niedziela, 7 grudnia 2014

One Shot - Ta część kwiatka jest jednym z naszych wspomnień.

W ten dzień ma się zmienić jej życie. Brunetka siedzi teraz w pokoju z
pistoletem w dłoni. Ma ona zamiar się zabić. Przelatują jej wspomnienia.
Wspomnienia pod tytułem: wspólne lata Laury i Ross'a. Patrzy się tempo w
narzędzie śmierci i uśmiecha na myśl o każdym wspomnieniu od pierwszego
spotkania...

* Wiek 11 lat *
Laura wraz z rodzicami: Damiano i Ellen oraz siostrą Vanessą pojechali na
zjeżdżalnie wodne. Wszyscy przebrani w kostiumy kąpielowe ze śmiechem
pływają w basenie i zjeżdżają z kolorowych rur.
- Założę się, że nie zjedziesz z tej najwyższej zjeżdżalni! - zaczęła
prowokacje Vanessa. Jej siostra spojrzała na nią i się uśmiechnęła.
- Zakład? - spytała się jej Laura.
- Zakład! - podały sobie ręce i przecięły na znak rozpoczęcia zakładu.
- Dziewczynki co wy tam robicie? - spytał się ich Damiano.
- Nic, nic. - opowiedziały szybko z uśmiechem. Rodzice pokiwali powoli
głową.
- Idę na zjeżdżalnie. - oznajmiła Laura i skierowała się do żółtego
tunelu prowadzącego do najwyższej zjeżdżalni.
- Tylko ostrożnie! A do której idziesz?! - zawołała za nią Ellen, ale
brunetka już nie usłyszała. Czekała w kolejce dzieci.
- Do żółtej.. - powiedziała cicho Van, ale Ellen to usłyszała.
- Zwariowała?! Ona ma lęk wysokości! Zabije się! Laura!! - krzyczała mama
brunetek, ale na nic zdały się jej krzyki. Laura była już przy zjeżdżalni
miała zjechać, ale spojrzała w bok i napotkała przepaść. Przepaść
mająca 300m. Zaczęła się bać. Zawrócić nie mogła. Wszystko przepadło.
- Rusz się! Tamujesz kolejkę ćwoku! - krzyczał na nią jakiś brunet
troszkę starszy od niej. Ona zaczęła płakać.
- Odwal się od niej! Nie widzisz ze się boi?! A ty jej nie pomagasz! -
obronił ja blondyn. Przecisnął się przed bruneta i podniósł brodę
brunetce. - Jestem Ross jak masz na imię? - zapytał się jej.
- Laura. - powiedziała zmieszana. Nie rozmawiała nigdy z chłopakiem.
- Masz lek wysokości prawda? - pokiwała szybko głową. - Usiądź na skraju ja
usiądę za tobą. Będę cię trzymał w pasie. Zamknij oczy jak chcesz, a jak
nie chcesz to patrz się. W połowie drogi jest zjeżdżalnia otwarta i inni Cię
widza. - powiedział. Marano wykonywała jego polecenia. Postanowiła nie
zamykać oczu. - uwaga... Jedziemy! - krzyknął blondyn i razem z brunetka
byli już w żółtej rurze. Jechali, śmiali się i krzyczeli. Ross przytulilł
do siebie Laurę i położył głowę w jej brąz włosach.
- Ale fajnie! - krzyczała dziewczyna.
- Zaraz będzie ta cześć otwarta daj ręce do góry! - krzyczał blondyn.
Tak jak mówił po kilku sekundach była otwarta rura. Brunetka wystawiła
ręce do góry. Ross również, ale tylko jedna rękę, bo druga przytrzymywał
Lau. Widzieli oni swoje rodziny. Obje rodziny Lynch i Marano byli zdziwione,
ale też szczęśliwe. Gdy dwójka 11-latków zeszła z zjeżdżalni do Laury
podbiegli jej rodzice z siostra na czele.
- Laura! Nigdy więcej tego nie rób! - przytuliła się do niej Vanessa.
- Jak masz na imię? - spytała się rodzicielka dziewczynki blondyna.
- Jestem Ross Shor Lynch. Miło mi panią i pana poznać. - uśmiechnął się
i podał dłoń.
- Dziękuje ze pomogłeś naszej córeczce. - odwzajemnił uśmiech Rossa, Damiano.
- Może zapoznam państwa z moja rodziną ąą, a z reszta oni już tu idą.. -
powiedział Rossy.
- To ta siedmio-osobowa grupka? To twoja rodzina? Wow... - rozszerzyła oczy Van.
- Tak. W rodzinie jest tak naprawdę 7, a nie ósemka, tylko nasz przyjaciel
Ell stracił rodziców i mieszka z nami. Traktujemy go jak rodzinę. -
opowiedział w skrócie blondyn.
- Podoba mi się twój klon... - powiedziała Vanessa.
- To Riker. - zaśmiał się.
- Ross! Miałeś być ostrożny i nie mieszać w swoje szalone pomysły
innych. - powiedziała uśmiechnięta matka Rossa. Spojrzała na rodziców
Laury. - Jestem Stromie a to mój mąż Mark. A to nasze dzieci Ross, Riker,
Rydel, Rocky, Ryland i kochany Ellington. - przedstawiła wszystkich Stromie.
I tak zaczęło się pierwsze spotkanie i znajomość...


Tak pierwsze spotkanie. Brunetka wzięła do ręki kwiatek miał 11 płatków.
Oderwała jeden.
- Jeden za to ze Cię spotkałam... - powiedziała opuszczając płatek na
ziemie. Teraz przed oczami stanęło jej kolejne wspomnienie..

* Wiek 12 lat *
Tego dnia Ross z Laura oraz swoim rodzeństwem i rodzicami byli na placu
zabaw. Obok tego miejsca znajdował się ulubiony opuszczony park dwójki
przyjaciół. Nie był on straszny, tylko osamotniony. W tym parku znajdowało
się drzewko z domkiem na gałęziach. To było te ulubione miejsce Raury. Na
placu zabaw Laura i Ross bawili się w berka. Teraz Laura goniła Rossa. Byli
tak zapatrzeni w siebie, ze blondyn nie zauważył kiedy na kogoś wpadł.
Była to rudowłosa dziewczynka. Brunetka widząc jak Ross z kimś rozmawia
zatrzymała się na chwilkę.
- Yey.. przepraszam. Jestem Ross, a ty? - blondyn pomógł wstać dziewczynie.
- Jestem Karina. Jesteś tu sam? - spytała się go.
- Nie z rodzeństwem.. Niestety. - zasmial się. ,nawet nie powiedział o mnie,
myślała brunetka.
- Nie mów ze nie masz koleżanek. - spojrzała na niego.
- No nie mam koleżanki, ale... - przerwał mu jego brat Rocky.
- Ross z kim gadasz?! - krzyknął.
- Choć przedstawię Cię.. - powiedział speszony i pociągnął za sobą
Karinę, mijając brunetkę. Laura z płaczem pobiegła w stronę opuszczonego
parku do domku na drzewie. Tam przesiedziała całe 3 godziny płacząc.
Płakałaby dłużej, gdyby nie to, że ktoś musiał wejść do środka
pomieszczenia. Tym ktosiem był Ross.
- Laura!! Wszyscy Cię szukają! Zostawiłaś mnie samego! Odchodziłem od
zmysłów! Dlaczego..?! - urwał gdy Marano się do niego odwróciła i
zobaczył łzy na jej policzkach. - Co się stało?
- Teraz Ciebie obchodzę? Po coś tu przyszedł?! Trzeba było zostać z
Kariną! - wykrzyczała do niego brunetka.
- Ale szukałem Ciebie! Wszyscy Cię szukają, a ja w szczególności!
- Podobno nie masz koleżanek to skąd masz prawo mówić do nieznajomej?!
- Ale to nie tak!
- To jak?! Idź do Kariny, a mnie zostaw w spokoju! Chce umrzeć tak jak teraz
z samotności! - zapłakała mocniej.
- Karina podoba się Rocky'emu.. A ty jesteś moja NAJLEPSZA PRZYJACIÓŁKĄ, a
nie tylko koleżanką. - powiedział i przytulił dziewczynę.
- Przepraszam Rossy.. - odsunęła się od niego. - czułam się odtrącona..
Ominąłeś mnie tak jakby mnie nie było.
- Lau.. Będziesz zawsze dla mnie najważniejsza. Nikt ani nic nas nie
rozdzieli.. A teraz choć bo nas szukają. - podniósł Laurę na ręce i
przyniósł do rodziny, a ona zasnęła na jego rękach...


Tak pierwsze łzy z ich przyjaźni. Taka bolesna i wzruszająca chwila zarazem.
- Za to, że przez Ciebie płakałam... - oderwała kolejny listek. Teraz kwiatek
miał tylko 9 płatków. Laura otarła złośliwa łzę, która towarzyszyła temu
wspomnieniu. Pomyślała o jakimś innym wydarzeniu. Teraz miała przed sobą
obrazek jak uciekli od rodziny.

* Wiek 13 lat *
Cała grupka Lynch i Marano wraca ze wspólnych lodów. Śmieją się i
wygłupiają.
- Riker nie wierze ze powiedziałeś do tej pani: zrób mi loda z polewą.. -
zaśmiał się najmłodszy Ryland, na co najstarszy pacnął się w czoło i zaśmiał.
- A ta pani mu opowiedziała: i co? Będziemy wychowywać posypkę? - zaśmiała
się Rydel. Dzieci się śmiały ze swoich kudłatych myśli, a ich rodzice
patrzyli na nich z nie dowierzaniem.
- Choć pokaże Ci coś. - szepną Laurze do ucha Ross. Szybko przemknęli
niezauważalnie w jedna z uliczek.
- Ross, a wiesz gdzie my w ogóle idziemy? - spytała ciagnieta za rękę Laura.
- Pokaże Ci jedno miejsce. - powiedział z uśmiechem. Resztę drogi
milczeli. W końcu doszli do pięknej polany, która była kremowa od kwiatów
Konieczyny, a na około niej były kwitnące różowe drzewa.
- Tu jest pięknie... Ross...Kocham cię! - brunetka przytuliła blondyna.
- Jak brata prawda? - zasmial się blondyn odsuwając lekko od brunetki.
- Tak jak brata. - Lau uśmiechnęła się lekko.
- Mam coś dla Ciebie. - powiedział i wyjął z kieszeni małe, prostokątne,
różowe pudełeczko. W nim znajdował się pierścionek, a na nim był napis
Raura.
- Jest piękny! Dziękuje! - krzyknęła i pocałowała blondyna w policzek.
Uśmiechnęli się do siebie i usiedli na środku polany. Rozmawiali jak nigdy
wcześniej. Śmiali się za każdym razem.
- Patrzcie tu są! - zawołał Riker.
- Słodko wyglądają - powiedział Mark. Reszta mu zawtórowała.
- Oni będą kiedyś razem.. Ja to wiem. - uśmiechnela się Vanessa.
- Jak ty i Rik? - spytał Ellington.
- Jak ty i Ryd? - odgryzła mu się brunetka.
- Dzieci przestańcie.. - zaśmiała się Stromie. - zapomnieliście o Rylandzie i
Savannah.
- Mamo! - zawolal wyżej wymieniony na co reszta się zaśmiała...

