laura przeciagnela sie i powoli wstala z łóżka. Jeszcze zaspana podeszła do szafy i wybrała z niej swoj zestaw na dziś. Zasilają drzwiczki i dopiero wtedy w lustrze zobaczyła, ze nie jest ubrana w pizame, ani w cokolwiek. Na swoj widok krzyknela czym spowodowała, ze Ross sie zbudzil i spadł z łóżka.
- Lau co sie dzieje?! - podbiegl do niej zapominając o swoim ciele.
- Czemu ja jestem naga? Czemu ty jesteś nagi? Czemu jesteśmy nadzy?! - zaczęła piszczec. - I czemu okno jest odsloniete?! - po tym zdaniu ona i blondyn zrownali sie z podłoga. Po tym zaczęli sie z siebie śmiać.
- Co była cudowna noc. - mruknal jej zmyslowo blondyn. Laura sie zasmiala.
- Choćmy sie ubrać. - zadecydowała i razem z blondynem na czworakach weszli do łazienki uprzednio zabierając swoje ubrania. Niedługo po tym zeszli na śniadanie. Kiedy Laura była w trakcie robienia nalesnikow do Ross'a zadzwonił telefon. Od jego menadżera. Chwile z nim porozmawiał, a do stołu wrócił z zmieszanymi uczuciami. Z jednej strony był szczęśliwy, ale z drugiej nie chciał tego robić.
- Kochanie coś sie stało? Widzę Twoje miny. - powiedziała brunetka i podała blondynowi jego porcje rodziców (miało być nalesnikow!). On westchnal. Nie będzie jej przecież oklamywac.
- Będę grać większe koncerty. - powiedział. - I... Będzie trasa koncertowa.
- To swietnie!
- Własnie... Tylko, ze ja... Ta trasa trwa 2 lata. A... Ciebie zabrać nie mogę. - powiedział i Zacisnal powieki.
- Co?! Nie możesz mnie zostawić! - krzyknela bliska łez Lau.
- Ale w tym jest haczyk jak nie pojadę, zerwa ze mną kontrakt.
- To Twoja jedyna szansa... Nie możesz stracić kontraktu.
- Ale, ty... - Laura zamknęła mu usta pocalunkiem.
- Kochanie ufam Ci, to tylko 2 lata...
- Aż 2 lata...
- Nie przerywaj mi. - mruknela brunetka. - wierze, ze to dobrze zrobi dla Twojej kariery. Musisz tam jechać. Masz sie zgodzić. - powiedziała tonem nie znoszacym sprzeciwu.
- Ehh... Dobrze. Już dzwonię. - blondyn wstał od stołu i z telefonem przy oknie zaczął rozmawiać. - Halo? Nick? - spojrzał jeszcze raz na Laure, ona kiwnela głowa. Blondyn skapotulowal. - Zgadzam sie.
- I kiedy wyjezdzasz? - spytała Laura z uśmiechem mimo, ze w środku jej serce krwawilo.
- Już jutro...
Laura wraz z Ross'em własnie stała przez jego autokarem. Autokarem, który miał wywieźć od niej jej miłość na dwa lata. Młodzi zamieniali ze sobą ostatnie słowa. Do odjazdu zostało 5 minut. Laura myślała, ze Ross jeszcze sie rozmysli. I mimo wszystko zostanie z nią. Ale jednak wybrał karierę od niej. Bolało ja to, ale przecież sama mu kazała jechać. Winę mogła zrzucić na siebie. Tylko na siebie. Przecież blondyn chciał zostać, a teraz tego odwołać nie można. Brunetka sie, ze to jego jedyna życiowa szansa. Mimo wszystko. Wytrwa te długie dwa lata.
- Będę tęsknić. - mówił po raz setny Ross.
- Ja bardziej... - Laura mocniej sie w niego wtulila.
- Objecaj mi, ze sobie poradzisz. Ale jakby cokolwiek sie działo dzwon. Przyjade natychmiast.
- Dam sobie radę. Będziemy ze sobą rozmawiać prawda? Chociaż przez telefon?
- Jesne Lau, z tobą zawsze.
- Mam mała prośbę. - brunetka odsunela sie od niego, by moc spojrzeć w jego oczy. Zagrywka warge. - Choć wiem, ze tego nie zrobisz to proszę cię... Nie zostawiaj mnie dla pierwszej lepszej.
- Skąd Ci to mogło przyjść do głowy?! - krzyknął zaskoczony chłopak. Laura sposcila głowę, ale chłopak szybko ja podniósł. - Nigdy Ci czegoś takiego nie zrobię.
- Ross musimy jechać. - powiedział Nick. Blondyn westchnal.
- Będzie mi tego brakować. - zwrócił sie do Marano blondyn i namiętnie ja pocalowal. Chociaż ten gest był krótki to wystarczył obojgu.
- Mi rownież. - szepnela brunetka, a chłopak odjechał...
// 4 miesiące pózniej //
- Dobrze Laura kolejna poza! Swietnie! To koniec na dziś. - uśmiechnela sie do niej Megan. Laura własnie zakończyła fotki do promującego filmu. Z uśmiechem na ustach chwycila butelkę wody i poradnia za Megan.
- Może byś odpoczela? - spytała sie jej blondynka. - W Twoim stanie...
- Nie, nikt nie może nic podejrzewać. - zaprzeczyła Laura w mgnieniu oka.
- Ale wiesz, ze to już na zdjęciach widać?
- Ehh... Niestety. A te zdjęcia dojdą do Ross'a prawda?
- Na cały świat.
- Ty to wiesz jak mnie pocieszyć - zasmiala sie brunetka, a do niej dołączyła blondynka.
- Ale dalej sadze, ze nie możesz, aż tak sie przepracowywac. - zaczęła z powrotem Megan.
- Od tego sie nie umiera! - krzyknela ze śmiechem Laura.
- Wiesz... Kilka osób... No są takie przypadki.
- Ale to sie niedługo skończy. No bo przecież czas sie kończy...
- A Ross czy tak czy siak sie dowie. - wzruszyla ramionami przyjaciółka brunetki. Dalej obie dziewczyny oglądały zdjęcia. Laura zaniepokoiła sie z lekka. (I JAK BĘDZIECIE PISAC KOMENTARZ WSPOMNIJCIE O CZYM W TYM MOMENCIE MYSLILSCIE O LAURZE). Naprawdę było wszystko widać. Ale Ross nie mógł zrezygnować ze swojej kariery. Nie mógł rzucić wszystkiego jak sie rozkręca po 4 miesiącach. Laura tego bała sie najbardziej. Reakcji Ross'a na jej ciążę.
//Kolejny Miesiąc Pózniej//
- Hej Kotku! - Laura przywitala sie z Ross'em na video chacie, powszechnie znanym jako Skype.
- Części Misiu! - odpowiedział jej radosny blondyn. - jak ja chciałbym ciebie przytulić.
- Musisz jeszcze wytrzymać. - zasmiala sie brunetka.
- Jeszcze półtora roku. - westchnal. - chce wracać, bez ciebie to żadna frajda.
- Oj przestań nie jest tak zle, robisz karierę.
- Podobnie jak ty.
Nagle Laura sie poderwala i pobiegla do toalety, a tam zwymiotowala. Po niecałych 3 minutach poplukala usta i umyla zeby. Wróciła do blondyna, który uważnie i z niepokojem na nią spogladal.
- Lau coś sie dzieje? - spytał zmartwiony.
- Nie. Tylko sie przejadlam z rana. - powiedziała szybko brunetka. Była przygotowana na zestawy pytań.
- A zauważyłem jakieś zmiany w Twoim ciele. - podchwycil, ale i na to Laura miała odpowiedz.
- Ostatnio trochę przytylam. Zaczęłam jeść wiecej słodyczy po twoim wyjeździe, ale spokojnie nie ważenia 100kg. Możliwe, ze tez Janerka przekształca czy coś.
- Dobrze powiedzmy, ze ci wie...
- Ross chodź za chwile grasz koncert. - do jego pokoju weszła Maia - jego drugoplanowa menadżerka.