I pomyśleć ze wszystko jest prawda. Van jest teraz z Riker'em, Rydel z
Ellington'em, Ryland z Savannah, a Rocky z.. Kariną. Tak.. Każda z tych par ma
po jednym dziecku.. Gdy Laura pomyślała o dzieciach chciała jak najszybciej
się zabić. Oderwała kolejny płatek z kwiatka.
- Za te wszystkie piękne chwile z tobą.. - powiedziała szeptem wpatrując
się jak cześć Kwiatka opada na dywan. Miała w myśli kolejne wspomnienie..

* Wiek 14 lat *
Dzień balu, gdzie Laura wraz z Ross'em i ich przyjaciółmi: Raini i Calum'em
się na niego wybrała. Wszystko było wspaniale. Przyjaciele usiedli do
stolika i śmiali się ze sobą. Wspaniale było do czasu. Raini z Calumem
wymiatali na parkiecie, a Ross poszedł do toalety. Wszyscy tańczyli teraz
wolnego tylko nie ona.
- Patrzcie! Laura została wystawiona! Haha! Nie wierze! Nie ma do tego
partnera! Hahah! - zaczęła się śmiać jedna z dziewczyn.
- Nie zostałam wystawiona.. są ze mną przyjaciele. - zaczęła się bronić.
- Którzy tańczą! Tylko do Ciebie nikt nie podejdzie i nie poprosi do
tańca, bo z takim kimś jak ty to wstyd! Nikt by Cię kijem nie dotknął! -
zaczęła się śmiać, a z nią cześć szkoły. Lau już chciała wstać i
wybiec, ale trafiła na tors Rossa. Z płaczem wtuliła się w blondyna. On ja
przytulił i pocałował we włosy.
- Odwal się od niej i zajmij się swoim fagasem! A tak w ogóle ona jest na tym 
balu ze mną! - krzyknął do blondynki.
- Kazała Ci to powiedzieć? - zasmiala się jeszcze raz. Ross chwycił dłoń
Laury i pokazał dziewczynie pierścionek, który zawsze ona nosiła.
- To zlewka naszych imion! I czy Ci się to podoba czy nie ona jest tutaj ze
mną! - krzyknął ostatni raz do niej i powycierał łzy brunetki. - Ej!
Lau... Choć na parkiet i zatańcz ze mną. Pokażemy im kto tutaj rządzi. 
- powiedział do brunetki na co się zasmiala cichutko. Poszli oni tańczyć
wolnego. Wtuleni w siebie ruszali się w rytm muzyki, a ich przyjaciele Caini
obok nich...

Caini są razem i tez maja dzieci.. Wszystko wraca do tych dzieci.. A to przez
to Laura chce popełnić samobójstwo. Popatrzcie ona na pierścionek na palcu.
Do dzisiaj go nie ściągnęła.. Lśnił na nim złoty napis RAURA.
- Za ten bal i ten pierścionek... - oderwała kolejny płatek z kwiatka.
Zostało mu już tylko 7 platkow. A Laurę męczyły kolejne wspomnienia...

* Wiek 15 lat *
Laura wraz z Vanessa i Lynchami szykują przyjęcie urodzinowa dla Rossa.
Swoim rodzicom dali oni za zadanie przygotować przekąski i tort. Oni sami
dekolorowali ogród, a Ross'a posłali po ciasteczka muffinkowe, które są na
końcu miasta. Wyszedł on bardzo dawno, bo z samego rana. Kiedy on wyszedł
Laura, Vanessa, Riker, Rocky, Rydel, Ellington, Ryland, Savannah oraz Karina
szykowali dla niego imprezę urodzinowa. W ogrodzie została rozłożona
scena, a obok mini stoliczek DJ'owski dla RyRy'ego. Wszystkie te 10 osób
łączyła pasja - muzyka. Vanessa wraz z Rydel i Karina rozstawiała robione
przez ich rodziców przekąski. Sav z RyRy'm robiła poprawki muzyczne. Riker z
Rockym przyczepiali do drzew dekoracje. Ratliff sprawdzał za to oświetlenie,
a wszystkim kierowała Laura. To właśnie ta brunetka wszystko zaplanowała,
również niespodziankę w postaci ulubionego idola Ross'a.
- A gdzie mamy dać picie? - spytała Karina.
- Na ten osobny stolik obok przekąsek. - poinformowała Laura.
- Lau! Wyżej cze niżej?! - pytał się jej Riker który z Rockym stał na
drabinie i przyczepiał napis: Happy B.Day Ross!
- Bardziej na lewo i do góry.. O tak! Idealnie. - klasnęła w ręce.
- Dzięki! - krzyknął Rock.
- Lau! Najpierw wolne piosenki a później szybkie? - spytała się jej Sav.
- Czy może szybkie a później wolne? - spytał RyRy.
- Zróbmy mieszankę muzyczna. Kolejność losowa. Ale zacznijmy od szybkich
na rozkręcenie towarzystwa. - powiedziała z uśmiechem dziewczyna.
- Dzięki. - uśmiechnęli się do brunetki.
- Ej! Laura! Spaliła się żółta żarówka! Co mam zrobić? - pytał się
Ellington.
- O nie! Żółty to ulubiony kolor Rossa.. Poproś panią Stromie czy ma
żarówkę albo... Rydel!!! - wydarła się.
- Co jest? - spytała się jej blondynka odstawiając czipsy.
- Ostatnio mówiłas, że nie podoba Ci się żółta żarówka w twoim różowym pokoju. Możesz ja pożyczyć? Brakuje żółtego koloru reflektora. - 
mówiła zawzięcie brunetka.
- Dobra! Oczywiście ze dam! Ell choć! - szybko pobiegli w stronę domu.
- Laura pani Stromie prosiła Cię do kuchni. U nas jeszcze tylko talerzyki i
kończymy. - powiedziała Vanessa.
- Dobrze - opowiedziała młoda Marano i poszła do kuchni przez taras.
- O jesteś! - uśmiechnela się pani Stromie. - Pomogłabyś mi udekolorować
tort? Nie mam jakiejś szczególnej weny.. - zaśmiała się.
- Oczywiście. - powiedziała natychmiastowo brunetka. Ozdabianie zajęło jej
15 minut. I wyszło genialnie.
- Córcia jest... Jaki piękny. - powiedziała Ellen. - zabiorę go już do
ogrodu. A! I Mars jest! - powiedziała już jej mama wychodząc. Brunetka
kiwnęł głowa i udała się na korytarz, gdzie zawzięcie Mark z Damiano
rozmawiali z Brunem Marsem.
- Dzień dobry, dziękuje, że pan przyszedł na urodziny mojego przyjaciela. - 
przywitała go z uśmiechem Laura.
- Witaj dziecko! To jest dla mnie zaszczyt występować dla kogoś takiego jak
syn państwa Lynch. - odpowiedział
- Kiedyś chodziliśmy razem do klasy w gimnazjum - wytłumaczył pan Mark.
- Emm.. Laura? Ross wraca.. - powiedział Damiano wpatrzony w okno, gdzie z
ciasteczkami wędrował blondyn.
- Alarm Ross idzie! - powiedziała a raczej krzyknela Laura. - wszyscy na
swoje miejsca! Panie Mars może pan już wejść na scenę.
- Wróciłem! - krzyknął Ross. - Wiecie jaka była kole...
- NIESPODZIANKA! - krzyknęli wszyscy wyskakując zza mebli lub drzew.
- Wszystkiego najlepszego! - powiedział osobno Bruno Mars i zaczął grać
jedne ze swoich piosenek.
- Nie musieliście! - powiedział wyraźnie uśmiechnięty Ross.
- To wszystko organizowała Laura.. - powiedziała Vanessa. Blondyn spojrzał
na brunetkę, która wpatrywała się w swoje buty.
- Dziękuje! - powiedział, pocalowal dziewczynę w policzek i mocno do siebie
przytulił. Na imprezie wszystko wyszło idealnie. Prezenty, dekoracje, muzyka, 
wszystko!

Urodziny... Ten piękny dzień kiedy świetujemy ważne święto narodzin
bliskiej nam osoby. Jest ono raz na rok wiec jest to okazja jednoroczna.
- Za to ze zakochałam się w tobie od twoich urodzin.. - Laura oderwała kolejny
płatek kwiatka. Zostało już ich tylko 6. A 5 z nich leżało na podłodze i
powoli więdło. Laura próbowała przypomnieć sobie jeszcze inne wspomnienie.
Udało jej się to.

* Wiek 16 lat *
Laura z Rossem wracała ze wspólnego spacerku. Ledwo co weszli do domu
Lynchów, a już wyszli.
- Co się dzieje?! - spytała zdziwiona Laura.
- Nie będziesz się spotykała z synem tego człowieka! - krzyknął jej ojciec.
- Raczej twoja córka nie będzie przebywać z moim synem! - odgryzł mu się
Mark.
- Musicie w to mieszać nasza przyjaźń?! - spytała się podirytowana Rydel z
Vanessa.
- Tak! - krzyknęli dwaj faceci i chcieli zabrać swoje dzieci.
- Nie! Ja nie mogę żyć bez Laury! - krzyknął Ross wyrywając się ojcowi i
stając przy Laurze złapał ja za rękę.
- Nie masz wyboru... - powiedział mu Mark.
- Skoro nie możemy być razem w przyjaźni tutaj... To będziemy gdzieś
indziej! - krzyknął Ross i ciągnąć za sobą Laurę pobiegł w stronę
parku z domkiem na drzewie. Dotarli tam szybko weszli na drzewko i zaczęli
opanowywać oddechy.
- Ja nie chce się z tobą rozdzielać.. - powiedziała Laura tuląc się do Rossa.
- Nie uda im się nas rozdzielić.. Spokojnie. Cii. Nie płacz. Pogodzą się..
- uspokajał ja Ross.
- A co jak się nie pogodzą?
- Muszą. Bo inaczej uciekniemy już na zawsze.
- A niby gdzie?
- Razem coś wymyślimy. - złapał ja za dłoń i się uśmiechnął ciepło.
- Tu jesteście! - powiedziała Stromie wraz z Ellen.
- Co tutaj robicie? - spytała się Laura.
- Przyszliśmy po was. Ojcowie się pogodzili.. Możecie wracać. - uśmiechnela
się Ellen.
- A skąd wiedziałyście ze tu będziemy? - zapytał tym razem Ross.
- Po prostu znamy swoje dzieci. - zasmiala się Stromie. Czwórka wróciła do
domu, a tam zostali wyściskani z tekstami: Nigdy więcej tego nie róbcie...

Taka ucieczka była piękna. Tylko uciekanie od problemów nic nie da...
- Za to ze musiałam uciekać z tobą i tymi gestami mnie rozkochiwałeś... -
Laura oderwała 6 płatek. Trzymało się jeszcze 5 części. Laura wzięła
głęboki oddech.