- Tk ja będę kończyć. Jeszcze sie zdzwonimy. Dobranoc Lau! - posłał calusa Laurze, a ona go oddała. Rozlaczyl sie. Laura poszła spać po długim dniu, a ponieważ u Ross'a jest zmiana czasowa u niego świeci słońce.
- Zwykle występy są pod wieczór. - zauważył.
- No wiem. - powiedziała zmyslowo czarnowlosa. - chciałam sam na sam z Tobą porozmawiać.
- Maia ja mam dziewczynę. - odsunął sie znacząco od niej.
- Nie dajesz mi wyboru. - wzruszyla ramionami. Zamknęła drzwi i uderzyła blondyna szklanka w głowę. Zaciagnela go na łóżko i do połowy rozegrała. To samo uczyniła ze sobą. Po tym razem z blondynem pochodną sobie kilka fotek. Z szatanskim uśmiechem wysłała pare z nich do magazynu platkarskiego.
- No i ma za swoje. Nie chciał sie ze mną przesłać, to straci dziewczynę. - uśmiechnela sie do siebie. Ubrana sie i wyszła zostawiając blondyna jakby spał.
Na następny dzień Laura obudziła sie z nowymi siłami do życia. Wstala ubrana sie oraz odswiezyla, a po porannych czynnościach zeszła na dół do kuchni z zamiarem zrobienia sobie śniadania. Brunetka wyciągnęła z lodówki sałatkę, pomidora, ogorka oraz ser fete. Musiała przestrzegać diety. Online wszystkie warzywa. Wyciągnęła z szuflady miskę po czym wrzucila do niej sałate rozdrobniona w listki. Nożem pokroila pomidory na cztery części, a obranego ogorka w plasterki. Do tego wsypala ser. Laura chciała jeszcze zaczalec wiec wyjela kilka oliwek, wrzucila je, a z szuflady wyjela sos vinegree. Polała nim yroszeczke sałatkę. Wszystko wymieszala. Ze swoim bogatym w witaminy śniadaniem udała sie do salonu, gdzie włączyła telewizor. Zaczęła oglądać wiadomości. Kilka informacji na temat nowych wynalazków, coś z rzadu, a na koniec pogoda. Znudzona i z oprozniona miska do połowy zaczęła przezycac kanały. Nagle zatrzymała sie na jednym. Kanał plotkarski. Za często ja to nie interesuje, ale teraz zainetesowalo ja to kto tam był.
- Oto świeże zdjęcie wzrastajacej gwiazdy Ross'a Lynch'a oraz jak myślimy jego partnerki. Czy młody gwiazdor ma romans? A może to coś powazniejszego? Te zdjęcia mówią same za siebie! - powiedziała z uśmiechem reporterka.
- Nie wierze... - szepnela Laura do siebie. Zostalwila sałatkę i chwycila telefon. Nie miała problemu z dodzwonieniem sie.
Blondyn odebrał już po 2 sygnale.
- Lau kotku, co tam słychać? - powiedział radośnie.
- Nigdy ci czegoś takiego nie zrobię, akurat! - Laura powtórzyła słowa blondyna.
- Laura? O co chodzi? - spytał już nie radośnie, a bardziej zdenerwowany.
- Wlacz sobie na kanał Star to sie dowiesz. - usłyszała w tle jak blondyn przelacza programy, aż w końcu zaczął lecieć jeden i ten sam.
- O nie...
- Zniknij z mojego życia! Jak mogłam być taka głupia! Pieprzony frajer! Obiecales! Ty... Ty... Ugh!!! I pomyśleć, ze będziemy mieli dziecko! Nie chce już żyć! Przez ciebie!... Nienawidzę cię!
- Lau, ale to nie... Jesteś w ciąży?
- Tak i to z takim palantem jak ty! Nienawidzę cię! Już nigdy mnie i dziecka nie zobaczysz! - krzyknela po czym sie rozlaczyla. Wybiegła z domu. Miała przy sobie komórkę. Ross próbował sie do niej dodzwonić, ale po tym wszystkim cisnela nią w beton. Biegła dalej. Chciała udać sie w jedno miejsce. Miała kawałek by przeciągnąć. To tam zginęli jej rodzice i to samo ona chciała zrobić. Chciała zniknąć z tego swiata. Bo wiedziała, ze ON na nim żyje.
W tym czasie Ross wychodził od swojego szefa. Powiedział mu o zaistniałej sytuacji, a gdy Nick nie chciał go puścić sam sie zwolnił. Wyskoczył szybko z autokaru po czym pobiegł do wynajętego przez niego helikoptera. Szybko wsiadł i zapowl pasy.
- Do Los Santos! - krzyknął, a pilot natychmiastowo ruszył.
- Gdzie pana wysadzić? - spytał pilot skupiający sie na locie.
- Przy Walk Street. Tory. Ale proszę zaczekać. Możliwe, ze potrzebna będzie pomoc.
- Jak Pan sobie życzy. Coś ważnego? - spytał.
- Miłość.
Laura stała na torach. Dosłownie czuła jak pulsują. Czyli pociąg sie zbliża. Zamknęła oczy, wiedząc ze to koniec. Przypomniała sobie jak tu stali jej rodzice. Trzymali sie za ręce i czekali na swoj koniec. Ona nie miała kogo trzymać za rękę. Już nie. Pamięta jak jej rodzice mówili, ze sie nieszczęśliwie w sobie zakochali. Jak jednego dnia umarli. O tej samej godzinie, czasie. Sama chciała mieć taka smierć. Ale z ukochanym. Nie zdradzajacym. Poczuła mocniejsze pulsowanie otworzyła lekko oczy. Widziała pociąg. Który rozpędzony jechał prosto na nią. Teraz nie przejmowala już sie niczym. Czekała na swoj koniec.
- Laura! - usłyszała znajomy głos w oddali, a pózniej poczuła mocne pchnięcie w bok. wylądowała w rowie, a pociąg przejechał. Tylko, ze nie po niej, a wzamian na jej miejscu pojawił sie Ross. Widziała jego pocharatane ciało. Krew... Zaczęła płakać.
- Ross ty debilu! Kochalam Cię! I nadal kocham, ale to ja miałam to zakończyć! - płakała prosto na jego bezbronne poszarpane ciało. Złapała sie za brzuch i go pogladkala. - za chwile będziemy z tatusiem. - powiedziała i wybiegła z torów. Jeszcze pocalowala jego martwe i zimne usta, oraz wziela z szyi jego niesmiertelnik. Zauważyła helikopter, którym zawsze latala z Ross'em. Weszła do maszyny i rozgladnela sie czy nikogo w nim nie ma. Odpalila maszynę i uniosla sie wysoko nad ziemie.
- Już na zawsze będziemy przy tobie Ross. - powiedziała do siebie. Zaczęła kierować maszynę w stronę ich jednorodzinnego domu. To było zaledwie kilka sekund jak uniosla sie maksymalnie po czym opuściła stery i pozwoliła maszynie bezwladnie opasc.
- Już zawsze będziemy razem. - szepnela przez łzy. Scisnela na swoim sercu niesmiertelnik blondyna, a po sekundzie ogarnął ja mrok. Zginęła w płomieniach ruin swojego domu. Wraz z jej nienarodzonym dzieckiem. Oraz chłopakiem, który zginął na torach by ja chronić.
Na następny dzień zidentyfikowano zwłoki. Nie było to nic nadzwyczajnego, ale nadzwyczajne były jeszcze mokre ślady czerwonych łez na ich policzkach. Na policzkach Ross'a i Laury. A to płakali ich serca. Ponieważ oba umarły z miłości.
***
Hi People!
piszę z telefonu Windows i notka nie będzie długa.
Chce tylko powiedzieć że jest to OS do 3TB. Mam jeszcze do napisania OS do TB2 xd
Proszę o zostawienie komentarza pod tym czymś :/
Pozdrawiam,
Sashy 🎤

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

TB 3

Chamy... Po prostu chamy...
Musiałam się od rodziców odganiać!
Muszę już 3 raz nominować! To już 24 osoby! :o
No dobra... ostatni raz xD (oby)


Nominowała mnie:
- Kropelka  z tematyką: Smutne opowiadanie o ulubionym parringu. Wiadomo; będzie Raura xD

Ja nominuję:
- Ann Lynch (Też Cię Kocham xD. Masz okazje podzielić się swoim pomysłem)
- Cristal
-
- Zωαяισωαиα Aℓєx
-
- Anabell Fray

- A ponieważ na to miejsce nie wiem kogo dać postanawiam zapisać moją koleżankę z klasy :D

Zasady:
- Pisze się koniecznie na telefonie.
- Nie poprawia się błędów
- Nominuje się.

Tematyka (taka sama jak wtedy): Wojna Gangów lub Więzienna miłość / Raura lub Auslly

Czas: A szalejemy ludziska! Cały miesiąc! To znaczy do końca tego xD

ŻYCZĘ POWODZENIA I RÓWNIEŻ DZIĘKUJĘ ;D
I TEŻ GRATULUJĘ, O! XD
Sashy ♫

TB po raz 2

Za jakie grzechy, no?! xD
To jest taka zemsta, tak?
Dobra odbija mi już ;-;. Przypomnijcie mi, że nie mogę za dużo słuchać R5...

Nominowała mnie:
- Kinga R5er

Ja nominuje:
- Oliwia Kaczmarczyk
-
-
-
-
-
-
-

Wasz temat to: Wojna Gangów lub Więzienna Miłość / Raura lub Auslly (haha moje pomysły xD)
Macie czas: do 16 kwietnia, czyli 10 dni.

Zasady są znane:
- Piszemy One-Shot'a na telefonie.
- Nie poprawiamy błędów.
- Nominujemy.