* Wiek 17 lat *
Laura wraz z swoim rodzeństwem oraz Lynchów wybrała się do klubu. Była to
godzina 16. Pili tam tylko Van, Rik, Rock i Ryd. Reszta była w stanie
świadomości.
- Idę do toalety. - poinformowała Laura i udała się w wymienione miejsce.
Po skorzystaniu z toalety umyła ręce i spojrzała na swoje odbicie w lustrze.
Zmieniła się. Miała jasne końcówki włosów. Była ładniejsza i chudsza.
Do kibla ktoś wszedł. Niby nic wielkiego, ale było to 3 facetów.
- To DAMSKĄ toaleta MĘSKA jest obok. - powiedziała Laura wyciągając ręce.
- No to dobrze trafiliśmy.. - powiedział jeden z nich.
- Będziesz miała nie zapomniana noc.. - uśmiechnął się drugi, a trzeci
przyszpilił Laurę do ściany. Ona chciała się wyrwać, ale nie potrafiła.
- Ross! Pomocy! Zostaw mnie! Ross! - krzyczała
- Nikt cię nie usłyszy.
- Doprawdy? - spytał się męski głos za nimi. Jak się okazało to blondyn.
- Dzisiaj nasza kolej! - krzyknął jeden z typów i przybliżył się do Rossa.
On to wykorzystał i z prawego sierpowego wymierzył mocny strzał w policzek.
Mężczyzna zatoczył się i uciekł ze swoją zgraja.
- Ross! - przytuliła się do chłopaka Laura. - myślałam ze nikt mnie nie
słyszy..
- Akurat przechodziłem... - zakłopotał się blondyn
- Ross.. Przyznaj się. - powiedziała podejrzliwie.
- Oj No masz mnie.. Martwiłem się o Ciebie! - przyznał się dziewczynie. Laura
z uśmiechem wpatrywala się w jego oczy.
- Chodźmy do domu... - powiedziała po chwili. Poinformowali Rylanda i Ell'a, że 
idą do domu, i poszli. Weszli do pokoju blondyna i usiedli przy fortepianie.
- Dziękuje ci, gdyby nie ty... - zacieła się, a łza spłynęła z jej oczka.
- Cii.. Będzie dobrze. Nie wybaczyłbym sobie gdyby coś Ci się stało. -
powiedział i zaczął grać dobrze znana Laurze piosenkę: You Can Come To
Me. Sami oni w końcu ja stworzyli. Zaczęli grać i śpiewać. Aż do pewnego 
momentu ich palce spotkały się na jednym klawiszu. Spojrzeli sobie głęboko
w oczy i zaczęli się przybliżać. Doszło do pocałunku. Delikatnego, ale
pełnego miłości.
- Kocham Cię. - powiedzieli w tym samym czasie.
- Lauro Marie Marano... czy zostaniesz moja dziewczyna? - spytał.
- Tak, tak, tak. Tak! - pocalowala blondyna w usta. On lekko zszokowany nie
oddał gest. Laura odsunela się od blondyna. - ja przepr...mm - nie
dokończyła, bo Ross pocalowal ja tak ze razem upadli na ziemie. Całowali się na
dywanie i co chwila turlali się po Ziemi, co chwila jedno górowało nad 
drugim.
- Uuu Ross mi sisters rozdziewiczy... Chce być ciocia! Rikuś też chce mieć 
dzieci!!! - krzyczała Van, która była przedtrzymywana przez Riker'a. Laura
wraz z Rossem spojrzała na bandę, która wróciła z baru.
- W skrócie Van z Ryd były tak nabite, że wyznały nam miłość, a my 
jesteśmy w stanie świadomości. Ryland za to targa po schodach Rock'a. -
powiedział Ellington. Wszyscy zaczęli się śmiać...

Lau nie odrywając wzroku od ściany oderwała kolejny (siódmy) płatek.
- Za twoje czuwanie i pocałunki...
Zostało 4 płatki. Cały czas trzymała na kolanach pistolet. Pomyślała
teraz o bardziej bolesnym wspomnieniu...

* Wiek 18 lat *
Rodzina Lynch i Marano leci samolotem.. Szczęśliwi wracają z Miami gdzie
spędzali wakacje.
- Nastąpiła awaria silnika, prosimy nie panikować i udać się do wyjść
awaryjnych. - usłyszeli w głosnikach. Jak to zwykle bywa zaczęli panikować.
- Brać spadochrony na początek najmłodsi! - krzyknął kapitan. Oczywiście
nie było nikogo młodszego od Rylanda i Sav, z reszta ta dziesiątka (jeszcze
Karina) była jako jedyna z najmłodszych. Tą linią lecieli tylko ludzie, który 
mieli ok. 30 lat lub więcej.
- Bierzcie spadochrony i skaczcie po dwie osoby! - powiedziała jedna pani z
obsługi. Ba! Ona krzyknęła. Na początek wyskoczył Ryland z Savannah,
później Rocky z Karin, Ross z Laura, Rydel z Ellingtonem, a na końcu Riker z
Vanessa. Zdarzyli odkrzyknąć rodzicom słowa: Kochamy was! Gdy ostatnia para 
wylądowała na Ziemi samolot wybuchł. Wybuchł z tymi wszystkimi ludźmi, a
przede wszystkim z ich rodzicami...
- NIE!! - krzyknęły dwie siostry na raz i się do siebie przytuliły. Zaczęły
płakać. Płakać gorzkimi łzami. Straciły rodziców. Podobnie jak
Lynchowie, ale oni są znani z tego ze potrafią szybko się pozbierać. Lecz to też 
ich przerosło. Przytulili się do Marano.
- Musimy być silni.. Oni by tego chcieli. - powiedział Riker łkając.
- Nie chce mieć dzieci, by po naszej stracie cierpiały... - powiedział cicho
Ross do Rocky'ego, ale Laura to usłyszała. Usłyszała i przyrzekła sobie,
ze dochowa jego prośby...

Minęły 2 lata od tamtej tragedii. Laura z Van zamieszkały razem z Lynchami,
tak samo jak Karina i Sav. (ich rodzice też lecieli samolotem) Pozbierały się
już, miały wystarczająco czasu. Właśnie... Czasu się nie cofnie to co się
stało nie odstanie się.
- Za naszych rodziców.. - oderwała płatek kwiatka. Trzymały się już tylko 3
kolorowe płatki.

* Wiek 19 lat *
Raura chodziła uliczkami trzymając się za ręce. Byli już we wszystkich
miejscach z dzieciństwa i wieku nastoletniego. Zostało tylko jedne miejsce
gdzie Ross chciał zmienić ich życie. Domek w opuszczonym parku. Udali się
wiec w tym kierunku. Weszli do domku i przyglądali się mu z uśmiechem. Nic
się niż zmieniło. Był potulny jak zawsze. Było w nim mini łóżko dębowe,
takie samo biurko, puszysty czerwony dywan i szafka w czarnym kolorze.
Wszystkiego dopełniały żółte ściany tego jednego pokoju w domku.
- Lauro... - zaczął Ross.
- Hmm...? - spojrzała na niego.
- Jesteś dla mnie najważniejsza w życiu. Bez Ciebie nie byłoby sensu 
mojego życia. Cieszę się ze spotkałem kogoś takiego jak ty. Jesteś moim
tlenem bez którego umieram... Lauro Marie Marano.. czy zechcesz uczynić mnie
najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi i zostaniesz moja żona? - spytał
się Ross wyciągając po przemowie z czerwonego pudełeczka pierścionek. Laura
z otwarta buzia wpatrywała się to w blondyna to w pierścionek.
- Rossy.. Oczywiście, ze tak. - powiedziała i wpiła się w jego usta...

Tydzień po tym Raura wzięła ślub połączony ze ślubem reszty
domowników. Szybko ten czas minął. Ślub nie był jakiś taki ze wszyscy
byli zaproszeni. Towarzyszyli tylko Calum i Raini, którzy już dawno byli
małżeństwem. A cała ,,ceremonia,, była tylko z udziałem księdza i
sakramentalnego ,Tak,.
- Za to ze jesteśmy małżeństwem... - Następny kwiatek upadł na Ziemie.
Zostały 2 płatki. Dwa płatki.

* Wiek 20 lat *

Czyli nie cały miesiąc temu. Laura wyszła z testem ciążowym z toalety.
Wszystkie dzieci maja po roczku.
- I co? Jesteś w ciąży? - pytała Vanessa. Ona już dawno urodziła
dwójkę dzieci: Alice i Dove.
- Nie poganiaj jej tak.. - mówiła Rydel. Ona urodziła synka: Alvina.
- Wiecie co to chyba nie jest najlepszy moment na kłótnie.. - wtraciła się
Savanna. Ona ma dziewczynkę: Stelle.
- Wydaje mi się ze nasi mężowie nie dają sobie rady z dziećmi. - zasmiala
się Karina. Ona również urodziła dwójkę dzieci: Maxa i Cleo. - Ale
czekajcie. Powiedz wreszcie!
- Ja, ja... Jestem w ciąży. - powiedziała. Dziewczyny zaczęły piszczeć i
skakać. Laura tez udawała euforię.
- Musimy powiedzieć Rossowi! - krzyknela podekstytowana Delly.
- NIE! - wszystkie popatrzyły zdziwione na Laurę. - znaczy.. Sama mu powiem.
- Jak chcesz. Ale powinnaś powiedzieć w miarę szybko. - zastrzegła Vanessa.
Reszta dziewczyn się z nią zgodziła...

Czyli jak widzicie Laura jest w ciąży. W ciąży z Rossem, a ona wie, ze
Ross nie chce mieć dzieci. Bo później będą mogli je zranić, a one będą
cierpieć.
- Za to ze jestem z tobą w ciąży... - oderwała przed ostatni płatek.
Zaczęła od nowa przypominać sobie 10 części kwiatka:
- Za to ze Cię spotkałam.
- Za to ze przez Ciebie płakałam.
- Za te wszystkie piękne chwile z tobą.
- Za ten bal i tan pierścionek.
- Za to ze zakochałam się w Tobie od Twoich urodzin.
- Za to ze musiałam uciekać z tobą i tymi gestami mnie rozkochiwałeś.
- Za Twoje czuwanie i pocałunki.
- Za naszych rodziców.
- Za to ze jesteśmy małżeństwem.
- Za to ze jestem z tobą w ciąży. - wymieniła ostatnia cześć. - Jak
każda cześć kwiatka, połączy nas do ostatniego płatka...
Przyłożyła sobie broń do głowę i zamknęła oczy. Dotykała lekko spustu.
Miała go nacisnąć, gdy drzwi się otworzyły.
- LAURA!!! - krzyknął Ross, który wtargnął do ich pokoju. - CO TY CHCESZ
ZROBIĆ?! - krzyczał. Wyrwał jej broń i uniosl w swoje dłonie kruchą
twarzyczkę Laury.
- Nie chce Cię zranic! - krzyczała przez łzy.
- A jak się zabijesz to mnie nie zranisz?!
- Ty nic nie rozumiesz!
- Zawsze Cię rozumiałem! Powiedz co się dzieje!
- Nie!
- Mów!
- Jestem w ciąży!!! - krzyknęła na cały głos. Blondyn patrzył na nią ze
zdziwieniem, a później cały szczęśliwy przytulił Laurę.
- To świetna wiadomość! Dlatego chciałaś się zabić? Nie zostawię Cię
przecież.. - całował ja w głowę i policzki.
- Ale... Przecież dobrze słyszałam jak mówiłeś ze nie chcesz mieć dzieci,
by ich nie ranić. - powiedziała brunetka odsuwając się od blondyna.
- Ahh.. Byłem głupi. Dziecko to jest coś niesamowitego. Możemy się wtedy
podzielić i przekazać miłość połączeniu nas obojga. W głębi duszy
marzyłem by mieć dzieci z tobą. - uśmiechnął się promieniście. - Który
to tydzień, miesiąc?
- Dopiero 1 miesiąc. - oznajmiła brunetka. Blondyn usiadł obok brunetki.
- I dowiaduje się dopiero teraz? - uniósł śmiesznie brwi do góry na co Laura
się zaśmiała.
- Oj Rossy... Chociaż wiem kto się urodzi.
- Lau.. Ile to będzie?
- A co byś zrobił gdybyś dowiedział się ze masz trójkę dzieci w drodze?
- spytała się głupkowato uśmiechając.
- Co?! Jestem aż tak męski ze przegoniłem brata? - zapytał się.
- Widocznie tak. - zaśmiała się ciężarna. Ross zauważył kwiatka i płatki
na dywanie. Oderwał ostatni płatek.
- Za nas i nasza rodzinę. - powiedział. Uśmiechnęli się do siebie i
pocałowali, krótko w usta. Nagle blondyn podniósł brunetek i pobiegł do
salonu.
- Będę miał dzieci! Laura jest w ciąży! Urodzi trojaczki! - krzyczał
rozpromieniowany będąc w wspomianym pomieszczeniu. Widocznie na wszystko
jest wyjście z sytuacji. Za nas i nasza rodzinę... Ostatni płatek nigdy nie
zginie...


*****
Hi people!
I czo tam u was? xD
Na początek jeszcze raz prosze o głosowanie w tej ankiecie ;) Dziękuje również za tą satys... wiecie o co mi chodzi, a ja nie wiem jak to się pisze. xD
Chciałabym szczególnie zadedykować ten rozdział (One-Shot): Karolina Marano
Nawet nie wiesz jak bardzo lubie czytać Twoje komentarze :D
Tak, więc zostawiam Wam to cuś do komentowania xD
Pozdrawiam,
Sashy ♫

PS/ Dzięki za 69 wyświetleń wczoraj xD no wiecie co... xD


sobota, 6 grudnia 2014

Last Christamas... :*

Tak więc kochani moi! Dzisiaj wyjątkowo nie ,Hej people!,...
W tym oto jakże wyjątkowym dniu i jakże trafnym, bo sobotka, chcę złożyć wam życzenia, które teraz właśnie układam sobie w głowie:

Dzisiaj Mikołajki moi mili,
Więc, żeby nie przedłużać tej chwili,
Zdrowia i szczęścia życze Wam!
I żebyście nosa nie zmrozili tam,
Śniegu na chodniku
Upadków na tym śliskim chodniku bez liku,
Bałwana przed domem i jemioły nad głową,
Gdy z Ross'em pod nią będziecie stać dobą.

xD

Tak moje życzenia... W poniedziałek złoże je koleżanką z klasy. Tak jak dzisiaj do mnie babcia:
-Mikołaj Ci przyniósł prezent
-Ja nie wierze w Mikołaja od 3 lat...
-To w co wierzysz?
-Że Ross mi je przynosi tylko nie chce się menda do tego przyznać.
Jak rodzice to usłyszali zaczęli się śmiać, ja do mamy wtedy takie: A ty chcesz Brzozowskiego pod jemiołą?!
Miny bezcenne jak życzenia xD
Nie przedłużając dziękuje Wam słodcy! Rozdział jak zwykle jutro, a raczej One-Shot mojej roboty ;).
Pozdrawiam,
Sashy ♫






niedziela, 30 listopada 2014

Rozdział 6 Siódemki mają jakąś zła aurę.

*Rocky*
Paintball to był super pomysł, mimo to, że nie jest to ,normalny, paintball. No bo czy w prawdziwym paintball'u lata się w powietrzu i magią czaruje się kolorowe baloniki z farbnikiem? Raczej nie. Jestem w drużynie z Laurą, Vanessą i Ross'em. W przeciwnej drużynie są Riker, Ryland, Rydel i Ellington.
- Rydel za tobą! Albo i pod tobą.. Riker z boku! I już nie. Ryland uważaj! Nad tobą! - wydzierał się Ratliff gestykulując rękoma.
- A może byś nam pomógł?! - wydarła się na niego Rydel.
- To nie taki głupi pomysł... - zadumał brunet.
- To na co CZEKASZ?! - krzyknęła na niego drużyna.
- O jejku, jejku. Jakie nerwusy...
- Mówiłeś coś?! - spytał się go Riker.
- Ja? - przeciągnął samogłoskę i zaczął pomagać swojej drużynie.
- Cholera Van zaraz Cię patelnią trzasnę! - wydarłem się, gdy brunetka rzucała na oślep.
- Patelnia jest moja! - krzyknęła Vanessa.
- A moje są doniczki! - dołączyła się Laura. Ktoś jeszcze podzieli się swoją pasją do przedmiotów?
- A mój jest wałek do ciasta! - krzyknęła wesoła Rydel.
- A co jest moje? - spytał nie czający Ross.
- Ja też nie czaje. - powiedziałem.
- Nigdy nie zrozumiem kobiet! - powiedzieli razem Ryland i Riker. Kontynuowaliśmy grę. Nie wiem jak to możliwe.. ale jak Riker przewrócił się w powietrzu? Jak można przewrócić się latając?!
- Van ty cymbale! W swoją siostrę?! - syknęła Laura, kiedy jej siostra z nudów rzuciła w nią patelnią. Ona szybko wyczarowała mini trampolinę, tak, że latający przedmiot trafił w Van.
- Cholera! Na oślep rzuca, a we mnie prawie trafiła! - krzyknęła z przerażeniem Rydel, kiedy obok niej przeleciał toster.. Ciekawe ile jeszcze ta gra będzie trwać. Ile czasu zostało...
- Czy ktoś liczy czas ile do końca? - spytałem. Ich myśli krążyły wokół: Jaki czas?!
- To tutaj jest potrzebny czas?! - Krzyknęli Ross z Ryland'em. Jebłem i nie wstaje...

*Riker*
Oczywiście po super grze z ,,czasem,, pojechaliśmy na zakupy, bo lodówka świeciła pustkami. Nigdy więcej nie jadę z tymi deklami! Cały czas śpiewają ,Szalona Ruda'! I mówię tu o RyRy'm, Ell'u i Rock'u. Wjechałem na podjazd i zaparkowałem samochód przy sklepie.
- Kto idzie na zakupy? - spytałem.
- My pójdziemy! Po słodycze! - krzyknęli natychmiastowo trzej bruneci.
- No.. Dobra. - powiedziałem choć i tak wiem, że skończy się to stratą forsy.
- Jaki masz PIN do karty? - spytał Ryland.
- Zapomnij! - ostrzegłem. Myślą, że im powiem, że mój kod to 1029? W życiu. ,Dzięki bracie,. Uhh Rocky! Jak ja mam ochotę czasem Ci tak pobuszować w twoich kudłatych myślach! ,Przecież możesz..., Nie nie mogę. Mam moc ograniczoną. Nie mogę czytać w myślach członkom rodziny i osobie, którą darze szczególnym uczuciem, dopóki jej tego nie wyznam. ,Aha. No tak zapomniałem... Ale dzięki!, Po tych inteligentnych rozmowach w myślach on i pozostała dwójka wybiegła do sklepu. Kartę też wzięli?
- A co im się stało? - spytał Ross.
- Ukradli mi kartę.. - przejechałem sobie ręką po twarzy. - Kto idzie na normalne spożywcze zakupy?
- Ja z Rydel pójdziemy po coś normalnego do jedzenia. - zgłosiła Vanessa.
- Okej, złapcie tamtych baranów, oni mają MOJĄ kartę i PIN, więc się z wami chętnie podzielą tą informacją. - powiedziałem wysiadając z pojazdu.
- A ty gdzie idziesz? - spytała się mnie Laura.
- Po nowa kartę... - mruknąłem - Wy pilnujcie samochodu. - powiedziałem do pozostałej dwójki i udałem się do banku. Na szczęście daleko to nie jest. Wystarczy przejść przez ulicę. Poczekałem chwilkę w małej kolejce, aż nadeszła moja kolej. Alleluja! Teraz zacząłem się kłócić z babą z okienka jaki chce mieć PIN na kartę.
- To może 3869? - pytała się po raz kolejny.
- Ale ja nie chce mieć liczby 69 w PIN'ie. Ani żadnych z tych cyfr. - odparłem.
- To może 1690?
- Ale ja nie chce mieć liczby 69, ani żadnej z tych cyfr!
- No to co powie pan na 1813?
- Nie za bardzo... 13 kojarzy mi się z tym pechowym piątkiem...
- A 2477?
- Hmmm... Siódemki mają jakąś złą aurę..
- Dziecko! Zdecyduj się w końcu! - wydarła się na mnie ta kobieta.
- No dobra! Niech będzie 0829 - zdecydowałem.
- Ale mówiłeś, że dziew...
- Zmieniłem zdanie jasne?! - teraz ja krzyknąłem. W końcu kobieta wydała mi nową niebieską kartę z PIN'em. Wróciłem do samochodu, gdzie zastałem chyba wszystkich.
- Są wszyscy? - spytałem patrząc we wsteczne lusterko. Zobaczyłem 7 twarzy. Mówiłem siódemka zła aura..
- Serio Rik?! - zaśmiał się Rocky. Odpaliłem samochód i wyjechałem z tego przeklętego terenu.
- Nie moja wina, że baba kłóci się ze mną o PIN i liczbę 69, a gdy się zdecydowałem na jedną z tych liczb, to zaczęła powtarzać moje słowa, a ja się rozmyśliłem! - krzyknąłem. Wszyscy zaczęli się ze mnie chichrać. Ha. Ha. Ha. Bardzo śmieszne..

*Vanessa*
Wypakowywałam właśnie zakupy. Jest ich meeega dużo. Tak, tak ja z Ryd i chłopakami zaszalałyśmy. Nam tylko dać pieniądze. Za pomocą magii nakierowałam artykuły na każde z ich miejsc i w ten oto sposób wszystko rozstawiałam. To głupie, ale prawdziwe. Ciekawe gdzie są wszyscy.. ,Rydel dyskutuje z Ellingtonem, Ryland ogląda Tv, Ross z Laura poszli na spacer co ja uważam za randkę, Riker w swoim pokoju, a ja śledzę tok rozmowy Rydellington., No dzięki Rocky.. Znowu siedzisz w mojej głowie. ,Ehem, Mam pytanie. ,Wal, Czemu tak szybko mi i Laurze zaufaliście? ,Wiesz. Rydel oprócz swojego wzroku może sprawdzić szczerość i zaufanie. U was te cechy znalazła, ale nie zalicza ich do swoich mocy, bo nie kontroluje tego. Z reszta ja też mogę jak widzisz sobie posłuchać., Aaa.. To o czym gadają? ,Teraz sam niewiem, No wiesz.. Ah. Trudno. Ale dzięki za zaufanie. Skończyłam wypakowywać zakupy i przyłączyłam się do Rylanda oglądającego telewizje. Po chwili dołączyła do nas reszta rodziny. Dość długo oglądaliśmy telewizję.
- Ej! Która jest godzina? - spytał Riker chodząc w kółko. Strasznie się denerwował, ponieważ młodzi jeszcze nie wrócili, a dość długo ich nie ma..
- Chyba 22... - powiedziała Rydel. - Nie chodź tak jakbyś miał owsiki w tyłku. Nic im nie będzie chyba? - dodała. Chyba tylko pogorszyła sytuacje.