Ja jak napiszę OS'a to wstawię go jak najszybciej ;). Mam temat na: ZAKAZANA MIŁOŚĆ. Dziękuję Ci Kingo xD.
W razie czego nie męczę tych samych osób xD.

ŻYCZĘ POWODZENIA!
Sashy ♫



KW! :3

niedziela, 5 kwietnia 2015

Rozdział 22 Może oblizuje wargi i ma na Was chrapkę...

Rozdział dedykuje każdemu kto choć raz zawitał na tej stronie ;)

i jeśli ktoś zmienił nazwę niech mnie powiadomi, bo już nie wiem do kogo piszę xD
i... ile ja mam w końcu tych druhn?! xD

*Ryland*
W nocy obudziły mnie głośne krzyki. Tak samo jak Ross'a. Przetarłem oczy i spojrzałem na zegarek przy łóżku. 2:42.
- Co się dzieje? - spytałem zaspany. Dopiero teraz zobaczyłem zapłakaną Laurę mocno tulącą się do Ross'a.
- Laura miała kolejny proroczy sen. - powiedział blondyn.
- Musiał być koszmarem. - stwierdziłem widząc Laurę. Mimo, że mój brat mocno ją tulił i szeptał miłe słówka nic to nie dało. Wstałem z łóżka i ignorując kroplówkę usiadłem obok Laury oraz ją objąłem. Dziewczyna była pośrodku, tulona przez nas. Płakała. Potwornie płakała.
- Lau.. proszę powiedz coś. - dziewczyna popatrzyła ze strachem w oczach.
- Vanessa... Evil... Krew.. - wybełkotała i ponownie wybuchła płaczem.
- A może niech Laura tylko pomyśli o tym śnie? I tak już o nim myśli. My tylko wyczytamy z myśli o czym on był. - spytałem Ross'a.
- Młody. Ja nie mogę czytać... - mruknął. Spojrzałem zdziwiony na niego. Spojrzał mi w oczy. Jego dotąd brąz tęczówki jakby na ułamek sekundy błysnęły kolorem różowym. No jasne... Nie może czytać osobom, do których coś czuje i rodzinie! Ja za to jestem tylko przyjacielem Laury.
- Ja to zrobię. - powiedziałem i zamknąłem oczy.
- Spokojnie już dobrze. Pomyśl o tym. - usłyszałem cichy szept Ross'a.
- Dobrze. - odpowiedziała brunetka ochrypniętym głosem. Wsłuchiwałem się w jej myśli. Próbowałem dotrzeć do tej jednej, jedynej. Nagle coś mi odbiło się o uszy. Mogłem ujrzeć i usłyszeć ten sen. A raczej dwa sny...

"Laura i Vanessa stoją przed mężczyzną. Jego twarz jest zamazana. Siostry stają twarzą w twarz z nim. Co chwila przekrzykują się. Jednak Lau w pewnym momencie patrzy w bok i widzi resztę. Całe osiem osób. Wśród nich jest nawet Alexa. Nagle głośny krzyk jej siostry odrywa ją od spoglądania na przyjaciół. Patrzy w jej stronę i widzi ją zakrwawioną. Dostała kulą ognia. Podbiega do niej i klęka. Ze łzami próbuje zatamować krwawienie swoją mocą razem z Alexą."

"Odzyskują przytomność. Jednak są przywiązani do słupów. Magia nie działa. Z szokiem stwierdzają, że są w piwnicy. Riker próbuje się wyrwać byle podbiec do Vanessy, która swoją droga ma za bandażowany brzuch. O dziwo nawet Rydel ma bandaż na kostce, a Ross bliznę na policzku. Wszyscy maja poszarpane włosy jak i ubrania. Są wycieńczeni i zmęczeni."


Otworzyłem oczy. Od razu przekazałem wszystko Ross'owi. On jakby powoli przetrawiał informacje.
- To okropne... Nawet ja nie chciałbym takich snów. - przyznał Ross. Nagle zrobił coś co mnie zdziwiło. Nachylił się i pocałował brunetkę. Niby nic dziwnego. Zwykły całus na dobranoc. Ale sam mówił, że są TYLKO przyjaciółmi.
- Ja o czymś nie wiem? - spytałem przesiadając się na swoje łóżko szpitalne.
- My się tutaj...? - Laura chciała się spytać, ale widząc moja minę mówiąca samą za siebie, zrezygnowała.
- Jesteście razem i ja nic nie wiem?! A co jak Delly się dowie?! - pytałem się ich.
- Właśnie się nie dowie. - powiedział blondyn. Wyjaśniał mi jak to jest, że nie są razem ale jednak są, ale tak, że nie są. To było coś w stylu jesteś moją dziewczyną, ale ty i inni o tym nie wiedzą. Na serio. Kiedy w końcu załapałem, że są w takim a la romansie. W duchu śmiałem się z tej myśli, ale tak naprawdę cieszyłem się ich szczęściem. Dalej poszliśmy spać już normalnie bez zbędnych pobudek. Położyłem się i załączyłem kroplówkę z powrotem. Nakryłem się kołdrą. Niemal od razu zasnąłem głębokim snem. 

- godzina 13:23 -
Już od co najmniej godziny czekamy na lekarza i ten głupi świstek informujący o możliwości wyjścia ze szpitala. Laura już się uspokoiła. Ja za to z rana po pobudce rozmawiałem z Rocky'm. Oczywiście przez myśli. Przekazałem mu wieść o snach Laury, a on to przekazał reszcie.
- Dzień dobry! - no nareszcie! W drzwiach pojawił się lekarz. - Nie możecie się doczekać co?
- Ja bym jeszcze poleżał. - powiedział Ross uśmiechając się do lekarza. Mężczyzna zaśmiał się krótko.
- Ale tylko leżeć prawda? Zawsze ktoś może coś pomylić i wsiąść pana na operacje w czasie snu... - powiedział, a blondyn od razu wstał z łóżka i był przy drzwiach. - żartuje.
- Uff.. - odsapnął blondyn.
- A może i nie. - doktor zaczął się z nim droczyć. On rozszerzył oczy.
- Jestem Ross, proszę mówić po imieniu. - blondyn kolejny raz pokazał ząbki w uśmiechu.
- Dobrze. Lauro to twój wypis. - podał brunetce kartkę, a ona ją natychmiast podpisała.
- Jestem wolna! - krzyknęła uradowana i stanęła przy Ross'ie.
- A to Twój wypis Ryland. - podał mi kartkę. Ja również ją podpisałem. Po tym wszystkim wyszliśmy ze szpitala uprzednio żegnając lekarza i recepcjonistkę, bo Alexy nie spotkaliśmy po drodze. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w stronę domu. Dosłownie po 10 minutach słuchania radia byliśmy na miejscu. Weszliśmy do domu. Od razu zaatakowała nas Delly.
- Kochana i jak z Tobą? - spytała na wstępie.
- Dzięki ja też tu jestem. - upomniałem się. Rydel z czułym uśmiechem mnie przytuliła. - Teraz lepiej.
- Pytam się Lau, bo chodziło mi o sen. - wyjaśniła.
- To był koszmar gorszy od koszmaru. - wyznała.
- Ja to potwierdzę. Jeszcze nigdy tak nie płakała i nie dygotała. - dodał blondyn.
- A właśnie gdzie Vanessa? - spytała brunetka.
- Na randce z Riker'em. - odparła Sav, która nagle pojawiła się w korytarzu. Przytuliła ona najpierw mnie, później Lau i Ross'a. 
- O! Raz mnie posłuchała. - zaśmiała się.
- To w takim razie gdzie inni? - spytałem.
- Rocky i Ellington śledzą Rikessę i wszystko nagrywają na kamerkę. I tylko my byłyśmy w domu. - powiedziała Delly.
- Czekaj... Po co oni to nagrywają? - spytał się Ross.
- A sama nie wiem. - wzruszyła ramionami Savannah.
- Mam pomysł! - wypaliłem. Cała czwórka na mnie spojrzała. - prze kształćmy sale paintball'ową na sale do ćwiczeń mocy!
- Dobry pomysł! - przyznał blondyn.
- Od razu będziemy mogli przygotować się na "atak" ze strony Evil'a. - dodała Laura.
- Właśnie! A bez Rocky'ego pójdzie dwa razy szybciej! - krzyknęła Rydel.
- A czemu nie bez Ellingtona? - uniosła brew brunetka (Sav).
- Cicho tam. - mruknęła blondynka i ruszyła w stronę sali na ogrodzie. My wymieniliśmy się znaczącymi spojrzeniami i ruszyliśmy za nią...

- 2h później -
Nareszcie koniec! Co prawda trzeba było umocnić ściany, wyczarować stabilny dach odporny na ogień, kilka pięter w kategorii: żywioły, inne moce, umysłowe. Aż się dziwie, że to wszystko zrobiliśmy w dwie godziny. No tak... Jeszcze akcesoria takie jak drabinki, materace, stoliki, metalowe rury, ciężarki i wiele innych. Po tym wszystkim opadliśmy zmęczeni na kanapę.

*Vanessa*
Riker już od godziny 12 zabrał mnie na randkę i co chwila gdzieś się wybieramy. Najpierw spędziliśmy godzinę na zwykłym niepozornym spacerku przy rozmowach. A potem się okazało, że specjalnie szliśmy na wodospady. Tam okazało się, że jest park linowy. A ja z Rik'em mamy za rezerwowane miejsca na prywatne liny. Byłam bardzo podekscytowana. Kiedy przedostaliśmy się na drugi koniec lasu poszliśmy w stronę kolejnego wodospadu. Następnie wyszliśmy za wodę, a tam w jamie za wodospadem odbywały się zajęcia rysowania piaskiem na szkle! To było niesamowite! Nie wytrzymałam i pocałowałam wtedy blondyna w policzek. To szczyt wszystkich marzeń. Nauczyłam się rysować piaskiem! Do tego na podświetlanej szybie! Teraz za to idziemy w stronę polany.
- I jak wrażenia? - zapytał Riker.
- Bardzo pozytywne! - uśmiechnęłam się. Rik zaśmiał się słodko.
- Teraz będzie niespodzianka. - powiedział i zasłonił mi oczy dłońmi.
- Co? Gdzie mnie prowadzisz? - spytałam mając ciemno przed oczami.
- Słodka niespodzianka. - mruknął tuż przy moim uchu. Uśmiechnęłam się i szlam prowadzona przez blondyna. Nie mam pojęcia tylko gdzie! A jak mnie zgwałci?! Nie... Riker taki nie jest.
- Jesteśmy! - powiedział zabierając dłonie z moich oczu. Jednak ja je ciągle miałam zamknięte. - otwórz swe oczęta.
- Mam się bać? - zapytałam całkiem poważnie.
- No oczywiście.
- To ja sobie poczekam.
- Oj no weź, jest dobrze. Żartowałem.
Wraz z tymi słowami otworzyłam oczy. Znajdowałam się na pięknej polanie! A wokół były kwiaty! Do tego na samym środku był koszyk i koc piknikowy! Nie mogę wyjść z podziwu.
- Zapraszam do stołu. - zaśmiał się Riker i podchodząc wraz ze mną do koca usiadł na nim. Ja również, ale po przeciwnej stronie.
- Jest przepięknie. - wyznałam blondynowi w dalszym szoku.
- Miejmy nadzieje, że nikt nam nie przeszkodzi. - powiedział wyjmując winogron z koszyka. Przytaknęłam mu głowa. Jednak ja czuje jakby ktoś mnie obserwował. Obróciłam głowę, jednak nikogo nie było. Ehh.. To tylko ta moja wyobraźnia, po tym śnie Laury. - A teraz otwieramy buzie. - z transu wyrwał mnie Riker, który karmił mnie winogronem. Po połowie ja przejęłam owoc i karmiłam nim Rik'a. Po kilku owocach blondyn wyjął ciasto. Dał mi kawałek czekoladowego, a sam sobie wziął waniliowe. Tak się stało, że również my się nim karmiliśmy na przemian. Musiało to zabawnie i słodko wyglądać.
- Masz budyń na twarzy. - rzekł Riker z bananem 'na twarzy'.
- Tak? Gdzie? - spytałam. Jednak blondyn pocałował mnie w usta. Pocałunek sam w sobie był bardzo czuły i delikatny. Objął mnie w pasie, a ja zarzuciłam mu ręce na szyje. Przycisnęliśmy się do siebie tak, że nie było pomiędzy nami żadnej szpary. Kiedy oderwaliśmy się od siebie skomentowaliśmy to wielkim uśmiechem.
- O tutaj. - mruknął patrząc mi w oczy.
- Dziękuje za cudowne oczyszczenie. - zaśmiałam się, a on wraz ze mną.
- Vanesso wiem, że to tak banalnie i wręcz jak w kiepskiej komedii romantycznej, ale tak bardzo się cieszę na dzień dzisiejszy. W nocy byłem tak podekscytowany, że prawie nie spałem tylko obmyślałem plan na idealną randkę. Teraz widzę, że i bez planu byłaby idealna... Wystarczyło tylko żebyś tylko ty w nim była... Vanesso Nicole Marano czy po tej cienkiej przemowie z serca zechciałabyś być moją dziewczyną? - wygłosił, a z kieszeni spodni wyjął piękny pierścionek. Zasłoniłam usta dłonią. W odpowiedzi pokiwałam twierdząco i energicznie głową, a do tego pocałowałam czułe chłopaka. On założył mi na palec to cudo i ponownie wpił się w moje wargi. Dalszy czas spędziliśmy na rozmawianiu, wspominaniu i jedzeniu.