*Ross*
Rozmawiałem z Laurą jak jeszcze nigdy. Opowiadaliśmy sobie o wszystkim. Od naszych zalet do wad. Od rodziny do wspomień. Wszystko. Dużo się o niej dowiedziałem. Została wygnana z powodu wyjścia za mąż. Miała poślubić jakiegoś typka, ale ona się postawiła z siostrą. Vanessa tez miała taki sam powód. Za to ja z rodzina normalnie postawiliśmy się za to ze chcemy mieć różnych przyjaciół, a nie tylko żywioł z żywiołem, albo tylko jego odpowiedniki jak do mojego jest ogień! To przecież jest idiotyczne.
- Wiesz.. Ja jak się denerwuje to miętole bransoletkę w lewej dłoni, a jak się wstydzę pocieram prawa rękę. Do tego strasznie się rumienie jak czuje się nieswojo. I Vanessa mówiła ze jak się wściekam marszczę nos.. - wyznała mi brunetka. Usiedliśmy na chwile na ławce.
- Mi rodzeństwo mówiło ze jak jestem zakłopotany to się jąkam i pocę, a jak zdenerwowany oblizuje wargi i bawię nieśmiertelnikiem. Coś tam kiedyś Riker dodał ze gdy się wkurzyłem miałem ciemniejsze tęczówki. - powiedziałem patrząc w jej oczy z uśmiechem. Odwzajemniła gest.
- Teraz znam cię na wylot tak jak ty mnie. - zaśmiała się cichutko.
- Nie wiem czy to dobry moment, ale powiesz mi dlaczego Vanessa tak bardzo nie lubi w Twoim towarzystwie chłopaków? - spytałem niepewnie. Widać było, że brunetka się waha czy mi powiedzieć czy nie. - Jak nie chcesz nie musisz mi mówić. - szybko dodałem.
- To było 2 lata temu.. Miałam chłopaka Shana. Wydawał się być normalny tak jak inni chłopacy kochający swoje dziewczyny. Ale się myliłam... Kiedy wracałam wieczorem ze spaceru on ze swoim kolegą... - zacięła się i spojrzała na swoje buty. Po krótkiej chwili mówiła dalej. - on i jego kolega Alv chcieli mnie zgwałcić. Gdy pytałam o co im chodzi mówili, że od dawna chcieli mnie po prostu zaliczyć, a Shan był ze mną dla zakładu. Kiedy ja mu ufałam na prawdę on tylko udawał, że mogę mu zaufać. Wtedy akurat wracała Vanessa. I uratowała mnie mocami. Jak ich odciągnęła zaczęłam płakać w jej ramionach. Zamknęłam się w sobie i... Chciałam się zabić. Nie! NIE MOGĘ O TYM MYŚLEĆ! - krzyknęła i z płaczem zaczęła biec przed siebie. Ja szybko pobiegłem za nią. Przecież w takim stanie może jej się coś stać! Do tego o tej godzinie! Po co ja się o to pytałem?! Ta moja ciekawość! Muszę szybko ja dogonić zanim coś sobie zrobi!

*Riker*
Ile można spacerować?! Te tumany nie wzięły nawet telefonów. Jak ich znaleźć?
- Jak im coś się stanie nie daruje sobie! - mówiłem chodząc w kółko. - Która godzina?! - spytałem.
- Dramatyzujesz... Ale ja tez się już o nich martwię jest 23. - powiedział Ryland.
- To niemożliwe ze tak długo spacerują! - krzyknąłem.
- Takie dłuuugie spacerki to w stylu Lau. - powiedziała brunetka.
- W Ross'a też. - odpowiedział jej Ratliff.
- Jak nie wrócą to idziemy ich szukać! - krzyknąłem.
- Dobra jak się nie pojawia za 15 minut idziemy. - powiedział Rocky. Może ich namierzy? - Tak namierzę ich. Już ich szukam. - odpowiedział na moje myśli. Jak coś im się stanie.. Nie chce o tym myśleć! Jestem prawnym opiekunem! Jestem najstarszy i powinienem ich pilnować! ICH. Nawet Lau! Mimo ze jakoś długo jej nie znam ona jak i jej siostra należą do rodziny! Odpowiadam za nich. Za wszystkich tutaj. Oni muszą być cali!

***
Hi People!
Któtki, beznadziejmy i Bóg wie co jeszcze! Raz on mi się do tego usunął jak pisałam na telefonie! Musiałam od nowa pisać i dlatego krótki... A był długi! Miałam dodać rozdział pod wieczór, ale jako tako, że rodzice zrezygnowali z pójścia do kościoła na 12 (i tak ja się tylko gapię w ściane i casem coś podśpiewam, zupełnie jak w szkole...). Ale czy tak czy siak DZIĘUJE IM ZA TO. Dlatego rozdział jest szybciej czyli teraz.
MAM DO WAS INFORMACJE:

1. Głosujcie w ankiecie na osobę, ankieta jest z lewej strony na górze (przedłużyłam czas głosowania). Coś się z tą osobą stanie, a ja nie chcąc Wam za dużo zdradzać , zrobię z tego tajemnicę.

2. Wybaczcie za krótkie rozdziały i przepraszam za błędy, ale jak mówiłam piszę na telefonie i głupi tłumacz robi swoje. Zamiast ,WSZYSTKICH, było ,WZAJEMNYCH, ja nie rozumiem tego telefonu. Ale to nia ta sprawa. Mam napisanych w zanadżu rozdziałów, gdyby mi wena nie odpowiadała (aktualnie piszą do tego bloga 13 rozdział xD) mam też kilka One-Shotów. Ja jestem do tyłu z tym pisaniem, bo chce mieć w zanadżu 10 rozdziałów, a jak mi się usuwają mam doła. I MOJA PROPOZYCJA: Dodać wzamian raz w niedziele One-Shot'a?

3. I teraz proszę o wszystkich o podawanie swoich pomysłów co ta grupka debili może robić xD. Nie mam już za bardzo pomysłów na rozwinięcie pt: ,,Co mogą robić w wolnym czasie". Tak więc proszę o propozycje. Mogą być oni wszyscy, para(w sensie dwie osoby, nie buzibuzi), itp., itd.

Dziekuje :D Prosze o komentowanie! to co zawsze: KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ!
Pozdrawiam,
Sashy ♫


sobota, 29 listopada 2014

Happy Birthday Laura! :D

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO LAURKO NASZA! ZDROWIA SZCZĘŚCIA I POMYŚLNOŚCI KOCHANA! ORAZ ŻEBYŚ MIAŁA PRZY BOKU ŁADNEGO BLOND PANA XD!
nie mogłam się powstrzymać, żeby tego nie napisać xD. Musiałam taki mus bananowy... Dobra Sash nie z chodź na temat musów i budyniów! U mnie piccolo polane, więc za błędy przepraszam! (Według mnie ten szampan piccolo smakuje na początku jak oranżada, a później rzygi... blee. po co ja to pije? Następnym razem po proszę o wodę z cytryną, jedno i to samo) DOBRA WRACAM! WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO LAURO MARIE MARANO! HAPPY 19! TAK WIĘĆ WIEM, ŻE JESTEM OPÓŹNIONA ITD., ITP. ALE MAMY SPAMOWAĆ TYM HASŁEM NA TT I INNYCH ZROZUMIANO?! : #BestWishesLauraFromPoland 
DO TEGO MAMY ODZNACZYĆ LAU! : @lauramarano
NIE ZAPOMINAĆ! JA TO ZARAZ ZROBIĘ WIĘC.. XD OJ NO CII... PRZYPOMNIAŁAM SOBIE, ALE PIERWSZE PO PRZEBUDZENI CO ZROBIŁAM TO SIĘ WYDARŁAM: LAURA MA DZINY! (powiedziałam dziny... na serio xd)

JA JUŻ ŻYCZENIA ZŁOŻYŁAM, ROZDZIAŁ JUTRO POD WIECZÓR ;)
NA KONIEC KILKA GIFÓW I FOTEK MAŃKI! ORAZ MOJE ZROBIONE W PIZZAPIE XD.

Pozdrawiam,
Sashy ♫




( Ross się wtrynił cii... nawiązujemy to do życzeń xd )















niedziela, 23 listopada 2014

Rozdział 5 Wara od mojej siostry! Nie pozwolę, żeby leciał na nią zboczeniec!

*Laura*
Byłam już od kilku minut w kuchni. Wyciągałam składniki na naleśniki. Drugi raz z rzędu będą.. No nic. Ross miał mi pomagać, a jeszcze nawet nie zszedł. Teraz trzeba wyciągnąć ostatni składnik czyli mąkę! To jest dziwne.. jedzenie możemy wyczarować tylko wtedy, kiedy będą produkty z których można je zrobić. Coś z niczego się nie da. Jest to pokręcone. Położyłam mąkę na blat. Odwróciłam się, a w drzwiach stał blondyn i pachniał.. Nie żartuje. Jedzie od niego wodą kolońską, a nawet kilkoma innymi preparatami zabójczymi.
- Hej! - przywitałam się.
- Cześć! - odpowiedział.
- Jak chciałeś mnie zabić to mogłeś wymyśleć coś innego niż zaczadzenie...
- Co?
- Wali od Ciebie wodą kolońską, a może nawet i czymś więcej.
- Nie podoba Ci się? - Uniósł brew do góry.
- Wiesz... Za dużo tego użyłeś.
- Och. - zasmucił się. I co ja mam zrobić?
- Ross. Pachniesz ładnie. Więc dlaczego mam zaszczyt wdychać i dusić się? - dokończyłam, a ten się zaśmiał.
- Pierwszy raz użyłem coś innego niż dezodorant i to nie wyszło. - zaśmiał się głośniej. Podszedł do blatu i nakierował swoją dłoń na składniki. Ja uczyniłam to samo.
- Może ja Ci wyczaruje wodę kolońską, która będzie oddawać Twój charakter? - spytałam, powoli zamieniając wszystko w potrawę.
- A jaki według Ciebie mam charakter? - spytał nie odrywając wzroku z okrągłych placuszków.
- Nie przewidywalny. - zachichotałam i razem z blondynem skończyłam śniadanie.
- Dodaj słodki, romantyczny, odważny, dzielny...
- ...skromny
- to też! - spojrzał na mnie swoimi brązowymi oczami. Znam go zaledwie 3 dni... a czuję się, jakbym znała go całe życie. Odwróciłam wzrok. Zaczęłam coś cudować. Chciałam stworzyć jakiś preparat, który go zadowoli. Znałam idealne zaklęcie, którego sama używam. Kątem oka zobaczyłam jak blondyn intensywnie mi się przygląda. Trochę mnie to krępuje, ale trudno. Wytrzymam. Po kilku sekundach płyn był gotowy. Miał żółta barwę i znajdował się w szkle o kształcie gwiazdki. Psiknęłam nimi kilka razy blondyna, a po tym podałam mu jego własność. Pachniał teraz tak męsko, a jednocześnie uroczo. Mmm...
- Lepiej? - spytał podchodząc do mnie. Przytaknęłam głową i zabrałam jeden stos naleśników, a blondyn drugi. Poszłam z nim do jadalni, tam położyliśmy na stole danie i osiem talerzyków.
- ŚNIADANIE RODZINKO!!! - wydarłam się. Po minucie słyszałam kroki stada słoni.

*Rocky*
Razem z resztą rodziny zszedłem do jadalni. Tam już koło siebie siedzieli Ross z Laura i jedli naleśniki. Koło Rossa usiadła Van i posyłała mu mordercze spojrzenie. Ja usiadłem na przeciw Rossa, po mojej lewej usiadł Rik, a po prawej Ellington. Przy mniejszych bokach stołu usiedli Rydel i Ryland. Każdy sobie nałożył po kilka naleśników. Ja zjadłem jako drugi po moim młodszym bracie blondynie. Ten to ma spust. Może sobie z nim porozmawiam?
>rozmowa w myślach<
Ross Rocky
- Brat jakich perfum używałeś co?
- Rocky... Sio z mojej głowy!

- Oj no chcę wiedzieć.
- To się nie dowiesz, bo sam nie wiem co w nich jest!

- Gdzie kupiłeś?
- W prywatnym sklepie Ross'a Shor'a Lynch'a.