*Rydel*
Oglądając telewizję i jedząc popcorn przeżywaliśmy różne emocje. Ja strach, Sav zdenerwowanie, Ross niepokój, Laura obrzydzenie, a Ryland zdezorientowanie. Zapytacie może o co chodzi? Zaraz Wam wszystko wyjaśnię. A zaczęło to się tak:
- A co jak ten cały Evil ma kamery u nas w domu? - spytałam.
- Tak, jasne i może podsłuch? - spytał Ross.
- Możliwe! - krzyknęłam.
- Nie przesadzasz trochę? On nas nie śledzi 24h na dobę, prawda? - spróbowała uspokoić mnie Sav.
- No chyba... Tak? A nie? - pytała Laura.
- Wyobraźcie sobie, że na przykład podgląda Was w łazience! - za proponowałam.
- Weź i co jeszcze do tego? - spytała się Sav.
- Może oblizuje wargi i ma na Was chrapkę... - Ryland mruknął. Ja wiedziałam, że jest zapatrzony w program kulinarny i mówi o ciasteczkach, ale chyba nie Laura.
- O fuj! - Laura zmarszczyła nos oraz podciągnęła kolana pod brodę. Wyobrażam sobie jej brudne myśli.
- On może nas podglądać. - przeraziłam się.
- My jesteśmy takimi ciastkami... - zaczął Ross. - Można je zjeść kiedy ma się ochotę, albo nawet raz ugryźć.
- Nie... CIASTKA SIĘ POŁYKA, BO SĄ PRZEPYSZNE. - powiedział Ryland. Laura powstrzymała odruch wymiotny, a Savannah zdenerwowana popatrzyła po pokoju.
- Nie ma tu kamer co? - spytała i przytuliła się do poduszki.
- Nie wiem. - pokiwałam głowa i zaczęłam się bujać w tył i w przód na kanapie. Bałam się.
- Dobra, to jest niepokojące zachowanie. Jak depresja. - Ross złapał się za głowę. Wtedy kiedy ja się bujałam na kanapie ze strachu, Savannah tuliła poduszkę i patrzyła nerwowo na wszystkie strony, Laura trzymała rękę na ustach w dalszym obrzydzeniu pt.: jak można podglądać ludzi i jeszcze mieć na nich chrapkę oraz kiedy Ross z niepokojem na nas patrzył i był prawie pewny o depresję, Ryland spojrzał na nas jak na UFO.
- O co chodzi? - spytał.
- Jesteśmy ciastkami... - mruknął Ross.
- Jakie ciastka?! - zdziwił się.
- Może to niewidzialne kamery... - szepnęła Savannah.
- Że co?
- Jak można tak człowiek, człowieka w wannie? - Laura dała o sobie znać.
- O czym my gadamy?
- Trzeba zamontować izolację. - mruknęłam.
- What?! - krzyknął Ryland. - Jakie ciastka?! Jakie kamery?! Jaka wanna i jaka izolatka?! - Ryland patrzył na nas zdezorientowany. I w ten oto sposób mieliśmy następujące humory. Z transu dopiero wyrwał nas krzyk Riker'a.
- WRÓCILIŚMY!
- A co wy tacy jak po psychiatryku? - spytała Nessa.
- Pełno ciastek...
- Monitoring...
- Toaleta...
- Izolatka...
- Do cholery o czym my w końcu rozmawiamy?!
- Co im się stało? - spytała Vanessa. Wszyscy nagle spojrzeliśmy na nich jak wyburzeni z transu.
- O jesteście! - krzyknęła Laura i przytuliła dwójkę.
- Tak od dobrych pięciu minut. - podpowiedział Riker.
- Nie ważne! Jesteście! - Savannah zerwała się z miejsca i postąpiła tak samo jak Laura. Ja poszłam w ich ślady.
- No, no, no Vanka, pochwal się błyskotką. - zauważyłam na jej dłoni błyszczący pierścionek. Ona  z uśmiechem na ustach spojrzała na szczerzącego się do niej Riker'a.
- Jesteśmy oficjalnie razem. - powiedzieli jednocześnie.
- Gratuluje! - krzyknął Ross.
- Dołączam się! - powiedział Ryland.
- To świetnie! - powiedziałam wraz z dziewczynami. Cieszę się, że w końcu są razem. Została tylko nasza Raura.
- A gdzie Rocky i Ellington? - spytał starszy blondyn.
- Oni powinni za chwile się pojawić. - powiedziała Savannah.
- A gdzie byli? - zapytała Vanessa.
- Nagrywali własny komediowo-romantyczno-dramatyczno-familijno-science fiction film. - powiedziała Laura ze śmiechem.
- Co?
- Oj za chwile się dowiecie. - uśmiechnął się Ross.
- Ale to co zobaczycie przyprawi Was o dreszczyk emocji. - Ryland zrobił brewki. Para spojrzała na siebie nie ogarniając.
- Jesteśmy!!! - usłyszeliśmy krzyk dwóch brunetów, a po chwili pojawili się w salonie wraz z kamerą. Bez zbędnych słów zaczęli włączać nagranie.
- Echem.. Chciałbym..
- Chcielibyśmy! - poprawił szybko Rocky, Ell'a.
- Cicho! CHCIELIBYŚMY przedstawić Wam filmik pt.: Co zrobić by zaimponować dziewczynie.
- O czym wy mówicie? - spytał Riker.
- Ale, że teraz? No o filmie. - powiedział jakby to było oczywiste Rocky.
- To bardziej komedia czy horror. - spytałam.
- Są tam wpadki. Raczej dramat. - Ell wzruszył ramionami.
- Ale dramaty kończą się smutno. - zauważyła Laura. 
- W takim razie to jest film familijny. - zapadła ostateczna decyzja mojego brata bruneta. Oczywiście tego starszego bruneta. Młodszy dalej siedział i nie wiedział co się dzieje.
- Coś czuje, że będzie za to zemsta... - zaśmiał się Ross.
- Czemu niby? - zapytała się go Van.
- Gdybyś wiedziała co to, już dawno byś miała patelnie w ręce. - powiedział poważnie Ryland na co mu przytaknęłam.
- To coś strasznego. - przyznał Rik.
- Nawet tak nie mów, bo i Ciebie Nessa dopadnie! - zagroziła mu Savannah. Miała racje. Przecież to ich pierwsza randka, a on powiedział ze to coś strasznego... Ja bym się wkurzyła. Ale skąd on ma wiedzieć co to jest? No właśnie. Trzeba poczekać, aż bruneci nacisną w końcu przycisk "Play".
- Że tak zapytam ile ten video clip trwa? - spytałam ciekawa. Rock uśmiechnął się do mnie. ,Jest to niecałe 15 minut., A czemu tego nie powiedziałeś na głos? ,Bo Vanessa by odliczała czas do naszej śmierci, a ja wole zachować to w tajemnicy. Chce mieć czas na zwianie., Aha, to wszystko wyjaśnia.
- Szykujcie się na bombę! - krzyknął podekscytowany Ell'y. Już po kilku sekundach na ekranie pojawił się kolorowy obraz. To oni mieli kamerę w kolorze, a nie czarno-biała?!