- A nazwa? 
- Uhh... Skarpetki twojej babci.

- Mamy tą samą babcie... Haha ktoś ci dał, prawda?
- Nie!

- Właśnie, że tak! Rumienisz się!
- Nie bądź taki do przodu, bo Cię buty wyprzedzą!

- No to podaj nazwę sklepu i produktu!
- Emm.. No ten.. Sklep L.M.Angeles a nazwa.. Shine!

- Ściemniasz!
- Wcale nie.

- Wcale tak.
- Nie!

- Tak!
- NIE!

- TAK!
- Zaraz skończy Ci się zabawa.

...
Blondyn zamachnął się i oblał mnie wodą. Wszyscy już zjedli i patrzyli się na nas z rozszerzonymi paczałami. Ja z wody dobrze czarować nie umiem. Ale coś się wymyśli.. Wyczarowałem.. Chlor! Wcelowałem w blondyna i wylałem zawartość na jego włosy, które stały się zielone. On chciał mi oddać, ale zrobiłem unik i trafiło w Riker'a, który chciał oddać mu piorunem. Ale trafił w Laurę. Ona wielce wkurzona rzuciła ziemią w... Rydel. Zaś blondynka wyczarowała patelnie i rzuciła byle gdzie, więc trafiło w Ryland'a. Najmłodszy wyczarował pierwszą lepszą rzecz.. Padło na pastę do zębów. Rzucił nią w Ellington'a, który z kolei żeby się odegrać zwołał wiatr, ale taki który trzasną Van z liścia i potargał włosy. Ona natomiast obróciła się do Ross'a i mu oddała.
- Za co to?! - zapiszczał.
- Wara od mojej siostry! Nie pozwolę, żeby leciał na nią zboczeniec! - wydarła się i dała mu w drugi policzek. Uuu to musiało boleć. Został piękny czerwony ślad dłoni na twarzy brązowookiego. Dziewczyna dodała mu uroku.
- Van!! - wydarła się Lau. - rozumiem, że się mną opiekujesz, ale to z kim będę się spotykać to moja sprawa. Nawet gdyby to był Ross! A teraz przepraszam, ale idę opatrzeć mu polik! - wydarła się ponownie i pociągnęła wyżej wymienionego chłopaka za rękę do... chyba swojej łazienki.
- Ness, dlaczego ty tak nie chcesz dopuścić do swojej siostry Ross'a? - spytała Rydel.
- No bo... Laura kiedyś miała chłopaka, zakochała się w nim, ale on był tylko z nią dla zakładu. Wyśmiał ją, a ona sama zamknęła się w sobie. Przez miesiąc nie wychodziła z domu. Jakoś mi się udało przywrócić ją do normalności. Teraz boje się, że Ross zrobi jej krzywdę..
- Posłuchaj znam Ross'a od jego dzieciństwa. Opiekowałem się nim i wiem jaki jest. Na pewno nic nie zrobi Laurze. - uspokoił ją Rik.
- On jest bardzo... hmm. Uczuciowy. Ale też potrafi stanąć w czyjejś obronie. - dodał Ryland.
- To, że jest blondynem nie znaczy, że jest głupi.. - powiedziałem. Popatrzyli na mnie zszokowani. Ja mądry!
- W każdym bądź razie można na nim polegać. - powiedział Ellington.
- Czyli mogę mu ufać? - spytała brunetka.
- Tak, ale lepiej mu nie mów o przeszłości Twojej siostry. Najlepiej niech mu sama powie. - podpowiedział Riker.
- Dobrze. Teraz tylko przeprosić..
- A tak w ogóle co teraz zrobimy? - spytała Rydel.

*Laura*
- Auu! - piszczał blondyn - piecze!
- Vanka potrafi przyfasolić. - zaśmiałam się pod nosem.
- Dlaczego ona mnie tak nie lubi?
- Nie wiem. Może to związek ma z tym, co stało się w przeszłości...
- A co się stało w przeszłości?
- Wole nie mówić. Nie to, że Ci nie ufam, ale nie chcę poruszać tego tematu. - powiedziałam i zaczęłam przykładać do jego policzka zimny okład.
- Aaa! Uu! Ssss! Boli! - krzyknął zaciskając zęby.
- Przepraszam Cie za nią. Jest nieobliczalna. - odkręciłam korek od maści, zdjęłam okład, powycierałam jego policzek ręcznikiem i posmarowałam go przezroczystym żelem.
- Nie szkodzi. Pewnie dostanę więcej razy. - jego policzek nabierał powoli normalnego koloru. - jeszcze coś by się przydało...
- Co? Zapomniałam o czymś? - zadawałam pytania patrząc się mu w oczy.
- Zapomniałaś o najważniejszym! - wystraszyłam się. O czym mogłam zapomnieć? - Nie dałaś mi całusa w bolące miejsce jak to robiła Rydel! - pacnęłam się w czoło. Głupek mnie straszy. Nachyliłam się do blondyna i dałam mu całusa w polik.
- Zadowolony?
- Jak nigdy. - przytulił mnie do siebie i wzdychnął głośno. Zaczęłam chichotać jak to mam w zwyczaju.
- Może powinniśmy zejść już do nich? - spytałam.
- Okey możemy zejść, ale ja jak najdalej od tej psychopatki. - pokręciłam nie dowierzając głową i zeszłam z blondynem na dół.

*Ryland*
Vanessa już ma plan jak pogodzić się z Rossem. W sumie ona jeszcze tego nie wie. Ale ja z Rockym i Ellingtonem wymyśliłem idealny plan. Teraz tylko Rock musi powiedzieć w skrócie w myślach Ness o co chodzi. Polubiłem te dwie wariatki. Ale żeby wszystko było super starsza Marano musi pogodzić się z Rossem! Ona to zaczęła i ona to zakończy. Nie chce mieć problemów z dwójka osobników. Rocky popatrzył na mnie i skiną głową. Skończył mówić plan. Po chwili na schodach pojawili się Ross z Laura.
- Już lepiej? - spytała się Rydel, Ross'a. Pokiwał głowa i zaczął rysować butem wzorki.
- Vanessa ma Ci coś do powiedzenia. - powiedział Riker i zniknął, a ciemnowłosa nie zdążyła spiorunować go wzrokiem.
- Ross.. ja przepraszam. Po prostu nie chce żeby ktokolwiek skrzywdził moja siostrę! Ale po tym co powiedziało mi twoje rodzeństwo jestem pewna ze mogę Ci zaufać. Nie przerywaj mi!! - krzyknęła, gdyż nabrała ją wena, a blondyn chciał coś powiedzieć. - Jest mi głupio. Jesteś wspaniałym chłopakiem. Szkoda ze nie jesteś z Lau, ale w razie czego masz moje pozwolenie. I... Chciałabym się z tobą pogodzić, więc zabieram Was, ale bardziej Cie na... PAINTBALL!!! - krzyknęła z euforii. Przemówienie se wymyśliła. Ale trzeba przyznać ten Paintball był dobrym pomysłem.
- Wybaczam Ci. - Ross się uśmiechnął i przytulił Van na zgodę.
- Super! A teraz chodźcie na PB!! - krzyknąłem.
- Co, jak?! - Laura nie wiedziała o co chodzi.
- Kiedy my tutaj byliśmy Rydel, Rocky, Riker i Ratliff zbudowali z tyłu domu kort paintball'owy!
- Yey szybcy jesteście. A tak w ogóle nie myśleliście żeby założyć zespół? Mówiliście, że lubicie muzykę, a do tego wszędzie macie literkę ,R, może by tak.. Coś w tym kierunku.. - zagaiła Lau
- Wiesz możę kiedyś. Ell ma na nazwisko Ratliff, wiec będzie mógł grać.
Z reszta jaka byś nazwę dała? - spytałem
- Hmm ja popieram R6! - krzyknęła podekstytowana Van.
- Od razu jak te baterie R12! - krzyknął roześmiany blondyn.
- Hah tak brat nazwiemy się ,Baterie, ale czy tak czy siak ja bym nie grał. Wole bardziej sport. Ale bym był menadżerem i DJ zespołu! - sprostowałem.
- Aha. Czyli nazwa R5! - powiedziała Laura. Ross zaczął się śmiać w niebo głosy. - A Ci co tym razem? - spytała się blondyna, który coraz głośniej się śmiał.
- R5 to Chorwackie wino.. Hahahah - Tarzał się po podłodze.
- No to pasuje! Będziecie grać po pijaku i jednocześnie promować Chorwację! - uśmiechnięta Van poszła w stronę ogrodu, a starszy brat zamilkł.
- Kiedyś będziecie mieli ten zespół a teraz chodźcie! - podekstytowany pociagnąłem Laurę i Ross'a w stronę gdzie poszła Van.. Na taras! I na PAINTBALL!

*******
Hi People!
Jak tam leci drogie dzieci? xD
Nie no musiałam to napisać... Ehh. Muszę jeszcze biologie zrobić. Jutro wizytacja, a ja nie mam ćwiaczeń uzupełnionych. Nawet jednego tematu xD. Co ja robię na tych lekcjach? Wracając...
Jest rozdział. Do du.. tylnej strony. No!
Tłumacz w mojej komórce dał o sobie znać! Zamiast ,lubicie muzykę, wyszło ,krzyżak muzykę, WTF?! Nie wiem jakim cudem. Dobrze, że się skapnęłam i poprawiłam. Ale i tak rozdział do chrzanu.
Zostawiam go wam.
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ

PS/ WYPEŁNIAJCIE ANKIETĘ Z LEWEJ STRONY. POTRZEBUJĘ DO 15 LUB 20 ROZDZIAŁU ;).
Pozdrawiam,
Sashy ♫


niedziela, 16 listopada 2014

Rozdział 4 To co? Na zgodę wrzucenie do basenu?

*Riker*

Po tym jak Ryland rzucił na wszystkich zaklęcie trzeźwości od razu
odzyskałem świadomość co się działo.
- Vanessa przepraszam! - zacząłem się jej spowiadać.
- Spokojnie.. Wybaczam, ale nigdy już nie pij w moim towarzystwie. -
odparła. Odetchnąłem z ulgą. Lecz spokojnie nie było. Słyszałem
płacz.. Głośny płacz Laury. Wszyscy spojrzeli na Rossa.
- Co ty zrobiłeś mojej siostrze?! Nogi Ci z tyłka powyrywam! - zaczęła
Vanessa i chciała się rzucić na mojego młodszego klona, gdyby nie reakcja
Ell'a i Rock'a już dawno nie byłoby tu Rossy'ego.
- Ale.. Ja. Cholera! Nie chciałem! - sam zaczął płakać. Rydel podeszła i
spojrzała w jego oczy.
- Mówi prawdę. - stwierdziła.
- A Laura zadręcza się, że tak szybko mu zaufała. - dodał Rocky, który
pewnie siedzi w myślach brunetki.
- Co tak stoisz? Idź i ją przeproś baranie zanim będzie za późno! -
krzyknąłem na niego i popchnąłem w stronę schodów. Szybko po nich
wbiegł i słyszałem już tylko odgłos otwieranych, i zamykanych drzwi.
- Będzie miał nie jeden problem... - powiedziała siostra. Przytaknąłem
jej głową.
- Takie problemy będzie załatwiał ze mną! - warknęła wciąż trzymana
Vanessa.
- Może ją puścicie? - zapytałem.
- Ale pod warunkiem, że.. Nie mam pomysłu. - zadumał Ellington i puścił
Van. Ryland klepnął się w czoło z głupoty przyjaciela i też puścił
brunetkę.
- To może pójdziemy do części rodziny Lynch? - spytałem. Cały czas
byliśmy u Marano.
- Zgoda! - powiedzieli wszyscy i wybraliśmy jeden, i ten sam kierunek, czyli
salon z TV.