*Savannah*
Przeżywam szok. Z każda kolejna sekunda tego filmiku. Jak nie śmiech to szok.. Nawet nie wiedziałam, że tyle ich spotka! A do tego Rocky i Ellington robią jako lektor.

Rocky/Ellington

"Brunetka wraz z blondynem idą obok siebie i rozmawiają na różne tematy. Nagle do Riker'a podbiega dziewczynka na oko z 10 lat.
- Proszę pana, bo moje inteligentne koleżanki założyły się o to, która znajdzie koniczynę z pięcioma płatkami. A teraz szukają jak wariatki. Mógłby im pan coś powiedzieć? - spytała z nadzieją mała blondynka. Vanessa podeszła do dziewczynek.
- Hej! Co szukacie? - zapytała miło. Aż dziwne jak na nią. No i to bardzo.
- Pięcio-listnej koniczyny. - odpowiedziały dwie na raz. Riker dziarskim krokiem podszedł do kępka trawy. Serio?! kępka trawy? Nie masz rzeczowników? Zatkaj się! A z niego wyciągnął dwie koniczynki z pięcioma listkami. Wręczył je dziewczynką, a te z wielką radością bawiły się dalej razem. Para ruszyła w dalsza drogę. Nogi mnie bolą.. Muszą tyle łazić?! Cicho! Jeszcze nas usłyszą!"

Popatrzyłam z szokiem na chłopaków. A to dopiero pierwsza cześć! Vanessa robiła się powoli czerwona. Chyba ze złości. Spojrzałam na ekran. Leciała druga cześć.

"Para doszła w niezwykłe miejsce. Do wodospadów! A nawet się okazuje, że mają bilety na park linowy. Nie widzialność? Tak, inaczej nas mogą zauważyć. Ok. Po naszym zacnym zamaskowaniu wyruszamy za dwójka. Pierwsza zjechała Vanessa. Szczęśliwa brunetka czekała na swojego księcia... Z kim ja pracuje.. Ekhem. I właśnie teraz zjeżdża Riker.
- Dasz rade! - krzyknęła Van z drugiego końca.
- Jasne! - odpowiedział jej mniej pewnie blondyn. Oderwał się on od podłoża i pojechał na lince prosto na.. ł! To musiało boleć. No przecież. Nie zawsze masz okazje wjechać na drzewo z rozpędu.. Mam takie Deja vu. Drzewo i nasz ogródek. Ja też. Wracamy na Ziemie. Blondyn podniósł się, a raczej odkleił od kory i chwiejnym krokiem zbliżył się do Ness. Dziewczyna czule pocałowała go w czoło.
- Jeszcze mamy do pokonania dziesięć długości. - powiedziała brunetka. Blondyn westchnął.
- Chyba nie przeżyje. - mruknął.
- Kto to wymyślał? - zaśmiała się.
- Rocky... A któż by inny? - powiało ironią bracie. On coś ma do moich ekstra pomysłów? Czasami się Ci udają.. Jak to czasami? Zawsze! No, ale zabawa w tarzana, w salonie to nie za dobry pomysł. Oj, no bo ta lampka z czasów komuny jest... Wmawiaj sobie. No tak!"