*Laura*

Płakałam... Płakałam jak nigdy dotąd. On wystawił moje zaufanie na
próbę i tej próby nie zaliczył. Mogli mnie zgwałcić w tym parku byle bym
go nie poznała! Jaka jestem głupia. Zaufałam pierwszej, lepszej osobie
nad przyrodzonej. Może byłam zbyt samotna? I z desperowana? Chciałabym nie
dopuścić do tamtego dnia! Nagle usłyszałam dźwięk otwieranych i
zamykanych drzwi. Nie widziałam twarzy, bo byłam odwrócona tyłem do drzwi
i patrzyłam przez okno.
- Van.. idź sobie. Nikomu więcej nie zaufam. Tak będzie lepiej. -
powiedziałam nie odwracając się.
- Nic nie będzie lepiej... - powiedział głos nie należący do mojej
siostry. Odwróciłam się, a niecały metr ode mnie stał on. Ten sam blondyn
z brąz oczami, który mnie zawinił.
- Ty tym bardziej idź! - krzyknęłam i zalałam się nową porcją łez.
- Nie pójdę! Dopóki mnie nie wysłuchasz!
- A co mam Cie słuchać? Chciałeś mnie wykorzystać!
- To nie ja!
- A kto?! Mikołaj?!
- Być może!
- Przestań! Nienawidzę Cię! Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego!
- Ale ja chce! I nie obchodzi mnie to co powiesz! Jesteś jedyną osobą, z
którą mogłem porozmawiać od tak. Jesteś jedyną DZIEWCZYNĄ, z którą
zawarłem przyjaźń! A ja zachowywałem się jak debil. Nie wiem co mi do
głowy strzeliło! To były promile, nie ja tylko ta zboczona cześć mego
umysłu! Nie odczepię się dopóki mi nie wybaczysz! Ja nie chciałem.. Daj mi
szansę! - wykrzyczał. Daj mi szansę - te zdanie cały czas krążyło w
mojej głowie. Mam mu ją dać? Może warto zaryzykować?
- Ross.. To było dla mnie niepojęte. Nie wiem, dlaczego Ci tak bardzo
zależy na przyjaźni ze mną..., ale... dobrze. Daje Ci szansę. -
powiedziałam i uśmiechnęłam się lekko do niego. Od razu odwzajemnił
uśmiech i mnie przytulił. Wtuliłam się w niego jak w misia. Nie potrafię
się na niego długo gniewać. Ale jeszcze jeden taki numer i będzie koniec
sielanki.
- To co? Na zgodę wrzucenie do basenu? - zapytał i popatrzył na mnie
chytrze. O nie!

*Narrator*

Grupka nastolatków w drugiej połowie domu oglądała telewizje. Tak
wciągnęły ich ,,Trudne Sprawy". Zaczęli słyszeć niewyraźne krzyki,
później cisza, a następnie wyraźne krzyki na przemian Laury i Rossa.
- Ross! Puść mnie!
- Weź przestań to nie boli
- Ty jesteś w swoim żywiole!!! A ja nie!
- Chociaż robiąc to wyhodujemy kwiatki!
- Zostaw mnie! Nawet o tym nie myśl! Moja moc nie ma z tym nic wspólnego!
- Oj ma! Radzę Ci się już rozbierać!!
- A jak nie to co!!!
- Według mnie możesz być w ubraniach. Poradzę sobie!!! - słysząc końcowe
zdanie Vanessa się poderwała z kanapy i na czele z reszta przeszła do swojej
połowy i po schodach na gore. Kiedy wszyscy stali już w takim korytarzu na
piętrze z pokoju Laury wyleciała Laura.. A za nią Ross.
- Ja Ci dam Laurę rozdziewiczać pantoflu jeden! - krzyknęła Rydel i zaczęła
biegać za dwójka tak samo jak Van.
- Coś mi tu nie gra.. Dlaczego Ross myśli o basenie i Lau tak samo? - spytał
Rocky.
- Pewnie dlatego, że chce ja tam wrzucić? - spytał RyRy.
- One o tym wiedzą? - spytał pokazując na brunetkę i blondynkę biegająca za
nastolatkami.
- Ci.. Niech pobiegają. - zadecydował i powrócił do wcześniejszego
pomieszczenia czyli salonu. Bruneci wzruszyli ramionami i ruszyli za blondynem
z stronę TV. Właśnie miało się okazać kto zabił siostrę matki córki,
gdy.. Telewizor się wyłączył. Ross próbował zmoczyć Laurę, ale to
zrobiła unik i kula wody trafiła w kable od satelity.
- Ej! - krzyknęli oburzeni.
- Zastaw mnie wariacie! - kontynuowała Lau nie zważając na wściekłych
dookoła ludzi. Ona natomiast próbowała trafić w blondyna ziemia, lecz on
zrobił unik i trafiło w Van.
- Puść mnie psycholu! - śmiała się Laura, gdy brązowooki przewiesił ją
sobie przez ramię.
- Nie wasz się... Za co ich gonimy? - spytała sapiąca Rydel.
- Nie rozumiem dlaczego się śmiejesz jak on chce Cie zgwałcić? - spytała
starsza Marano ignorując pytanie blondynki. Wszyscy wybuchli śmiechem. - O
co im chodzi?!
- Emm.. On chciał ja wrzucić do basenu - powiedziała Rydel po rozmowach w
myślach z Rockym.
- Aaa no to spoko. - powiedziała Ness i na luzie usiadła na kanapę
- Nie takich widoków się spodziewałam.. - mruknęła Laura dyndając na plecach
blondyna, a przed nosem miała jego tyłek.
- Czas Cie wrzucić - powiedział i wyszedł przez taras w stronę basenu. Na
nic nie pomogły krzyki, piski i wyrywanie się. Laura czy tak, czy siak
została wrzucona do basenu.. W tym czasie reszta domowników postanowiła coś
zrobić z dwiema połówkami domu.
- Trzeba to jakoś połączyć - powiedział najmłodszy Lynch. - Salony mogą
zostać połączone tak jak pietra.. I zrobimy tylko jedna kuchnie. Bez tych
drzwi. Usuniemy ścianę.
- Tak i do tego mamy kilka wolnych pokoi na piętrze. - dodała Van.
- Czyli teraz musimy się podzielić na kuchnie, piętro, salon i usunąć
ścianę, i wszystko podzielić. A jest akurat 6 osób.
- Ja z Rydel! - zaklepała Vanessa. Blondynka z uśmiechem przyjęła jej
propozycje. - robimy kuchnie!
- No to ja z bratem! - powiedział Ellington i przybił piątkę z Rockiem -
zrobimy piętro.
- W takim razie Rik my robimy salon! - krzyknął Ryland i wszyscy zabrali się
do roboty.

*Ross*

Pływam sobie z Laura w basenie. Jest fajnie. Tylko ona cały czas chce mnie
podtopić.. Ja natomiast jestem zapatrzony w jej ubranie. Może powinienem
powiedzieć ze jej czarna bielizna prześwituje przez biała mokra sukienkę?
- Laura.. Widać Ci khem khem.. No! Stanik.. - powiedziałem cały czerwony.
Spojrzała w dol i zrobiła się cała jak burak. Słodko.. Pstryknęła palcami
i miała już na sobie dwu-częściowy strój kąpielowy, ja nie chcąc być gorszym
wyczarowałem na sobie swój strój. Popatrzyliśmy na siebie z uśmiechem i
zaczęliśmy się... chlapać. Ja miałem o wiele łatwiej. Uniosłem nas na
wodzie kilka metrów nad ziemia. Miała śmieszna, przerażona minę. Zrobić
teraz takie zdjęcie. Jednak coś mnie zaniepokoiło. Była blada, a po chwili
zemdlała i leciała w dół. Szybko skoczyłem za brunetka. Co jak co, ale
byliśmy 50 metrów nad ziemia! Nie wiem chyba co to znaczy słowo
"kilka"... Złapałem ją w pasie i wyczarowałem wodną zjeżdżalnię. Po
kilku sekundach zjechałem z nią na ziemię przed basen. Miała puls. Czyli
jest dobrze tak? Zacząłem nią potrząsać. W końcu położyłem jej głowę na
moich kolanach i zacząłem się do niej zbliżać gdy nagle... Obudziła się.
- Co ty robisz?! - zerwała się, a ja ignorując jej krzyk przytuliłem ją do siebie.
- Dobrze ze żyjesz. Wystraszyłaś mnie. Następnym razem mów ze się boisz. -
mówiłem wąchając jej włosy. - Chodź do reszty.
Kiwnęła głową i weszliśmy tak jak wyszliśmy - przez taras.

*Ryland*

Skończyliśmy! Wyszedł naprawdę wieeeeeelki dom!!! W każdym razie ja tego
sprzątać po imprezie nie będę! Opadłem zmęczony tak jak reszta na kanapę.
Rocky włączył naprawiony telewizor i dał na jakiś program familijny.
Spojrzałem na zegarek. Już 22?!
- Wow.. - usłyszałem za plecami. Tak jak reszta odwróciłem się, a tam stali
mokrzy Ross i Laura.
- Co wy zrobiliście? - spytała nie ogarniając brunetka.
- Czarna robotę! - syknęła Rydel. - za to wy jutro z rana robicie śniadanie!
- Dobra.. - mruknął Ross i udał się na górę - Dobranoc!
- Ja tez idę spać Dobranoc! - powiedziała Laura i wbiegła po schodach do
swojego królestwa. - Tutaj jest mój pokój prawda?! - Krzyknęła jeszcze.
- Tak! - Zaśmialiśmy się. Po 30 minutach wszyscy zdecydowali się iść spać.
Ja się umyłem i przebrałem w piżamę. Wskoczyłem do łóżka i liczyłem
barany. Dość szybko złapał mnie sen...

***
Hi People!
Moje podstawowe pytanie: Co tam u was i jak po wyborach? xD
Może aż takie podstawowe nie jest, ale co tam xd...
Rozdział nudny tak, tak wiem. :( Ale lubię czytać wasze komentarze :D
A teraz postawię warunek ;) Jeśli będzie pod spodem komentarzy 5 lub nawet 5+ pojawią się 2 rozdziały. Jeden w Sobotę, a drugi w niedziele, co wy na to?
Hazardzistka :o
Jestem podeksytiwana nowiusieńką piosenką R5 SMILE! Czujecie ten klimat?! :D Już wiem dlaczego to według Ross'a ta piosenka wpadła mu w ucho. JEST IDEALNA! <3
Już nie zabieram wam radochy xD
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ ;O
Pozdrawiam,
Sashy ♫

PS/ DZIĘKUJE ZA WSZYSTKIE JAK DOTĄD KOMENTARZE :D




niedziela, 9 listopada 2014

Rozdział 3 Przegapiłeś zaręczyny swoich braci.