Ta cześć ciągnęła się do samych dziesięciu zjazdów. Tam tylko pod koniec Vanessa prawie spadła, ale szybki refleks blondyna jej na to nie pozwolił. To było słodkie! I romantyczne...

"Po dramatycznych przeżyciach Riker'a, Vanessy i wielu drzew jesteśmy przy kolejnym wodospadzie. Dwójka weszła zza taflę wody do jamy. Tam zaś... Wow! Nauczanie rysowania błotem! Piaskiem. Nie ważne. Pani nauczycielka udziela teraz lekcji Vanessie, a Rik przygląda się w zgrabnym ruchom Marano.
- Rozumie pani? - spytała po wytłumaczeniach kobieta.
- Pewnie. A mogłabym spróbować? - spytała brunetka pokazując na piasek i podświetlane szkło. Kobieta z uśmiechem pokiwała głowa. Riker podszedł już do Van od tyłu i objął ją w pasie.
- Co to będzie Nessiu? - mruknął Riker do ucha brunetki.
- To będzie niespodzianka. - brunetka uśmiechnęła się. Chłopak przyglądał się szklanej tafli. Z zaciekawieniem i za interesowaniem. Jak myślisz co rysuje? Pewnie coś z nocy... A może to totalne przeciwieństwo? Możliwe... Wiesz, że Van tego nie weźmie? Niestety... A tak by się cieszyła z pierwszego rysunku z piasku. Będzie się cieszyć. Zrobimy zdjęcie zanim ta baba je zburzy. Dobry pomysł. Brunetka skończyła mazać piaskiem, a spod jej ręki wyszło coś takiego:

- Piękne. - powiedział szczerze blondyn. - tak samo jak właściecielka.

- Niestety właścicielka go tu zostawia. - brunetka przytuliła się mocno do niego. To było rzucenie się jak na zdobycz. Haha...
- Dziękuje Rik! To jak spełnienie moich marzeń. - wyznała. Para pożegnała się z kobietą, a my zaczynamy robić zdjęcie..."

Vanessa była na nauce rysowania piaskiem! Ja też tak chce! Nieźle to zaplanowali. Riker rozwinął pasje mojej kuzynki, a do tego uszczęśliwił ją. Mogą być razem daje im prawne pozwolenie na małżeństwo.
- Macie to zdjęcie? - spytała trochę zła, ale wesoła Vanessa.
- Oczywiście. - odparł poważnie Rocky.
- Takiego talentu nie można zgubić. - powiedział Ellington.
- Jeszcze Vanessa się nie wścieka. - zauważyła Laura.
- No właśnie dziwne to... - powiedziałam.
- Niby dlaczego? - zdziwiła się wspomniana brunetka.
- Bo oni Was śledzili! Cała wasza pierwsza randkę! -  krzyknął nabuzowany Ryland.
- Popieram. - odparła Rydel.
- Cii.. Oglądajcie. - upomniał nas młodszy blondyn. Już bez zbędnych słów zaczęliśmy z powrotem oglądać. Riker zabrał Vanesse do parku na łąkę. Tam urządził piknik z owocami i słodkościami. Mmm.. Wygłosił przemowę po czym zapytał się Nessy czy chce być jego dziewczyna. No jakby inaczej brunetka się zgodziła! To było do przewidzenia... Przecież powiedzieli nam na wstępie, że są parą. To było jakie urocze. Spojrzałam na nasza parę. Była albo mocno zarumieniona lub wściekła. Albo to i to. Wszystko jest możliwe. Film dobiegł końca.
- Nieładnie tak nas śledzić... - warknęła Van i wyczarowała patelnie. Oho. Zaczyna się.
- Kochanie, z czym mam ich gonić? - spytał się blondyn.
- Pożycz od Delly wałek.. - powiedziała patrząc wzrokiem mordercy na Rocky'ego i Ellington'a.
- Ja bym na waszym miejscu wiał. - zaśmiał się Ross.
- Ja bym była już na końcu Los Angeles... - powiedziałam w tym samym czasie z Laura. Skomentowałyśmy to uśmiechem.
- Życzę szczęścia nowej parze, a Rockliff'owi wytrwałości i przeżycia. Amen. - przeżegnał się Ryland i złożył rękę jak do modlitwy.
- Trzy... Dwa... Jeden... - Rydel skończyła odliczać, a pewna czwórka wyleciała jak z torpedy pozostawiając po sobie zarys kurzu.
- Aaa! Jestem za młody by umierać. - krzyczał Rock przed domem. Właśnie tam biegali na ulicy.
- I tak nie umrzesz kretynie! - odpowiedział mu również głośno drugi brunet. Wszyscy popatrzyliśmy na siebie i z uśmiechami wybiegliśmy przed dom zobaczyć co się tam dzieje. Chwyciłam na wszelki wypadek kamerę Rock'a i Ratliff'a. No wiecie w razie okazji do nagrania śmiesznych rzeczy. Ale to co tam zastaliśmy zwaliło nas z nóg.
***
Hi People!
Dzisiaj bez opóźnienia xD
Co tam u Was?
Miałam dla Was zdjęcie glonojada, ale za chiny przesłać się nie chce xD. A taki fajny potworek wyszedł ;c
Informacja do zboczuszków:
Wygraliście "ta" scenka będzie w 35 rozdziale. Aktualnie piszę 30. Nigdy takiego czegoś nie pisałam ;-; Będę musiała wypić dużo oranżady i żelków...
A teraz: Z KIM MA BYĆ TO COŚ?
Oceniajcie rozdział ;)
Pozdrawiam,
Sashy ♫

PS/ WESOŁEJ WIELKANOCY! :D