*Laura*
Obudziłam się w pokoju. Ale innym niż zasypiałam. To był chyba gościnny, ale
przecież zasypiałam u Ross'a! Tak? Nagle drzwi się otworzyły a w nich pojawił
się nie kto inny jak blondyn.
- O obudziłaś się - uśmiechnął się do mnie.
- Gdzie ja jestem? Nie zasypiałam czasem u Ciebie? - spytałam go. Zrobił
dziwna minę.
- Nie.. Dostałaś wczoraj poduszką od Rocky'ego i zemdlałaś. Woda Ci nie
pomagała, więc zaniosłem Cie do gościnnego. A co? - powiedział. Czyli to był
sen? To wszystko co się wydarzyło. Nie było filmu i tego wszystkiego. Zgadza
się to nawet, bo nie ma takiego filmu jak.. o czymś tam. To była gra, w
którą kiedyś grałam. Czyli też nie jestem z Ross'em. To był tylko sen.. W
sumie to by pasowało, bo nie ma żadnych zasad co do żywiołów. Chyba..
- A nic nic. Śniło mi się coś... - przerwał mi Rocky.
- Laura masz ciekawe sny! Spij więcej okey? - krzyknął i wparował do pokoju,
w którym aktualnie przebywam.
- Rocky! Jeszcze raz będziesz w mojej głowie a wezmę ta doniczkę z
parapetu! - zagroziłam mu. Zrobił przestraszoną minę i uciekł z piskiem.
Dziwna rodzina.
- Śniadanie! Naleśniki Ross! - krzyknęła z dołu Rydel, a blondyn wyleciał
z pokoju jak torpeda na słowo ,naleśniki,. Ja spokojnie wstałam pstryknęłam
palcami i gotowa w nowym stroju poszłam na dół. Byli już wszyscy przy stole,
a mi zostało zaszczytne miejsce pomiędzy Rydel, a Van. Na przeciw miałam
Rocky'ego. Zaczęłam zajadać się naleśnikami i były przepyszne!
- Chyba powinnyśmy iść do domu. - powiedziała Van patrząc na mnie.
- Dziękujemy za śniadanie! - powiedziałyśmy razem i już chciałyśmy wyjść.
Tylko Lynch'owie i Ratliff zaczęli się śmiać. Mam coś na twarzy?
- Nie Lau jesteś czysta. - zażartował Rocky.
- Tylko wasz dom jest bliżej niż się wam wydaje. - zaśmiał się Riker
- No.. Dzieli nas płot - zastanowiłam się i spojrzałam na siostrę. Była
tak samo zdezorientowana jak ja, a śmiech rodzeństwa wzrastał z każda
chwilą.
- Raczej już nie ma płotu.. - Ryland dał o sobie znać. Nie no o co chodzi?!
- Gadać! - krzyknęła Vanessa.
- Otwórzcie drzwi.. Ich nie było, były tylko wyjściowe. - dodał już
spokojniej Ell. Podeszłam do tych drzwi, otworzyłam i krzyknęłam.
- To jest nasz salon! - weszłam głębiej. - i Dom!!! Co wy zrobiliście?!
- My tylko połączyliśmy nasze domy. - powiedziała na luzie Rydel.
- Teraz będziemy mieli bliżej - uśmiechnął się Ross z Rikerem. Rzuciłam
się w ramiona tego młodszego, a siostra tego starszego. A później całej
reszty. W końcu mamy normalnych przyjaciół przed którymi nie trzeba się
ukrywać!

Kilka godzin poźniej...

*Rydel*

- Laura złaź szybciej! - krzyknęła starsza Marano. Mieliśmy iść do
granicznego klubu dla istot magicznych. Znajduje się on za lasem i widza go
TYLKO osoby takie jak my. Jest on dla wszystkich, wygnanych jak i pospolitych.
Klimat tam jest rockowy. Czarno-białe ściany, podłoga z LED o kolorach
tęczy. Barek podświetlony na niebiesko. Po obwodzie tego pomieszczenia idą
białe kanapy z szarymi stolikami, na środku można tańczyć w najlepsze. A
właśnie! Naprzeciw barku pod ściana zamiast kanap jest scena, na której
jest DJ, czyli często nasz brat. Dlatego, że on tam odpowiada za muzykę my
jesteśmy jako rodzina i mamy wejściówki za free, a dziś postanowiliśmy
zabrać tam siostry Marano. Jedna stoi z nami od 10 minut i czeka, a druga
dopiero teraz raczyła zejść po schodach. Ale przyznać trzeba, że Ross
nieźle się nakręcił. W jego oczach były miliony pozytywnych emocji. W jej
za to myśl czy coś jest nie tak.
- Możemy juz iść.. - powiedziała przerywając cisze.
- Nareszcie - krzyknęli Rocky i Ratliff. Dwa tumany.. ,Ej! Wypraszam sobie!,
Rocky wynos się z mojej głowy!! Posłałam mu mordercze spojrzenie. Wyszliśmy
z naszego domu i za pomocą mocy zjawiliśmy się w klubie. To znaczy przed.
- Witam D.J. RyRy! Zapraszamy! - jeden z goryli zaczął nam przybijać
pieczątki w kształcie gwiazdki na szyi i pozwalał wejść. Pieczątki były
pod naszymi znakami tatuażami. - A wy to kto? Jeśli nie jesteście z ich
rodziny nie możecie wejść! - powiedział drugi orangutan do Lau i Van. Co
teraz? Myśl, myśl...
- To są.. Laura jest moja narzeczona! - powiedział Ross i objął ja
ramieniem. Ja wyczarowałam nie zauważalnie obrączkę na jej serdecznym palcu,
Vance tez taki zrobiłam, bo znałam zamiary swojego starszego brata.
- A Ness jest moja narzeczoną, także rodzina! - powiedział Riker podchodząc
do starszej brunetki. Uśmiechał się nerwowo.
- A jakiś dowód? - spytał ten pierwszy. Obje jak na zawołanie wyciągnęły
dłonie z pierścionkami. Przybyli im pieczątki i mogliśmy wejść!
Ellingtona normalnie wpuszczają do środka, bo jest dla nas rodziną. A może
dlatego, że mu groziłam...
- Dzięki.. - powiedziała Van wypuszczając powietrze. - Było blisko...
- Macie teraz za to moich przystojnych braci - zażartowałam. One spojrzały na
nich i uśmiechnęły się cwano.
- W takim razie stawiacie nam drinki mężusie. - powiedziały razem.
Synchronizacja pierwsza klasa. Blondyni z minami męczennika poszli zamówić
coś dla każdego. Brali w ciemno to co zawsze. Ja z dziewczynami dołączyłam do
naszych towarzyszy, którzy zdążyli zając nam miejsca na kanapach.
- Co tak długo? - spytał Rocky
- Przegapiłeś zaręczyny swoich braci - zaśmiałam się, a Laura z Vanessa do
mnie dołączyły.
- Aha spoko.. - zaczął Ryland, by po chwili się obudzić - Chwila.. Co?!
- Noo może zostaniecie... - nie dane mi było dokończyć. To chyba rodzinne.
- Wujkami?! - spytali we trójkę. Doszli do nas Riker z Rossem i dali
każdemu nasze ulubione drinki.
- Masz głupich braci - zwróciła się do Rikera, Van.
- To żadna nowość - mruknął młodszy blondyn.
- Czemu nie mówiłeś, ze spałeś z Laura? - spytał Rocky
- Co?! - Rossy wypluł swojego drinka prosto na siedzącego Rylanda.
- No super.. To ja idę na swoje stanowisko. Tylko nie upijcie się.. Gamonie.
- mruknal młodszy. Poczarował coś i był już suchy.
- Riker ty tez nie święty.. Co z Vanka robiłeś po nocy? - dodał Ell i
teraz on wypluł swoją zawartość kieliszka na... Mnie?!
- Cholera.. Wy tempe jak ołówek dzidy. Rik i Ross powiedzieli ze to ich
narzeczone, żeby je wpuścili! A wy od razu KIEDY BĘDĘ WUJKIEM?! - wkurzyłam
się. Zaraz ich zabije.

*Ell*

Rydel się wkurza. RyRy jest za DJ. Ross i Riker nachlani. Laura i Vanessa
odpychają zachowania godowe blondynów. Rocky tańczy na parkiecie freestyle do
disco. A ja uspokajam nabuzowana blondynkę jednocześnie susząc ją moją mocą.
- Dell nie gniewaj się.. Proszę. - zacząłem
- Przecież się nie gniewam, obserwuje sobie tego gościa z magia znikania.. -
powiedziała zapatrzona w jakiegoś rudowłosego.
- Czyli nie jesteś zła?
- Nie je.. - przerwała jej Laura swoim krzykiem.
- Ogarnij tyłek Ross! Nie będe spać z tobą w kiblu! Znam Cie ledwo 2 dni!
Nie dam Ci tknąć alkoholu nigdy więcej. Forever and Ever!!! - wrzeszczała
przebiegając, a raczej uciekając od Rossa, obok naszego stolika.
- Kotku!! Ale ja chce mieć te dzieci!! Przecież moi bracia tak się cieszą!
Chodź na małe Rossiątka i Laurątka! No Lau, No!!! - leciał za nią wyżej
wymieniony chłopak.
- To było dziwne - stwierdziłem.
- Zabieraj te łapska cholero jedna! Następnym razem smycz i kaganiec! Riker
spadaj! MA KTOŚ PATELNIE?! - darła się Ness i tak samo jak jej młodsza
siostra uciekała przed moim jedynym starszym ''bratem''.
- Idziesz tańczyć? - zapytałem w końcu Ryd. Spojrzała na mnie niepewnie.
- Chodź fajnie będzie.
- No dobra. Ale żebym nie zemdlała na widok Rocky'ego.. - zdecydowała i
poszliśmy w stronę parkietu.

*Rossa*

Nosz zaraz coś mnie trafi! Lauś ucieka ode mnie.. Dlaczego?! Ja chce z nią
chociaż zatańczyć! Ona mnie nie słucha. Przystanąłem na środku parkietu,
a z moich oczu popłynęły łzy. Dlaczego?!
- Ross ty płaczesz? - spytała brunetka podchodząc do mnie.
- Zatańczysz ze mną? - spytałem ignorując jej pytanie. Biła się z myślami,
widziałem to. W końcu wyciągnęła do mnie rękę i zaczęliśmy tańczyć.
Akurat Ryland puścił wolnego jak na zawołanie. Zaczęliśmy się gibać w
rytm muzyki. Kątem oka zobaczyłem, ze Riker tańczy z jej starszą siostrą. A
jeszcze dalej Ellington z Rydel! Ja chyba mam zwidy. Za to Rocky pomagał
młodemu. Za dużo alkoholu. Tak się zagalopowałem, że chciałem pocałować
Laurę. Jednak ona dała mi z liścia i ruszyła w stronę wyjścia. Wszystkie
promile wyleciały ze mnie w jednej chwili. Zawołałem wszystkich i ruszyliśmy w
stronę domu. Ryland nagrał wcześniej piosenki na taśme, wiec ma wolne. Po
kilku sekundach byliśmy w salonie sióstr Marano, a z góry dobiegał płacz.
Co ja narobiłem?!

************************
Hi people!
Rozdział, krótki i nadawałby się do zakładki: Usuń zanim będzie za późno.
Pisany był na szybko i uważam, że mi nie wyszedł :/
Ale to już wasza opinia jaki jest beznadziejny w skali od (-1) do (-10)
Sama niewiem co już pisze xd...
Staram się robic krótkie rozdziały z rozwiniętym wątkiem, żeby tak szybko to historia się nie zakończyła. Do tego wszystko, WSZYSTKO pisze na telefonie, więc zanim dodam to muszę tutaj poprawiać większość błędów, choć i tak większość zostaje. Ale ten głupi tłumacz... ahh.
Tak więć zapraśam do ćtania i komentowania.
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ!

Pozdrawiam.
Sashy ♫